22/07/2026
W tym dniu, 22 lipca 1878 lub 1879 r. (dokładna data nie jest pewna), urodził się Janusz Korczak, a właściwie Henryk Goldszmit.
Łączył w sobie wiele ról: był lekarzem, pisarzem, publicystą, wykładowcą i żołnierzem trzech wojen. Sam mówił o sobie jako o „Żydzie-Polaku zakochanym w Warszawie”.
Dziś wspominamy go najczęściej przez pryzmat tragicznego finału – ostatniego marszu na Umschlagplatz z dziećmi i wychowawcami Domu Sierot podczas tzw. wielkiej akcji likwidacyjnej warszawskiego getta. To zrozumiałe, ale w ten sposób łatwo stracić z oczu jego niezwykłe, pełne pasji i niezwykle twórcze życie.
W centrum wszystkiego, co robił, leżało jedno – przełomowe na początku XX wieku – przekonanie: dziecko jest pełnoprawnym człowiekiem i zasługuje na taki sam szacunek jak dorosły. W czasach, gdy wychowanie opierało się głównie na kontroli, jego koncepcja wyprzedzała epokę o całe dekady.
Na przełomie 1908 i 1909 roku Korczak związał się z Towarzystwem „Pomoc dla Sierot”. Niedługo później, razem ze Stefanią Wilczyńską, stanął na czele grupy, która współtworzyła koncepcję nowatorskiej placówki pedagogicznej – otwartego w 1912 roku Domu Sierot przy ul. Krochmalnej 92 w Warszawie. Przez kolejne trzy dekady prowadzili go wspólnie.
Stworzyli tam autorski system wychowawczy: dzieci miały własny sejm, sąd czy radę. Uczyły się współodpowiedzialności i realnie decydowały o swoim otoczeniu. Korczak oddawał im głos także poza placówką – tworząc „Mały Przegląd” (gazetę redagowaną przez młodzież) czy prowadząc kultowe pogadanki w Polskim Radiu jako „Stary Doktór”. Jego książki – od programowego „Prawa dziecka do szacunku” po „Króla Maciusia Pierwszego” – do dziś stanowią fundament nowoczesnej pedagogiki.
W listopadzie 1940 r. Dom Sierot został zmuszony do przeprowadzki do getta, a Korczaka aresztowano i osadzono na kilka tygodni na Pawiaku. Po powrocie z więzienia całkowicie poświęcił się pracy z dziećmi – najpierw pod nowym adresem na Chłodnej 33, a od października 1941 r., po kolejnym zmniejszeniu granic getta, przy Siennej 16/Śliskiej 9, gdzie spędził ostatnie miesiące życia. Na początku 1942 r. przez kilka tygodni wspierał też Główny Dom Schronienia przy Dzielnej 39, próbując poprawić tam katastrofalną sytuację organizacyjną.
Mimo pogarszających się warunków i rosnącej liczby podopiecznych razem ze Stefanią Wilczyńską starali się utrzymać przedwojenny styl pracy i dać dzieciom poczucie choćby względnej normalności – co samo w sobie, w tamtych warunkach, było formą oporu. Odrzucił propozycje wyjścia poza getto i ukrycia się. 4 sierpnia 1942 r. zapisał w Pamiętniku: „Przecież to, co przeżywam, było” – myśląc o wcześniejszych wojnach, nie wiedząc jeszcze, co go czeka. 5 lub 6 sierpnia został wraz z dziećmi i współpracownikami doprowadzony na Umschlagplatz, skąd trafił do transportu do obozu zagłady w Treblince.
Dziś, w rocznicę jego urodzin, warto pamiętać, że to nie jest wyłącznie historia jednego człowieka. Obok niego stała Stefania Wilczyńska i zespół opiekunów, którzy do samego końca wybrali obecność przy dzieciach. To także ich historia – wspólnoty ludzi, którzy do ostatniej chwili pokazywali, czym jest dojrzała miłość do dziecka, odpowiedzialność i człowieczeństwo.