Hałasy i melodie

Hałasy i melodie Muzyczne recenzje, relacje i rekomendacje. Rzeczy nośne, głośne i przyjemnie nieznośne. Dużo staroci i nie mniej nowości.

Blog o muzyce, której jeszcze nie znasz, którą przegapiłeś, o której nie słyszałeś, o której zapomniałeś, a pewnie i o takiej, którą znasz i śledzisz od dawna. Informacje o koncertach, przeglądy twórczości, zapowiedzi wydarzeń. post-punk, new wave, industrial, gothic, noise, post-hardcore, math rock, folk, lo-fi, americana, synthpop, minimal synth, retrowave, dream pop, shoegaze, jazz, funk i tak naprawdę wszystko, co buja.

🆕 Garść piątkowych premier 🎵💿 Historia tej płyty jest zawiła, bo część tego materiału ukazała się nieoficjalnie albo w n...
26/06/2026

🆕 Garść piątkowych premier 🎵

💿 Historia tej płyty jest zawiła, bo część tego materiału ukazała się nieoficjalnie albo w nieco zmienionej formie na ostatniej z płyt grupy. Batalie z wydawcą bywają trudne. Mimo wszystko jest to jeden z moich ulubionych składów, a do tego z przepiękną nazwą, więc wybór na dziś mógł być jeden. Albumem tygodnia zostaje Bu****le Surfers - After The Astronaut.

🔀 Miracle - The Living Likeness of My Electric Daemon [dark synthpop];

🔀 Alien Nosejob - How A Mosquito Operates [garage egg punk];

🔀 Dead Pioneers - Wagon Burner [native hardcore punk];

🔀 Iskandr - Sacraal [gothic black metal];

🔀 Chanel Beads - Your Day Will Come [LP2] [sophisti hypnagogic trip-hop];

🔀 P+TO (kiedyś Pearl & The Oysters) - Monkey Mind [psychedelic space age pop];

🔀 Sincere Engineer - Probable Claws [emo indie folk pop];

🔀 James Brandon Lewis Quartet - Omni [fusion jazz-funk];

🔀 SML - Spontaneous Music Live [nu-jazz live];

🔀 The Infinity Ring - The Isle of Skye [neo-rock / post-folk];

🔀 Proun - Maybe Luck [shoegaze / debiut / from Texas];

🔀 CS Cleaners - What's This? [art egg punk];

🔀 The Pretty Reckless - Dear God [hard rock];

🔀 Mortiis - Ghosts of Europa [dungeon gothic synth];

🔀 Patriarchy - Appendices EP [darkwave ebm];

🔀 Benny The Butcher - The Plugs I Met 2.5 EP [hardcore boom bap];

🔀 Fiddlehead - Baby I'll Change EP [post-hardcore midwest emo];

🔀 Jungle Brothers - Concrete Jungle EP [boooom baaaap].

🆕 Garść piątkowych premier 🎵💿 Mniej doceniani, takie mam wrażenie, a przecież panujący w świecie psychodelii od niemalże...
19/06/2026

🆕 Garść piątkowych premier 🎵

💿 Mniej doceniani, takie mam wrażenie, a przecież panujący w świecie psychodelii od niemalże dwóch dekad. Do tego bardzo aktywni i nadal utrzymujący wysoki poziom. Dziś albumem tygodnia zostaje Pond - Terrestrials.

🔀 Warning - Rituals of Shame [epic doom metal];

🔀 Office Dog - Prime Corner [nowozelandzki indie rock];

🔀 The Foreign Resort - Endurance [shoegazey gothic rock];

🔀 Front 242 - Black Out [electro-industrial];

🔀 The Veils - Fragile World [chamber indie];

🔀 LIFE - Abstract / Neutral [dance post-punk];

🔀 L.O.T.I.O.N. Multinational Corporation - Machine Hallucinations [machine rock];

🔀 Gold Spire - Steps Into Shadow [progressive doom];

🔀 Acid Arab - Resonance [arabic edm post-industrial & acid techno];

🔀 Boldy James & Nicholas Craven - Trapper's Alley 3: Hell or High Water [gangsta boom bap mixtape];

🔀 Placebo - Placebo RE:CREATED [raczej remastered, ale ok];

🔀 Soft Palms - In Echo [garage pop / post-punk];

🔀 Fancy Weapon - Fancy Weapon [cool blues z Australii];

🔀 The Hanging Stars - Just A Day [cosmic alt-country];

🔀 Swamp Dogg - Swamp Dogg Contemplates the Afterlife [bluegrass soul];

🔀 Big Freedia & SOPHIE - Released at Last EP [kręć dupą deconstructed / piękny tytuł];

🔀 The Alchemist - Liquid Form EP [boooom baaaap];

🔀 Simi Fyda - In My Personal Heaven, I'm the Devil's Spawn [experimental ambient];

🔀 angel egg - blue lights [altsy rock / trippy-hop].

◀️ Wydane 18.06.

🔀 Tentno - The truth is at the bottom of the bottomless… [jazz, metal, muzyka klasyczna, narracja i obraz].

◀️ Wydane 15.06.

🔀 Chinatown Trio - Soundtrack of a Nonexistent City [silesian ambient jazz].

🆕 Garść piątkowych premier 🎵💿 Krautrocka można grać na różne sposoby, ale liczy się jedno - trans! W tym wypadku mamy mi...
12/06/2026

🆕 Garść piątkowych premier 🎵

💿 Krautrocka można grać na różne sposoby, ale liczy się jedno - trans! W tym wypadku mamy mistrzów w osiąganiu i wywoływaniu tego właśnie stanu. Widziałem ich na żywo (pozdrawiam ukochane Fonomo) i tak, jak się pewnie domyślacie - byłem w transie. Oby dostarczyła mi go także nowa płyta. Albumem tygodnia zostaje Horse Lords - Demand to Be Taken to Heaven Alive!.

🔀 La Sécurité - Bingo! [kanadyjski dance art punk];

🔀 The Bobby Lees - New Self [garażówa (garage rock)];

🔀 Big Brave - In Grief or in Hope [drone… ale jaki?!];

🔀 Fruit Bats - The Landfill [indie pop / folk];

🔀 Jon Spencer - Songs of Personal Loss and Protest [garażowa (synth & roll)];

🔀 Dead Boys - Time Warp Baby [archiwalne nagrania z lat 77-78 jednego z najlepszych punkowych składów];

🔀 Wiki - Ancient History [abstract hh];

🔀 Hawkwind - Psychedelic Selection [spacey & psychedelic];

🔀 Yes - Aurora [classic prog];

🔀 Sublime - Until the Sun Explodes [ska-pop-punk];

🔀 The Killing Floors - The Killing Floors [LA freakbeat garage rock];

🔀 Klimt 1918 - Àmor [italian shoegazey post-rock];

🔀 Sad Lovers & Giants - The Weight of Forgotten Dreams [post-punk / dream pop];

🔀 YHWH Nailgun - Magazine [experimental post-noise-industrial];

🔀 MONO - Snowdrop [chamber post-rock];

🔀 LULU Su***de - Fiber Optic Lovers [gothic shoegaze];

🔀 Coals - Magia [dreamtronica / chillwave];

◀️ Wydane 11.06

🔀 Atavia - The Old Ones [dark ethereal post-punk].

Uprzejmie przypominam, że w nadchodzący piątek i sobotę w gdańskim Parku Haffnera (Brzeźno) odbędzie się 23. edycja Fląd...
09/06/2026

Uprzejmie przypominam, że w nadchodzący piątek i sobotę w gdańskim Parku Haffnera (Brzeźno) odbędzie się 23. edycja Fląder Festiwal.!

Line-up prezentuje się naprawdę oszałamiająco, chociaż w sumie - tak przecież jest co roku. Poniżej cała rozpiska, a opisy poszczególnych artystów i zespołów znajdziecie w wydarzeniu oraz na stronie organizatora. Wjazd jak zawsze darmowy.

Widzimy się! 🐟🎶

🟦 Wydarzenie ➡️ https://bit.ly/flader2026

📋 PROGRAM 23 FF 2026

🗓️ PIĄTEK 12 czerwca

🟣 SCENA KOLUMNADA
18:15 THE FERRULES
19:45 HUNG
21:15 SEKS W CZASACH WOJNY
22:45 KOÑ
00:15 DIVING STOVE

🟢 SCENA BELWEDER
17:30 LUNAR TRIPS
19:00 BYLI MODELE
20:30 IVO SHANDOR & THE GOZER WORSHIPPERS
22:00 MIR DYMOWY
23:30 MĘTY
01:00 DAFFODIL PILL

🟡 SCENA PLAŻA
20:50 HANKA ŁUBIEŃSKA x PRZYBOROWSKI
23:50 JAN ELF

🟤 Scena DJ: 17:00 – 06:00
MEDULLA OBLONGATA
IMPLEMENTAL

🗓️ SOBOTA 13 czerwca

🟣 SCENA KOLUMNADA
18:15 TET
19:45 KRESY
21:15 WAVS
22:45 WIEŻE FABRYK
00:15 SUNNATA

🟢 SCENA BELWEDER
17:30 WILGOĆ
19:00 POTWORY I LUDZIE
20:30 LUNAMË
22:00 ALLARME
23:30 RUNAWAY DEVILS
01:00 TAXI CAVEMAN

🟡 SCENA PLAŻA
20:50 BANDA DEBILI
23:50 SEXY SU***DE

🟤 Scena DJ: 17:00 – 06:00
MEDULLA OBLONGATA
IMPLEMENTAL

Po pełnym emocji piątku i mając na uwadzę to, że w sobotę w line-upie nic nie zapowiadało większych strzałów, postanowił...
07/06/2026

Po pełnym emocji piątku i mając na uwadzę to, że w sobotę w line-upie nic nie zapowiadało większych strzałów, postanowiłem nieco zluzować. Mimo wszystko kilka dobrych koncertów udało się ostatniego dnia Mystic Festival zobaczyć.

Najfajniejszym doświadczeniem, choć to dość specyficzny opis na tak intensywną rzecz, był występ Youth Code. To była dźwiękowa masakra od początku do końca podawana na wywarze z zimnych beatów i agresywnego wokalu. Do tego bardzo ekspresyjna, agresywna wręcz postawa wokalistki (nie widziałem, by ktoś oprócz niej skakał po kontenerach przy The Void) zagwarantowały brak nudy i trochę spalonych kalorii po intensywnym gibaniu i tuptaniu. Brzmieniowy ciężar tego gigu przewyższał wiele innych, stricte metalowych składów. Ale to było dobre!

W kategorii show zdecydowanie wygrał Behemoth. Początkowo i jego miałem odpuścić, bo w sumie w teorii nie interesował mnie żaden tegoroczny headliner, w tym i ten, ale stwierdziłem, że na zakończenie może i warto się przełamać? I podjąłem dobrą decyzję. Podobała mi się precyzja, teatralność tego występu i też w pewnym stopniu bezkompromisowość grupy. Świetny giimmick z drugą sceną (nagle znalazłem się oku cyklonu), a z minusów sama głośność — wydaje mi się, że mogło być lepiej, mocniej w tej kwestii. Tak, to nadal był teatr, ale aktorstwo stało na wysokim poziomie.

Z innych rzeczy zauroczyło mnie boomerskie (w tym przypadku to nie pejoratyw) Saxon. Poczułem ciepełko w sercu, słuchając zarówno klasycznych metalowych kompozycji, jak i nawijki lidera pomiędzy nimi. Momentami udawało mi się wczuć po całości w Mastodon, który na pewno był w lepszej formie niż ostatnio — szczególnie w drugiej części występu, zbudowanej wokół malowniczej, kolorowej wręcz odmiany sludge’u. Podobnie miałem z przytłaczająco ciężkim Acid King, ale u nich zabrakło mi z kolei bardziej psychodelicznej, mroczniejszej odsłony ich twórczości. Wyszło słonecznie, a dopalaczem były w tym wypadku prawdopodobnie narkotyki w wersji miękkiej.

Z rzeczy na plus zaliczyłbym także występ Harakiri For The Sky, którzy faktycznie z mozołem, ale jednak i niemałym sukcesem zbudowali melancholijny, ale też pełen rozpaczy klimat. Oprócz Priest z pierwszego dnia był to drugi z występów na scenie The Shrine, który wyróżniłbym w pozytywny sposób. Kanapa na górze sprzyjała chłonięciu takich właśnie dźwięków. Była chwila na chill i refleksje.

W kwestii tych ostatnich to w tygodniu wrzucę jeszcze podsumowanie mojej dotychczasowej przygody z Mysticiem. Nie mówię, że to definitywny koniec, ale na pewno zakończenie pewnego etapu. Mam trochę przemyśleń, ale muszę je sobie nieco poukładać i ubranie ich w osobny tekst uważam, że będzie lepszym pomysłem.

Po wczorajszym koncercie Electric Wizard na Mysticu nie jestem już tą samą osobą, ale zanim przejdę do tej nazwy, to wsp...
06/06/2026

Po wczorajszym koncercie Electric Wizard na Mysticu nie jestem już tą samą osobą, ale zanim przejdę do tej nazwy, to wspomnę jeszcze o kilku innych.

Dzień zacząłem od przenosin do zaszczanej meliny. Takiej w której walają się zużyte strzykawki, a w kątach leżą ludzie lub też zwłoki. Mowa o Eyehategod, które w deszczowej i bagnistej aurze wyczarowali przepiękną (jeśli lubicie brzydotę) sztukę. Bardzo sugestywny i po prostu bardzo dobry był to koncert.

Mniej porwało mnie za to Corrosion of Conformity, które znajdowało się po zupełnie przeciwnej stronie w kategoriach zbudowanego klimatu. Luźny stoner w ich wykonaniu byłby idealnym soundtrackiem do przejażdżki kabrioletem w pełnym słońcu, ale problem z tym, że ja nawet nie mam auta.

Coroner tak jak i na ostatniej płycie przyciągnął mnie do siebie wczoraj na dłużej precyzją w budowaniu zwartej historii. To był koncert doskonale zagrany, ale też nie bez emocji. Fajna energia płynąca ze sceny, świetnie nagłośniony wokal i solówki zagrane z rozwianym na wietrze włosem. Słuchałem z przyjemnością.

Właściwie wszystko co wyżej, tylko z pominięciem fragmentu o włosach, mógłbym napisać o występie Down. Nie wyszedłem z niego rozczarowany, ale mimo wszystko chyba spodziewałem się czegoś więcej. Na pewno w graniu grupy było dużo luzu, ale na tle kilku innych zespołów zabrakło jednak jakiegoś bardziej charakterystycznego, wyróżniającego na tle innych elementu. Momenty były i było fajnie, ale za jakiś czas zapomnę o tym gigu.

Zdecydowanie bardziej zapamiętywalny będzie zamykający mój dzień koncert Carpenter Brut. Lateksowa odmiana synthwave’u zyskała bardzo fajną oprawę i to nie tylko w kwestii neonowo-krwistoczerwonej scenografii, ale przede wszystkim gitary i perkusji. Zadziwiła mnie intensywność z jaką zespół podszedł do kompozycji - bardziej w stylu cyber metalu niźli chillowej, choć oczywiście odpowiednio mrocznej muzyki syntezatorowej. Wytańczyłem się jak w jakimś klubie - tylko że z lepszą muzyką niż w takowym.

Ostatnim pozytywem był dla mnie Der Weg Einer Freiheit. Dziwny wybór sceny (The Void) jak na dość wysoką zawartość czerni w muzyce, ale nawet w takiej aurze zimno robiło się od dopracowanego brzmienia.

Dobra, teraz kilka słów wyjaśnienia odnośnie wstępu. Faktycznie Electric Wizard otworzyło mi jakieś dodatkowe oko w głowie, otrzeźwiło, wyniosło ponad życiowe „tu i teraz”. Zwał jak zwał. Przy tym nie mam w ogóle ochoty opisywać tego koncertu w kategoriach technicznych czy jakościowych. Dla mnie było to prawdziwe misterium i całość miała mistyczny czy też duchowy wymiar. Wsiąkłem totalnie - tak jak gdybym był w jedności z dźwiękiem. A ten miał oblicze okultystycznego, do tego podbitego wspaniałymi wizualizacjami walca. Magia sączyła się z głośników, a ja wzorem osób obok pogrążyłem się w całości we wspólnym, braterskim headbangingu. Brzmi górnolotnie, ale tak ma brzmieć. Dla mnie to najważniejszy i przede wszystkim najlepszy post-Sabbathowy skład. Udowodnili to wczoraj na scenie.

Szybciutko o czwartkowych highlightach Mystic Festival, bo tu już piątek leci!Największe zaskoczenie to magiczny wpierdo...
05/06/2026

Szybciutko o czwartkowych highlightach Mystic Festival, bo tu już piątek leci!

Największe zaskoczenie to magiczny wpierdol na Escuela Grind. W ogóle nie moja muza (za to moja ulubiona miejscówka - The Void) ale na i pod sceną wytworzył się jedyny w rodzaju klimat. Taki w rodzaju „tu i teraz” i nigdy więcej. Grane było ultraszybko, ultraciężko i ultradobrze.

Niemal tak samo intensywnie było na Marduk. W tym wypadku magia miała odcień intensywnej czerni. Jak smoła. Muzyka zresztą też - miałem wrażenie, że oblepia mnie zewsząd i że nie będzie łatwo się z niej wydostać. Kanonadą dźwięków w wykonaniu zespołu była jednak w pełni pod jego kontrolą, więc wyciągnąłem z tego tyle zła, ile się dało. Piękna sprawa.

Z rzeczy mniej intensywnych podobało mi się słoneczne i bardzo klasyczne pod względem formy Truckfighters. Psychonaut nieco nierówne - tak jakby grupa bała się bardziej wejść w mrok, przez co fragmentami byli genialni, a w innych momentach już mniej. Mocno pobujałem się na przesympatycznych i mimo wszystko odtwórczych Bloodywood. Tak czy siak i tak lubię ten zespół, a wczoraj dał mi sporo radochy.

Z thrashowych legend widziałem niezle, choć na dłuższą metę nużące Overkill. Megadeth utwierdził mnie jednak w tym, że to dźwięki nie dla mnie. Uszy bolały, ale nie w tym pozytywnym sensie.

Rozczarowało mnie generyczne Djerv (po co tam aż trzy gitary?!). Najlepszą częścią tego występu był faktycznie zjawiskowy wokal.

Z tzw. pewniaków nie zawiodło mnie Tides From Nebula. Czuć doświadczenie w budowaniu narracji i mimo, że nie jestem fanem tzw. epickości, to trudno było nie ulec grupie, która tak doskonale nią operuje. W tym aspekcie absolutne mistrzostwo.

Najbardziej żal mi wychwalanego zewsząd koncertu Blood Incantation. Z mojej perspektywy rozkręcali się nieco zbyt wolno i nie udało mi się ze względów logistycznych doczekać efektów takiego podejścia. Na pewno będę chciał złapać tę nazwę na jakimś dodatkowym, najlepiej klubowym koncercie.

W tym roku nieco inaczej podchodzę do Mysticowych relacji. Line-up niektórych dni nie jest skrojony pode mnie, narzekać ...
04/06/2026

W tym roku nieco inaczej podchodzę do Mysticowych relacji. Line-up niektórych dni nie jest skrojony pode mnie, narzekać nie lubię, więc opisywać szerzej będę głównie te koncerty i artystów, którzy trafili w moje gusta.

Tym samym zapraszam na opis dnia pierwszego, środy, zwanej na Mystic Festival Warm Up Day.

🟠 Rodzimej Dola przyszło grać w konkretnym ukropie i aura ta dla tego typu dźwięków była co najmniej osobliwa. Mroczna psychodela w wydaniu grupy, przynajmniej w opinii osoby, która kilka jej koncertów już widziała, zasługuje na konkretną, skąpaną w mroku oprawę. Mimo wszystko muzycy nie przejęli się ani pogodą, ani problemami technicznymi, prezentując swoje dziwaczne pomysły spragnionej eksperymentów publice. Pomysły udane, bo bazujące na pierwotnej energii i technicznych umiejętnościach predysponujących muzyków do tego, by ubrać ją w taką, trudną do opisania, a przy tym atrakcyjną formę. Miks black metalu z wszystkimi innymi gatunkami tzw. ciężkiej zabrzmiał więc nie tylko odkrywczo, co przede wszystkim jakościowo. Miejscami nawet porywająco.

🔴 Jednak najciekawszym koncertem dnia pierwszego był dla mnie występ A.A. Williams. Niesamowicie klimatyczne, zbudowane wokół zjawiskowego wokalu liderki granie. Do tego pełne emocji, pasji, a przy tym odpowiednio zbalansowane pod względem wykorzystywanych środków. Williams i jej zespół wykazali się niesamowitą charyzmą oraz znajomością nośnych i nieoczywistych okołometalowych brzmień. Z jednej strony artystka idealnie wpasowała się w formułę festiwalu, a z drugiej zaproponowała dźwięki stojące nieco z boku dominujących trendów. Mówiąc konkretnie: post-rockową narrację i doomowy ciężar oraz eteryczny, dream popowy klimat przefiltrowała przez bardzo klasyczne, singer-songwriterskie podejście do kompozycji. Do tego przyzwyczaiła nas zresztą na płytach, ale w warunkach scenicznych udało się zabrzmieć jeszcze pełniej i... ciężej.

🔵 Spore wrażenie zrobiło na mnie także widowisko w wykonaniu Ice Nine Kills. Na scenie działo się dużo — vhsowe przerywniki szły za pan brat ze stale zmieniającą się scenografią oraz strojami członków zespołu. Było tego dużo, naprawdę dużo. Może trochę za dużo? Tak czy siak scenki rodzajowe, horrorowe nie zdominowały jednak całości. Co prawda muzycznie grupa zdobywa serca słuchaczów (albo i wręcz przeciwnie) totalną prostotą, ale ja jestem jednym z tych, którzy nie (po)gardzą dobrą, popową melodią. Efekt tego taki, że całość była nie tylko łatwa do przyswojenia, co jeszcze efektowna i efektywna. Zachciało mi się po tym występie obejrzeć jakiegoś zapomnianego b-klasowca i to chyba najwyższa pochwała dla grupy, która lubuje się w (slasherowej) rekonstrukcji. Doskonale rozumiem jednak tych, których zirytowała TikTokowość tego występu. Mimo wszystko był on "jakiś".

🟣 Podobnie horrorowe, acz osadzone w syntezatorowych brzmieniach klimaty zaproponował Priest. Mimo mrocznej aury nie jest to zespół dla ponuraków. Melodii masa, do tego aura czerpiąca całymi garściami z tzw. epoki. Efekt może i kiczowaty (ja tam kocham keytar!), do tego oldschoolowy, za to na pewno ultra przebojowy. W kategoriach rozrywkowych był to zresztą najlepszy koncert pierwszego dnia festiwalu. Samoświadomość biła z poszczególnych beatów, lukier sączył się spod klawiszy, ale przynajmniej nikt tu nie udawał, że chodzi tu o coś więcej, niż o dobrą zabawę. A ta była przednia. W rankingu imprezowy strony mojej osobowości zdecydowany faworyt.

⬛️ Co jeszcze mi się podobało? Zredukowany osobowo Neptunian Maximalism zaprezentował nieskrępowaną, transową i mimo wszystko nieco nierówną jazdę. Death ‘n’ roll w wykonaniu Six Feet Under całkiem nieźle bujał, choć im dalej od sceny, to brzmiało to lepiej. Ze wszystkich deathowych składów tego dnia najciekawiej w opinii laika gatunku zaprezentowało się Damnation. Choć i tak nie na tyle, bym został i posłuchał dłużej. O młodzieńczej energii Bloodfeather też warto wspomnieć, choć oprócz riffów skład ten miał niewiele do zaoferowania.

Czas na opis ostatniego dnia ostatniej edycji Mystic Festival odbywającej się na terenach postoczniowych. Gorzkie będzie...
02/06/2026

Czas na opis ostatniego dnia ostatniej edycji Mystic Festival odbywającej się na terenach postoczniowych. Gorzkie będzie pożegnanie z tym miejscem, bo trochę nie wierzę w to, że uda się znaleźć lepsze. Mam jednak nadzieję, że sobotni (06.06) line-up nieco osłodzi nam, choć troszkę, powyższy fakt.

🟠 Najpierw rozpad, potem sporo przykrych słów, a na końcu tragiczna śmierć byłego muzyka grupy. Trudno nie brać pod uwagę kontekstu ostatnich wydarzeń przed kolejnym koncertem Mastodon na Mysticu. Prawdą jest to, że grupa w swojej kategorii nie ma sobie równych, ale też trudno będzie jej zastąpić godnie taką osobowość, jaką był Brent Hinds. Jestem więc zarówno ciekaw tego, w jakim kierunku podąży muzyka obecnego składu jak i spragniony tego, za Mastodon uwielbiam: lekkości i plastyczności w graniu rozmarzonego, pełnego kolorów sludge’u.

➡️ Wystąpią na Main Stage o godzinie 20.30.

⚫ Blackgaze w 2026 roku chyba już nikogo nie triggeruje, a sama stylistyka, zamiast ciekawostką, stała się po prostu jednym z bardziej popularnych metalowych podgatunków. Harakiri for The Sky to jedna z flagowych grup wspomnianego brzmienia, a do tego na tyle osobna, że warto będzie zapoznać się z jej ofertą na żywo. Zespół stawia na rozbudowane, pełne emocji i zmienne pod względem struktury kompozycje. Słowem: czuć post-metalowe inspiracje. A że przy okazji skąpane w czarnej ścianie dźwięku, to tym lepiej.

➡️ Wystąpią na Sabbath Stage o godzinie 19.20.

🟡 Stoner o doomowym, a do tego mocno zwichrowanym zacięciu. Takie to oblicze gatunku prezentuje amerykański Acid King. W sferze muzycznej to naprawdę ciężkie i powolne granie. Takie, przy którym poruszający się po chodniku ślimak wydaje się być sprinterem, a żółw na lądzie to mistrz szybkości. Tę celebrację wolnego tempa uzupełnia psychodeliczny wokal Lori Steinberg, brzmiący tak, jak gdyby dobiegał z innego wymiaru. Gdyby opisać jeszcze jedną alegorią muzykę grupy, to trzeba by dodać, że ta brzmi nie jak niewinna zielona substancja, a naprawdę mocne, ryjące mózg dragi. Ja mam odwagę spróbować tego stuffu na żywo. A Wy?

➡️ Wystąpią na Monster Energy Desert Shrine o godzinie 17.30.

🔵 Jak każdy, kto zaczynał swoją przygodę z okołoindustrialną muzyką, w końcu trafiłem na brzmienie ochrzczone mianem „EBM”. W skrócie: elektronika do tańca i szalonego napierdalańca. Youth Code proponują właśnie taką formę zabawy, ubarwiając ją, a raczej przykrywając ciemną warstwa dark electro. Robią to przy tym z taką intensywnością, że nie dziwota, iż zobaczymy ich na Mysticu — to rzecz na wskroś ekstremalna, oddająca cześć i hołd elektronicznym, przetworzonym hałasom. A przy tym zgodnie z prawidłami gatunku — rytmiczna i skłaniająca do szalonych pląsów. Widzimy się w tej duchocie pod sceną. PS: Pamiętajcie o rozgrzewce!

➡️ Wystąpią na The Void o godzinie 18.45.

ℹ️ Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony organizatora.

Czas na kolejny wpis o kolejnym dniu tegorocznego Mystic Festival. Dziś na tapecie piątek piątego czerwca.Dla mnie piąte...
01/06/2026

Czas na kolejny wpis o kolejnym dniu tegorocznego Mystic Festival. Dziś na tapecie piątek piątego czerwca.

Dla mnie piątek to dzień, podczas którego nie będę mieć czasu na żadną z potrzeb fizjologicznych, a i tematy towarzyskie odkładam na bok. Dlaczego? Dzieje się dla mnie najwięcej i do tego z najwyższej półki. Już teraz wiem, że głowa rozboli mnie od wszystkich wyborów, jakich będzie musiała dokonać.

Mając to wszystko na uwadze, do opisu wybrałem rzeczy mniej oczywiste. O tych bardziej znanych niech piszą więksi ode mnie.

🟠 Jako fanatyk noise rocka bardzo cieszy mnie to, że będę mieć szansę zobaczyć kolejnych klasyków gatunku w akcji. Todays is The Day to jednak coś więcej niż tylko zespół specjalizujący się w podbitym basem gitarowym hałasie. To też klimat jak z rynsztoka i cała masa formalnych eksperymentów. Na przestrzeni lat w muzyce grupy dowodzonej przez Steve’a Austina znajdziemy naleciałości industrialu, sludge’u, grindcore’a czy też czystej metalowej awangardy. I nawet jeśli dwie ostatnie płyty nie oddają swoją jakością wielkości tej grupy, to wierzę, że na żywo ta udowodni, jak bardzo ekstremalny może być post-hardcore.

➡️ Wystąpią na Sabbath Stage o 22.30.

🟣 Synthwave jako stylistyka może i nie jest w tym momencie w najlepszym miejscu, bowiem nawet najwięksi jego przedstawiciele zdają się powoli tracić pomysły na siebie, ale jest kilka takich nazw, które ciągną ten neonowy wózek z retro, prezentując przy tym wysoką jakość. Mowa tu m.in. o goszczącym już na Mysticu Perturbatorze oraz o zabookowanym na tegoroczną edycję projekcie Carpenter Brut. Lubujący się w dystopijnych, futurystycznych opowieściach, stojący za tą nazwą i pochodzący z Francji Franck Hueso dark synth ma w małym palcu. Oprócz miłości do horrorów Hueso charakteryzuje się też dużą sympatią do klubowych rytmów, bo i te są w jego muzyce obecne. Tym też wyróżnia się Carpenter Brut: nie tylko przemyślaną narracją, ale też chęcią zaproponowania słuchaczowi miejsca do tego, by ten mógł się porządnie wytańczyć.

➡️ Wystąpi na Park Stage o 00.30.

🔴 Cudze chwalicie, a swego nie znacie. Tak można byłoby opisać to, jak bardzo chwalone są zespoły zagraniczne za umiejętności (s)tworzenia międzygatunkowych form muzycznych, a jak mało mówi się o takich grupach jak trójmiejskie Quantum Trio. Zespół prezentuje najwyższej jakości syntezę metalu i jazzu, ale zaraz, zaraz: w ich wykonaniu mamy do czynienia z autentycznym połączeniem wspomnianych stylistyk, a nie tzw. pierdzeniem w trąbę do przesterowanej i podkręconej na maksa pod względem głośności gitary. Przede wszystkim o intensywność i perkusyjną kanonadę się tu rozchodzi, ale riffowane granie na saksofonie również udowadnia, że do grania metalu żadnej gitary wcale nie potrzeba. Jeśli jesteście ciekawi tego, jak Polacy i Chilijczyk potrafią, to koniecznie meldujcie się pod sceną.

➡️ Wystąpią na The Void o 21.45.

🟤 Na koniec coś bardziej klasycznego w kontekście całokształtu dzisiejszych rekomendacji. Znów zaskoczyłem sam siebie, bo po odsłuchu najnowszej, wydanej po długim okresie czasu płyty stwierdziłem, że zerknę sobie na profil jej autora, zespołu Coroner, a tam info o tym… że ten gra tzw. techniczny death metal. Gały wyszły mi z orbit jak w animacjach spod szyldu Looney Tunes, bo mnie ani thrash, ani techniczna gra nie interesują w ogóle. A jednak pozytywne, ba, wręcz bardzo korzystne wrażenia z obcowania z „Dissonance Theory” przeczą tej… teorii. Dobra, nadużywam wielokropków, ale dążę w tej opowieści do tego, by: po pierwsze wyjść spoza narzuconych samemu sobie ram i po prostu raz na jakiś pocieszyć się jakościową muzyką. A że Coroner taką prezentuje, bo i klimat budować potrafi i groovem zapoda, a do tego lubuje się w intensywnych, trwających zazwyczaj ponad 5 minut kompozycjach, to tym bardziej zachęcam wypróbować swoje granice właśnie na ich koncercie.

➡️ Wystąpią na Park Stage o 17.45.

ℹ️ Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony organizatora.

Adres

Trójmiasto
Trójmiasto

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Hałasy i melodie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Hałasy i melodie:

Udostępnij

Kategoria