Hałasy i melodie

Hałasy i melodie Muzyczne recenzje, relacje i rekomendacje. Rzeczy nośne, głośne i przyjemnie nieznośne. Dużo staroci i nie mniej nowości.

Blog o muzyce, której jeszcze nie znasz, którą przegapiłeś, o której nie słyszałeś, o której zapomniałeś, a pewnie i o takiej, którą znasz i śledzisz od dawna. Informacje o koncertach, przeglądy twórczości, zapowiedzi wydarzeń. post-punk, new wave, industrial, gothic, noise, post-hardcore, math rock, folk, lo-fi, americana, synthpop, minimal synth, retrowave, dream pop, shoegaze, jazz, funk i tak naprawdę wszystko, co buja.

Lato chyli się ku końcowi, więc to najlepszy czas na wspominki 🌞Trójmiejski sezon otworzył już w czerwcu Fląder Festiwal...
24/08/2026

Lato chyli się ku końcowi, więc to najlepszy czas na wspominki 🌞

Trójmiejski sezon otworzył już w czerwcu Fląder Festiwal i jakoś tak się złożyło, że dopiero dziś zapraszam Was na podsumowanie 23. edycji tego wyjątkowego, muzycznego wydarzenia.

🟨 Relacja z Fląder Festiwal 2026 ➡️ https://halasyimelodie.com/2026/08/24/relacja-z-flader-festiwal-2026/

Zobaczyłem tam m.in.: Allarme, The Ferrules, Hanka Łubieńska X Paweł Przyborowski, Hung, Ivo Shandor & The Gozer Worshipers, kresy, Lunamë, lunar trips, Potwory i Ludzie, Runaway Devils, SUNNATA, Tet, wieże fabryk, WAVS.

PS: W tekście nie zabrakło wspominki o nieodżałowanym Soundrive Festival.

🆕 Garść piątkowych premier 🎵💿 Soulful gritty rock. Piękne określenie brzmienia jednego z najbardziej niedocenianych zesp...
21/08/2026

🆕 Garść piątkowych premier 🎵

💿 Soulful gritty rock. Piękne określenie brzmienia jednego z najbardziej niedocenianych zespołów wywodzących się z tzw. boomu alt rocka lat 90. Czemu nie są stawiani na piedestale - naprawdę trudno mi znaleźć przyczynę. Czarują od lat dobrymi płytami i nigdy nie zeszli poniżej dobrego poziomu. Dziś dokładają do swojej dyskografii kolejną cegiełkę. Albumem tygodnia zostaje The Afghan Whigs - Soft Control.

🔀 Chelsea Wolfe - The Dark [ethereal neofolk darkwave];

🔀 Beans - Less Louder [garage psych from Australia];

🔀 Westside Cowboy - It Goes On [alt-country indie rock / Windmill Scene];

🔀 The Night Eternal - Cold Velvet [gothic heavy metal / sad ‘n’ roll];

🔀 The Cramps - Gravest Gravy [materiał z października 1977 roku z sesji do płyty Gravest Hits / psychobilly

Bardzo lubię promować zajawki osób, które biorą sprawy w swoje ręce i za cel obierają sobie zmianę tej najbliższej, loka...
20/08/2026

Bardzo lubię promować zajawki osób, które biorą sprawy w swoje ręce i za cel obierają sobie zmianę tej najbliższej, lokalnej przestrzeni.

Być może śledzicie profil Posłuchaj to do ciebie, a jeśli nie, to zacznijcie. Choć dziś nie o tym. W każdym razie Marcin, autor tego miejsca, wyszedł z czeluści internetowych (choć po prawdzie to działa też w Zamek Nadaje) i powziął odważną decyzję o tym, by zorganizować festiwal!

To będzie bezpłatna impreza, na którym zebrał się całkiem ciekawy line-up. Pierwsza edycja Zalew Nadaje odbędzie się na plaży w Borzygniewie koło Wrocławia w sobotę, 12 września. Na scenie wystąpią Dezerter, Nanga (muzycy Lao Che wspomagani przez Magdę Dubrowską) oraz zespoły konkursowe: Suchy Pion, Stan Surowy, Bad Ritual, Cafetrauma, Steve Martins i Pretensje.

🟩Link do wydarzenia ➡️ https://www.facebook.com/events/865294996251487

Rozpiska godzinowa już wkrótce, ale myślę, że to jedna z ostatnich okazji w tym roku, by poszaleć jeszcze w plenerze, w miłym otoczeniu (nad Zalewem Mietkowskim) do brzmień alternatywnych i wspomóc przy tym swoją obecnością zarówno wymienione zespoły jak i ludzi, którym się chce. Po prostu.

Za klimatyczny i myślę, że oddający klimat nadchodzącej imprezy plakat odpowiada(ją) Czorne Papirochy.

🆕 Garść piątkowych premier 🎵💿 Jego ubiegłoroczny koncert na warszawskim Torwarze pozostanie w moim (czarnym) serduszku n...
14/08/2026

🆕 Garść piątkowych premier 🎵

💿 Jego ubiegłoroczny koncert na warszawskim Torwarze pozostanie w moim (czarnym) serduszku na zawsze. Z kolei dziś ciekaw jestem tego, czy następczyni w postaci tematycznej kontynuacji ostatniej płyty utrzyma wysoki poziom poprzedniczki. Sprawdzamy! Albumem tygodnia zostaje Marilyn Manson - One Assassination Under God - Chapter 2.

🔀 All My Dearies: A Tribute to the Smashing Pumpkins [zacny trybucik dla najlepszego zespołu w historii / no serio / Corgan approved];

🔀 Jungle - Sunshine [future funk nu-disco];

🔀 Sweeping Promises - You Say I Romanticize [post-punk / art punk / dance-punk];

🔀 King Gizzard & The Lizard Wizard - Alien Metal [acid techno edm metal];

🔀 Kiwi Jr. - Blowin' Up [indie pop / jangle pop];

🔀 Phoebe Bridgers - Lost Weekend [alt pop rock];

🔀 Radiator Hospital - Distorting Time [slacker power pop];

🔀 Louse - Buyer's Remorse [post-punk / coldwave];

🔀 Open Mike Eagle & Kenny Segal - Doomed! [abstract jazz hip-hop];

🔀 Sparks - Sparks Live on the Moon [art popowy live’ik];

🔀 Hovvdy - Big World [jangle folk / pop];

🔀 James Ellis Ford - Lost in Another World [art pop / krautrock];

🔀 Strange Lot - Strange Lot [shoegaze & dream pop from Austin];

🔀 Holissstik - Chapter 1: This Endless Solitude [jazz metal i elektronika];

🔀 Regulator Watts - kWh EP [post-hardcore / post-rock / noisey];

🔀 Boston Manor - Be Nothing. 10 Year Anniversary EP [akustyczne wersje kilku utworów z debiutu].

Bliska mi osoba przypomniała mi (💜), że dziś przypada 10. rocznica założenia tego miejsca.Na co dzień nie przywiązuję sp...
13/08/2026

Bliska mi osoba przypomniała mi (💜), że dziś przypada 10. rocznica założenia tego miejsca.

Na co dzień nie przywiązuję specjalnej wagi do rocznic. Może i chciałbym jak w filmowym ujęciu rozsiąść się wygodnie w fotelu i powspominać wszystkie te minione, ważne dla mnie chwile, ale to nie za bardzo w moim stylu. Raz, że na co dzień zdecydowanie chętniej patrzę przed siebie, a dwa, że nawet jeśli spoglądam w przeszłość, to raczej na zasadzie spontanicznych, niezobowiązujących wycieczek podświadomości do konkretnych, porozrzucanych na osi czasu momentów. A tak w ogóle to na wszystko brakuje mi czasu!

Dekada to jednak już „coś"! Oczywiście muzyka interesowała mnie już przed tym okresem i na pewno interesować będzie mnie też wtedy, gdy zamknę ten grajdół, ale mimo wszystko analizując dziś tę znamienną rocznicę, muszę stwierdzić, że decyzja o założeniu tego miejsca była jedną z lepszych w moim dorosłym życiu. Nie dość, że dała mi możliwość wygadania się w sprawach, w których mam ochotę się wygadać (a zasadniczo w wielu tematach konkretnego zdania nie mam, więc to tym bardziej istotna dla mnie kwestia), to jeszcze znalazłem wśród obserwujących, ale i tworzących równolegle w podobnych miejscach do mojego cały tabun zajawkowiczów.

W trakcie tych dziesięciu lat miałem okazję bywać na imprezach i wydarzeniach, o któych istnieniu wcześniej nie wiedziałem i poznawać na nich osoby równie zakręcone, jak ja. Niektóre takie relacje były krótsze, mniej zażyłe. Inne długotrwałe, choć niewychodzące poza sferę muzyczną. Jeszcze inne przerodziły się w przyjaźnie i wyszły poza nawias muzyczny. Tak czy siak, każda z nich spajała wspólna zajawka do muzyki i oprócz samych dźwięków to właśnie wszystkie te relacje są chyba tą najfajniejszą częścią „prowadzenia fanpeja". Funkcja społeczna, pierwotna w kontekście wspólnego chłonięcia dźwięków jest tą najważniejszą. Pamiętajcie o tym następnym razem, gdy zaczniecie się kłócić o to, która płyta danego artysty jest lepsza albo wypominać, że ktoś nie zna absolutnego kanonu danego gatunku w postaci albumu wydanego w nakładzie 333 sztuk nagranych na kaseciaku w piwnicy u kumpla. Choć akurat te ostatnie potyczki też mają swój urok!

Anyway — na dziesięć lat wrzucam dziesięć zdjęć z różnymi zajawkowiczami z różnych okresów i miejsc. Zdecydowanie za mało, bo ta galeria mogłaby zawierać fot równie dobrze i sto, ale chodzi o symbolikę, a nie o chwalenie się, kogo poznałem i gdzie bywałem.

Wczorajszy gdyński koncert włoskiego Horror Vacui oraz lokalnego Balzam w obiektywie niezawodnego Kamila Milewskiego.Pol...
12/08/2026

Wczorajszy gdyński koncert włoskiego Horror Vacui oraz lokalnego Balzam w obiektywie niezawodnego Kamila Milewskiego.

Polecam w ciemno wybierać się na koncerty organizowane przez DIY3M. Jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi, to jest to po prostu gwarancja dobrze spędzonego wieczoru.

I nie bójcie się chodzić na gigi w środku tygodnia - to naprawdę świetne przełamanie zwyczajowej rutyny.

PS: Oba koncerty świetne: Balzam w nowej odsłonie z fenomenalnym wokalem i rzężącą gitarą oraz bardzo punkowy gotyk (czy raczej deathrock) z całym zestawem mrocznych przebojów zaraziły dobrą energią i porwały do introwertycznych tańców niemalże całą publikę. A frekwencja dopisała i ludzi było sporo.

Udało się spełnić szczeniackie marzenie. Za takowe postrzegam uczestnictwo w koncercie jednego z zespołów kształtujących...
11/08/2026

Udało się spełnić szczeniackie marzenie. Za takowe postrzegam uczestnictwo w koncercie jednego z zespołów kształtujących mój gust. Mowa o Primusie, który wystąpił w czwartek 6 sierpnia w Warszawie na Letniej Scenie Progresji.

Okazję do zobaczenia grupy na żywo miałem już wcześniej. Otóż ta wystąpiła w 2011 roku tuż obok, bo na gdyńskim Openerze, ale wtedy się nie udało. Podejrzewam, że poszło o finanse, jednak jaki nie byłby powód, to musiałem czekać kolejnych 15 lat na spełnienie marzenia. Ba, przez ten czas bywały okresy, w których o Primusie zapomniałem, a lista priorytetów w kontekście koncertów do odhaczenia z listy „must see” ulegała sporym zmianom. Mimo wszystko, gdy tylko zespół ogłosił powrót do Polski, serduszko zabiło mocniej i nie zastanawiając się zbyt wiele, od razu kupiłem bilet.

Koncert miał się początkowo odbyć w dobrze znanej mi Progresji, ale z powodu większego zainteresowania przeniesiono go na scenę plenerową nieopodal klubu. Tu pojawiła się pierwsza wątpliwość, bo o nagłośnieniu tego miejsca trochę słyszałem i niestety nie były to pozytywy. Na szczęście albo opinie te były przesadzone, albo też trafiłem na dobry dzień akustyków, bo całość zabrzmiała soczyście, wyraźnie i bez jakichkolwiek zarzutów pod względem technicznym.

Sam set został podzielony na dwie części. Przyznaję, podejrzałem setlisty z poprzednich koncertów trasy i o ile część kompozycji się z nimi pokrywała, tak zespół dał polskim fanom nieco więcej radochy w postaci wyboru poszczególnych utworów.

Pierwszą część, zagraną w pełnym słońcu, określiłbym jako bardziej progresywną i beztroską. Nie chodzi nawet o dobór mniej singlowych czy niezbyt reprezentatywnych piosenek (choć był wyjątek w postaci Wynona’s Big Brown Beaver), a o podejście do zaprezentowanych dźwięków. Ich forma była bardziej rozbudowana w porównaniu do pierwowzorów, co wpływało na mniej zwarty charakter tej części, za to zdecydowanie sprzyjający wniknięciu w ten pokręcony, ale jednocześnie sympatyczny świat stworzony przez grupę. Pod koniec absurd przyjął formę przejęcia przez Lesa Claypoola persony Mr. Krinkle (była maska!), a ozdobą tego fragmentu były fenomenalnie brzmiące Seas of Cheese oraz tytułowe, wspomniane Mr. Krinkle.

Po krótkiej przerwie i już w zupełnej ciemności przyszedł czas na bardziej bezpośrednie strzały. Na początku wybrzmiał złowieszczy Too Many Puppies, a niedługo po nim metalowy i dosadny Dirty Drowning Man z ukochanej płyty Antipop. Nie zabrakło też elementów humorystycznych jak wplecenie krótkiego fragmentu utworu Peaches z repertuaru The Stranglers (na ten upał jak znalazł, choć plaży zabrakło), ale ogólnie rzecz biorąc dominował ciężar. Świetną energią trio emanowało przy My Name Is Mud, za to my chóralnie i w tempo odśpiewaliśmy wspólnie tekst Jerry Was a Car Race Driver. Na bis zespół zatoczył koło i odegrał jeden ze swoich najlepszych spośród rozbudowanych utworów — niepokojący, przypominający estetykę kolorowego koszmaru Southbound Pachyderm.

Wybierając się na koncerty legend, czyli zespołów, które znaczą dla mnie dużo, staram się mieć otwartą głowę. Wyzbycie się oczekiwań bywa niełatwe, bo często jest tak, że dany artysta kojarzy mi się z konkretnymi płytami oraz towarzyszącymi im sytuacjami, w jakich go poznałem. To bardzo osobista perspektywa dotycząca twórczości, często nieidąca w parze z tym, w którym obecnie miejscu znajdują się grupa, której ta perspektywa dotyczy.

Piję do tego, że będąc urzeczonym tym, w jaki sposób Primus odgrywa swoje mniejsze i większe hity, z jakim polotem, ale też w zgodzie z samym sobą muzycy prezentują poszczególne dźwięki, nie mogłem nie dosłyszeć sporej liczby komentarzy zgromadzonych pod sceną ludzi, nieukrywających swojego rozczarowania. W sposób głośny, dosadny i niecenzuralny oczywiście. Trudno było mi też zignorować etatowych „gadaczy” przekrzykujących zespół oraz wielu innych, stojących tu i ówdzie, wyglądających na znudzonych odbiorców koncertu. Oczywiście byli i tacy, którzy oddawali się tańcom (także w pogo — choć było ich niewielu), ale dawno nie widziałem tak trudnej i mało zainteresowanej koncertem publiki. Czy to charakter tego miejsca i być może przesytu koncertami (w) stolicy, czy raczej wspomniane oczekiwania starych wiarusów co do tego, jak i co powinien grać Primus? Trudno stwierdzić na pewno, ale z mojej perspektywy zespół zaprezentował się świetnie, a publiki najłatwiejszej nie miał.

Na całe szczęście ja nakarmiłem i ucieszyłem swojego wewnętrznego nastolatka. Doprowadziłem go do sytości i ogromnej radochy.

Primus still sucks!

🆕 Garść piątkowych premier 🎵💿 Mając mnóstwo słońca na co dzień też można wielbić mroczne, death-gotyckie dźwięki. Jeden ...
07/08/2026

🆕 Garść piątkowych premier 🎵

💿 Mając mnóstwo słońca na co dzień też można wielbić mroczne, death-gotyckie dźwięki. Jeden z włoskich przedstawicieli takiego grania właśnie wydał płytę i zaraz pojawi się na trasie koncertowej po Polsce. Cieszy mnie to niezmiernie, bo poprzednimi wydawnictwami grupa pokazała, że na cmentarnym klimacie zna się jak mało która. Albumem tygodnia zostaje Horror Vacui - Shadows Sanctuary.

PS: Zespół złapiecie na koncertach w Krakowie (08.08, Klub Gwarek), Warszawie (09.08, Hydrozagadka) oraz w Gdyni (11.08, Desdemona).

🔀 The Mountain Goats - Days [folk post-chamber pop];

🔀 Ceremony - Tell Me Your Dream [new waveish dreams];

🔀 Neptunian Maximalism - Nāgabhūtaṃ [avant-garde heavy psychedelic post-rock/metal jazz];

🔀 Citizen - Halcyon Blues [dance garage power pop];

🔀 Man/Woman/Chainsaw - Cannonball [indie art punk / Windmill Scene];

🔀 John Carpenter, Cody Carpenter & Daniel Davies - Cathedral [horror synth / OST do komiksu!];

🔀 Kiasmos - II Reworked [klaszczemy do reinterpretacji i remiksów];

🔀 Hotel Pools - BiLLiE [chillsynthwave];

🔀 Mats Gustafsson & Kimmo Pohjonen - Two Balls Are Enough [free folk / free jazz / free world];

🔀 Asian Glow - Arin Cot [slacker indietronica shoegaze emo];

🔀 Kokoroko - Tempos Difíceis Sempre Passam EP [afrobeat & r&b remixes];

🔀 Patriarchy - Appendices EP [darkwave industrial ebm];

🔀 Initiate - With Love // With Rage EP [hardcore crossover punk].

Dzisiejszy dzień stoi pod znakiem konkretnego hasła. Primus Sucks!W ostatnim tygodniu odświeżyłem sobie dyskografię grup...
06/08/2026

Dzisiejszy dzień stoi pod znakiem konkretnego hasła.

Primus Sucks!

W ostatnim tygodniu odświeżyłem sobie dyskografię grupy i nie ma na niej słabych pozycji. Są płyty lepsze, gorsze, świetne i genialne. Do tego na tyle zróżnicowane, że śmiało można wybrać sobie tego własnego, osobistego i ulubionego Primusa.

Ja zacząłem swoją przygodę z grupą od sięgnięcia po ostatnią z wydanych ówcześnie pozycji, czyli Antipop.

Do dziś ją kocham i nie rozumiem hejtu na tę płytę. Ostatni tydzień zweryfikował i przemieszał nieco mój ranking, bo o ile nadal najbardziej kocham Sailing The Seas of Cheese oraz Tales from the Punchbowl, tak zaraz za nie wskoczyła Pork Soda. I wiadomo - Frizzle Fry to też niesamowity debiut.

Nadal nie przekonałem się w pełni do Brown Album, ale zaskoczyła mnie spójność i jakość zapomnianego (przeze mnie na pewno) Green Naugahyde. I nawet dwa ostatnie krążki wybrzmiały mi nieco lepiej w oczekiwaniu na koncert, choć nawet jak na Primusa są one dość dziwne.

Zespół grał lata temu w Gdyni pod moim nosem, ale wtedy nie udało mi się go zobaczyć. Potem mieli grać w Warszawie, ale skończyło się odwołaniem koncertu. Dobrze, że będzie szansa nadrobić ich występ dzisiaj.

Które z wydawnictw Lesa Claypoola i spółki jest Waszym ulubionym i od którego zaczęliście go słuchać? Bo słuchacie Primusa, prawda?!

Niniejszy tekst zaczął powstawać w nieco weselszych warunkach, czyli w oczekiwaniu na nadchodzący OFF Festival Katowice....
04/08/2026

Niniejszy tekst zaczął powstawać w nieco weselszych warunkach, czyli w oczekiwaniu na nadchodzący OFF Festival Katowice.

Niestety tak się złożyło, że w tym roku muszę zrezygnować ze swojej obecności w Katowicach. Nie szukajcie więc w tłumie chłopa w czapce „OFF!” (tej jedynej prawilnej), bo go w nim nie znajdziecie. Niemniej szkoda było mi zrezygnować z corocznego pomysłu podpromowania nieco mniej wytłuszczonych na plakacie imprezy artystów.

To tyle. Zapraszam na kilka subiektywnych rekomendacji na temat tego, co warto na tegorocznym OFFie zobaczyć i czego posłuchać. Bawcie się dobrze!

🗓️ Piątek 07.08.

🟢 W.I.T.C.H.
Nie pamiętam, by kiedykolwiek w line-upie imprezy pojawili się przedstawiciele zamrocka — zjawiska na tyle ciekawego i osobnego, że już sam fakt jego obecności na którejś z OFFowych scen zachęca do tego, by sprawdzić, jak wypadnie na żywo. Do tego nie mogło być lepiej o tyle, że W.I.T.C.H. to absolutna topka tej lokalnej, psychodelicznej odmiany rocka. Przy tym wszystkim to zespół, nagrywający po reaktywacji równie dobre, o ile nie lepsze płyty niż w trakcie swojej regularnej działalności. Przygotujcie się na kolory, przygotujcie się na tańce, przygotujcie się na egzotykę. I pamiętajcie o odpowiedniej rozgrzewce!

➡️ Scena Trójki | Godzina 21.30

🟢 HTRK
Jeden z najwolniejszych i najsmutniej grających duetów w historii alternatywy. Zaczynali jako trio i od początku weseli nie byli, ale po tragicznej, samobójczej śmierci Seana Stewarda w 2010 na dobre wniknęli w posępne klimaty. Przy tym ich muzyka nie jest depresyjna: ma w sobie dużo spokoju i raczej podtrzymuje na duchu, niż wpędza w czarną otchłań. Jest w tym coś autentycznie pięknego i jeśli lubicie albo raczej nie boicie się wniknąć we własne uczucia, to jest szansa, że tak jak i ja, po prostu pokochacie HTRK.

➡️ Scena Eksperymentalna | Godzina 01.30.

🗓️ Sobota 08.08.

🟡 Chalk - Band
Hałaśliwa gotycko-industrialna, a przy tym stylowa i zaskakująco, bo niepowielająca gatunkowych klisz impreza. Tak zdefiniowałbym poczynania tej irlandzkiej grupy. Ta nie podąża za trendami, choć pewnie jakieś podobieństwa do brzmienia takiego (choć pochodzącego z Glasgow w Szkocji) Vlure dałoby się u nich znaleźć. Jeśli macie smaka na coś mniej gatunkowego, a przy tym intensywnego i idącego nieco pod prąd wobec dominujących w alternatywie zjawisk, to Chalk jest dla Was.

➡️ Scena Eksperymentalna | Godzina 22.35

🟡 Frankie & The Witch Fingers
Garage Punk, Art Punk Synth Punk, Garage Rock Revival, Zolo, Dance-Punk Revival, Egg Punk — tak wygląda wymienianka stylistyk pod ostatnią z płyt zespołu na jednym z popularnych portali do oceniania tzw. muzyczki. I uwierzcie mi, że wydane w zeszłym roku „Trash Classic” faktycznie zawiera wszystkie te wątki. W dodatku przechodzi między nimi w sposób bardzo płynny, żonglując poszczególnymi motywami zapożyczonymi z czasem dość odległych od siebie gatunków w sposób swobodny. Energii w tym co niemiara, zabawy jeszcze więcej, więc polecam oddać się frajdzie wraz z nimi. Z Frankie & The Witch Fingers.

➡️ Scena Trójki | Godzina 19.20

🟡 Chat Pile
Wydaje mi się, że w tym przypadku nieco naginam założenia niniejszej listy rekomendacji, bo przynajmniej w mojej bańce Chat Pile to absolutny headliner tegorocznej edycji.

O ich płycie “Cool World” z 2024 roku pisałem tak: “To płyta, do której paradoksalnie dość długo musiałem się przekonywać. Nie do końca wiem, czy chodziło o to, że z jednej strony wszystkie te hałaśliwe motywy, z których stworzone jest Cool World są mi już właściwie dobrze znane, czy raczej o to, że zespół w tak dziwny sposób je ze sobą poskładał. Prawdopodobnie jedno i drugie. Jednak w pewnym momencie po prostu „klikło” i oba te „zarzuty” stały się tym, co zaczęło przyciągać mnie do tego brudnego, zapomnianego przez bogów i ludzi świata, o którym to Chat Pile rozpowiada we wszystkich swoich historiach. Zespół osobny, bardzo świadomy i niezwykle uzależniający. “

Koncert obowiązkowy.

➡️ Scena Trójki | Godzina 21.30

🟡 M(h)aol
Kolejna irlandzka perełka. W tym konkretnym przypadku solidny, bo bazujący na hałaśliwym noise rocku wpierdziel przybija pionę tanecznej i melodyjnej odmianie post-punka. Połączenie intensywne, ale bardzo skuteczne. M(h)aol w ogóle sprawia wrażenie grupy bardzo szczerej pod względem przekazu słownego i dźwiękowego. Muzycy nie silą się na zbytnią oryginalność, ale do perfekcji opanowali temat tego, jak zbudować dramaturgię i narrację w swoich kompozycjach. Wyróżnia się przy tym jakością. Warto sprawdzić — a już na pewno trzeba, jeśli jesteś fanem/fanką wspomnianych gatunków.

➡️ Scena Eksperymentalna | Godzina 16.45

🟡 lunar trips
O jednym z koncertów tej grupy napisałem tak.

“Lunar Trips może i przynależy do nowej fali shoegaze’u, ale zdecydowanie na tym nie poprzestaje. Ba, wybija się spośród epigonów klasyków gatunku, nie bazując na samym brzmieniu, a proponując naprawdę wartościowe i dopracowane piosenki. Styl to zresztą tylko punkt wyjścia, bo może samo brzmienie nawiązuje do wspomnianego nurtu, ale już wykonanie to osobna kwestia. Tak, w muzyce grupy sporo jest melancholii, ale też tyle samo światła. A świetnie uzupełniające się wokale tylko ten aspekt uwydatniają. Lunar Trips to obecnie jedna z ciekawszych, młodych grup na trójmiejskiej scenie.”

Dziś skorygowałbym ostatnie zdanie i napisałbym, że Lunar Trips to obecnie jedna z ciekawszych, młodych grup na polskiej scenie.

➡️ Scena Great September | Godzina 21.05

🗓️ Niedziela 09.08.

🟣 Allarme
Tutaj też zacytuję samego siebie. Oto wrażenia po pierwszym doświadczeń koncertowych z tą grupą:
“Post-punkowy puls, noise’owa nerwowość, a wszystko to spięte klamrą no wave’owej, żarliwej taneczności. W bonusie pełen agresji i oszczędny w formie, za to nie w treści wokal i co tu dużo mówić – zostałem fanem.”

Fanem jestem do dzisiaj. Dodam, że grupa krystalizuje swoje brzmienie, które w dużej części składa się z inspiracji klasykami polskiego post-punku ze współczesną odmianą noise rocka. Hałas, trans i pochwała kontrolowanego chaosu. Śledźcie ich także po OFFie.

➡️ Scena Trójki | Godzina 17.20

🟣 SZAJS
Gdyby Twin Peaks zamiast oprawy ze snu zbudowana została na fundamentach złożonych z paranoi po złym tripie, to zamiast Czarnej Chaty mielibyśmy SZ.A.J.S. Łódzka grupa gra nie-wiadomo-co, czyli połączenie math punka z jazzem i naprawdę trudno wrzucić ją do jakiejkolwiek szufladki. Ich muzyka jest zwichrowana, niepokojąca, a przy tym taneczna i na pewno wymaga wyjścia ze strefy komfortu. Jest też bardzo jakościowa i nieprzewidywalna, a to przepis na niezapomniany (dużo tych prefiksów „nie”) koncert.

➡️ Scena OFF’N Jazz Club mBank | Godzina 21.30

ℹ️ Wykorzystane zdjęcia pochodzą z materiałów promocyjnych organizatora.

Adres

Trójmiasto
Trójmiasto

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Hałasy i melodie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Hałasy i melodie:

Skróty

Udostępnij

Kategoria