17/08/2026
Recenzja
Spektakl Zespół Gorgony stworzyła grupa białoruskich aktorek, które żyją na przymusowej emigracji. Punktem wyjścia dla tej pracy stała się tragiczna śmierć białoruskiej uchodźczyni Lizy Herzen w Warszawie w lutym 2024 roku. Dziewczyna została zgwałcona i zamordowana. Pierwsze szkice przyszłego spektaklu, poświęconego pamięci wszystkich ofiar przemocy seksualnej i seksualizowanej, powstały podczas rezydencji artystycznej w Theatre 11 Bremen w Niemczech. Praca została ukończona w ramach programu Universal Art Design, zorganizowanego przez Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Toruniu.
Dążąc do zniesienia tabu wokół tematu przemocy wobec kobiet, aktorki wybrały do pracy nad spektaklem metodę zbiorowej dramaturgii i reżyserii, aby móc wypowiadać się w pierwszej osobie, w sposób jak najbardziej intymny, oraz stworzyć przestrzeń dla poszukiwań, troski i wzajemnej uwagi. Był to również ważny akt odejścia od modelu patriarchalnego, hierarchicznego teatru reżyserskiego, w ramach którego każda z artystek spędziła większość swojego życia zawodowego w państwowych zespołach Białorusi. Szkieletem sztuki, opartej częściowo na materiałach dokumentalnych, stał się mit o Meduzie Gorgonie: trauma zamienia bohaterki w potwory, zmusza je do izolacji w ramach własnych strategii przetrwania, aż do momentu, gdy pewna sytuacja, niczym „zwierciadło Perseusza”, zmusza je do uznania, a także do wypowiedzenia faktu przemocy i wyrzeczenia się poczucia winy.
Scenografia, wykonana według szkiców anonimowej artystki, która nadal przebywa w Republice Białorusi, przedstawia jednocześnie starożytny świat wypełniony martwymi posągami oraz statek kosmiczny w upiornej przestrzeni kosmicznej, co odzwierciedla niepewność naszej przyszłości. Postacie nieruchomych aktorek w prologu są okryte białą, przezroczystą tkaniną, co nawiązuje zarówno do wizerunku welonu panny młodej, jak i całunu pogrzebowego.
Aktorki to kobiety z różnych pokoleń, które otwarcie eksponują swoją fizyczność – ciała żywych kobiet, a nie modelek ze stron błyszczących magazynów. Zgodnie z Metamorfozami Owidiusza Meduza została zgwałcona przez Posejdona w świątyni Ateny. Za zbezczeszczenie tej świątyni bogini przemieniła dziewczynę w potworną gorgonę: okrutną karę poniosła ofiara, a nie gwałciciel. W spektaklu Meduza jest głucha, w mistyczny sposób napędza fabułę i posługuje się niezwykle plastycznym i efektownym polskim językiem migowym (odtwórczyni roli Meduzy i autorka tłumaczenia – Sonia Rosa). Rozdziela ona między bohaterki symboliczne przedmioty – łańcuchy, narzędzia tortur, męskie rzeczy – koszulę, krawat i buty z płótna. Należy podkreślić, że wprowadzenie do spektaklu PJM oraz oprawy muzyczno-dźwiękowej w zakresie niskich częstotliwości, rozpoznawalnych przez osoby z upośledzeniem słuchu, zwiększa stopień inkluzywności publiczności dzieła scenicznego.
Najstarsza z bohaterek (Alana Ivory) całe życie poświęciła dziennikarstwu. Zakłada męski garnitur i opowiada bolesną historię trwającą całe życie. Formalny finał następuje, gdy z białymi chryzantemami przychodzi na pogrzeb swojego gwałciciela, który był jednocześnie jednym z jej krewnych. Jednak prawdziwy finał tej osobistej tragedii w jej pamięci nigdy nie nadejdzie.
Inna bohaterka (Tatsiana Papova-Hatouchyts) stara się być pozytywna i świadoma. Ma na sobie kolorową sukienkę i czerwone czółenka, które nie są w jej rozmiarze, i wypowiada się, cytując popularne radzieckie i rosyjskie piosenki. Spod jej sukienki wystają wyrostki przypominające macki, co stanowi przekonujący i nieoczekiwany obraz wizualny. Pożera je, czyli pożera samą siebie w dążeniu do spełnienia społecznych oczekiwań i ideałów kobiecego piękna.
Kobieta w średnim wieku w jedwabnej bieliźnie (Yana Alekseenko) otwarcie mówi o przymusie seksualnym w małżeństwie. Realistyczny i dzięki temu zapadający w pamięć szczegół: podczas tej znienawidzonej czynności liczy kryształowe kropelki na wyszukanym żyrandolu. Kiedy kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży, jest szczęśliwa, bo przez tak długi czas jej pochwa pozostanie nienaruszona. Jednak jej przeznaczeniem jest utrata dziecka, którego ojcem jest mąż-gwałciciel.
Najmłodsza z bohaterek (Nela Agrenich) pracuje w klubie ze striptizem. Od dawna nie czerpie przyjemności z seksu – to skutek jej zawodowej deformacji. Do niewidzialnego rozmówcy i wybranego mężczyzny kieruje retoryczne pytania: czy zgadzasz się, by twoja żona co wieczór rozbierała się przed innymi facetami, czy zgadzasz się, by nasze dzieci wiedziały, jaki zawód wykonuje mama?
W finale losy różnych kobiet łączą się w jedną całość i krystalizują się w monologu Lizy Herzen – dziewczyny, która pewnego wieczoru po prostu wyszła zapalić papierosa przed wejściem do budynku. Tego monologu nigdy nie było, ale mógł i powinien był być. Ze sceny rozbrzmiewa przerażające zdanie: „On nie zrobił tego celowo – ja na to zasłużyłam…”. Wbrew wszystkim oczekiwaniom spektakl nie sprawia wrażenia wyznania ofiary, lecz ukazuje wyjątkową Women Power w przeciwstawianiu się wielopostaciowej i tolerowanej przez społeczeństwo przemocy.
Mgr Dmitry Ermalovich-Dashchynski (UJ)