11/06/2025
Zapraszamy do lektury minieseju autorstwa Ruty Michury i Zuzanny Mochniej na temat wystawy „Niemarność nad marnościami”.
Od 15.05.2025 do 10.06.2025 w Of 50/51 obejrzeć było można wystawę "Niemarność nad marnościami" autorstwa Floriana Klewara, studenta I roku kulturoznawstwa UWr. Autor bawi się gorejącym w sztuce od setek lat motywem wanitatywnym, podważając go przy użyciu jego własnych narzędzi. Ze średniowieczno-barokowej fascynacji śmiercią, dążącej do przekazania głębszych prawd na temat życia człowieka, tworzy przestrzeń na celebrację przejścia między życiem a śmiercią.
Artysta nie przeciwstawia przemijalności życiu, kieruje uwagę na proces dekompozycji, robiąc z niego głównego aktora, który świadczy o sobie samym. Stawia nas w pozycji voyeurystów dostających bardzo intymny wgląd w życie, śmierć, to co pomiędzy nimi i ich historyczne implikacje.
Jako że prace nie były tytułowane, poszerzając pole interpretacyjne, musimy stosować się do własnego nazewnictwa okraszonego opisem przestrzennym. Na samym wejściu witała nas instalacja wykorzystująca istniejący już element przestrzenny – gablotę stojącą w centrum pomieszczenia. Wewnątrz niej znajdowała się szklana czaszka oraz świeczka – klasyczne atrybuty przemijalności w formie współczesnej interpretacji vanitas. O gablotę oparte było lustro, które odbijało twarze osób wchodzących w przestrzeń wystawy. Umieszczenie lustra już na starcie jest zabiegiem, który jasno określa ton całej wystawy. Przewraca on barokowe imperatywy co do tworzenia sztuki o śmierci i upływie czasu – ich symbole, takie jak świece, czaszki, owoce, są pozbawione indywidualnej tożsamości, odnoszą się do abstrakcyjne idei ulotności czasu. Prace Floriana Klewara skłaniają do introspektywnego podejścia, do dostrzeżenia vanitas w nas samych bez bariery lęku i wstydu. Wobec wystawy stajemy się podglądaczami obserwującymi z ciekawością proces przemijania z innej, świeższej perspektywy.
Na ścianie po lewej stronie znajdował się obraz wykonany w rycinowym stylu. Odbitych na nim jest trzynaście czaszek trzymających między zębami papierosa. Ich powtarzalność przywołuje na myśl wojskowy szereg, nakładające się na siebie czoła i kości ciemieniowe przypominają hełmy. Ich konformizm w autodestrukcyjnym nawyku tworzy interesującą polemikę z motywem, łącząc lęk przed śmiercią i gest flirtujący z nią. Typowa dla dzieł nawiązujących do vanitas świeca zostaje zastąpiona papierosem, który do śmierci odwołuje się na dwa sposoby – płomień trawi tytoń, kremuje go; każdy papieros skraca życie. Palenie jest aktem zaprzeczającym przemijalności, impulsywnym zaspokojeniem bez poczucia konsekwencji. Jest to praca, której temat jest prosty, ale konsekwentnie i efektownie przeprowadzony.
Voyeurystyczny charakter egzemplifikuje praca, która umieszczona była w dalekim, lewym rogu przestrzeni wystawowej. Trzy wianki, ułożone w rzędzie, znajdujące się w środku gabloty, przywołują na myśl trumnę. Zaglądamy i widzimy wyłożonego przed nami trupa w stanie chwilę po śmierci. Z jednej strony możemy wyciągnąć z tego komentarz na temat niespętanej ciekawości ludzkiej w kwestii umierania, z drugiej jawi nam się obraz dominacji jakiejś formy pośredniej między życiem a śmiercią nad całkowitym rozkładem. Odraża nas umieranie, a jednak jesteśmy ciekawi, jak przebiega. Za przykład można podać fenomen filmów gore, istnieje masa stron, z których ludzie korzystają, by móc oglądać umieranie w momencie jego początku. Staramy się również je odroczyć, przeistaczając szczątki w coś innego niż są, czy to poprzez taksydermię, czy wiązanie wianków. O ile ma to w jakimś stopniu na celu zwrócenie życia pozostałościom po życiu, to dalej nie przywraca go w pełni, wpychając je w stan pośredni – który trzeba specjalnie powstrzymywać przed dalszym rozkładem. Ten stan eksplorowany był również w innych pracach na omawianej wystawie. Mocno na poczucie bezpośredniego wglądu w proces gnicia wpływa kolorystyka, która przejawia się w części prac. Ubarwienie podobne do tego zauważalnego w procesie gnicia tworzy warstwę między formą pracy (w wymiarze materialnym) a tym, co zostało dodane przez artystę, unaturalniając i humanizując obydwie strony. Tak samo, jak my, wianki czy zwierzęta, praca też gnije – co znaczy, że niegdyś żyła – ale nie jest jeszcze przedmiotem, jak przykładowo kości. Jest w procesie pośrednim, a my oglądając pracę możemy obserwować i celebrować go.
Na koniec pragniemy wspomnieć, że niezmiernie cieszymy się z ustanowienia stałej przestrzeni wystawowej na terenie Instytutu Kulturoznawstwa UWr. Danie studentom możliwości wystawienia swoich prac nie dość, że sprawia, iż mogą oni aktywnie angażować się w życie Wydziału, to jeszcze pozwala na poszerzenie horyzontów.