13/01/2026
Patrzę, jak wszyscy wspominają 2016 rok.
A dla mnie…
2016 to rok, który pamiętam najgłębiej.
Nie dlatego, że był piękny,
ale dlatego, że odciskał się w moim sercu tak mocno jak lawenda swój zapach w pamięci zmysłów.
To był rok, w którym poszłam za trumną mojej jedynej córki Kaliny.
Rok, w którym świat się rozpadł, a ja musiałam trwać.
Ten ból był jak pole bez końca,
nie takie, jakie widzimy na zdjęciach, ale takie, które nosi się w duszy.
Dziś, dziesięć lat później, jestem w innym miejscu.
Nie zapomnę tamtego roku, ale uczyniłam z niego siłę.
Z tego bólu narodziły się projekty.
Powstały kamionki, to miejsce, potem galeria pigmentów.
Przeszłam wiele — poszukiwania, wzloty,
upadki i powstania.
Każdy krok był trudny, każdy niósł ślad straty,
ale też ślad miłości, która wciąż trwa.
Nie wiem, jak to nazwać -
czy to siła, czy duch, czy obecność, której nie można zmierzyć…
Ale czuję, że moja córka jest tu
i daje mi energię, by trwać, działać i tworzyć.
Przez te 10 lat poznałam wielu z Was.
Część została na chwilę,
część odeszła swoją drogą —
ale garstka wciąż jest tu ze mną.
Z niektórymi spotkałam się w realnym świecie,
z innymi łączy mnie cisza, uważność i wspólne rozumienie.
Dziękuję, że jesteście. To ma dla mnie ogromne znaczenie.
Ten post dedykuję każdemu,
kto niesie w sobie pamięć, którą trudno udźwignąć —
i każdemu, kto z tej pamięci potrafił stworzyć coś,
co nadal świeci światłem.
🤍Dziękuję Ci, moje dziecko — za to, że Twoja obecność wciąż mnie prowadzi.
Kalina🤍