PalArt IG:

Kolej rzeczy jest taka że tam gdzie coś umiera bywa że narodzi się nowe. Ćmy nie żyją długo ale najczęściej z powodu pog...
30/09/2022

Kolej rzeczy jest taka że tam gdzie coś umiera bywa że narodzi się nowe. Ćmy nie żyją długo ale najczęściej z powodu pogoni za światłem. Tak jak Ikar ostatecznie przepadł w morzu, wcześniej spalony Słońcem, tak i Wrocławskie Ćmy ostatecznie się wypaliły. Ale jak wspomniałem, nie na marne. Projekt, przynajmniej dla poszczególnych ciem w jakimś sensie się udał i zostały zrealizowane ostatecznie jego założenia. Czas na nowe. Widzimy się tutaj niebawem. Czas na zmartwychwstanie.

Ćma zainspirowana Feniksem

Ćmie Recenzje 1/2022“Underneath the bridge, my tarp has sprung a leak, and the animals I've trapped, have all become my ...
16/03/2022

Ćmie Recenzje 1/2022

“Underneath the bridge, my tarp has sprung a leak, and the animals I've trapped, have all become my pets” te cztery wersy autorstwa Kurta Cobaina to w zasadzie kwintesencja najnowszego Batmana autorstwa Matt’a Reeves’a. Muzyka skomponowana przez Michael’a Giacchi jest oczywiście fenomenalna jednak nie przypadkowo to utwór “Something in the way” został wybrany jako pewnego rodzaju “kropka nad i” warstwy muzycznej która doskonale koresponduje z tym co możemy zobaczyć na ekranie. W nowym Batmanie spotykamy bowiem Wayna który jest w trakcie realizacji swojej misji a mówiąc dosadniej za bohaterem - zemsty. Zemsta jest tutaj na tyle mocnym elementem fabularnym że sam Batman jest w stanie nazywać samego siebie synonimicznie właśnie nią. Jest ona w zasadzie jego główna motywacja oraz celem który jest uzupełniany kontynuowaniem misji ojca i dziedzictwa rodziny. Zemsta jednak nieprzypadkowo kojarzy się pejoratywnie. Film porusza jeden z naczelnych elementów genezy samego bohatera - czyli swego rodzaju egoistyczny altruizm. Batman przedstawiony w filmie jest na skraju pochłaniania się w zemstę która jest granica między dobrem a złem.

To w zasadzie filozoficzna, choć luźna, polemika gdzie dobro bohatera zamienia się w zło poprzez samonapędzanie się owa zemstą. Wayne w nowym Batmanie nadal nie pogodził się ze swoimi demonami i strachem ale przez cały ten czas jest na drodze walki z nimi która relacjonowana jest poprzez pogoń za Ridllerem. Nie jest to jeszcze jednak obłęd, obsesja czy też amok. Jest to raczej pewnego rodzaju kryzys który najlepiej ukazywany jest poprzez wewnętrzne monologi Batmana w iście noir’owskim stylu. Odważę się nawet napisać że bohater jest na swego rodzaju skraju wycieńczenia, załamania a nawet utraty wiary w to co robi. Granica między nim a cieniami Gotham jest tak samo nieuchwytna jak wspomniana granica dualizmu dobra i zła. Początek filmu bowiem dosadnie ukazuje że choć motywacje są inne, jego narzędzia pozostają często identyczne jak te wykorzystywane przez jego przeciwników. Nieprzypadkowo Batman w tej wersji rodzi strach nie tylko wśród swoich przeciwników. Jego postawa i zachowania bez trudu mogą być utożsamiane z szaleństwem nawet przez tych za których walczy. Batman w nowej ekranizacji jest więc na drodze w której jego ucieczka w zemstę, podobnie jak u młodego Cobaina uciekającego z domu od rodzinnego zła, doprowadza do tego że zatraca się w swej misji doprowadzając do jeszcze większego samozniszczenia i wiekszych problemów które w przypadku mrocznego rycerza - ukazują się w formie człowieka zagadki.

Batman w tej filmowej wersji nie jest bohaterem obiektywnie czarno białym. Wspomniane szaleństwo czy nawet lekka paranoja w pogoni za Ridllerem jest doskonale przedstawiona. W mojej opinii Robert Pattinson poradził sobie naprawdę dobrze w tej roli i doskonale łączył zmierzchowego Edwarda wraz z Thomasem Howardem z Lighthouse. Zdecydowanie trudno byłoby mi wyobrazić sobie w tej kreacji Ryana Goslinga. Na bohatera i jego drogę ma wpływ kobieta - dokładniej Kobieta Kot zagrana przez Zoë Kravitz. W wypadku tej kreacji także nie ma na co narzekać. Jest ona rzetelnie przedstawiona według wielu komiksowych wersji. Sam wątek między Batmanem a Catwomen pozostaje jednak wiele do życzenia. Jest ważnym napędem fabularnym dla całości scenariusza i głównych wątków ale pojawia się tutaj, jakże inaczej, wątek miłosny. Nie żebym miał cokolwiek do takowego, natomiast w tym wypadku potwierdza się reguła że wątki miłosne w kinie super - bohaterskim po pierwsze są miałkie, a po drugie nudne. W przypadku nowego Batmana miał on potencjał ale jego zakończenie i rozwinięcie nie zaskoczyło dając mi poczucie że w jakiejś mierze był zbędny i miałki. Jednocześnie powielając kalkę z bardzo wielu tego typu filmów. Nie byłbym do tego tak bardzo krytyczny gdyby nie fakt jak mocno osadzony jest w całości fabuły. Kreacja Gordona z kolei i jego stosunek do samego Batmana w tej wersji był bezbłędny i w moim osobistym mniemaniu zdecydowanie lepszy od kreacji zaprezentowanej przez Oldmana w trylogii Nolana. Nie jest on fanatycznie oddany w idee nocnego mściciela ale widzi w nim rozwiązanie czy też ułatwienie w rozwiązaniu serii morderstw. Jest to raczej chłodna i zimna kalkulacja w kontekście nowych faktów jak bardzo zepsute jest miasto.

Co do antagonistów film ukazuje nam jak do tej pory najlepszego filmowego Pingwina i Falcone choć w przypadku tego ostatniego, należy przyznać że przy wcześniejszych adaptacjach filmowych nigdy nie dostał tak dużej uwagi. Ich obecność nadaje filmowi nuty kina gangsterskiego i noir czyli gatunków doskonałych dla Batmana. Na sam koniec należy się także, a może nawet przede wszystkim, przyjrzeć Człowiekowi Zagadce. Zdecydowanie jego wersje nazwałbym jako mocno unowocześniona i współczesna ale taka wersja jest w jego przypadku naprawdę dobra. Poprzez jego postać pobrzmiewają echa terrorysty oraz seryjnego mordercy zarazem. Nie jest on nazbyt uproszczony i przesadzony a o nim samym dowiadujemy się stopniowo w toku śledztwa prowadzonego przez Batmana co niewątpliwie wzbudza ciekawość. Tak jak pozostali antagoniści są pryzmatem dla nawiązania do wspomnianych gatunków filmowych tak w przypadku tej postaci możemy zagłębić się w prawdziwe thrillery psychologiczne ocierające się wielu elementach nawet o horror. Duch Davida Finchera niewątpliwie przemawia poprzez jego działania i zagadki.

Wizualnie, choć zabrzmi to zapewne nieco memicznie z uwagi o jakim bohaterze jest film, nowy Batman jest w istocie mroczny. Ciemne barwy i kolorystyka, nawet jeżeli chodzi o sceny dzienne są ponure. Ujęcia jednak są naprawdę dobre a gra świateł które rozpraszają morki Gotham idealnie oddają komiksowa dusze miasta. Na uwagę zasługują tu przede wszystkim sceny pościgu za pingwinem które w moim mniemaniu jest jednym z najlepszych filmowych pościgów od czasów Baby Drivera. Doskonale prezentowały się także sceny w klubie Iceberg gdzie mogliśmy zobaczyć Batmana w oświetleniu elektronicznych klubów oraz oprawie muzyki elektronicznej.

Podsumowując zdecydowanie warto zapoznać się z nowym Batmanem. Po pierwsze dlatego że jest to zdecydowanie pewne novum w tego rodzaju gatunku filmowym a po drugie dlatego że jest to zdecydowanie dobry film. Tak jak wspomniałem, niektóre watki bywają nużące, miejscami w filmie można poczuć dłużyzny a fabuła była uproszczona i miewa pewne luki. Natomiast można przymknąc na nie oko. Po pierwsze główny wątek nawiązuje skutecznie do nie eksploatowanego materiału źródłowego, po drugie gra aktorska i kreacja bohaterów jest ciekawa, po trzecie wizualnie zdecydowanie nie jest męcząca a nawet cieszy gra świateł. Jest to także film w którym czuć noir, thriller, film akcji a jednocześnie film detektywistyczny co w ostateczności tworzy ciekawy miks który z mojego spojrzenia oddaje komiksowego Nietoperza.

29/11/2021

Wiele jest filmów w gatunku sacience-fiction które poruszają kwestie ludzkości, rozwoju cywilizacyjnego, i kwestii ewolucji ale w mojej opinii dziełem kompletnym obejmującym tą tematykę jest film Kubricka - „2001: Odyseja Kosmiczna”. Jako miłośnik
fantastyki naukowej dosyć szybko, bowiem jako trzynastolatek, obejrzałem film po raz pierwszy. Reakcje na pierwsze sceny i ujęcia, czy tez precyzyjniej, pierwszy akt, pamiętam do dzisiaj. Doskonała synergia muzyki i gry aktorskiej oraz enigmatyczny czarny monolit nie pozwolił na oderwanie się od filmu, dzięki czemu, być może mocno górnolotnie, po raz pierwszy w swoim życiu nie tylko oglądałem ale „chłonąłem” film. Tak jak Ja sam, tak i moja
interpretacja Odysei dorastała i ulegała zmianie. Z powodu tego jak ogromny wpływ właśnie to dzieło Kubricka miało na mnie postanowiłem podjąć się opisu właśnie tego tytułu. Mam
jednak na uwadze, że ze względu na wręcz dogmatyczne do Odysei podejście może zabraknąć w nim dostatecznej nuty krytycyzmu, a nawet obiektywizmu.

Odyseja jest filmem z wyraźną strukturą trójaktową, akt pierwszy czyli „świt ludzkości”, „misja na Jowisza” oraz” Jowisz i w głąb nieskończoności”. Pierwszy akt filmu rozpoczyna się ciemnością, z której wyłania się Księżyc oraz Ziemia oświetlana przez Słońce znajdujące się na dalszym planie. Układ planet jest wyraźnie
symetryczny, wydają się ułożone dosłownie w równej linii. Przedstawione jest więc zjawisko zaćmienia Księżyca. Kolejne ujęcia pierwszego aktu to już sama Ziemia. Pierwsze 13 ujęć
przedstawiające Ziemie, są statyczne, niemal nieruchome. Dopiero po ujęciach przedstawiających szczątki zwierząt i bliżej nieokreślonego człekokształtnego możemy spojrzeć na pierwszych bohaterów filmu. Jest to stado bliżej nieokreślonych
człekokształtnych. Kolejne ujęcia ukazują ich życie, zagrożenia i trudności takie jak rywalizacja o dostęp do wody z innym stadem czy drapieżnik który z łatwością jest w stanie je zabić. Stado jest częścią środowiska, w którym funkcjonuje i jakby nie patrzeć. częścią królestwa zwierząt mimo, że z „ludzką twarzą” co sugeruje przedstawienie emocji takich jak strach ,wrogość czy podniecenie. Scenę kończy noc, która w poszczególnych członkach stada
budzi przerażanie i niepewność dzięki czemu widzimy że stado reprezentuje gatunek będący protoplastą homo sapiens sapiens. Kiedy noc się kończy bohaterowie konfrontują się z
nowym, nieznanym dotąd elementem otoczenia. W miejscu legowiska pojawia się bowiem obiekt budzący jednocześnie przerażenie jak i zaciekawienie. Jest to monolit. Od jego
pierwszego przedstawienia do każdego kolejnego jest eksponowany niemal identycznie. Obiekt ten niezależnie czy jest to Ziemia, Księżyc czy orbita Jowisza wyraźnie umiejscawiany jest w kontekście Układu Słonczego a przede wszystkim samego Słońca. On sam jest z kolei hipnotycznie czarny i w kształcie prostokąta budząc w ten sposób jeszcze wyraźniejszy kontrast do naszej rodzimej gwiazdy. Czarny obiekt ukazany jest przez Kubricka epicko czy wręcz bosko dla stada. Mimo wspomnianego przerażenia jesteśmy jednak świadkiem w którym jeden z członków
stada podejmuje się dotknięcia go. Moment ten jest dla poszczególnych odbiorców widoczny inaczej jednak w moim wypadku nie potrafię wyzbyć się skojarzenia do innych dzieł kultury. Przede wszystkim widzę w tym ujęciu nawiązanie do fresku Michała Anioła „Stworzenie Adama”. Samemu monolitowi jednak odebrałbym kulturową rolę Boga, a przynajmniej w religijno-teologicznym znaczeniu. Efekt konfrontacji stada z Monolitem nie wybrzmiewa wprost ale dalsze ich losy nie pozwalają wyzbyć się myśli że jest to inicjator dalszych wydarzeń. Tak jak nazwano sam akt tak też możemy nazwać wszystko co następuje po
spotkaniu go przez bohaterów. Stajemy się świadkami narodzin człowieka. Pierwszego narzędzia, polowania, w końcu zabójstwa czy też najzwyklejszego poczucia władzy. Szczególną jednak role odgrywa tutaj właśnie pierwsze narzędzie użyte przez pierwszego
„konstruktora”. Narzędzie to daje bowiem jednocześnie pożywienie z innego gatunku ale również i śmierć przeciwnika z wrogiego stada. Według mnie nie bez znaczenia jest tutaj
ostatnie ujęcie sceny zabójstwa gdzie kość – narzędzie, zostaje podrzucona w górę. Jej następstwem jest już kolejna scena ukazująca nam lot na Księżyc. Subiektywnie dobieram to
jako symbol samego ludzkiego rozwoju i postępu który uzależniony jest wręcz od destrukcji czy mówiąc dosadniej, śmierci. Ostatnie sceny pierwszego aktu dają nam możliwość zapoznania się już z potomkami przedstawionego wcześniej stada. Głównym bohaterem jest tutaj Dr. Floyd. Przez przedstawiciela Narodowej Rady Astronautyki dowiadujemy się o odkryciu nowego Monolitu, tym razem odnalezionego i następnie odkopanego spod powierzchni Księżyca. Tym razem niepewność i przerażenie stada zastąpione jest suchym sceptycyzmem i racjonalnym empiryzmem reprezentowanym przez grono naukowców na czele z samym doktorem. Sam fakt pojawienia się czarnego obiektu jest dostępny tylko wyłącznie dla ścisłego grona i ściśle chroniony przed opinią publiczną. Na koniec tego aktu także następuje konfrontacja z tajemniczym obiektem podczas której po dotknięciu następuje
bliżej niewytłumaczalny impuls dźwiękowy.

Ujęcie z dołu na Monolity na tle Słońca i krawędzi Ziemi kończy pierwszy akt i wprowadza do aktu drugiego ukazującego misje na Jowisza18 miesięcy później. W tej części filmu Kubrick w niesamowity sposób ukazuje samotność i bezkres Kosmosu jednocześnie pozwalając widzowi stać się cichym obserwatorem życia załogi - dwóch astronautów: Dave’a Bowman’a, Frank’a Poole’a oraz nowoczesnego komputera pokładowego Hala 9000. Jak dowiadujemy się pod koniec tego aktu sama misja nie jest wyłącznie pierwsza załogową wyprawą na Jowisza a konsekwencją impulsu który pozbawił jakiejkolwiek użyteczności Księżycowy Monolit.

Główna oś fabularna skupia się w drugim akcie na relacji między astronautami i Hale’em. Relacja ta może być postrzegana w dwóch płaszczyznach. Po pierwsze Hal jest kolejnym ludzkim narzędziem, w dodatku narzędziem niemal doskonałym. Pokazuje swoją
egzystencją i działaniami że człowiek stał się dosłownie „stworzycielem”, twórcą potrafiącym nadać świadomość swoim własnym narzędziom które, tak jak w pierwszym akcie,
początkowo były po prostu wydobywane ze środowiska, natury. Tak oto w drugim akcie widzimy komputer który nie tylko jest w stanie komunikować się z astronautami ale przede wszystkim jest nadzorcą całości wyprawy - odysei. Choć w kwestii technologicznej jest to niewątpliwie sukces człowieka to jednocześnie Hal staje się symbolem ludzkiej niedoskonałości. Poszczególne czynności, czy w końcu główna intryga mająca na celu uratowanie wyprawy w opinii Hala, pokazuje poprzez działania Bowmana i Poola’a że
człowiekowi nadal blisko jest człekokształtnym z pierwszego aktu. Mimo możliwości tworzenia narzędzi o mocy obliczeniowej większej od ludzkiego mózgu to sam człowiek uzależniony jest od emocji, kontaktów społecznych, empatii czy najzwyklejszych czynności fizjologicznych. Z drugiej jednak strony Kubrick wdaje się podejmować polemikę na temat prawdziwego oblicza człowieczeństwa czy tez raczej tego w jaką stronę zmierza. Kim byłby człowiek który byłby pozbawiony swojej niedoskonałości w postaci empatii, gniewu czy strachu? Stałby się Halem, bezdusznym komputerem, maszyna pozbawioną uczuć która kieruje się wyłącznie analizą i racjonalizmem pozbawionym jednak szeroko pojmowanego humanizmu. W ten sposób po zabójstwie doktora Poola, widzimy rozgrywkę między ludzką niedoskonałością skupioną w osobie Bowmana a komputerem który pozbawiony jest
wszelkich uczuć. Konflikt ten jest nie tylko walką o ich życie ale także wartościami, rozgrywka o prawdziwe „człowieczeństwo”. Ich walka kończy się ostatecznie wyłączeniem, czy raczej zabójstwem, Hala. Scena „śmierci” pokazuje jednocześnie refleksje elektronicznej
świadomości która co prawda mówi o śmierci ale jednocześnie próbuje tłumaczyć się pomyłką która doprowadziła do śmierci czterech osób. Moment ten jeszcze uwypukla konflikt charakterologiczny obu bohaterów a „wgrana” Bowmana jest w mojej opinii odpowiedzią reżysera na prawdziwą naturę człowieka - naturę niedoskonałości.

Trzeci, kończący Odyseje akt, jeszcze bardziej podkreśla wizje Kubricka dotyczącą definicji człowieczeństwa jednak z naciskiem na odpowiedź co jest prawdziwym celem życia. Bowmann, niczym Odyseusz, dociera jako jedyny do Monolitu znajdującego się na orbicie Jowisza. Podejmując próbę przechwycenia go rozpoczyna się tajemnicza wizualnie sekwencja która doprowadza bohatera do miejsca, jak się wdaje, poza czasem czy przestrzenią, w pokoju
w stylu wiktoriańskim. Tutaj bohater ma okazje spojrzeć na straszą wersje siebie, po czym przechodząc miedzy poszczególnymi ujęciami obserwuje „przebieg” swego życia aż do
momentu samej śmierci kiedy to ma okazje spojrzeć na sam Monolit. Po tym kontakcie, z wyciągniętą ręką, umiera a następnie pojawia się , jako zarodek, spoglądając na Ziemie. Całość tej sekwencji nie jest jednak wyłącznie śmiercią, to jednocześnie akt narodzin. Nie można interpretować tego zakończenia osobno bez kontekstu do pozostałych dwóch aktów a przede wszystkim bez analizy samego Monolitu która zostawiłem właśnie na koniec.

Popkulturowo kiedy rozpoczynany jest temat Odysei automatycznie pierwszym skojarzeniem jest właśnie on, czarny, megalityczny prostokąt z nieznanego materiału. Tak jak bohaterowie filmu: stado, nieco arogancki Floyd, Hal czy tez Bowmann tak i widz nie jest w stanie odpowiedzieć czym on dokładnie jest. Jednocześnie to właśnie ten obiekt jest napędem całości fabuły, aż do ponownych narodzin astronauty. Zdecydowanie jednak odrzuciłbym, co
wcześniej wspomniałem idee Boga, a jeżeli mielibyśmy już iść w podobnym kierunku bardziej odpowiedni byłby Prometeusz a dokładnie Prometeusz przekazujący ogień człowiekowi. Ogień z kolei jest niczym innym jak źródłem światła który jednocześnie ma silę tworzącą jak i niszczącą. Światło, które może pochodzić właśnie od źródła samego ognia to popkulturowo nic innego jak między innymi symbol wiedzy, intelektu ewolucji. Idąc tym
tropem Monolit to nic innego jak obraz czegoś bardziej nie znanego a jednocześnie równie absolutnego jak Bóg – w mojej opinii jest to myśl, świadomość czyli element tworzące
myślenie abstrakcyjne czyli wszystko to co jest napędem ludzkiego rozwoju oraz różnica miedzy człowiekiem a zwierzęciem. Kubrick rozpoczyna swoją Odyseje od świtu ludzkości, gdzie po raz kolejny mamy motywy światła chociażby poprzez synonimy tego słowa: Sun - słońce, daylight- świt/brzask. Skoro mamy świt według naturalnego porządku ziemskiego musi nadejść i noc – koniec która jednocześnie nie jest końcem absolutnym co ukazuje nam
ostatnia scena. Odyseje, z punku widzenia właśnie Monolitu interpretuje więc jako dzieło symboliczne w której Kubrick próbuje odpowiedzieć gdzie od momentu pojawienia się myśli jako gatunek zmierzamy. W tą wyprawę, odyseje zabierają Nas wszyscy bohaterowie którym możemy zbiorczo nazwać po prostu Ludzkością a samego Bowmanna Odyseuszem zmierzającego przez bezkres kosmosu do domu. Monolit – myśl, ewolucja, jest tym do czego zmierzamy i dążymy nieubłagalnie, nawet jeżeli, tak jak w ostatnim akcie, życie po prostu „przeżywamy” on sam ukazuje się na samym końcu. Czarny kamień tak jak kość, prom
kosmiczny czy Hal to także wyrafinowane narzędzie które jest trudne do okiełznania ale ułatwia nam dokończyć ludzką Odyseje i zrealizować cel. To co jest tym celem sam reżyser jedynie enigmatycznie przestawia ukazując go jako narodziny nowego człowie

Pan Krzysztof zawsze będzie w naszych sercach. Od jednej z Ciem dla Pana Krzysztofa
08/04/2021

Pan Krzysztof zawsze będzie w naszych sercach. Od jednej z Ciem dla Pana Krzysztofa

05/04/2021

Dziś nasze serca są smutne, ale biją dla Pana Krzysztofa.
Panie Krzysztofie dziękujemy, że Pan był i będzie...

22/03/2021

Kochani, w niedzielę zawróciliśmy Odrę!!!
Największe podziękowania należą się panu Krzysztofowi Krawczykowi za wspaniały koncert i wsparcie naszej inicjatywy. Panie Krzysztofie, jest Pan niezastąpiony!
Dziękujemy także Tym, którzy mimo deszczu byli z nami i wspierali nas swoimi kijami, a dla tych którzy nie mogli sie pojawić mamy relację z tego pamiętnego wydarzenia. Obserwujcie nas na FB i Ig żeby nie przegapić kolejnych postów.

Pojawiło się tu trochę osób, więc postanowiłem, a jakże inaczej, despotycznie i autorytarnie, nakreślić co nieco kim jes...
16/03/2021

Pojawiło się tu trochę osób, więc postanowiłem, a jakże inaczej, despotycznie i autorytarnie, nakreślić co nieco kim jesteśmy. Skoro już zdołałem zacząć, to od razu wyjaśnię to kim jesteśmy, „personalnie” jeszcze się nie dowiecie. Zostawmy to w mroku, przynajmniej na razie. Chciałbym jednak wyjaśnić pokrótce naszą genezę i to dlaczego w zasadzie jesteśmy ćmami.

Pewnej „covidovej” nocy, bawiąc się i rozmyślając, doszliśmy do wniosku, aby zjednoczyć się po to, by wspólnymi siłami zbliżyć się do naszego symbolicznego płomienia i światła. Wspomniane światło nie było, i w zasadzie nadal, nie jest nam dokładnie znane, ale jedyne co się dowiedzieliśmy podejmując o nim dyskusje, to fakt, że chcielibyśmy spróbować je zbadać. Nawet jeżeli nie będzie to do końca możliwe. Ideą stało się przybliżenie czy nawet sama droga do płomienia wspólnymi siłami po to aby dojść do osobistych przemyśleń. Czy ktoś z Nas do tego dotrze, sam nie wiem. Stwierdziliśmy jednak że najważniejsze, aby spróbować to zrobić, może nie za wszelką cenę, ale choćby za cenę porażki.

Po samym pomyśle rozpoczęła się więc dyskusja, jak rozpocząć tą drogę. Zaznaczę, że szczególne trudną, bo jak wspomniałem światła jeszcze nie poznaliśmy. Postawiliśmy więc na działanie i dyskusje która byłaby w stanie przybliżyć Nas do pociągającego i nieznanego. Środki do tego? Wszelakie, w zależności od naszych osobistych preferencji, „umiejętności” i zainteresowań.

Co do samej nazwy chciałbym napisać że od razu powstała z alegorii do pociągu za światłem lecz chcąc być szczerym muszę Wam wszystkim przyznać że powstała przez jeden z memów. Podążanie za nieznanym, które określiłem jako światło trochę wcześniej, nasunęło się wiec samo a ćmy i ich niezwykła symbolika wkomponowały się w całość idealnie.

To tyle słowem wstępu, a podsumowując chciałbym Was w imieniu całego kolektywu ciem zaprosić w naszą nieco komiczno –patetyczną podróż do poznania płomienia którą będziemy publikować zarówno tutaj jak i na IG.

autor tekstu :
Catocala nupta

Samobójcy czy romantycy?Wydaje się zupełnie zwyczajna, często szara i ponura, w przeciwieństwie do swoich dziennych odpo...
09/03/2021

Samobójcy czy romantycy?

Wydaje się zupełnie zwyczajna, często szara i ponura, w przeciwieństwie do swoich dziennych odpowiedników, ale kiedy spojrzymy na ćmę w inny sposób, dostrzeżemy jej piękno i niepowtarzalność.

Co sprawia, że te owady są tak wyjątkowe i co odróżnia je od zwykłych motyli? Dlaczego żyją nocą i co przyciąga je do światła? Pragnienie śmierci czy dusza romantyka?

Ćmy i ich zachowania nie zostały wytłumaczone do dnia dzisiejszego, naukowcy od lat zastanawiają się, dlaczego ćmy lecą do światła, co nimi kieruje i jaki mają cel. Wiele z nich swoją nocną wędrówkę kończy śmiercią. Według badań, lampy oświetlające jeden z pomników we Włoszech przyczyniły się do śmierci 5mln tych nocnych stworzeń w ciągu roku.

Te enigmatyczne owady są wielką zagadką od lat. Rodzą się i żyją nocą, żeby ukończyć swój krótki żywot w świetle. Ich życie, mogłoby się wydawać bezsensowne i tragiczne, ale kiedy przyjrzymy się ćmie dokładniej i poznamy ją lepiej, dostrzeżemy inne aspekty jej życia.
Nigdy nie poznamy jej w stu procentach, ale dzięki temu ciągle będzie nas intrygować i ciekawić. Ćma żyje swoim życiem i widzi własne światło, za którym podąża. Nie wiemy czy to światło nadziei, światło oświecenia czy po prostu jasny punkt w świecie pełnym mroku i ciemności.

Motyle nocne mają oczy super-pozycyjne, w których – nie wdając się w szczegóły – obraz jest jaśniejszy niż w oczach apozycyjnych (występujących u motyli dziennych), ale za to mniej ostry. Ćmy słabiej widzą barwy, lepiej kontury. Istnieje wiele teorii na temat światła w życiu tych nocnych stworzeń.

Zgodnie z teorią kompasu świetlnego dla nawigujących w ciemności ciem latarnią morską jest księżyc. Gdy lecąc, utrzymują w stosunku do niego stały kąt, poruszają się po linii prostej. Nawet gdy pokonają znaczną odległość, zmiana kąta między księżycem a owadem jest nieistotna, a więc nie zakłóca toru lotu. Problem zaczyna się jednak, gdy owad dostrzeże sztuczne światło. Jeśli przyjmie je za punkt odniesienia, jego względne położenie zmieni się już po przebyciu nawet niewielkiego dystansu. W takiej sytuacji ćmy instynktownie korygują kurs i zbliżają do światła. Spójność teorii zaburza fakt, że motyle, widząc sztuczne światło, najpierw długo lecą wprost, a dopiero potem zaczynają krążyć. Spiralny taniec ćmy, trwa zazwyczaj do momentu śmierci owada lub zgaszenia źródła światła. Hipoteza nie wyjaśnia także, co zmusza te owady do miotania się wokół jego źródła. Czy jest to potrzeba ciepła, czy poszukiwanie słońca, a może jeszcze coś innego…

autor tekstu: Acherontia atropos
źródło: https://www.swiatnauki.pl/8,445.html

Adres

Wroclaw

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy PalArt umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria