03/09/2024
Mozaika UWPraca nad tą mozaiką to był chyba najtrudniejszy mój projekt do tej pory.Gabarytowo wcale nieduży, ale za to technicznie dla mnie innowacyjny i eksperymentalny.Ale nie to stanowiło o trudności tej mozaiki.Zastanawiałam się czy mam ją pokazywać.Bo w sumie była pierwszą i jedyną mozaiką, która była zrobiona na konkretne zamówienie, dla konkretnej osoby, w konkretnym celu. No i temat oczywiście narzucony. Ciekawe czy ktoś zgadnie co to☺Temat superprosty…. mogłoby się wydawać. Rozmiar nie za duży . Bułka z masłem.No niestety nie.Pojawiły się pewne elementy, jak orzełek w koronie, zawijasy na bramie, czy „w edykułach pary pilastrów ujmują zamknięte konchowo nisze. W południowej umieszczono figurę Ateny z hełmem w dłoni, a w północnej Uranii trzymającej zwój i kulę. Edykuły mają rozbudowane dekoracyjne szczyty z przerwanymi naczółkami zamkniętymi łukiem odcinkowym, zdobionymi ząbkowaniem i bogatymi w ornamenty kartuszami, w zwieńczeniu z dwustopniowymi cokołami ujętymi spływami wolutowymi i zakończonymi latarniami-pastorałami“, które nie dało się w takim formacie wykonać z „ mozaikowych kamyczków“.Swoją drogą, k***a, na serio? Czy naprawdę ktokolwiek to rozumie (włączając tych, którzy musieli to napisać)? Ale to nie wszystko:„Nad dwuskrzydłowymi wrotami bramy widnieje napis „Uniwersytet” i nastawa z dekoracyjnej kraty zwieńczona godłem uczelni. Tylne elewacje filarów artykułują szerokie pilastry toskańskie wspierające naczółki analogiczne w formie do frontowych, ale bez kartuszy. Do południowego edykułu bliżej bramy dostawiony jest filar zwieńczony masywnym spływem wolutowym, a do północnego niewielki budynek stróżówki z czterema otworami okiennymi przykryty trójpołaciowym dachem.“ OK. Zrozumiałam, że tu nie poszaleję....ale też ostatnią rzeczą, której pragnęłam było stworzenie idealnej kopii zdjęcia (bo tak musiałam pracować), która przypominałoby idealnie złożone puzzle z 3456 kawałków.Orzełka zaproponowała, że zrobi moja mama. Genialna manualnie i wulkan pomysłów. To samo tyczyło się „Ateny z hełmem w dłoni, a w północnej Uranii trzymającej zwój i kulę“.„Będą z modeliny“ rzekła.Mi został temat ogarnięcia zawijasów na bramie „kutym, żelaznym, prętowym ogrodzeniem zdobionym kratami z wicią roślinną“ , ślimaków, które wg autora artykułu są „naczółkami zamkniętymi łukiem odcinkowym, zdobionymi ząbkowaniem i bogatymi w ornamenty kartuszami, w zwieńczeniu z dwustopniowymi cokołami ujętymi spływami wolutowymi i zakończonymi latarniami-pastorałami“ oraz wazonów „filary mają powyżej wydatnego gzymsu ozdobionego ząbkowaniem zwieńczenia w postaci cokołów z wazami dekorowanymi girlandami“Mosiężne zawiasy na bramie zrobię z koronki, lub drucika (pomyślałam), resztę elementów typu“ spływami wolutowymi i zakończonymi latarniami-pastorałami“ zrobię z modeliny (pomyślałam) Kiedy skończyłam moją robotę „mozaikową“, zaczęłyśmy z mamą zajmować się „bla bla bla bla bla“ czyli orzełek i dwie płaskorzeźby atenskich bogini.Pierwszy orzełek spalony. Dosłownie. Nie wiem czy to nie zakrawa o profanację narodowego dobra. Boginie w procesie „pieczenia“ modeliny w piekarniku wyszły nienaruszone, ale okazało się, że mama źle zmierzyła wymiary i ni jak pasowały do „rozbudowanych dekoracyjne szczytów z przerwanymi naczółkami zamkniętymi łukiem odcinkowym, zdobionymi ząbkowaniem i bogatymi w ornamenty kartuszami“Postanowiłam przypiłować Atenę i Uranię, żeby się zmieściły. Innowacyjność tego projektu polegała też na tym, że postanowiłam zalać fugą część „mozaikową“ i wtopić później elementy wypiekane i modelowane.Mosiężne zawijasy na bramie początkowo postanowiłam wykonać z koronkowej maseczki na oczy, która została mi po weneckim pseudo swingers balu. I co najtrudniejsze – „latarnie – pastorały“ wieńczące „dwustopniowe cokoły, ujęte spływami wolutowymi“ miały powstać poprzez zatopienie w fudze drucików.Niestety wszystkie te elementy zatopiły się w fudze kompletnie.Myślę, że był to pomysł nienajgorszy, ale zawsze pierwsze próby zrobienia czegoś innowacyjnego kończą się podobnie...chyba☺Ale najgorsze jest to, że jest noc.Mama wysłała z Katowic superszybkim kurierem nowego orzełka i na wszelki wypadek pomniejszone dwie greckie boginie (taka jest właśnie moja mama).Wszystko pasuje, oprócz tego, że reszta elementów zatonęła. A jak to u mnie zazwyczaj bywa.... jutro rano mozaika ma być wysłana na UW, a ja o 14:15 , tradycyjnie mam samolot do Sevilli, gdzie mam pozostać na około 2 miesiące czerpiąc wiele radości z prostych przyjemności „ nie zdobionych w ornamenty kartuszami”Postanawiam rozpiedolić wszystko. AAAA i zapomniałam, że boginie miały być zatopione w zakupionej specjalnie przeze mnie żywicy, która potrzebuje 24 godzin na to, żeby się „wypoziomować“.O godzinie 23 sprawa wyglądało więc dość nieciekawie, nie było lepiej też o 1 i 2 nad ranem.Rozgrzebane boginie. Okazało się, że orzełek w rzeczywistości jest szary, a nie złoty(tak było na zdjęciu), koronka się nie nadaje na mosiężne ornamenty bramy. Wszystko wyglądało, jak dzieło % latka, który postanowił zatopić swoje zabawki w błocie.To miał być projekt na max tydzień pracy. Całkowicie nie mój, całkowicie odtwórczy, całkowicie „dla kogoś i po coś“A chyba stał się przełomem w moim myśleniu o mozaice.Nie wyjechałam następnego dnia do Sevilli. Postanowiłam zostać 4 dni i polecieć następnym samolotem.Następnym samolotem poleciałam. Ale mozaiki nie oddałam.Bo nie skończyłam. Wszystkie dodatkowe elementy pasowały, zawijasy bramy zrobiłam z modeliny, ale czułam, że nie mogę tak tego oddać.Trochę mi to przypominało dość skomplikowane dzieło sztuki mozaikowej do którego dołączono w pakiecie klocki lego. Jako elementy dodatkowe. Dodatkowo pomogła mi w tym jedna bardzo ważna rzecz, a właściwie mądre zdanie mojego ówczesnego absztyfikanta:„Aga, nie wszystko musi być tak dosłowne...zaznacz tylko, że tam coś jest,...“No właśnie….Natomiast czasu już nie było, żeby to poprawić.Wróciłam do tego w założeniu „najkrótszego projektu“ po dwóch miesiącach.Jeszcze raz postanowiłam „wydłubać wszystko“, co nie było mozaiką i co do czego nie miałam żadnych wątpliwości i jak to bywa często, kiedy człowiek spojrzy się na coś z perspektywy...olśniło mnie.Co gorsza, zdałam sobie sprawę, że gdyby mnie tak wcześniej olśniło, ten projekt faktycznie nie byłby tak niezdrowo i boleśnie przenoszony.Ale czy tak nie jest ciągle? Są rzeczy, które wydają się nam nie do przejścia, a wystarczy odpuścić?Myślimy, że świat jest nie fair, że nagle najbliżsi nam ludzie mają nas w dupie, za co oczywiście obwiniamy nas samych, że pewnie nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, lub fajni. A za chwile się okazuje, że ani my nie jesteśmy chujowi, ani nie egoistyczni i bez serca, ani oni porażką naszego życia? Tylko właśnie tak miało być...po coś..Że oddech, przerwa, zmiana jest czasami naprawdę potrzebna?Ale wracając do tematu. To nie jest projekt moich marzeń. Ale to wiadomo od początku. Co więcej, okazało się, że może będę musiała go powtórzyć w różnych wariantach, ale temat pozostanie ten sam.I wtedy dopiero poczułam, że nie nadają się do takich stałych, może z małymi udoskonaleniami, ale jednak powtarzalnych projektów.Tak samo nie nadaję się do odtwarzania, kopiowania czegoś. I nie ważne, czy chodzi tu o bramę UW, czy powszechnie uchodzący za idealny model życia.Wiem, wiem…wchodząc w drugie półwiecze trzeba sobie w jakiś sposób usprawiedliwić niespełnione projekty.I może w końcu się zastanowić dlaczego:)Dlaczego się niszczyło coś, co było dobre?Dlaczego coś, co było dobre niszczyło nas?Dlaczego nie potrafimy się cieszyć z rzeczy dobrych, które mamy?Dlaczego cieszymy się z rzeczy, o których od początku wiemy, że dobre nie są?Odkryłam w tym wszystkim jedną prawidłowość.W sumie banał.Czy mając taką szansę, zrobiłabym coś inaczej?W przypadku tej mozaiki miałam.Wywaliłam połowę mojej ciężkiej pracy, zaprzepaściłam timingi na jej oddanie, może też wiarę w moją pracowitość i poświęcenie się projektowi (bo przecież nie przyznałam się, że w pewnym stadium pracy stwierdziłam się, że to, co zrobiłam jest chujowe)Ale…choć cały czas twierdzę, że nie jest to „mój” typ projektu, to w sumie dziękuję za niego. Można coś oddać na czas, zrobić, bo się wie „ że w takiej formie” to się będzie podobało, można się wtopić w życie i oczekiwania innych, żeby było miło, żeby nie dostać nalepki „(i tu nie znajduje teraz dobrego słowa – ale opisując dzieło sztuki, byłoby to zapewne „poniżej oczekiwań”), natomiast myślę sobie, że jeżeli ma się ten przywilej „odpuszczenia sobie” ( a wiadomo, że ja jestem tego najlepszym przykładem), to należy sobie odpuścić.Takie projekty (nie „autorskie”, nie własne, nie ekscytujące) też mogą nas dużo nauczyć. Choćby lepienia i wypalania modeliny☺Albo idealnej rodzinnej kooperacji. Albo, że dobrze jest wykupywać opcję „fexible” w Wizzair.