18/09/2026
Ostatnio narzekaliśmy na to i owo, a dziś bardzo proszę – post pozytywny, epatujący zabytkowym szczęściem. Tego szczęścia doświadczyliśmy w Tarczku – małej wioseczce pod Bodzentynem, gdzie psim swędem udało nam się przeniknąć przez milczące, kamienne mury kościoła św. Idziego i nacieszyć się wnętrzem. Trafiliśmy albowiem na doniosłą chwilę wymiany instalacji elektrycznej. Sam kościół jest surową bryłą romańską, więc wyczucie jego piękna wymaga pewnej ekwilibrystyki – tym razem jednak odurzyło nas z całą mocą. Może za sprawą fantastycznego stanu zachowania, a może dzięki zalanemu, lub może tylko polanemu albo okraszonemu słabym światłem wnętrzu, gdzie zachowały się częściowo renesansowe, dziwaczne i dość polichromie, cudny (i świeżo odnowiony – jeszcze nie poświęcony!) gotycki tryptyk i urocze ołtarze boczne z XVII wieku. Zygmunt Świechowski, klasyk polskiej historii sztuki, datował kościół na rok ok. 1225. Główkował w ten sposób: skoro budynek jest romański, a łuk tęczowy – czyli arkada z nawy do prezbiterium – jest ostrołukowa (czyli gotycka), kościół musi być z czasu przełomu romanizmu i gotyku. Tymczasem arkada do prezbiterium ewidentnie pochodzi z czasów remontu z 1 połowy XVI wieku, bo na łuku jest perełkowanie, czyli ornament renesansowy. Tarczek należał do biskupów krakowskich, więc wszystko zaczyna kleić się w jedną całość, bo takie gotycko-renesansowe formy pojawiają się na Wawelu właśnie w tym czasie. Włala! :D