01/06/2026
Ta rzeźba była dla mnie serią pierwszych razów.
Po raz pierwszy pracowałem z brzozą oraz z czeczotą brzozową. Niezwykłą naroślą na drzewie, której nieregularny układ włókien tworzy niepowtarzalne wzory, ale jednocześnie potrafi być bardzo nieprzewidywalny podczas rzeźbienia.
Już po kilku godzinkach rzeźbienia zauważyłem coś co może stanowić problem. W miejscu, gdzie miały powstać palce, znaczna część materiału okazała się zaślepioną korą zamkniętą wewnątrz drewna. Jeden palec miał około połowę objętości właśnie tej kory, a nie stabilne drewno. Każdy ruch frezem wiązał się z ryzykiem utraty całej tej kory, a nawet niemal całego palca.
Dodatkowo drewno w okolicach rdzenia było częściowo spróchniałe. Pod naciskiem narzędzi nie tworzyło wiórów, lecz zamieniało się w pył. W takich miejscach bardzo łatwo było usunąć więcej materiału, niż się planowało.
Była to również moja pierwsza kobieca dłoń. Delikatność proporcji, subtelność przejść i naturalny układ palców wymagały nieco innego podejścia niż w poprzednich realizacjach.
Jednym z najtrudniejszych etapów okazało się wykonanie wewnętrznej strony materiału oplatającego dłoń. Wąskie przestrzenie, ograniczony dostęp narzędzi i konieczność zachowania lekkości formy wymagały wielu godzin cierpliwej pracy.
Na końcu pojawiło się wyzwanie, którego się nie spodziewałem.........fotografia. To jedna z tych rzeźb, które trudno zamknąć w jednym kadrze. Znaczenie zmienia się wraz z punktem widzenia, a część detali odkrywa się dopiero podczas oglądania pracy z różnych stron.
Niektóre rzeźby są trudne do wykonania.
Ta okazała się trudna również do pokazania.
A teraz jestem ciekaw...
Jeden detal w tej rzeźbie jest kluczowy dla całej historii. Który?
Evviva l’arte!