17/08/2026
Czy "1670" właśnie wyczerpuje swoją formułę?
Pierwszy sezon „1670” był dla mnie wybitny. Drugi długo trzymał poziom. Trzeci niestety pokazuje, że nawet najlepszy żart można opowiedzieć o jeden raz za dużo.
Wracamy do Adamczychy, gdzie Jan Paweł Adamczewski próbuje odzyskać utracone szlachectwo, Aniela zakłada szkołę dla chłopów, Jakub robi karierę na królewskim dworze, Bogdan buduje sobie nową tożsamość, a gdzieś w tle kiełkuje chłopski bunt. Brzmi jak materiał na świetny sezon. Problem w tym, że „1670” próbuje opowiedzieć naraz właściwie wszystko.
Scenarzysta Jakub Rużyłło oraz reżyserzy Maciej Buchwald i Kordian Kądziela wciąż potrafią stworzyć kapitalny gag, błyskotliwą aluzję czy absurdalną scenę. Aktorsko serial także pozostaje bardzo mocny. Bartłomiej T**a jako Jan Paweł jest właściwie bezbłędny, świetnie wypada Michał Sikorski, a Dobromir Dymecki dostał jeden z najbardziej wdzięcznych wątków sezonu (uwielbiam jego Bogdana Lachożercę). Problem zaczyna się poziom wyżej – w konstrukcji całości.
W ośmiu odcinkach mieszczą się szlachectwo, klasowość, edukacja, nacjonalizm, relacje polsko-ukraińskie, feminizm, seksualność, męskość, polityka, religia, chłopska rewolucja, kryzys tożsamości i jeszcze kilka pobocznych historii. Zamiast bogactwa dostajemy momentami fabularny tłok. Niektóre postaci niemal znikają – Stanisław został właściwie sprowadzony do marginesu – a inne wątki pojawiają się głównie po to, żeby doprowadzić do kolejnej puenty.
Najbardziej brakuje mi jednak dawnej lekkości. Kiedyś współczesność odbijała się w „1670” w krzywym zwierciadle. Teraz twórcy coraz częściej po prostu przenoszą dzisiejszy język, memy i publicystyczne spory do XVII-wiecznej scenografii. Żart z zamkniętego osiedla, śmieci w lesie, zaimków czy narodowych kompleksów bywa tak oczywisty, że zanim padnie pointa, już wiadomo, gdzie zmierza scena.
Do tego dochodzi nadmiar parodii i cytatów z popkultury: „Ojciec chrzestny”, „Park Jurajski”, „Władca Pierścieni”, western, musical, kino kostiumowe, teleturniej. Pojedynczo – często świetne. Razem – zaczynają przypominać pokaz pomysłów, które nie zawsze budują opowieść.
I chyba właśnie tutaj leży największy problem trzeciego sezonu: „1670” nadal wie, jak być zabawne, ale coraz częściej zapomina, po co opowiada historię. Bohaterowie pozostają zamknięci w tych samych cechach, relacje krążą wokół znanych konfliktów, a forma zaczyna wygrywać z treścią.
Nie jest to zły serial. Nadal wygląda znakomicie, jest świetnie zagrany i ma momenty, przy których śmiałem się naprawdę głośno. Tylko że po pierwszym sezonie poprzeczka zawisła bardzo wysoko. Trzeci już jej nie przeskakuje.
A Wy? Nadal kupujecie humor „1670”, czy też macie poczucie, że ta formuła zaczyna się wyczerpywać?
#1670