13/06/2026
Śladami legend ze spektaklu "Legendy Wrocławia" - Kluskowa brama.
Dawno, dawno temu we Wrocławiu żył pewien mieszczanin imieniem Konrad. Żona mieszczanina Agnieszka gotowała znakomite kluski.
Pewnego dnia Agnieszka zachorowała i po kilku dniach odeszła do nieba. Biedny Konrad został sam na świecie. Nie dość, że tęsknił za Agnieszką, to jeszcze chodził ciągle głodny, ponieważ sam nie umiał ugotować klusek.
- Schudłem i klusek mi brak, tak czy siak idę szukać małżonki mej.
W drodze napotkał anioła, który mu obiecał odnaleźć Agnieszkę. Konrad postanowił odpocząć przy małym kościółku na Ostrowie Tumskim. Zasnął i miał bardzo niezwykły sen. Przyśniła mu się jego ukochana, która we śnie częstowała go miską ciepłych, pachnących klusek. Agnieszka powiedziała mu, że taka miska ciepłej strawy będzie na niego czekać codziennie, gdy wróci z pracy, ale pod jednym warunkiem: każdorazowo musi zostawić jedną kluskę. Mężczyzna tak się tym uradował, że aż się obudził. Ku jego zdumieniu, tuż obok, faktycznie czekała miska pełna jego ulubionego dania. Głodny Konrad przystąpił czym prędzej do jedzenia. Gdy została już ostatnia kluska zawahał się. Rozejrzawszy się jednak dookoła, stwierdził, że to był tylko sen, a ta jedna, konkretna kluska wyglądała zresztą najbardziej apetycznie, więc postanowił i ją zjeść.
- Przecież Agnieszka nie zrobiłaby mi takiej przykrości.
Wtedy stało się coś dziwnego. Kluska zaczęła uciekać mu spod widelca, a ten jak oszalały postanowił ją gonić. W pewnym momencie chwycił kluskę, ale ona niefortunnie mu wypadła, tym razem na bramę. Zaczął się wspinać i kiedy już wszedł na górę…. kluska skamieniała. Konrad zszedł, zabrał miskę i poszedł do domu.
Od tej pory jego miska była już zawsze pusta, a kamienna kluska po dzisiejszy dzień leży na jednej z wrocławskich bram.