17/08/2026
Droga nad morze to trasa, którą zawsze staramy się pokonywać na raz, bo każde 15 minut postoju łączy się zawsze z 2 godzinnym opóźnieniem (to ten specjalny czas, kiedy magia łączy się z matematyką 🙄). Dlatego też, mijając po drodze sporo zabytków, zwykle zaciskamy zęby i jedziemy dalej. W tym roku wszakże trafiła nam się tzw. pogoda w kratkę, postanowiliśmy więc cofnąć się po własnych śladach i po raz pierwszy od bodaj kilkunastu lat nie tylko przejechaliśmy przez Słupsk, ale też nieco go zwiedziliśmy. Słupsk, jak sama nazwa trochę wskazuję, bierze swoją nazwę od Słupa. Według części badaczy może też brać nazwę od rzeki Słupi, która przezeń przepływa, ale wobec pierwotnego sporu co bylo pierwsze, j***o czy kura, skłaniamy się ku Słupowi tudzież Stołpowi (taka nazwa pojawia się w źródłach średniowiecznych), ponieważ to pasuje nam do narracji (😛). Otóż Stołp to wieża, a wieża, jak wiadomo, w średniowieczu wiązała się z władzą. Słupsk w średniowieczu też wiązał się z władzą, czy też władza z nim, czego dowodem zamek książąt pomorskich, jako siedziba władców. I my właśnie o tym zamku byśmy chcieli. Otóż zamek sam w sobie, ze względu na liczne remonty i współczesną koncepcję renowacji wygłaskaniowej, nie jest wybitny, ale ma ciekawe zbiory. W skali od 1 do 10 możemy określić je i na 1 i na 10 (no, na 9). A to dlatego, że znajdują się tu zarówno przedmioty niewiele znaczące, jak i absolutne hity i rarytasy, jak np. ogromny portret kapelana książęcego, Michała Mostnika (ma sfumato jak obrazy Leonarda da Vinci!), makabryczny pentaptyk z Bukowa Morskiego (ryc. 4) czy XVIII wieczny zegar stojący z blaszanymi stateczkami (ryc. 5). Jest tego oczywiście więcej, ale nie chcemy spojlować. Trafiliśmy też, chyba pierwszy raz w życiu, na wystawę poloników z muzeum we Lwowie. To też rarytasik. Polecamy!