26/05/2025
Kilka dni temu do wszystkich graczy (nawet tych, którzy ostatecznie nie mogli pojawić się na zamku) trafiły maile z podsumowaniem Wyprawy i drobnymi fabularnymi niespodziankami. Koniecznie sprawdźcie swoje skrzynki i folder SPAM! 🙂
A wszystkich pozostałych zapraszamy do lektury:
"A zatem zapytacie: co stało się podczas owej wyprawy w mroczne i nieprzebyte Góry Mgliste? Czyż naprawdę odnaleziono skarb, o którym mówiła prastara mapa Dagara, ostatniego z Kartografów Zachodu, będąca niegdyś w posiadaniu Baldrina?
Niełatwo dać na to jednoznaczną odpowiedź. Bowiem zdania krasnoludów – jak to wśrod nich bywa – są podzielone. Jedni rzekną, że nie, iż wszystko było jedynie złudzeniem i cieniem dawnych legend; drudzy zaś przyrzekną na brody przodków, że skarb został odnaleziony – choć nie taki, jakiego się spodziewano.
U kresu długiej i niebezpiecznej drogi, wśród skalistych grzbietów, odnaleźli zamek – samotną warownię z kamienia czarnego jak noc i twardego jak przysięga. Tam właśnie zamieszkiwał jeden z uczestników dawnej wyprawy sprzed półwiecza - krasnolud Blablin, który z własnej woli i serca ogłosił się Strażnikiem Skarbu. Imię to brzmiało dumnie, lecz jego treść – jak się miało okazać – nosiła w sobie cień wstydu.
Albowiem Blablin, choć wierny przysiędze, nie zdołał zachować bogactw powierzonego mu skarbca. Przez długie lata samotności wymieniał u obwoźnego kupca rubiny i pierścienie, złote tarcze i znakomite ostrza, na rzeczy całkiem zwyczajne - chleb, ser i przede wszystkim – kiełbasę. Niektórzy ujęliby się za nim, mówiąc: „Jak miał przeżyć, będąc sam pośród pustkowia, bez braci i bez wieści, trwając w wiernej straży, dzień za dniem, rok po roku? Próbował tylko obronić brzuch przed skręcającą trzewia pustką, a obłowił się na tym jedynie ten chciwy obwoźny handlarz! To on jest prawdziwym grabieżcą i to jemu, należałoby wymierzyć sprawiedliwość!”
A jednak Blablin nie zdradził w pełni swej misji. Nie otworzył wędrowcom bram skarbca, póki nie przeszli prób dawnych – wyzwań ciała i ducha – które tylko prawdziwi synowie Durina mogli pokonać. I tak oto, gdy już wreszcie przekroczyli progi komnaty skarbca, oczom ich ukazało się jedynie kilka monet – blade wspomnienie dawnej chwały.
Lecz los jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Grzymałowie – bracia rozmawiający z kamieniami– dostrzegli na klepisku jaskini błysk grudek mithrilu, srebra żywego, czystego jak światło gwiazd. Płytka odkrywka dowiodła, że cała góra pełna była tego cennego kruszcu, którego nie imał się czas ani ząb zniszczenia. Skarb więc – prawdziwy skarb – został odkryty, choć nie w miejscu, gdzie się go spodziewano, ani w formie, o jakiej marzono.
Zarządzono rychło założenie kopalni, a osadę u stóp góry nazwano Rozdrożrzem – przez oba „ż”, by nikt nie śmiał pomylić ścieżek w tej nowej krainie. Angred, starszy z braci, został ogłoszony Królem Na Górze, zaś jego brat Gorthang – skrybą i ekonomem dworu. Każdy z tych, którzy dotarli do celu, otrzymał zaszczytne miejsce w dworskiej radzie.
I żyli długo, w pokoju i dostatku. A może tylko przez chwilę… bo już pierwszego dnia nie obyło się bez waśni o podział udziałów w nowo odkrytej kopalni.
Lecz to, drogi wędrowcze, już opowieść na inny wieczór, przy innym ogniu…"
Fota: Pan Kronikarz