21/10/2023
WARTO WIERZYĆ W LUDZI
🦮 Anna:
– Jechałam autem od mojej mamy. Po Bożym Narodzeniu, z Kieleckiego. Kątem oka zobaczyłam, że w lasku, a to był taki lasek między wsiami, chyba leży pies. Nie wiedziałam, czy żyje. Podeszłam, a on tylko trochę podniósł głowę. Nie zamerdał ogonem, nie ucieszył się, nic. Owczarek niemiecki długowłosy, wyniszczony. A ponieważ wracałam ze świąt, miałam szynkę wiejską. Urwałam kawałek, żeby dać mu powąchać i zobaczyć reakcję. Podniósł się. Okazał się duży. W kołtunach cały i miał ślad na szyi po sznurku. Jakby był nim przywiązany do drzewa i długo usiłował się urwać. Jakimś cudem włożyłam go do auta, zobaczyłam, że to s**a. Musiała dużo czasu spędzić w lesie. Nie wyglądała na świeżo zgubionego psa.
Dojechałam do Warszawy i od razu zaczęłam akcję informacyjną. Dostała pokój dziecka, bo ja mam swojego psa malutkiego, który zresztą był bardzo niezadowolony z konkurenta. Do tego jeszcze mieliśmy kota dużego. Zaczęliśmy ją czesać, kąpać, leczyć. W uchu miała tatuaż z jednej litery i dwu cyfr. To było nietypowe, bo zazwyczaj są trzy cyfry. Ktoś mi powiedział, że trzecia potrafi zaniknąć, wymazać się… P25 to było. Założyłam, że to pies zarejestrowany w Polskim Związku Kynologicznym. A że miał tatuaż, to musiał być starszy, bo teraz psy mają czipy.
Dostałam z PZK informację, jaki to hodowca i który miot. Związek ma świetne archiwa. Natomiast brak ostatniej cyfry oznaczał, że nie będzie wiadomo, który to konkretny pies. Hodowca stwierdził, że dawno zamknął hodowlę, minęło tyle lat, nie ma już dokumentów. Ale żebym wysłała zdjęcie, to może pozna. Wysłałam, rozłożył ręce. To stary pies, a on sprzedawał szczeniaki. Wydaje mu się jednak, że to może być s**a, którą nazwali Corsa. Więc zaczęłam poszukiwać właścicieli Corsy.
W sprawę zaangażowało się dużo ludzi z kręgów – ja je nazywam – owczarkowych. Miłośnicy owczarków, miłośnicy poduszek po owczarkach… Kilka osób mi podpowiadało, jak profesjonalnie szukać. Nie wiedziałam, że istnieje ogólnoświatowa baza psów, które były wystawiane – Pedigree. Pogrzebałam i wygrzebałam. Zdjęcie Corsy z hodowli tego pana. Okazało się, że to zupełnie nie ten pies.
S**a była totalnie wycofana, nie umiała się bawić, miała depresję. A jednocześnie czułam w niej jakąś dobroć. Mój pies się od niej uczył. Jest ze schroniska, miał problemy, nadpobudliwość. Zakumplowali się i przy Corsie, to znaczy już przy byłej Corsie, nabrał spokoju. Hodowca powiedział: „Jak już go pani znalazła, niech pani go sobie ma".
A mnie raz zginął pies i wiem, co to znaczy…
Może się pan tu zdziwi,bo przecież wszystko wskazywało, że pies był wyrzucony: ślad sznura, las…Ale zazwyczaj nie wyrzuca się psów, które mają znak identyfikacyjny. Intuicja, tylko intuicja, mówiła mi, że na tego psa ktoś czeka. Bo nie miałam na to żadnych dowodów. Padały propozycje, a nawet czasem sama tak myślałam, bo nie było mnie zwyczajnie stać na tak dużego starego psa: oddaj go do schroniska. A przecież jeślibym go oddała, to on by umarł. Ona tak się powoli oswajała z nami. Widać, że była bita. Trochę nas kosztowało chodzenie do lekarzy. Ale dzięki zrzutce.pl różne osoby mi pomogły. Proszę sobie wyobrazić, że 800 złotych zebrałam. Grupa Skarpeta Owczarkowa, działa przy Stowarzyszeniu Miłośników Owczarka Niemieckiego, też zaoferowała pomoc. Pomagają psom, które wymagają wsparcia.
Przeszukaliśmy wszystkie dostępne strony ogłoszeniowe o zagubionych zwierzętach, takie nowsze. Nic.176. strona w Google’u – nic.205. – nic… W takiej ostrej desperacji zaczęłam wpisywać odpowiednie kody do znajdywania przez Google bardzo starych informacji. Bo może ona nie zginęła przed rokiem, ale pięć lat temu? Stron w Google’u jest miliard. Wpisywałam kody do informacji archiwalnych i: „s**a owczarek długowłosy, tatuaż P25…". Nagle wyleciało! Śmieci internetu mi wyrzuciły właściwy trop.
Pies zaginął siedem lat wcześniej!
Nie można było dostać się do danych kontaktowych ogłoszenia. Tylko treść była, że poszukiwany owczarek i miasteczko podane. Słupca pod Poznaniem. Był mail. Napisałam, ale system odpowiedział, że adres nieprawidłowy. Ogłosiłam na Facebooku, że wszelkie osoby, które poszukiwały owczarka…
Zgłosiły się dwie kobiety. Jedna, że pamięta poszukiwanie psa, bo przyjaźniła się kiedyś z dziewczynką, do której należał. Więc miałam nazwisko dziewczynki i całej rodziny. Tylko, cholera, profil był zablokowany do kontaktu. Więc klikałam w osoby, które komentowały posty matki tej dziewczynki. Pomyślałam, że niektórzy komentujący muszą być jej znajomymi…
I zadzwoniła ta pani. Renata z Poznania, a kiedyś ze Słupcy. Ale byłam szczęśliwa… Minęły cztery miesiące poszukiwań i udało się!
Pies na imię ma Daisy i został im ukradziony. Dzieci dostały Daisy w prezencie. Tyle że pies córki ani syna już nie poznał, byli przecież dorośli. Widać było jednak, że jakaś klepka w jego mózgu na widok pani Renaty się poruszyła. Byli w takich emocjach… S**a pojechała z nimi. Do samochodu wsiadła bez problemu.
🦮 Renata:
– Bo ona uwielbiała jeździć samochodem i wskakiwała od razu, jak tylko otwierały się drzwi. I to ją chyba zgubiło. Mieliśmy dom przy lesie i jeziorze. Wyszliśmy do miasta, a Daisy ze swoim kolegą mieszańcem zostali w ogródku. Podejrzewamy, że furtka nie była zamknięta na klucz, ktoś ją zobaczył, sprawdził, czy otwarte… A ona pewnie jeden sus i już była w samochodzie. Miała półtora roku. Nie wiemy, co się z nią działo tyle lat. Sądzę, że żyła w pseudohodowli. Rodziła wiele razy – stwierdzili lekarze.
Kiedy przyjechaliśmy po nią do Warszawy, czekaliśmy u pani Ani na jej reakcję. Ona podeszła do każdego i każdego powąchała. A do mojej ręki jeszcze raz i jeszcze raz… Płakaliśmy wszyscy, a pani Ania: „Nie wiem, czy to widzicie, ale ten pies też płacze".
Wciąż trochę boi się ludzi. I w ogóle przy ludziach jest smutna. Córka ma szpica, Gucci się nazywa, szczekliwy bardzo. On nauczył Daisy szczekać, bo ona bała się u nas odezwać. Żeby ją pogłaskać, to powoli się podchodzi. Że była bita, to wiem na pewno. To się widzi po psie. Wybrała sobie syna i on się nią opiekuje. Przy nim odzyskuje radość życia i jemu jest oddana. A teraz leży na legowisku i donikąd nie chce. Leży i myśli. A ja rozmyślam, o czym ona może myśleć.
🦮 Anna:
– Warto wierzyć w ludzi i nie poprzestawać na 205. stronie Google’a.