13/06/2026
Pearl Jam, Linkin Park i Coma w Chorzowie!
Dzisiaj mija 19 lat od tego pamiętnego, rockowego wydarzenia na Stadionie Śląskim.
Była to pierwsza od siedmiu lat wizyta Pearl Jam w Polsce, pierwsza od dwóch pamiętnych koncertów w katowickim Spodku, które przeszły do historii i zapisały się w pamięci i sercach nie tylko fanów, ale też i samego zespołu. Powrót do naszego kraju w 2007 również zapamiętany został po latach z wielu muzycznych powodów, również za sprawą debiutu o wiele bardziej gorących wtedy Linkin Park, którzy świecili swoje największe muzyczne triumfy. Główna gwiazda wieczoru pomału wkraczała już do ligi żywych legend, a umysły fanów ikon grunge'u, którzy twórczo nie mogli być dalej tego "najntisowego" zrywu, podkręcała sięgająca chyba zenitu koncertowa sława zespołu i plemienne wręcz oddanie fanów.
Na Śląsk ekipa z Seattle wpadła promując swój ósmy album zatytułowany po prostu „Pearl Jam” (zwany przez fanów 'Avocado’ z 2006 .r), gdzie zagrali dobry, chociaż skrócony przez restrykcje czasowe, koncert. Ich przyjazd do Polski był też pokłosiem akcji 'You Forgot Poland’, którą rozkręciła grupa Touring Poles, jeżdżąca za zespołem od 2000 roku. Jako support zaprezentowali się (po raz pierwszy w Polsce) wspomniani już Linkin Park, na których występie zjawili się w mnogiej liczbie ich fani, a także rodzima Coma (i jeszcze jeden zespół, bodaj zwycięzcy konkursu, ale ich nazwy nie pomnę – dostali też tylko 30 minut na rozgrzewkę). Linkin Park zagrali bardzo dobry koncert, będący zbiorem ich największych hitów oraz nowych utworów, z wydanego wtedy longpleja „Minute To Midnight”. Zagrano m.in. „Faint”, „Numb”, „Breaking The Habit” czy „What I’ve Done”. Niech o ówczesnej pozycji ekipy Mike'a Shinody i Chestera Bennigtona oraz wielkim oczekiwaniu rodzimych fanów na ich sceniczny debiut w Polsce poświadczy też fakt, iż wielu z nich po odegraniu ostatniego numeru w rozszerzonej - odwrotnie do głównej gwiazdy tego dnia - setlisty, opuściło stadion.
13 czerwca 2007 wyjątkowo wspomina przede wszystkim Michu, dla którego był to nie tylko pierwszy koncert zagranicznej gwiazdy w życiu, ale też iście formacyjne doświadczenie:
"Z tego dnia pamiętam też niesamowity upał oraz fakt, że cały ten ceremoniał czekania na otwarcie bram, bieg by zająć dobre miejsce na płycie i potem szaleńcza zabawa, zrobił niesamowite wrażenie, być może na tyle ogromne, że Koncerty W Polsce zawdzięczają swoje istnienie faktowi, że tego dnia stawiłem się na stadionie".
Ówczesne ceny biletów prezentowały się następująco: miejsca siedzące 1 - 165 PLN,
miejsca siedzące 2 - 110 PLN, płyta - 110 PLN.
Oczywiście należy wziąć pod uwagę realia sprzed prawie dwóch dekad, skład natomiast był tego dnia wyjątkowy, z kronikarskiego obowiązku należy też dodać, że koncert Comy, będącej wciąż po wydaniu "Zaprzepaszczonej siły wielkiej armii świętych znaków", zebrał wśród fanów różne, czasem skrajne opinie.
Koncert głównej gwiazdy okazał się za to bardziej pechowy i stał pod znakiem opóźnienia wejścia na chorzowską scenę muzyków Pearl Jam i późniejszych problemów technicznych. Przygotowany na ten wieczór, skrzętnie zaplanowany set mógłby przyprawić o szybsze bicie serca niejednego wyjadacza, który przemierzył za Pearl Jam tysiące mil. Tak się jednak do końca nie stało, koncert został skrócony i obdarty z wielu mocno wyczekiwanych perełek. Pearl Jam wykreślili wtedy ze swojej setlisty kilka wyjątkowych utworów (m.in. „Release”, „Alone”, „Ghost” i, o dziwo, szlagierowe „Alive”), ale zaprezentowali też kilka innych, świetnych wykonań: od rozpoczynającego koncert „Rearviewmirror” (w wersji o wiele bardziej przypominającej studyjną z płyty „Vs”), przez „State Of Love And Trust”, „Corduroy”, obecnie niegrane już „World Wide Suicide” czy „Lukin”, a fan, którego był to setny koncert mógł poprosić o utwór dla siebie – wybrał „Whipping” z albumu „Vitalogy”.
Mimo wielu trudności Pearl Jam po raz kolejny zostali przyjęci przez polskich fanów gorąco. Wedle relacji "Wprost" sprzed 19 lat na Stadionie Śląskim bawiło się łącznie 45 tysięcy fanów. A był to początek niezwykłego koncertowego lata, które już się temu obiektowi nigdy nie powtórzyło. 21 czerwca w Chorzowie zagrało bowiem Genesis, a 3 lipca - Red Hot Chili Peppers. Oba te koncerty również zapisały się w pamięci fanów na długie lata.
Jeszcze parę wspomnień Micha: "Na zawsze zapamiętam też próby mówienia Eddiego Veddera po polsku: „Nie zawsze jedziemy na koncert przez lat […] A teraz będę mówił już po angielsku, by nie brzmieć jak pięciolatek.” Bisy to „Daughter” wraz z tagiem „Another Brick in the Wall”, „Black” i „Jeremy”, a na zakończenie bujające „Indifference”, które oglądałem już rozłożony na płycie stadionu – to był szaleńczy dzień. Jeden z najważniejszych".
Na kolejne koncerty Pearl Jam w Polsce przyszło nam czekać kolejno do 2010 i 2014 roku, kiedy to zespół dwukrotnie zagrał w festiwalowym wydaniu na Open’erze, gdzie ciężko było o prawdziwą magię tego zespołu. Ta powróciła w pełnym wydaniu i ze zdwojoną mocą w 2018 roku, kiedy to kapela z Seattle dała doskonały i wspaniały koncert w Krakowie. Ale to już zupełnie inna historia.