Galeria Gardzienice

Galeria Gardzienice Galeria "Gardzienice" działa przy Ośrodku Praktyk Teatralnych "Gardzienice" od roku 1997. W latach 2000-2004 kuratorem wystaw była Monika Kubat.

Główną przestrzenią wystawienniczą Galerii "Gardzienice" jest labirynt piwnic przy ulicy Grodzkiej 5a w Lublinie (Stare Miasto). Multimedialne wystawy organizowane są również w kompleksie pałacowo-parkowym w Gardzienicach. Następnie współpracowali z Galerią m.in. Katarzyna Porczak i Krzysztof Bartnik. Od roku 2008 kuratorem wystaw jest Zuzanna Zubek-Gańska.

To już ostatnie momenty wystawy Ireny Nawrot "Monidła", wystawa czynna będzie do 29 czerwca, serdecznie zapraszamy.
26/06/2026

To już ostatnie momenty wystawy Ireny Nawrot "Monidła", wystawa czynna będzie do 29 czerwca, serdecznie zapraszamy.

To już ostatni tydzień wystawy Ireny Nawrot "Monidła". Serdecznie zapraszamy!!!!
23/06/2026

To już ostatni tydzień wystawy Ireny Nawrot "Monidła". Serdecznie zapraszamy!!!!

Zapraszamy dziś do 16.00!
21/06/2026

Zapraszamy dziś do 16.00!

Serdecznie zapraszamy do Galerii na wystawę Ireny Nawrot "Monidła". Wystawa jest czynna do 30 czerwca.Monidła "Ireny Naw...
18/06/2026

Serdecznie zapraszamy do Galerii na wystawę Ireny Nawrot "Monidła". Wystawa jest czynna do 30 czerwca.

Monidła "Ireny Nawrot"
W Galerii Gardzienice zaistniała nowa ekspozycja, nie taka zwykła wystawa... Wystawa, której osią jest przeszłość uwspółcześniona, której mocą są wizerunki innych, tak bardzo dalekich, że aż bliskich. Bez tożsamości łatwiej się na nich spogląda, na mężczyzn, kobiety, na ludzi, dla których nasza pamięć utkała nową przyszłość.
Część z nich jest zupełnie przypadkowa, odnaleziona w odmętach targu staroci, gdzie spod masywnych sylwet zegarów, w kartonowych pudłach niczym w magicznych skrzyniach złożone zostały Monidła. Nie zawsze opisane, nazwane, często anonimowe, zagubione na osi czasu, nie osadzone na żadnej mapie. Ta pani, ten pan, to dziecko, zwyczajnie i po prostu: ludzie. Pani jest ładna, uśmiecha się, widać, że była kiedyś piękną kobietą. Czy jeszcze żyje? Nie wiem. Nie wiem też kim byli Państwo z obrazka, niczym z oleodruku, ale mniej więcej widzę, jak dostojni się stali na ten moment. Niektórym wedle miary dostały się ordery, nie byle jakie, prawdziwe, również rarytasy spod targowych lad. Irena Nawrot stworzyła im nowe historie, przywdziała szaty na dzisiejszą modę. Ale są też monidła, których oczywistą urodę podkreślają szlachetne dodatki. Piękne kolczyki i futra, które prócz etoli sięgają do włosów. Jest też warkoczyk, prawdziwy, dopięty do jednej z postaci, samej zresztą Autorki tej niezwykłej ingerencji. Wśród spojrzeń, cieni i blasków spod całości zdjęć spoglądają na nas stare - nowe twarze, czasem mocno wyolbrzymione i nieregularne, które swawolnie za ręką artystki opuściły właściwe ujęcie i zajęły nowe miejsce w zupełnie innym kadrze. Uroczy dżentelmen jest już na monidle z inną damą, a inna dama pozostała na swoim ujęciu sama. Nad jej dolą łzy wylewa dziewczynka z chusteczką, ale czy aby na pewno? Wśród zgromadzonych fasadowo twarzy spogląda gdzieś w eter chłopiec, któremu ciążą szlachetne medale, takie zupełnie osobiste i niezwyczajne. Oto historia w której czas się otwiera na nowy horyzont, tak bezkresny. Poetyccy, w takiej masie tworzą niemal epopeje wzbogaconą o indywidualne historie Ireny Nawrot (to jestem ja i moja siostra, a to są moi rodzice. Gdy zaś zawiążemy z nimi nić korespondencji, i gdy nasze oczy spotkają się w połowie stanie się dla nas oczywiste, że są to też nasze historie. Mniej lub bardziej podobne i tożsame. I ten Pani, i Pani, co są w sobie zakochani, stają się dla nas kimś więcej. Ich atrybuty, detale, woale, trochę śmieszne i te na wskroś poważne staną się wysublimowaną opowieścią o współczesności.

P.S
Irena Nawrot jak sama mówi, pierwszy raz wykorzystała w swojej twórczości fotografie gotowe, tzw. Monidła, które stały się punktem do dalszej pracy i rozważań, także na temat ich funkcjonalności jako wizerunku, zbyt pięknego na tamte czasy, a zbyt kiczowatego (według wielu) na obecne.
Czy w industrialnych i schematycznych wnętrzach naszych domów jest jeszcze miejsce na pamiątkę po "przodkach"? Czy uwspółcześnione, z nowym charakterem i tożsamością odnajdą się w nich bardziej jako anonimowi goście naszej codzienności?
Nie wiem, .....ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby się przekonać.

Irena Nawrot’s “Monidła”
A new exhibition has apeared at the Gardzienice Gallery – and it is far from an ordinary display.
This is an exhibition whose axis is the past reimagined for the present; whose strength lies in the faces of others – people who are so distant that they somehow become familiar. Stripped of their identities, they are easier to contemplate: men, women, individuals for whom our memory has woven a new future.
Some of these portraits were discovered entirely by chance in the depths of antique markets, tucked away beneath imposing clocks and hidden in cardboard boxes like treasures in enchanted chests. These monidła – hand-coloured photographic portraits – were not always labelled or named. Often anonymous, lost on the timeline of history, anchored to no map. This lady, that gentleman, this child – simply people. The lady is beautiful; she smiles. One can see that she was once a strikingly attractive woman. Is she still alive? I don't know.
Nor do I know who the distinguished couple in the picture were, looking as though they had stepped out of a sentimental print. Yet I can almost see how proudly they stood for that photograph. Some have been adorned with medals – genuine decorations, no less – rare finds rescued from beneath market stalls.
Irena Nawrot has woven new stories for them and dressed them in garments suited to contemporary tastes. Yet there are also portraits whose inherent beauty is simply enhanced by noble adornments: elegant earrings, luxurious furs reaching almost to the hair. There is even a braid – a real one – attached to one of the figures, who happens to be the artist herself, the author of this remarkable intervention.
Amid the glances, shadows and glimmers emerging from the photographs, old-new faces look back at us. Some are enlarged, distorted, irregular; they have mischievously slipped beyond the boundaries of their original images under the artist’s guiding hand and found themselves inhabiting entirely different frames. A charming gentleman now appears beside another lady, while elsewhere a woman remains alone within her portrait. A little girl clutching a handkerchief seems to weep over her fate – or; does she?
Among these assembled façade-like faces, a young boy gazes into eternity, weighed down by medals of a deeply personal and extraordinary kind. Here unfolds a story in which time opens onto a new horizon – boundless and expansive. Taken together, these poetic figures form something approaching an epic, enriched by Irena Nawrot’s own personal narratives: “This is me and my sister; these are my parents.”
And when we begin to establish a thread of correspondence with them, when our eyes meet halfway, it becomes clear that these are our stories as well – stories that are, to varying degrees, familiar, shared and recognisable.
And that lady and gentleman, clearly in love, become more than strangers. Their attributes, details and veils – some amusing, others profoundly serious – are transformed into a refined tale about contemporary life.
P.S.
As Irena Nawrot herself explains, this is the first time she has incorporated found photographs – the so-called monidła – into her artistic practice. These portraits became the starting point for further work and reflection, including questions about their original function as idealised images: perhaps too beautiful for their own era, and, in the eyes of many, too kitsch for ours.
In the industrial, standardised interiors of contemporary homes, is there still room for a keepsake of our ancestors? Or might these modernised portraits, endowed with new character and identity, find their place more readily as anonymous guests in our lives?
I don't know.
…But there is nothing to stop you finding out.

W Galerii Gardzienice zaistniała nowa ekspozycja, nie taka zwykła wystawa...Wystawa, której osią jest przeszłość uwspółc...
15/06/2026

W Galerii Gardzienice zaistniała nowa ekspozycja, nie taka zwykła wystawa...

Wystawa, której osią jest przeszłość uwspółcześniona, której mocą są wizerunki innych, tak bardzo dalekich, że aż bliskich. Bez tożsamości łatwiej się na nich spogląda, na mężczyzn, kobiety, na ludzi, dla których nasza pamięć utkała nową przyszłość.

Część z nich jest zupełnie przypadkowa, odnaleziona w odmętach targu staroci, gdzie spod masywnych sylwet zegarów, w kartonowych pudłach niczym w magicznych skrzyniach złożone zostały Monidła. Nie zawsze opisane, nazwane, często anonimowe, zagubione na osi czasu, nie osadzone na żadnej mapie. Ta pani, ten pan, to dziecko, zwyczajnie i po prostu: ludzie. Pani jest ładna, uśmiecha się, widać, że była kiedyś piękną kobietą. Czy jeszcze żyje? Nie wiem.

Nie wiem też kim byli Państwo z obrazka, niczym z oleodruku, ale mniej więcej widzę, jak dostojni się stali na ten moment. Niektórym wedle miary dostały się ordery, nie byle jakie, prawdziwe, również rarytasy spod targowych lad.

Irena Nawrot utkała im nowe historie, przywdziała szaty na dzisiejszą modę. Ale są też monidła, których oczywistą urodę podkreślają szlachetne dodatki. Piękne kolczyki i futra, które prócz etoli sięgają do włosów. Jest też warkoczyk, prawdziwy, dopięty do jednej z postaci, samej zresztą Autorki tej niezwykłej ingerencji.

Wśród spojrzeń, cieni i blasków spod całości zdjęć spoglądają na nas stare - nowe twarze, czasem mocno wyolbrzymione i nieregularne, które swawolnie za ręką artystki opuściły właściwe ujęcie i zajęły nowe miejsce w zupełnie innym kadrze. Uroczy dżentelmen jest już na monidle z inną damą, a inna dama pozostała na swoim ujęciu sama. Nad jej dolą łzy wylewa dziewczynka z chusteczką, ale czy aby na pewno?

Wśród zgromadzonych fasadowo twarzy spogląda gdzieś w eter chłopiec, któremu ciążą szlachetne medale, takie zupełnie osobiste i niezwyczajne. Oto historia w której czas się otwiera na nowy horyzont, tak bezkresny.Poetyccy, w takiej masie tworzą niemal epopeje wzbogaconą o indywidualne historie Ireny Nawrot (to jestem ja i moja siostra, a to sa moi rodzice.)

Gdy zaś zawiążemy z nimi nić korespondencji, i gdy nasze oczy spotkają się w połowie stanie się dla nas oczywiste, że są to też nasze historie. Mniej lub bardziej podobne i tożsame.

I ten Pani, i Pani, co są w sobie zakochani, stają się dla nas kimś więcej. Ich atrybuty, detale, woale, trochę śmieszne i te na wskroś poważne staną się wysublimowaną opowieścią o współczesności.
tekst: Zuzanna Zubek-Gańska / Kurator wystawy.

Zapraszamy do relacji z wernisażu wystawy Ireny Nawrot "Monidła" w Galerii Gardzienice. Dziękujemy za tak liczna obecnoś...
15/06/2026

Zapraszamy do relacji z wernisażu wystawy Ireny Nawrot "Monidła" w Galerii Gardzienice. Dziękujemy za tak liczna obecność i zapraszamy na wystawę. Fot. Natalia Mrowca - Kuczyńska.
Kuratorem wystawy jest Zuzanna Zubek - Gańska.
Aranżacja światła: Włodzimierz Janowski.

"W Polsce monidła pojawiły się w II poł. XIX, jako alternatywa tradycyjnych portretów malarskich. Rozpowszechniły się w latach 50 i 60. XX wśród mniej zamożnych warstw, głównie na wsi i w małych miasteczkach. Wykonano ich w Polsce kilka milionów. Monidłowym zagłębiem była Lubelszczyzna. W latach największego rozkwitu – tj. w latach 70 i 80 produkowano je masowo. Lubelska spółdzielnia „Zorza” wytwarzała 1,5-2 tysięcy monideł miesięcznie. Monidła powstawały głównie dzięki akwizytorom, którzy nazywani byli deklarzami. Przemierzali oni wsie i osiedla robotnicze i proponowali wykonanie portretu. Po otrzymaniu zdjęcia z domowego archiwum i uzgodnieniu, co ma być na obrazie, przekazywali zlecenie do wykonania do pracowni fotograficznej. Małą fotografię reprodukowano w powiększeniu na matowym papierze fotograficznym, odbitkę kolorowano farbami transparentnymi, akwarelami, pastelami a nawet kredkami. Wizerunek retuszowano, upiększano portretowaną osobę, domalowywano różne detale, typu: rzęsy, włosy, biżuterię. Pannie młodej dorabiano welon, panu młodemu muszkę czy krawat. Niektóre portrety dodatkowo lakierowano. Czas powstania monideł ślubnych nie pokrywa się często z datą zawarcia małżeństwa. Zamówienie monidła ślubnego odbywało się czasami po kilku lub kilkunastu latach od ślubu. Głównym powodem była bieda, okres powojenny czy duża odległość od zakładu fotograficznego. Zdarzało się, że monidło z powodów sentymentalnych zamawiały osoby już owdowiałe. W powszechnym mniemaniu monidła nosiły znamiona sztuki przez połączenie fotografii z materią malarską. Kiedyś wisiały w wielu domach, nad łożem małżeńskim czy na ścianie reprezentacyjnej. Były dumą właścicieli i ozdobą domu, znajdowały miejsce obok świętych obrazów. W pewnym momencie stały się synonimem kiczu. Zaczęto je chować i pozostawiać na strychu czy w piwnicy. Monidło nie jest wyłącznie polskim zjawiskiem kulturowym. Wytwarzanie portretów na bazie fotografii, z ręcznymi domalowywaniami i ingerencją retuszerską znane było w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, na Bałkanach i w obu Amerykach. Dzisiaj monidła znajdują się w kręgu zainteresowań antropologów kultury, artystów, muzealników. W szarych czasach PRL-u monidło „poprawiało” świat, kolorowało ludzi i rzeczywistość, sprawiało, że panna młoda była piękniejsza i miała różowe policzki, a pan młody nie był łysy. " Irena Nawrot.

Wystawa już otwarta! Zapraszamy!"Monidła" Ireny Nawrot / Galeria Gardzienice, ul. Grodzka 5a w Lublinie. Monidło to  rod...
12/06/2026

Wystawa już otwarta! Zapraszamy!

"Monidła" Ireny Nawrot / Galeria Gardzienice, ul. Grodzka 5a w Lublinie.

Monidło to rodzaj foto-malarskiego portretu jednej lub kilku osób, namalowanego na podstawie zdjęć do dokumentów lub fotografii okolicznościowych. Charakterystyczną cechą tego najczęściej czarno-białego obrazu są podkolorowania – na czerwono ust i na niebiesko oczu. Inne detale są retuszowane lub domalowywane.
W Polsce monidła pojawiły się w II poł. XIX, jako alternatywa tradycyjnych portretów malarskich. Rozpowszechniły się w latach 50 i 60. XX wśród mniej zamożnych warstw, głównie na wsi i w małych miasteczkach. Wykonano ich w Polsce kilka milionów. Monidłowym zagłębiem była Lubelszczyzna. W latach największego rozkwitu – tj. w latach 70 i 80 produkowano je masowo. Lubelska spółdzielnia „Zorza” wytwarzała 1,5-2 tysięcy monideł miesięcznie. Monidła powstawały głównie dzięki akwizytorom, którzy nazywani byli deklarzami. Przemierzali oni wsie i osiedla robotnicze i proponowali wykonanie portretu. Po otrzymaniu zdjęcia z domowego archiwum i uzgodnieniu, co ma być na obrazie, przekazywali zlecenie do wykonania do pracowni fotograficznej. Małą fotografię reprodukowano w powiększeniu na matowym papierze fotograficznym, odbitkę kolorowano farbami transparentnymi, akwarelami, pastelami a nawet kredkami. Wizerunek retuszowano, upiększano portretowaną osobę, domalowywano różne detale, typu: rzęsy, włosy, biżuterię. Pannie młodej dorabiano welon, panu młodemu muszkę czy krawat. Niektóre portrety dodatkowo lakierowano. Czas powstania monideł ślubnych nie pokrywa się często z datą zawarcia małżeństwa. Zamówienie monidła ślubnego odbywało się czasami po kilku lub kilkunastu latach od ślubu. Głównym powodem była bieda, okres powojenny czy duża odległość od zakładu fotograficznego. Zdarzało się, że monidło z powodów sentymentalnych zamawiały osoby już owdowiałe. W powszechnym mniemaniu monidła nosiły znamiona sztuki przez połączenie fotografii z materią malarską. Kiedyś wisiały w wielu domach, nad łożem małżeńskim czy na ścianie reprezentacyjnej. Były dumą właścicieli i ozdobą domu, znajdowały miejsce obok świętych obrazów. W pewnym momencie stały się synonimem kiczu. Zaczęto je chować i pozostawiać na strychu czy w piwnicy. Monidło nie jest wyłącznie polskim zjawiskiem kulturowym. Wytwarzanie portretów na bazie fotografii, z ręcznymi domalowywaniami i ingerencją retuszerską znane było w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, na Bałkanach i w obu Amerykach. Dzisiaj monidła znajdują się w kręgu zainteresowań antropologów kultury, artystów, muzealników. W szarych czasach PRL-u monidło „poprawiało” świat, kolorowało ludzi i rzeczywistość, sprawiało, że panna młoda była piękniejsza i miała różowe policzki, a pan młody nie był łysy.

Irena Nawrot urodzona w 1960 roku w Jarosławiu. Absolwentka Instytutu Wychowania Artystycznego (obecnie Wydział Artystyczny) na UMCS w Lublinie. Od roku 1984 związana jest z macierzystą uczelnią. W 2011 roku uzyskała tytuł profesora zwyczajnego. Ma w swoim dorobku 40 wystaw indywidualnych i udział w ponad 100 wystawach zbiorowych w kraju i zagranicą. Działa w zakresie fotografii intermedialnej. Posługuje się techniką wielokrotnego kolorowania czarno-białych powiększeń fotograficznych. Powiela i zszywa swoje fotografie tworząc wielkoformatowe patchworki. Buduje obiekty wykorzystując czaszki, meble, lalki, przedmioty codziennego użytku. W swoich realizacjach traktuje własne doświadczanie ludzkiej cielesności jako przekaz refleksji uniwersalnej, odnoszącej się do upływu czasu w kontekście osobistego doświadczenia. Po raz pierwszy na wystawie „Monidła” wykorzystuje prace nie swojego autorstwa.

Adres

Włodawa Gmina

Telefon

+48815329840

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Galeria Gardzienice umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Galeria Gardzienice:

Udostępnij

Kategoria