17/01/2018
Opowiadanie cześć VI
Na drugi dzień, po hucznej biesiadzie, przyjaciele zebrali się nad brzegiem stawu, aby omówić minione wydarzenia i postanowić, co dalej. W głowach im jeszcze szumiało, od nadmiaru wypitego piwa oraz miodu, lecz z wolna dochodzili już do siebie. Jaśko, Sławko i Olaf zarzucili sieci. Skarbimir, Skapti oraz Jeli Sprytek próbowali złapać coś na wędkę. Jednak ryby, tego popołudnia, nie chciały brać. Jakby wiedziały o połowie. Harald wpatrywał się w siedzącego na trawie Jaromira, który wystawił twarz ku słońcu i rozmyślał. Stary Wiking coraz bardziej się niecierpliwił. Wreszcie nie wytrzymał i przerwał milczenie, mówiąc:
- Może byś wreszcie powiedział, Jaromirze, coś tak długo porabiał u Gniewomira? Nieomal spóźniłeś się na radę plemienną. Mogłeś wszystko zaprzepaścić.
Młody jarl odwrócił się szybko, odgarniając z oblicza pasma ciemnych włosów. Spojrzał na towarzysza swymi jasnoszarymi oczami, które miały ten sam jastrzębi wyraz, jak u Palantokiego i odparł:
- Dobrze, opowiem wam.
Słysząc te słowa, pozostali rzucili robotę, po czym usadowili się wokół wodza, aby wszystko dokładnie zrozumieć.
- Łódź Herulfa dobrze się spisała – zaczął Jaromir. – Bez przeszkód dotarłem do Gniewogardu. Spotkałem tam życzliwych ludzi, którzy każdego dnia ćwiczą się we władaniu bronią. Czynią tak nie tylko mężowie, lecz również kobiety, a nawet większe dzieci. Sam jarl Gniewomir, który właśnie wrócił od księcia Bolesława, ugościł mnie chętnie, po czym z zainteresowaniem wysłuchał mojej opowieści. W następnych tygodniach udzielił mi nawet kilku osobistych lekcji fechtunku. Powiadam wam, nigdy wcześniej nie widziałem kogoś, równie biegle władającego mieczem.
- Czy prawdą jest to, co rozpowiadają o żonie jarla? – zapytał Jaśko.
- Cóż. Trudno orzec. Pani Welewitka rzeczywiście jest olśniewająco piękna, pomimo swych czterdziestu wiosen. Nie dostrzegłem na jej gładkiej twarzy żadnych oznak starzenia. Kiedy stanęła obok swej córki Marzanny, to obie wyglądały jak bliźniacze siostry.
- A wiedźma Gudrun, czy jest równie szkaradna jak mówią.
- Tak. Nosi zaschłe wodorosty we włosach. Nie została obdarzona ponętną urodą, lecz posiadła moc przepowiadania przyszłości. Jej słowa ocaliły mi życie.
- A więc, to prawda.
- Owszem. Kiedy zimą przechadzałem się po lesie, szukając śladów zwierzyny, nagle napadło mnie ośmiu intruzów, którzy wyłonili się, nie wiedzieć skąd. Stanąłem do walki, wiedząc, że moje szanse są niewielkie. Wtedy zjawił się Gniewomir z jeszcze jednym wojem. We trójkę wysiekliśmy napastników. Jakiś czas później dowiedziałem się, że to Gudrun powiedziała jarlowi o grożącym mi niebezpieczeństwie. Zdążył w ostatniej chwili.
- To rzeczywiście zadziwiające.
- Herszta bandy wzięliśmy żywcem – ciągnął dalej Jaromir – i przesłuchaliśmy go. Zastraszony jeniec szybko wyjawił nam miano Asvalda Rudego. Wówczas Gniewomir wpadł na chytry pomysł, aby wymalować na tarczy godło mego wroga i podrzucić ją Palantokiemu, jako dowód. Dał mi również dodatkowy statek i wojów oraz bursztyn, dla przekupienia rady i kość słoniową, pozyskaną w dalekich krajach.
- Więc książę nic o tym nie wiedział – stwierdził rzeczowo Harald.
- Wtedy nie, lecz teraz pewnie już wie. Gniewomir zabrał pojmanego do Gniezna i obiecał, że pomówi z Bolesławem. Zastrzegł jednak, że poparcie księcia zyskują wyłącznie ci, którzy przechodzą na nową wiarę.
- Miałbyś stać się chrześcijaninem, to oburzające! Przecież zostałeś wychowany w kulcie Welesa i Odyna!
- Owszem, lecz, mimo tego, przyjąłem chrzest w Gniewogardzie. Tamtejszy kapłan, Teobald, zapewniał mnie, że to Chrystus jest prawdziwym Panem czterech żywiołów i całego świata.
- Uwierzyłeś chrześcijańskiemu księdzu – niedowierzał Olaf.
- Nie zupełnie, lecz uczciwie przyznać trzeba, że ta nowa religia wszędzie wygrywa, a wyznawcy pradawnych kultów są stopniowo niszczeni. Chrzest zapewni nam wsparcie księcia Bolesława, co powinno ochronić wyspę przed zakusami Duńczyków, którzy od lat spędzają mi sen z powiek.
- Zamierzasz więc ochrzcić cały Wolin, jak Bolko Wygnaniec.
- Nie. Pragnę zachować swobodę wyznania. Zezwolę chrześcijanom na budowę kościoła, lecz nie dopuszczę, aby zdominowali pozostałe kulty. Równowaga musi zostać zachowana, dla naszego bezpieczeństwa.
- W zaistniałej sytuacji rada rodów najpewniej poprze twój zamysł, panie – stwierdził Skarbimir – lecz Palantoki nie będzie zadowolony.
- Przekonam go. Zrozumie. W końcu to mój ojciec.
- Są tacy – wtrącił się Sławko – którzy ci nie odpuszczą, przyjacielu. Asvald już pewnie pała chęcią odwetu, za dwa odjęte palce u prawej dłoni. Bez kciuka i wskazującego trudno utrzymać miecz.
- Podobno Bolko również zdołał się wymknąć – dorzucił Skapti. – Widziano go w porcie, jak odpływał z Rudym Norwegiem.
- A ten kupiec, jak mu tam, Olgierd Plwacz – dodał Jeli. – Na uczcie uśmiechał się do wszystkich szeroko, a potem zabrał swoje statki i gdzieś zniknął. Nie chcę uchodzić za złego wieszcza, lecz coś mi tutaj brzydko pachnie. Wietrzę przymierze trzech przepłoszonych szczupaków, które tylko czekają, aby uderzyć.
- Zgadzam się z wami – stwierdził stanowczo Jaromir – Podejrzewam, że moi rywale, którzy dotąd byli sobie wrogami, teraz połączą siły przeciwko mnie i ojcu. Nie odważą się bezpośrednio zaatakować Jomsborga, lecz będą cierpliwie czekali, aż opuścimy wyspę. Wciąż mają wielu zwolenników wśród mieszkańców, więc będą znali sytuację. To ich przewaga. Dlatego mamy wiele do zrobienia. Musimy działać szybko i zdecydowanie.
- A co z wyprawą? – zapytał Harald.
- O wyprawie pogawędzimy później – odparł młody jarl – teraz muszę spieszyć do Ingrid, która oczekuje mnie w kuźni.
- I na mnie już czas – stwierdził Sławko – Słodka Dobroniega obiecała mi niezapomnianą noc.
- Zazdroszczę ci przyjacielu – burknął Jaśko. – Żywia wciąż pozostaje obojętna na moje starania.
- Nie martw się Jaśku – pocieszył go Jaromir. – Wkrótce staniesz się zamożnym wojownikiem, więc może wówczas spojrzy na ciebie łaskawszym okiem. Bądź cierpliwy. Jutro przeprowadzę z nią braterską rozmowę.
- Będę wdzięczny, panie.
- A co wy będziecie robić – zwrócił się syn Palantokiego do pozostałych.
- No cóż – Odpowiedział Olaf. – Pochodzimy, tu i tam. Poszukamy. Może znajdą się jakieś samotne niewiasty, spragnione męskiego ciepła.
Rozbrzmiały głośne śmiechy, po czym wszyscy rozeszli się w wesołych nastrojach.