02/11/2023
Jesienią potrzeba głębokich kieszeni. Musi się w nich pomieścić mnóstwo skarbów, które wiatr rzuca z drzew pod stopy. Garść kasztanów, wspomnienia wypisane na rewersach liści i czułość. Pomiędzy nimi muszę się zmieścić ja sama - ta z różnych punktów przeszłości, ta z wielu pożegnanych wizji przyszłości. I jeszcze jedna kieszeń, ta za pazuchą, by wsunąć tam wszystkie zapiski z drogi - małe osobiste nieprzetłumaczalności.
Jesień lubi znienacka zatańczyć złotem pod kołami roweru, a gdy uliczne lampy zasnują się już mgłami, lubi spłynąć obficie po twarzy. Czasem trudno zadecydować, czy liście faktycznie mienią się złotem, czy są rdzawe i posiniaczone.
Jesienią wybornie wyczekuje się burzy - to oczywiste, że w końcu przypłynie zastępem chmur ociężałych od czucia. Z pierwszym groźnym podmuchem wiatru zabieram się za obliczanie epicentrum, żeby zdążyć stanąć w samym środku tego, co się wydarza. Pierwsze krople przeciekają przeze mnie jak czas, niosą ulgę. Wyciągam ręce do góry i czekam na to, aż w nieokiełznanym tańcu zabierze mnie ze sobą, porwie wysoko, przetasuje jeszcze raz karty i wykona kolejne rozdanie. Nie przestaję być ciekawa, gdzie mnie tym razem wyrzuci. Ląduję nieskładnie i rozglądam się wokół, upewniając się, że przeżyłam. Głośno i serdecznie się śmieję, zbierając z podłogi swój posiniaczony tyłek.
Jesień uczy, że to cenne, zniknąć czasem. Że czasami wolno nam być gdzie indziej i spacerować po granicy pomiędzy światami jak po krawężniku. Każdym takim małym niebyciem przypomina, że to w porządku, zatrzymać się w bezruchu, być bardzo, bardzo brzydkim i nie rodzić owoców - tak długo, jak oddychamy głęboko.
*
Wylądowałam z tępym hukiem powietrza i głuchym mlaśnięciem błota. Puste kieszenie wywracam na drugą stronę, żeby choć przez chwilę nie mieć zupełnie niczego. I tak wiem, że przy najbliższej okazji znowu nazbieram kasztanów.
fot.
mod. Bareczka
__________
🍁 #🍁