Blog zabytkowy

Directions Website

Blog zabytkowy Jesteśmy małżeństwem historyków sztuki snujących się to tu, to tam, w niekończącym się polowaniu na zabytki.

W wyprawach towarzyszą nam dwaj (EDIT: trzej!) (EDIT 2: czterej!) niedorośli koneserzy, eksplorujący sztukę dawną z perspektywy krasnoludków.

Ostatnio narzekaliśmy na to i owo, a dziś bardzo proszę – post pozytywny, epatujący zabytkowym szczęściem. Tego szczęści...
18/09/2026

Ostatnio narzekaliśmy na to i owo, a dziś bardzo proszę – post pozytywny, epatujący zabytkowym szczęściem. Tego szczęścia doświadczyliśmy w Tarczku – małej wioseczce pod Bodzentynem, gdzie psim swędem udało nam się przeniknąć przez milczące, kamienne mury kościoła św. Idziego i nacieszyć się wnętrzem. Trafiliśmy albowiem na doniosłą chwilę wymiany instalacji elektrycznej. Sam kościół jest surową bryłą romańską, więc wyczucie jego piękna wymaga pewnej ekwilibrystyki – tym razem jednak odurzyło nas z całą mocą. Może za sprawą fantastycznego stanu zachowania, a może dzięki zalanemu, lub może tylko polanemu albo okraszonemu słabym światłem wnętrzu, gdzie zachowały się częściowo renesansowe, dziwaczne i dość polichromie, cudny (i świeżo odnowiony – jeszcze nie poświęcony!) gotycki tryptyk i urocze ołtarze boczne z XVII wieku. Zygmunt Świechowski, klasyk polskiej historii sztuki, datował kościół na rok ok. 1225. Główkował w ten sposób: skoro budynek jest romański, a łuk tęczowy – czyli arkada z nawy do prezbiterium – jest ostrołukowa (czyli gotycka), kościół musi być z czasu przełomu romanizmu i gotyku. Tymczasem arkada do prezbiterium ewidentnie pochodzi z czasów remontu z 1 połowy XVI wieku, bo na łuku jest perełkowanie, czyli ornament renesansowy. Tarczek należał do biskupów krakowskich, więc wszystko zaczyna kleić się w jedną całość, bo takie gotycko-renesansowe formy pojawiają się na Wawelu właśnie w tym czasie. Włala! :D

Kochani. Jeśli obserwujecie ten profil dłużej trzy kwadranse wiecie zapewne, że nie jesteśmy wielkimi fanami niszczenia ...
15/09/2026

Kochani. Jeśli obserwujecie ten profil dłużej trzy kwadranse wiecie zapewne, że nie jesteśmy wielkimi fanami niszczenia zabytków. To natomiast, co się odgargameliło w Bodzentynie, woła o postę do nieba (ryc. 2-3). Nie jesteśmy z tych stron, więc sprawa sprzed kilku lat, dla świętokrzyżan pewnie nieco przyschnięta, wywołała w naszym gronie szczególne poruszenie. Zwłaszcza w samym momencie, kiedy poruszając się wśród malowniczych murów tamtejszego zamku natrafiliśmy na ten paskidny betonowy klocek z piekła rodem. Trochę to przerażające, że w naszym umiarkowanie szczęśliwym kraju mamy dwie podstawowe formy ochrony zabytków, czyli a) zostawienie żeby się rozsypał i b) zrobienie z niego atrapy rodem z radzieckiego disnejlendu - i tylko w opcji dla szczególnie wymagających marud i smutasów (śpiących na pieniądzach) w grę wchodzi zachowanie i ochrona historycznej formy. Na szczęście nie było u nas żadnych wojen, więc zabytków średniowiecznych i wczesnonowożytnych mamy na pęczki, więc jeden w tą czy w tą nie ma znaczenia! 😳

Szanowni. Przygotowalismy dla Was dzisiaj małą zgadujzgadulę, ale najpierw kontekst. Otóż z uwagi na tegoroczną 490 rocz...
09/09/2026

Szanowni. Przygotowalismy dla Was dzisiaj małą zgadujzgadulę, ale najpierw kontekst. Otóż z uwagi na tegoroczną 490 rocznicę narodzin x Piotra Skargi gmina Grójec, jego rodzinne gniazdko, postanowiła nazwać bieżący rok rokiem Piotra Skargi. Przyznacie, że to dobre posunięcie, zwłaszcza że lepiej pasuje do gminy Grójec niż np. Rok Ognistego Konia, który obchodzą w Chinach. X Piotr nie urodził się co prawda w samym Grójcu, tylko pod Grójcem, niektórzy mówią że we młynie, ale to nie jest pewne. Pewne jest, że był chrzczony przy XV-wiecznej chrzcielnicy w tamecznym kościele Świętego Mikołaja, która, nota bene, była w tym czasie całkiem nowa. Kościół, choć tylko gotycki, jest jednak ważny nie tylko z uwagi na Piotra Skargę, ale też na to, że stoi w miejscu przynajmniej dwóch wcześniejszych kościołów, których jeden miał nawet szansę być katedrą. Tak przynajmniej twierdził doskonały dziejopis historii kościoła x Józef Nowacki. Ale że karty rozdano inaczej, diecezja pojawiła się w Płocku, gdzie do dzisiaj podziwiamy katedrę najosobliwszą spośród katedr polskich (o tym już pisaliśmy).
I teraz pytanie zgadujzgadulowe:
Mając na uwadze fakt, że x Skarga jest dla Grójca tym, kim Kopernik dla Torunia, w 490 rocznicę jego urodzin kościół parafialny:
a) można zwiedzać bez przeszkód
b) można zwiedzać o ustalonych godzinach, poza nabożeństwami
c) można zwiedzać ze specjalnie wynajętym na ten rok przez gminę przewodnikiem
d) można obejrzeć zza kraty
e) jest zamknięty na głucho, ale na rynku można zjeść lody

Czekamy na odpowiedzi w komciach!

Dobiegniew, choć ma kawałek muru miejskiego z basztą (ryc. 10), jest miastem paskudnym. Jest to przypadłość niezawiniona...
04/09/2026

Dobiegniew, choć ma kawałek muru miejskiego z basztą (ryc. 10), jest miastem paskudnym. Jest to przypadłość niezawiniona, bo nabyta - głównie za sprawą zniszczeń wojennych (85%!). Łagodzi ją szczęśliwie, przynajmniej w obrębie muru kościelnego, miejscowa fara - potężny i ciekawy kościół gotycki, pamiętający może jeszcze rok 1300. Ciekawość została tu wypchnięta na zewnątrz, ponieważ wnętrze postanowiono doprowadzić właściwie do nowości (brakuje tu tylko mebli z Ikei), a w związku z dogłębnym i wielokrotnym jego łupieniem, nie ma w nim właściwie na czym zawiesić oka. Z drugiej strony (czyli od zewnątrz), mamy za to cudnownie urokliwy, piernikowy portal południowy, którego czar polega na obłożeniu ościeży i archiwolt (powiedzmy, fachowych odpowiedników futryn i arkad) XIV-wiecznymi kaflami ceramicznymi. Czego tu nie ma. Jest gryf, jeleń, baba z rybą, dziad (bez ryby), małpa, rycerze, diabeł i winorośle. Baba z rybą ma na głowie kruzeler (ryc. 4), czyli taki czepiec-wałek przypominający ogromną kiełbasę, który noszono około połowy XIV wieku, co zawęża nam datowanie. ❤️ Na portalu ze strony przeciwnej, czyli od północy, ostał się właściwie tylko Pan Jezus (ryc. 8), którego na Dolnym Śląsku prawdopodobnie wzięto by za mongoła (kto nie wie o co chodzi, polecamy nasz post o Miłkowie 😛). Całe szczęście zatem, że tkwi w kościele na lubuszczyźnie, a wcześniej tkwił w tym samym miejscu, tyle że w Nowej Marchii, zdala od najazdów mongolskich, zagrożony co najwyżej wycieczką czesko-wielkopolską, która z chrześcijańską, bilingwistyczną łagodnością mogła mu co najwyżej zakrzyknąć "ahoj!". Jak Krecik.

Mamy taką niespisaną listę zabytków do zobaczenia, funkcjonującą efemerycznie gdzieś na krańcach mapy myśli, wydobywaną ...
31/08/2026

Mamy taką niespisaną listę zabytków do zobaczenia, funkcjonującą efemerycznie gdzieś na krańcach mapy myśli, wydobywaną ad hoc w zależności od tego gdzie akurat jedziemy. Ostatnio z tej listy zdjęliśmy kościół w Goraju pod Międzychodem. Goraj pod Międzychodem musi funkcjonować w takiej właśnie zbitce, bo nawet wszechwiedzący chat gpt nie wie gdzie to jest (i że w ogóle jest). Chcieliśmy do Goraja (pod Międzychodem) dotrzeć już wiele lat temu, bo coś tak dużego i murowanego jak tameczny kościół z datą konsekracji 1615 (a datą budowy 1679) wzbudza ciekawość i podejrzenia, ale dotąd unikał naszych oczu. A okazał się godny odwiedzin. Choć pochodzi rzeczywiście z późnego XVII wieku, to jednak pełen jest zagadek i klimatu wiejskiej tajemnicy, niczym pałac Gąsowskich w Bejgole (kto czytał Szatana z 7 klasy ten wie). Z rzeczy tajemniczych, obok obrazów w tradycji (chyba tylko w tradycji?) XVII wieku, wydestylowalismy spod beczkowego pseudosklepienia z drewna ślady po murowanym sklepieniu z cegieł (dawne musiało się zawalić), ale miejsce jego osadzenia jest nietypowe i mimo całomszalnych rozważań (nie mogliśmy się powstrzymać 😭), nie doszliśmy jeszcze do tego czy było ono pierwotne, czy późniejsze. Jak wszystkie dawne świątynie także i tę otacza stary cmentarz, ze smutną kwaterą protestancką, leżącą odłogiem, jak niechciany nieużytek. Wszystko to, łącznie z niemal obronnym koscielnym murem i parkiem obok, skrywającym może ruinę dawnego dworu aż woła o wpisanie na zabytkową mapę Wielkopolski. Niniejszym wpisujemy. ❤️

Zastanawialiśmy się, czy Wam to pokazywać, bo mamy szacunek dla Waszych oczu i nie przepadamy za krytycznymi postami, al...
25/08/2026

Zastanawialiśmy się, czy Wam to pokazywać, bo mamy szacunek dla Waszych oczu i nie przepadamy za krytycznymi postami, ale że problemy ochrony zabytków to nie tylko rzeczy estetyczne, zaryzykujemy. W Słupsku, jak już wiemy, stoi zamek, a przed zamkiem (lokalizacyjnie i historycznie) stoi kościół św. Jacka, wybudowany w XV wieku przez Dominikanów. Ładny, gotycki, a jak gotycki to strzelisty. Do wnętrza nawy niestety się nie dostaliśmy - wielka szkoda, bo na stronie parafii bardzo zachęcająco i wyczerpująco opisano jego historię i wnętrze. Schody (dosłownie i w przenośni) zaczynają się jednak w kruchcie, wydzielanej po 1600 roku. Znajduje się w niej empora organowa i coś w rodzaju samodzielnej "świątyni pamięci". W tejże na ścianach wiszą przede wszystkim tablice kommemoratywne, poświęcone osobom, zdarzeniom, czasem grupom, zasadniczo Polakom, cierpiącym w różnych okolicznościach. Piękna to idea, godna uznania wsparcia i w ogóle, ale sposób ekspozycji tych memorabiliów to kompletny bigos (ryc. 3) kolorów, materiałów, rozmiarów i przedmiotów o bardzo rozbieżnej jakości, wieku i wartości. Wisienką na tej stercie bigosu, którego nie możemy z przyczyn moralnych nazwać tortem, jest tablica, na której anonim kieruje "Szczęść Boże" do "ludzi zwykłych, kierujących się Wiarą, Nadzieją, Miłością i Rozumem" (ryc. 4). Abstrahując od osobliwej treści, gdzie do zwyczajowych Cnót Głównych dodano ni stąd ni zowąd dar Ducha Świętego (chyba że to rozum filozoficzny?), brzmi to trochę jakby, ktoś chciał dowartościować ludzi, którzy nie cierpieli, ale są fajni z innych powodów. I im też należy się tablica. Może szukamy dziury w całym, ale 500-letnie wnętrza zasługują chyba na jakiś wewnętrzny ład, czyż nie? 🤔🤔🤔

Droga nad morze to trasa, którą zawsze staramy się pokonywać na raz, bo każde 15 minut postoju łączy się zawsze z 2 godz...
17/08/2026

Droga nad morze to trasa, którą zawsze staramy się pokonywać na raz, bo każde 15 minut postoju łączy się zawsze z 2 godzinnym opóźnieniem (to ten specjalny czas, kiedy magia łączy się z matematyką 🙄). Dlatego też, mijając po drodze sporo zabytków, zwykle zaciskamy zęby i jedziemy dalej. W tym roku wszakże trafiła nam się tzw. pogoda w kratkę, postanowiliśmy więc cofnąć się po własnych śladach i po raz pierwszy od bodaj kilkunastu lat nie tylko przejechaliśmy przez Słupsk, ale też nieco go zwiedziliśmy. Słupsk, jak sama nazwa trochę wskazuję, bierze swoją nazwę od Słupa. Według części badaczy może też brać nazwę od rzeki Słupi, która przezeń przepływa, ale wobec pierwotnego sporu co bylo pierwsze, j***o czy kura, skłaniamy się ku Słupowi tudzież Stołpowi (taka nazwa pojawia się w źródłach średniowiecznych), ponieważ to pasuje nam do narracji (😛). Otóż Stołp to wieża, a wieża, jak wiadomo, w średniowieczu wiązała się z władzą. Słupsk w średniowieczu też wiązał się z władzą, czy też władza z nim, czego dowodem zamek książąt pomorskich, jako siedziba władców. I my właśnie o tym zamku byśmy chcieli. Otóż zamek sam w sobie, ze względu na liczne remonty i współczesną koncepcję renowacji wygłaskaniowej, nie jest wybitny, ale ma ciekawe zbiory. W skali od 1 do 10 możemy określić je i na 1 i na 10 (no, na 9). A to dlatego, że znajdują się tu zarówno przedmioty niewiele znaczące, jak i absolutne hity i rarytasy, jak np. ogromny portret kapelana książęcego, Michała Mostnika (ma sfumato jak obrazy Leonarda da Vinci!), makabryczny pentaptyk z Bukowa Morskiego (ryc. 4) czy XVIII wieczny zegar stojący z blaszanymi stateczkami (ryc. 5). Jest tego oczywiście więcej, ale nie chcemy spojlować. Trafiliśmy też, chyba pierwszy raz w życiu, na wystawę poloników z muzeum we Lwowie. To też rarytasik. Polecamy!

Ląd nad Wartą dotąd jeszcze nie pojawił się w naszych blogowych annałach, a to dla nas miejsce szczególne. W dość odległ...
07/08/2026

Ląd nad Wartą dotąd jeszcze nie pojawił się w naszych blogowych annałach, a to dla nas miejsce szczególne. W dość odległej perspektywie historycznej część naszego zespołu wyposażona m. in. w brodę opisywała naukowo tutejszą średniowieczną rzeźbę architektoniczną, przez co w krużgankach pocysterskiego klasztoru spędziliśmy długie, zimowe godziny. Wracaliśmy tu także kilkukrotnie na absolutnie fantastyczny Festiwal Kultury Słowiańskiej i Cysterskiej, który oferuje, obok klasycznej naparzanki wojów, namiotów ze słowiańskim rzemiosłem, wiejskiego jadła i świętojańskiej muzyki, także część naukową, z popularyzatorskimi wykładami. Dotąd jednak nie zwracaliśmy uwagi na barokową część tego dziedzictwa, bo kościół – choć ma, jak klasztor, korzenie jeszcze XIII-wieczne (!) – najbardziej jednak słynie z przebudowy za czasów Pompeo Ferrariego, który, wbrew pokręconej logice anachronizmu, nie projektował szybkich samochodów, tylko potężne kopuły. We wnetrzu rzuciły się nam w oczy bardzo dobre figury świętych i nietypowe, szalenie włoskie płaskorzeźby zwiastowania (prezentujemy Gabriela, ale jest też NMP, Joachim i Anna). Nasze krasnoludki namierzyły natomiast, znowu bardzo włoskie, lwy, postępując z nimi, chyba pod natchnieniem biblijnym, mniej więcej według wizji proroka Izajasza (cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał: Iz 11,6).

Ostatnio było o najpiękniejszej kracie, a dzisiaj o najpiękniejszym, lub, jeśli nie najpiękniejszym (bo o gustach, jak w...
28/07/2026

Ostatnio było o najpiękniejszej kracie, a dzisiaj o najpiękniejszym, lub, jeśli nie najpiękniejszym (bo o gustach, jak wiadomo, non disputandum est), to w każdym razie najbajkowiejszym pałacu na Dolnym Śląsku. Mianowicie o pałacu w Wojanowie. Od pewnego czasu czailiśmy się żeby go obejrzeć z bliska, ale cały ąturaż pełen przepychu i wypucowania nieco nas onieśmielał. Nawet nasz zabytkowóz, który jest zabytkowozem w prawie najwyższym znaczeniu tego słowa, dziwnie prychał i piszczał na sam widok pałacowej bramy. Dopiero pozniej okazało się, że to czujnik ABS. W każdym razie ukryty urok tego przedziwnego obiektu (pałacu, nie samochodu) z perspektywy historyka sztuki polega na dziwnym fikołku historyczno-stylistycznym. Otóż w najstarszej części nadziemnej, o ile nam wiadomo, jest to pałac z początku XVII wieku, czego dowodem portale wejściowe, na których stoi wyraźnie "SKARPETY 1607" (tak naprawdę "ERBAUT 1607", ale "SKARPETY" brzmi lepiej). Pałac z tego czasu miał pewnie formę czworoboku z alkierzami, czyli takimi niskimi wieżyczkami na narożach. Później, po przyjacielskich odwiedzinach Szwedów w czasie wojny 30-letniej, został odbudowany, w XVII wieku przebudowany w duchu baroku, w XIX wieku rozbudowany w duchu romantyzmu tak, by dziś wyglądać zupełnie jak pałac z początku XVII wieku. A nawet z końca wieku XVI (jak np. wielkopolski Gołuchów czy francuski Château de Chenonceau) . Wszystko tu pasuje do tej epoki, łącznie ze stolarką okienną (nawet jeśli okna są za duże i zbyt angielskie). Wniosek z tego taki, że trzeba się mocno napracować, żeby wszystko zostało po staremu.
¯⁠\⁠_⁠(⁠ツ⁠)⁠_⁠/⁠¯
PS. Niestety nie znamy historii gęsi z portalu 😔

Address

Zborov
08633

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Blog zabytkowy posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Shortcuts

Share

Category