05/05/2020
Czekamy na online premierę opery HALKA z Kijowa 2019. Teatralnie, około godziny 19:00 zapraszamy do wspólnego oglądania!
My pokonujemy ostatnie techniczne problemy doby internetu w celu udostępnienia linku na kanał z nagraniem 😉
Was natomiast zapraszamy do przypomnienia sobie opowieści o Halce, w ramach popołudniowej odskoczni od rzeczywistości...
Stanisław Moniuszko
„HALKA”
Opera w IV Aktach
UWERTURA
Oczy zamknięte. Przedświt. Najbardziej cicha pora nocy, co oddech wstrzymała w oczekiwaniu. Zarys szczytów górskich, majestatyczny potęgą mroku. A Ziemia planeta krąg swój kończy i rozpoczyna.
Otwórz oczy. Już świt. W Słońcu pieści się Ziemia.
Za oknami chat ludzkie losy się toczą, Opowieści snując. Prawdziwe czy zmyślone w kałuży zwierciadle? Dudarza pytajcie.
***
Uchylą się drzwi chaty.
To Halka.
Pachnie trawą i jodłą. Oddycha powietrzem, co je wiatr z hal przygnał. Żyje. Wie o życiu tyle, że Słonko za gór horyzontem znika, by po ciemnej nocy skaliste szczyty z przeciwka ozłocić. Wszystko wieczne jest, choć przemija.
Wiarołomstwa i zdrady nie znała, gdyż obca to cecha Przyrodzie.
***
Panicz Janusz przybył z Daleka. Majątek wymagał oględzin. Wtedy ją ujrzał. Los chciał, widać, aby się spotkali.
Halka z początku Paniczem go zwała, potem Jaśkiem, Sokołem swoim...
Czas przysiadł w trawie i patrzył na nich. Patrzyły ze swych szczytów Góry. Patrzeć było miło.
***
Obiecał, że wróci. Czas płynął.
AKT I
Dzieje się Opowieść pod koniec XVIII wieku. W okolicach Krakowa, w pałacu Stolnika odbywają się zaręczyny jego córki Zofii z młodym, zubożałym szlachcicem Januszem. Tłum gości, magnatów i szlachty uczestniczy w uroczystości. Dziemba, zaufany Stolnika, raz po raz wznosi toasty na cześć młodej pary, pompatycznie wychwalając dwa szlacheckie rody, Odrowążów i Pomianów, z których wywodzą się narzeczeni. Zamaszysty Polonez kończy się staropolskim: „Kochajmy się!”.
Jakże szczęśliwa dziś Panienka Zofia! Ojciec wybrał dla niej dostojnego narzeczonego. Janusza dręczy niepokój. Czy aby na pewno Dziemba był praw, namawiając go na ten związek? „Równi urodą, równi stanem” – wtórują goście... Czy aby na pewno cena poczucia bezpieczeństwa w społeczeństwie nie za wysoka?
Zgodnie z tradycją, młoda para prosi Stolnika o błogosławieństwo. Nieoczekiwanie ceremonię tę zakłuca przejmujący śpiew zza okna. „Czyj to głos dochodzi z ogrodu, czyjaż skarga taka żałosna?”. Janusz poznaje głos Halki, jego poddanki z ziem na Podhalu. Pokochał ją dziwną miłością: jasną jak górskie jeziora szklane, szaloną jak Halny wiatr, mocną jak szczyty skaliste. Tak sądził. Teraz poczucie winy zmieszane z tlącym się żarem byłych uczuć owładają im z nową siłą.
Zofię niepokoi rekacja Janusza. Stolnik nie jest zadowolony, pragnie szczęścia dla swej jedynaczki: „Czyjaż w mym ogrodzie śpiewka?!”. Janusz proponuje: „Zobaczę sam”.
Kochankowie spotykają się w ogrodzie. Janusz zamierza powiedzieć Halce prawdę. Jednak zobaczywszy Ukochaną nie ma sił na przyznanie się do zdrady. Szczęśliwa Halka dzieli się Nowiną, którą nosi pod sercem: spodziewa się dzieciątka. Janusz nie wie co począć, żarliwie zapewnia o swojej miłości, obiecuje powrócić i wyznacza jej spotkanie „za miastem, nad Wisłą, tam gdzie krzyż wyniosły i dwie figury”. Wyprowadza Halkę.
Nieobecność Janusza zwraca uwagę gości. Dziemba, zaniepokojony, wychodzi do ogrodu wraz z podochoconymi szlachciami. Ci widząc Janusza, winszują mu gorąco: „Gdzieżeś, gdzieżeś panie młody? Hulać trzeba, kiedy gody!”.
W pałacu Stolnik wygłasza kwiecistą orację, dziękując gościom za przybycie.
Porywający Mazur skrzy się iskrami radości i wesela.
AKT II
Halka czekała. Strumień szemrał : „Wróci...”. Jodły jej szumiały : „Wróci...”. Wiatr jej cicho nucił: „Wróci Jaśko, wróci...”.
Aleja w pałacowym ogrodzie. Halka czeka na Jontka, by razem udać się za miasto, nad Wisłę i tam wyglądać przybycia swego Ukochanego. Góral Jontek przyszedł wraz z nią z podhalańskiej wioski, czuwa nad pokrzywdzoną Halką w dalekiej drodze. Ten młody chłopak kocha ją miłością wierną, acz beznadziejną. Nieszczęsna dziewczyna niezłomnie wierzy w miłosć Panicza. Jontek stara się rozwiać jej złudne nadzieje: „ a Ty mu wierzysz, biedna dziewczyno!”. Tam, w pałacu, zaręczyny Twojego Panicza z Panienką Zofią! Halka zrozpaczona rzuca się w stronę rozświetlonych okien. Jej krzyk wywołuje poruszenie wśród ucztujących gości. Wychodzi Janusz z wyrzutem : „Przecież mówiłem, przecież prosiłem!”. Próbuje przekonać Jontka aby wyprowadził Halkę. Nakazuje Dziembie dać im monet na drogę. Jontek dumnie odmawia. Stolnik każe oddalić intruzów. „Precz stąd!” – wykrzykuje Dziemba. Jontek z Halką odchodzą.
AKT III
Powiódł Jontek Halkę z powrotem na Podhale. Góry uciszą, jodły ukołyszą, pocieszą miękkie trawy...Wracajmy do domu.
Minęło kilka tygodni. Podhalańskie ziemie będące własnością Panicza Janusza. Dzwon nieszporny zwiastuje koniec dnia. Słońce znika za horyzontem. Górale zbierają się przed karczmą by odpocząć po kolejnym pracowitym dniu. Wieść o zaręczynach Panicza dotarła już do wsi. Gdy starsi gawędzą, młodzież tańczy z zapałem góralskie tańce.Tymczasem nadchodzi Jontek, prowadząc wycieńczoną, niemal obłąkaną Halkę. „Tak zmieniona, tak zbiedzona...” – trudno poznać w tej tragicznej postaci dawną Halkę. Między współczuciem, a osądem – ludzie wysłuchują opowieści Jontka o ich wizycie w pałacu Stolnika. „Tak to z dziewczętami bywa!”
Rozpętała się straszna burza. Nad górami grzmi. Okrążona przez tłum Halka traci przytomność.
AKT IV
Plac przed starym kościołem. Wczorajsza burza pozostwiła mgły, spowijające to deszczowe popołudnie w ślubne szaty.
Jontek schodzi z gór, pełen trwogi o los Halki. Wspomina rzewnie ich wspólne lata dziecinne, uśmiecha się do minionych chwil. Halka jest i zawsze będzie jedyną miłością jego życia. „Moja Halko ty jedyna, ty dziewczyno moja!”
Zbliża się orszak ślubny. Górale witają przybyłą szlachtę i panów. Wśród tłumu Janusz spostrzega Halkę. Zofii wydaje się znajoma ta biedna dziewczyna. Szczerze współczuje jej nieszczęściu, którego przyczyny jest nieświaoma. Mimo rozterki i dręczących wyrzutów sumienia, Janusz nie jest w stanie zmienić swej decyzji. Rozpoczyna się obrzęd zaślubin Janusza z Zofią. Halka skamieniała przyglądając się ceremoni. Zdrada dokonana.Słyszy tylko bicie własnego serca.
Zatem przeszywający ból zawładną nią całą: „O, dzieciątko nam umiera!” Teraz straciła wszystko do ostatka. „ O mój maleńki, kto do trumienki ułoży cię...” nuci kołysankę swojemu nienarodzonemu dziecku. Iskrami płomiennymi budzi się w jej sercu potrzeba zemsty. Pragnie spalić świątynię wraz z niewiernym kochankiem. Jednak słysząc dochodzący z kościoła śpiew, opamiętuje się. Halka modli się po raz ostatni: „Boże mocny, litość miej”. Przebacza Januszowi. Na tym świecie nic już jej nie pozostało. Halka rzuca się ze skaly.