Mocna Kultura

Mocna Kultura Cześć, jestem Jarry. Opowiadam o sztuce tak, jak nie robi tego nikt. Cześć jestem Jarry*. To wielotysięczna społeczność ludzi, których łączy miłość do sztuki.
(2)

Po ludzku, z humorem i pasją :)
Jeżeli lubisz Mocną Kulturę i doceniasz moją pracę, postaw mi kawę na www.buycoffee.to/mocnakultura Dziękuję 💗😀 Fajnie, dołączasz do Rodziny Mocnej Kultury 👍🧡 Dobra decyzja, bo trafiłaś/trafiłeś do najfajniejszego miejsca o sztuce w polskim Internecie.

💪 Czym jest Mocna Kultura? Rozmawiamy, poznajemy, razem chłoniemy piękno. Nic więcej, nic mniej.

💪 Po co założy

łem Mocną Kulturę? Bo takiego miejsca w sieci mi brakowało. Opowiadam o sztuce po ludzku, bez egzaltacji i fachowego języka. Za to z Monthy-Pythonowskim humorem.

💪 Kim jestem? Po prostu kocham opowiadać o sztuce i chcę dzielić się z Wami tym uczuciem. Miłość chowana dla siebie jest równie sensowna jak tort bezowy ze śledziami.

💪 Jak piszę? Na Mocnej nie ma nudnych postów, są za to długie jak most w San Francisco i tunel pod kanałem La Manche razem wzięte. Ale za to jakie ciekawe!

💪 Czego tu nie znajdziesz? Drewnianych gadek i pustych analiz typu "co artysta miał na myśli", chociaż w życiu nie przyszłoby mu to do głowy.

💪 Czy musisz "znać się na sztuce" by być Mocnym/Mocną? Absolutnie NIE! Dla mnie nie ma czegoś takiego jak "znanie się na sztuce". Wystarczy mieć otwarte serce i emocje, by znać się na sztuce. Naukowcom, których pracę szanuję, zostawmy sprawy naukowe.

💪 Rozmawiajmy! Zawsze czekam na Wasze komentarze i wiadomości na Messengera. Lubię rozmawiać i to nie tylko o sztuce.

👁 Motto Mocnej Kultury:
➡ "W obrazie najpierw szukam człowieka (autora), a dopiero potem wszystkiego innego". Emile Zola, pisarz (1840-1902). Sztuka, to dla mnie niekończąca się tajemnica tej “iskry”, która powstaje pomiędzy umysłem artystki lub artysty, a płótnem, papierem czy bryłą kamienia. Zagadka magii, która sprawia, że kawałek płótna, pokryty oleistą mazią staje się “van Goghiem” lub “Rembrandtem”? (Jarry)


◾◽◾◽◾◽◾◽◾◽◾◽◾◽◾◽

➡ Chcesz współpracować? Napisz: [email protected] 📧 albo po prostu na messengera na fanpage 📩

👁 Zobacz też kanał MK na YouTube czyli Tajną Historię Sztuki ➡ https://bit.ly/3lCc6hE
👁 Mocna jest na Instagramie
☕ Jeżeli doceniasz to co piszę, postaw mi 'wirtualną kawę" na BuyCoffee.to/mocnakultura Z góry dziękuję 💗

👁️‍🗨️ Dzisiaj chciałbym nieco inaczej spojrzeć na historię sztuki, a konkretnie okres Młodej Polski, tego wielkiego rozk...
09/03/2026

👁️‍🗨️ Dzisiaj chciałbym nieco inaczej spojrzeć na historię sztuki, a konkretnie okres Młodej Polski, tego wielkiego rozkwitu polskiej sztuki na przełomie XIX i XX wieku. Zazwyczaj pisze się o artystach, poetach i pisarzach. Tylko w ich kontekście pojawiają się postaci modelek, pozujących do ich dzieł. Gdzieś tam, małym druczkiem rozmaite felietonistki i felietoniści dopisują, “a poza tym to ona była… ble-ble-ble”. Zupełnie jakby najwazniejszym wydarzeniem w życiu opisywanej kobiety było pojawienie się na czyimś obrazie. Ja chcę oddać tę opowieść jednej osobie - Elizie “Lizce” Pareńskiej, Muzie Młodej Polski, portretowanej przez Wyspiańskiego i Wojtkiewicza. Osoby, której piękna dusza przegrała walkę z życiem.

🔹🔹 Muza - dusza Belle Epoque​ 🔹🔹

🎩 Kiedy myślimy o Belle Epoque, epoce trwającej pomiędzy końcem XIX wieku i wybuchem I wojny światowej w roku 1914, przed oczami pojawiają się nam dekadenccy artyści, zadymione kawiarnie i Muzy. Kobiety, które stawały się czymś więcej niż modelkami pozującymi do obrazów. Elizabeth Siddal, Jane Avril, czy nasza Maria Balowa łamały serca, pożerały dusze i dawały malarzom nieśmiertelność. Bo to właśnie one - Muzy, nadawały sens sztuce uwielbiających ich artystów.

Taką Muzą bez wątpienia była Eliza “Lizka” Pareńska. Tragiczna Muza Młodej Polski, wpisująca się swym przedwcześnie zakończonym życiem, w tak uwielbiany przez dekadentów, schemat depresyjnego mroku. Czy była szansa, by uratować Lizkę? Czy było coś, co powstrzymałoby ją przed popełnianym etapami samobójstwem?

Zanim do tego dojdziemy, muszę opowiedzieć Wam historię Lizki.

🔹🔹 Salon u Pareńskich 🔹🔹

👶🏻 Eliza urodziła się w 1888 roku jako najmłodsza z sióstr, córek Stanisława i Elizy z Mühleisenów Pareńskich. Jej siostrami były Maria vel Maryna (1884-1941, primo voto raczyńska, secundo voto Jasieńska, tert. voto Grekowa), Zofia vel Zosia vel Fusia (1886-1956, żona Tadeusza Boya Żeleńskiego). Lizka miała też dwóch braci. Pierwszego - Adama, nigdy nie poznała, bo pierworodny syn Stanisława i Elizy żył tylko 4 lata i zmarł przed urodzinami Lizki. Jej drugi brat Jan, zginął jako lotnik podczas wojny polsko-ukraińskiej.

🌋 Z dzisiejszej perspektywy nie jesteśmy w stanie zrozumieć, w jakiej atmosferze wychowywały się siostry Pareńskie. Nazwałbym to domowym wulkanem intelektualno-artystycznym, który miał erupcje codziennie i nieprzerwanie przez długie lata. Ten wulkan miał swoją nazwę - Salon Pareńskich, miejsce, bez którego nie byłoby Młodej Polski.

🌗 W tamtym czasie Kraków był podzielony na dwa, nieprzepadające za sobą obozy. Na stanowisku obrońców “odwiecznych zasad” stali „filistrzy”, jak obraźliwie nazywali burżuazyjnych mieszczan młodopolscy harcownicy. Dla nich mieszczanie byli nudni jak tysiąc sto czterdziesty pierwszy odcinek tureckiego serialu. Filistrzy kochali się w etykiecie, która regulowała życie towarzyskie i obyczajowe. Przestrzegali jej skrupulatnie, bacząc na to, że każde odstępstwo może grozić „skutkami towarzyskimi”. Młodopolacy brzydzili się małostkowością i wąskimi horyzontami “filistrów”, dlatego żyli w swoim świecie.

🎨 Duchy niepokorne zamieszkiwały świat młodopolskich salonów artystycznych, kawiarni i kabaretów. Salony „artystów” były azylami, w których mogli oni czuć się swobodnie, z dala od konserwatywnych norm społecznych. To właśnie w tych salonowych dyskusjach krystalizowały się manifesty literackie i koncepcje malarskie, które do dziś definiują polski modernizm.

🏨 Najważniejszym z nich był właśnie Salon Pareńskich – powiedziałbym o nim per „Sztab Generalny” Młodej Polski. Mieścił się, w istniejącym do dziś (w roli hotelu) pałacyku przy krakowskiej ulicy Wielopole 4. Królową Salonu była Eliza z Mühleisenenów Pareńska, żona lekarza Stanisława Pareńskiego. Doktor Stanisław był wspaniałym człowiekiem, który nigdy i nikomu nie odmawiał pomocy. Tak samo ratował życia bogatych przemysłowców, jak i ubogich robotników. Zresztą zginie właśnie “na służbie”, w drodze do jednej z pacjentek. W Salonie swojej żony doktor Pareński był “Wielkim Nieobecnym”. Popierał Elizę przy budowie tej “instytucji” młodopolskiej kultury, ale już na bywanie we własnym Salonie nigdy nie miał czasu. Całą swoją uwagę koncentrował na chorych ludziach.

🔹🔹 Impreza na cztery “Wesela” 🔹🔹

📖 Każda, choć trochę oblatana w naszej historii osoba zna dramat Stanisława Wyspiańskiego “Wesele”. To arcydzieło należy do filarów kultury polskiej. A co byście powiedzieli, gdybym ujawnił Wam, że bez Elizy Pareńskiej i jej Salonu “Wesele” mogłoby nigdy nie powstać? To najprawdziwsza prawda, bo najprawdopodobniej nasz Trzeci Wieszcz nigdy nie odniósłby sukcesu, a dziś nie znalibyśmy „Wesela”, gdyby nie Pani Domu, która z żelazną konsekwencją go wspierała i promowała. To właśnie przy Wielopolu Wyspiański „podpatrywał” postaci do “Wesela”. W ten sposób w narodowym dramacie znalazły się Maryna, Fusia i wielu stałych gości madame Pareńskiej.

👧🏻 Lizka Pareńska miał 7 lat gdy poznała Wyspiańskiego. Zresztą nie tylko jego. Stałym bywalcem Salonu Pareńskich był Tadeusz (jeszcze-nie-Boy) Żeleński, Lucjan Rydel, Włodzimierz Tetmajer czy Adam Asnyk. To trochę tak jakby Wasze siedmioletnie dziecko wychowywało się w domu, do którego wpadaliby codziennie Olga Tokarczuk i Czesław Miłosz. Tadeusz (już)Boy Żeleński pisał we wspomnieniach: “(...) dziewczyny wychowane od dziecka w tej przesyconej sztuką, inteligencją atmosferze, rozpieszczane przez uczącego je religii ukochanego kanonika (Juliusz Drohojewski), od którego nauczyły się przy okazji pić koniak, palić i grać w bezika, były zjawiskiem bardzo oryginalnym”. No trudno nie być oryginalnym, gdy z każdej szafki w domu wypada artysta lub pisarz.

Maryna była pewna siebie, dowcipna i elokwentna. Doskonale czuła się w rozintelektualizowanym towarzystwie. Przy okazji znała siłę s*x appealu. Zosia-Fusia stanowiła przeciwieństwo siostry. Delikatna, o marzycielskim spojrzeniu. Poważna i zamyślona. Ubierała się w proste, dziewczęce sukienki i skromnie zawijała włosy. Maryna i Fusia były jak Serce i Rozum. A kim była Lizka?

Gdy Maryna wychodziła za Jana Raczyńskiego Lizka miała 13 lat. Gdy Fusia stawała się Zofią Żeleńską - Lizka była czternastolatką. Cóż z tego, że uważano ją za najpiękniejszą z sióstr. W dzieciństwie nieustannie chorowała. Była nieśmiała i cicha. A w środku szalał strach.

🔹🔹 Lizka. Muza Młodej Polski 🔹🔹

🖍️ W 1905 roku Stanisław Wyspiański naszkicował pastelami jedno z najpiękniejszych dzieł Młodej Polski - portret 19-letniej Fusi karmiącej piersią swojego trzymiesięcznego synka Stasia noszący nazwę “Macierzyństwo”. Niestety, Niemcy spalili to dzieło wraz z całą kolekcją Żeleńskich w czasie Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 roku. W tym samym roku Wyspiański sportretował Lizkę. Wg badaczy artysta wykonał przynajmniej cztery portrety 17-letniej wtedy Elizy Pareńskiej. Trzy z nich - cudnej urody pastele - to wariacje ujęcia z pelargoniami w tle. Pierwsza znajduje się w kolekcji prywatnej, druga w zbiorach Muzeum Narodowego w Kielcach. Trzecia wersja spłonęła z kolekcją Żeleńskich.

Na stronie kieleckiego Muzeum Narodowego czytamy, że istnieje jeszcze portret Lizki datowany przez artystę na rok 1904 (sprzedany na aukcji w warszawskim „Rempeksie” w 2012 r.), który “może stanowić pierwszą wersję wizerunku, albo został później podpisany i w przybliżeniu datowany przez artystę”.

🖼️ Oprócz portretu z pelargoniami Wyspiański przedstawił Lizkę na obrazie “Portret podwójny” (1905), w ujęciu z profilu i w otoczeniu kremowych róż. Obraz namalowany został w dniach 26 i 27 maja 1905, a “podwójność” wyniknęła z zaskakującej obserwacji. 26 maja Wyspiański malując portret Lizki zauważył, że podczas pozowania rysy twarzy dziewczyny uległy zmianie. Pod koniec dnia Lizka wyglądała na bardzo zmęczoną. Następnego dnia Wyspiański naszkicował, na tym samym obrazie drugi wizerunek Lizki, zmęczonej, o zgrubiałych rysach. To arcydzieło polskiej kultury również spalili Niemcy w czasie Powstania.

Zatrzymam się na chwile przy twarzy Lizki z tych portretów. Na każdym z “serii z pelargoniami” widzimy smutną i bladą twarz najmłodszej z sióstr Pareńskich. Ani śladu uśmiechu, zionące smutkiem oczy i dłoń zaciśnięta w pięść. Podobnie w portrecie podwójnym.

Nieprzypadkowo.

🔹🔹 Mroczna twarz Lizki Pareńskiej 🔹🔹

Można powiedzieć, że postać z portretu Wyspiańskiego to tylko artystyczna wizja, mającą się nijak do rzeczywistej Lizki. Można by, gdyby nie było zdjęć. Wystarczy zajrzeć do książki Moniki Śliwińskiej “Muzy Młodej Polski. Życie i świat Marii, Zofii i Elizy Pareńskich” (Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2014). Fotografia Lizki z 1906 roku pokazuje twarz niemalże identyczną z tą z obrazów Wyspiańskiego. Twarz smutną. Śliwińska dokonała tytanicznej pracy wydobywając z rodzinnych archiwów dotychczas nieznane zdjęcia. Przerzucając karty jej książki na kolejnych fotografiach widzimy zawsze taką samą Lizkę - smutną, skupioną na czymś, nieobecną.

🍸 Śliwińska pisze, że Lizka już mając 8 lat (!) zaczęła zapijać alkoholem swoje stany lękowe. Okazało się, że chorobliwie nieśmiała i introwertyczna dziewczyna nie dawała rady żyć w domu, w którym drzwi nieustannie zamykały się i otwierały przyjmując niezliczone grono gości. Doszło do tego, że nauczyciele zaobserwowali, iż Lizka “przychodziła pijana do szkoły”.

💉 W chwili gdy malował ją Wyspiański była już uzależniona od morfiny. Potężnie uzależniona. Nie była w stanie przetrwać dnia bez kolejnej “szprycy”. Niedługo później zaczną się pierwsze kuracje odwykowe. Państwo Pareńscy byli dobrze sytuowani, było ich na to stać, ale każda kuracja kończyła się tym samym. Po okresie życia w czystości Lizka wracała do alkoholu i narkotyków.

🔹🔹 Wojtkiewicz 🔹🔹

🖼️ W 1906 roku powstał portret Lizki autorstwa Witolda Wojtkiewicza, jednego z najbardziej fascynujących i niedocenianych malarzy Młodej Polski. Wojtkiewicz będzie żył jeszcze krócej niż Lizka. W chwili malowania jej portretu, zdiagnozowano u niego śmiertelną chorobę serca. Na razie jednak Salon Pareńskich był dla niego szczęśliwą przystanią. Kochał Panią Domu jak matkę. Siostrę Lizki, Marynę kochał nieco inaczej, bo mroczną dekadencką i pozbawioną nadziei miłością prawdziwą. Po grób. Zostanie pochowany z dziennikiem będącym zapisem jego miłości. Obie panie sportretował.

Portret Lizki pędzla Wojtkiewicza jest inny od wszystkich ówczesnych prac tego artysty. Nie ma tam upiornych dzieci i lalek, nie ma brudnych, brunatnych kolorów. Ujęta z profilu 18-letnia Lizka siedzi bokiem na kanapie. Ubrana w białą sukienkę, z włosami upiętymi kwiatową kokardą, patrzy nieobecnym wzrokiem poza obraz. Tak, znowu jest smutna. Wojtkiewicz musiał dokładnie się jej przyjrzeć, bo pod oczami Lizka ma ciężką, brunatną plamę zmęczenia. Każdy dzień upływał jej wtedy pod znakiem nałogu.

🔹🔹 Miłość i aborcja 🔹🔹

⚫ 28 listopada 1908 roku w wieku zaledwie 38 lat umrze Stanisław Wyspiański.
⚫ Rok później, 14 czerwca 1909, odejdzie 29-letni Witold Wojtkiewicz.

W tym samym czasie Eliza Pareńska zakocha się w poecie Edwardzie Leszczyńskim. Adam Grzymała-Siedlecki pisał o nim: “(...) był poetą we wszystkim. Poetą w swoich utworach, w swoich myślach, w nauce, w czynach, w wyobrażeniach o życiu”. Leszczyński i Lizka biorą ślub 18 stycznia 1910 roku w Krakowie (Monika Śliwińska na podstawie swoich badań zaprzecza jakoby odbył się on we Lwowie). Oboje traktują swój związek jako “wspólnotę duchową”. Zatopiony w świecie równoległym Leszczyński, tak naprawdę żyje wciąż we “śnie o związku”, a nie w realnej relacji mężczyzny z kobietą. Nic dziwnego, że nałóg Lizki osiągnął apogeum.

I wtedy zaszła w ciążę.

🚬🍸 Stan jej zdrowia zrujnowanego narkotykami, papierosami i alkoholem, był tak ciężki, że jej ojciec uznał, że córka nie będzie w stanie donosić ciąży. Jego zdaniem sytuacja wskazywała na duże zagrożenie życia Lizki w czasie ewentualnego porodu. Zdecydował o przeprowadzeniu aborcji. 22-letnia Eliza “Lizka” Pareńska straciła swoje pierwsze dziecko.

Drugiej ciąży nie zgodziła się już usunąć. 19 sierpnia 1912 roku urodziła Witolda. 👶🏻

🔹🔹 Śmierć w biegu 🔹🔹

🚂 17 czerwca 1913 rodzina Pareńskich przeżywa kataklizm. Doktor Stanisław Pareński ginie w wypadku kolejowym, jadąc do chorej w Zawierciu, znajdującym się już w Królestwie Polskim, czyli zaborze rosyjskim. Świadkowie mówili, że usiłował wyskoczyć ze zwalniającego wagonu, gdy zorientował się, że pomylił pociągi i jedzie w inną stronę. Nigdy do końca nie ustalono przyczyn tego skoku, ale od czego są usłużni “filistrzy”!

😈 Z niekłamaną radością ogłosili, że wraz ze śmiercią Doktora zniknęła “tarcza ochronna” roztaczana przez jego reputację nad “wszeteczną” żoną Elizą i jej Salonem. Gwiazda bohemy była bezbronna. Cytowana przez Śliwińską Aleksandra Czechówna zapisała w 1913 roku, że : “(...) śmierć doktora Pareńskiego rozwiązała usta różnych ich znajomych, którzy o jego żonie i córkach opowiadają różne skandaliczne historie”. Jedna z nich była szczególnie bolesna. Ktoś rozpowszechniał “stuprocentowo pewną” informację, jakoby 69-letni doktor popełnił samobójstwo, nie mogąc znieść niemoralnego trybu życia żony i córek. Jednym z oznak owego braku moralności był morfinizm - narkomania Lizki, która w tamtym czasie w Krakowie nie była już tajemnicą dla nikogo.

Falę nienawiści ubranej w ciuszki moralności zatrzymał wybuch I Wojny Światowej 28 lipca 1914 roku.

🔹🔹 Próby wyjścia z otchłani 🔹🔹

🏥 W środku wojny, w 1916 roku Lizka (już Leszczyńska) została wysłana na odwyk do szwajcarskiego Davos. Odtruwała się tam nie tylko od alkoholu i morfiny, ale też kokainy i beladonny. Ładna nazwa jak na coś niosącego śmierć. Oficjalna nazwa tej rośliny to pokrzyk wilcza jagoda. Cała roślina jest silnie trująca, ale zażywana była przez osoby uzależnione. Dawała bowiem kosmiczny odlot, przy którym meksykański peyotl to dropsy miętowe. Powodem tego odlotu było natychmiastowe zatrucie organizmu jakie następowało po zjedzeniu jagód pokrzyku. Pierwszymi jego objawami było silne pobudzenie i euforyczne halucynacje. “Super” haj, ale tylko do tego momentu. Potem pobudzenie nasilało się, aż do wystąpienia napadów szału. Osoba zatruta pokrzykiem przestawała rozpoznawać otoczenie i miała światłowstręt. Pojawiały się też zaburzenia mowy, a w końcu nadchodziła utrata przytomności. W skrajnych przypadkach ludzie umierali w wyniku porażenia układu oddechowego. Nieprzypadkowo słynny Linneusz nazwał pokrzyk po łacinie Atropa Belladonna, wykorzystując imię mitologicznej Atropos, jednej z trzech Parek, która odpowiadała za przecinanie nici życia…

Piszę o tym, byście mogli/mogły sobie uświadomić, jak ciężko uzależniona była Lizka. I jak bardzo niemal nikt się tym nie przejmował. W końcu cyganeria to cyganeria - pij, pal i twórz. Niestety czasem też - umieraj.

Ale tym razem się udało! Lizka wróciła do Krakowa czysta i pełna energii na nowe życie. Tyle tylko, że życie nie planowało dla niej niczego nowego.

🔹🔹 Cień śmierci 🔹🔹

⚫ 24 lutego 1918 umiera Eliza Pareńska z Muhleisenów.
⚫ Miesiąc później udaru doznaje mąż Maryny, Jan Leszczyński, lekarz i “ojciec” lwowskiej pediatrii. Sparaliżowany, nie opuszczając łóżka, umrze 1 sierpnia tego roku.
⚫ 16 lutego 1919 brat Lizki, Janek zginie podczas lotu bojowego na froncie ukraińskim podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Lizka nie wytrzymuje. Wraca do narkotyków i alkoholu.

⚫ 26 września 1921 roku na nowotwór umiera jej mąż, Edward Leszczyński. Miał zaledwie 41 lat.

Lizka tracąc męża, straciła też oparcie finansowe. Żyła na krawędzi ubóstwa, całkowicie uzależniona od morfiny, kokainy i o***m, paląc 50-60 papierosów dziennie. Pojawili się jednak dobrzy ludzie. Pareńska weszła w tamtym czasie w krakowskie kręgi teozoficzne. To znajomi wyznawcy teozofii przekonali ją do ostatniej próby - odwyku w słynnym ośrodku antropozoficznym - Instytucie Kliniczno-Terapeutycznym Ity Wegman w Arlesheim w Szwajcarii.

Znowu się udało.
Prawie…

🔹🔹 Żegnaj Lizka 🔹🔹

W Wielkanoc 1923 roku czysta i naładowana wiarą w ułożenie sobie i synowi nowego życia, Eliza wróciła do Krakowa.

Do dziś nie wiadomo, co dokładnie się stało.

Monika Śliwińska pisze, że prawdopodobnie chodziło o gwałtowne załamanie psychiczne po oszustwie jakiego Lizka padła ofiarą. Przy sprzedaży mieszkania w Krakowie, które stanowiło cały jej majątek została oszukana w taki sposób, że straciła wszystko. Niestety nie mamy jak upewnić się, czy to stało się naprawdę.

3 kwietnia 1923 roku, dwa dni po powrocie ze Szwajcarii, Eliza “Lizka” Pareńska zastrzeliła się z rewolweru. Nie zostawiła listu pożegnalnego.

Tego samego wieczoru Teatr im. Słowackiego w Krakowie wystawił “Wesele” Wyspiańskiego.

Siostry pochowały ją tak, jak w 1905 roku widział ją Wyspiański. We włosy wplotły długie wstążki.

🔹🔹 Czy… 🔹🔹

Czy wszystko mogło potoczyć się inaczej? Czy ktoś przyjrzał się małej Lizce, która gasła coraz bardziej, gdy dom Pareńskich nawiedzały hordy artystów, pisarzy i innych luminarzy kultury polskiej? Wtedy nie było pojęcia “autyzmu”. Unikanie świata uznawano za melancholię, a ona była jak najbardziej pożądana w młodopolskiej filozofii. Introwertyczna Lizka musiała cierpieć, gdy trwały szalone wieczorki tańcujące, na których bawiono się do 7 rano.

Lizka umarła samotna pośród tłumu ludzi. Umierała długo, na oczach wszystkich.

Teraz pewnie rozumiecie, dlaczego poświęciłem tę historię Lizce, a nie portretującym ją malarzom. Ich dzieła są dziś omawiane w setkach tekstów historyczek i historyków sztuki. Nie omawia się Lizki.

Dla niej to były drobne epizody, bez wpływu na jej życie. Nie pomogły zatrzymać jej marszu w Otchłań. I nic nie da tutaj zaklinanie rzeczywistości. Sztuka nie była i nie jest uniwersalnym lekarstwem. Czasem wpływa na świat, ale i czasem miga w życiu bez znaczenia.

Jedynym lekarstwem na czyjąś tragedię jest uważność, bliskość i zainteresowanie drugą osobą. Czasem trzeba porozmawiać, a czasem wspólnie pomilczeć.Wyjść ze swojej bańki, na której napisane jest “Ja-Ja-tylko-Ja!”. I tak, niektórych nie da się uratować, choćbyśmy nie wiadomo co robili. Ale warto próbować.

W przypadku Lizki, chyba próbowano zbyt mało.

- - -
☕ PS #1: jeżeli spodobała Ci się ta opowieść i uważasz, że zrobiłem dobrą robotę, możesz postawić mi e-kawę na buycoffee.to /mocnakultura
📝 PS #2: o Witoldzie Wojtkiewiczu możecie przeczytać w innym moim tekście na Mocnej Kulturze, opublikowanej w połowie stycznia tego roku relacji z wystawy “Czarny karnawał. Ensor/ Wojtkiewicz” w Muzeum Narodowym w Warszawie , na której znalazły się prace Witolda Wojtkiewicza i Jamesa Ensora.

🗣️📅 Wykłady Mocnej Kultury już tuż, tuż! W trzech miastach opowiem o jednej zagadce sztuki - "Młoda Polska i tajemnica  ...
08/03/2026

🗣️📅 Wykłady Mocnej Kultury już tuż, tuż! W trzech miastach opowiem o jednej zagadce sztuki - "Młoda Polska i tajemnica obrazu 'Demon' Wojciecha Weissa". Barwna historia, zanurzona w atmosferze młodopolskiej cyganerii z prawdziwym Demonem - Stanisławem Przybyszewskim, w roli niemalże głównej. Niemalże, bo główną zagra młody ówcześnie, malarz młodopolski Wojciech Weiss i jego zagadkowy obraz "Demon" z Muzeum Narodowego w Krakowie. 😈👹
Zapraszam!

🖼️👨‍🎨 PS: jeżeli chcesz zorganizować "mocnokulturowy" wykład u siebie, daj znać na mail [email protected]


/ Muzeum Narodowe w Krakowie

🗣️📅 Zbliża się marcowa seria wykładów Mocnej Kultury. Zapraszam Was do MOK Piotrków Trybunalski /  , Kujawskie Centrum K...
06/03/2026

🗣️📅 Zbliża się marcowa seria wykładów Mocnej Kultury. Zapraszam Was do MOK Piotrków Trybunalski / , Kujawskie Centrum Kultury i Żuławski Ośrodek Kultury / . W każdym z tych miast opowiem o Młodej Polsce i tajemnicy obrazu "Demon" Wojciecha Weissa.

🖼️ Jest taki obraz, który za każdym razem wzbudza we mnie dreszcz. Trochę przerażenia, trochę fascynacji ukrytą w nim ta...
03/03/2026

🖼️ Jest taki obraz, który za każdym razem wzbudza we mnie dreszcz. Trochę przerażenia, trochę fascynacji ukrytą w nim tajemnicą. Obraz, który opowiada o chwili otwarcia się Otchłani, w którą każda i każdy z nas wstąpi w czarnym błysku Śmierci. Obraz zadający pytanie: czy warto zapłacić za sukces swoją duszą? A może bardziej przewrotnie – za ile można nas kupić? Ten obraz to „Śmierć Paganiniego” pędzla mistrza polskiego symbolizmu Edwarda Okunia. Dzieło z 1898 roku jest perłą kolekcji, Muzeum Narodowego w Lublinie, moim zdaniem jednego z najciekawszych, polskich muzeów.

Zanim ujawnię zagadkę „Śmierci Paganiniego”, musimy zapoznać się z panem Okuniem.

🔹🔹 Jak kształtował się artysta 🔹🔹

Edward Okuń urodził się w 1872 roku w Wólce Zerzeńskiej, w rodzinie szlacheckiej herbu Belina. Osierocony przez ojca i matkę jeszcze w dzieciństwie, wychowywał się u dziadków ze strony matki. Jednak zamiast zostać dostojnym ziemianinem, zakochał się w malarstwie i postanowił wyruszyć na podbój świata sztuki.

👨‍🎨 Pierwszym przystankiem na jego artystycznej drodze była Warszawa, gdzie w latach 1890 – 91 uczył się w Klasie Rysunkowej pod okiem Wojciecha Gersona. Dość szybko uznał, że jak się uczyć, to tylko w Krakowie. Krakowska Szkoła Sztuk Pięknych przyciągała wtedy największe talenty i artystyczne osobowości z ziem polskich różnych zaborów. Jak pomyślał, tak też zrobił. Powiedziałbym, że miał nieco pecha, bo studiował pod Wawelem w latach 1891-1893, które były zarazem ostatnimi latami dyrektorowania tej uczelni przez Jana Matejkę. To za jego sprawą szkoła była wtedy u szczytu… skostnienia w akademicko-historyzującej manierze. Po śmierci Matejki w 1893 roku, potrzeba będzie jeszcze aż dwóch lat, by zniknął jego cień rozciągnięty nad uczelnią. Dopiero w 1895 nowy dyrektorem zostanie Julian Fałat i rozpocznie przemianę krakowskiej Alma Mater, ale Okunia w Krakowie już wtedy nie będzie.

Monachium-Paryż – niemiecka precyzja vs. artystyczna dusza

W 1893 roku przyszedł czas na następny „przystanek” w szalonym biegu artysty za wiedzą malarską, którym było miasto z polską kolonią artystyczną - Monachium. Długo w Bawarii nie posiedział. Szybko „rzucił się z pędzlem na Słońce” i ruszył na podbój do Paryża, który był wtedy niekwestionowaną stolicą artystycznego świata.

🇫🇷🗼 Wylądował tam w 1894 roku. Studiował w Académie Julian, mógł na własne oczy podziwiać prace symbolistów takich jak Gustave Moreau czy Pierre Puvis de Chavannes. Ale dusza artystycznego podróżnika kazała mu ruszyć dalej.

🍕🇮🇹 W 1897 roku ponownie zameldował się w Monachium, ale już po roku uciekł do Włoch i tam wreszcie zakotwiczył swój okręt. Italia stała się jego artystyczną ojczyzną na ponad dwadzieścia lat. Mieszkał w Rzymie skąd wyjeżdżał do Anticoli Corrado, Sorrento, Amalfi i na Capri, odwiedzał Wenecję, Padwę, Rawennę, Florencję i Sienę. Ale to wszystko stało się już po powstaniu “Śmierci Paganiniego”.

Ach! To karygodne, ale zapomniałem o wielkim, przełomowym wydarzeniu z życia Okunia!

🤵👰‍♀️ W 1897 roku ożenił się z Zofią z Tolkemitów (1877-1960), bliską kuzynką, której oryginalną urodę malarz uwiecznił (na wielu obrazach?) w wielu kompozycjach. Na następne pół wieku Zofia stała się jego niekwestionowaną muzą i zajęła w twórczości artysty szczególne miejsce. W Rzymie oczywiście zamieszkali razem. Czy wtedy w głowie Okunia narodził się mroczny wizerunek umierającego Paganiniego? No i kim właściwie był Paganini?

🔹🔹 Paganini – człowiek, który miał układ z diabłem 🔹🔹

🎻 Niccolò Paganini to prawdziwa legenda świata muzyki. Nie dość, że był genialnym skrzypkiem, to jeszcze kompozytorem, gitarzystą i wirtuozem, który do dziś budzi podziw i... lekkie ciarki na plecach. Dlaczego? Bo uważano, że tak wspaniałych umiejętności nie da się posiąść inaczej niż… zawierając pakt z Diabłem. Zanim jednak dojdziemy do tej demonicznej plotki, spójrzmy na jego niezwykłą karierę.

Nazwałbym Paganiniego przewrotnie „gwiazdą rocka XIX wieku”. Urodzony w 1782 roku w Genui już od najmłodszych lat był zmuszany przez surowego ojca do nauki gry na skrzypcach, który uważał kary cielesne za najlepszą „zachętę” do dalszego ćwiczenia. Nie wiem czy z powodu domowego terroru, czy wbrew temu, mały Niccolo wyrósł na największego skrzypka swoich czasów. Gdy tylko wyrwał się spod ojcowskiego bata, zaczął koncertować po Włoszech, a w końcu podbił całą Europę.

🎶 Jego koncerty były spektaklami! Publiczność mdlała, damy dostawały ataków histerii, a panowie siedzieli osłupiali, bo nikt nigdy nie słyszał skrzypiec brzmiących w taki sposób. Paganini wprowadził niespotykaną wcześniej technikę gry – grał pizzicato lewą ręką (czyli szarpał struny, podczas, gdy smyczek biegał po nich jak oszalały), wykonywał trójdźwięki i flażolety, a do tego potrafił zagrać trzy oktawy na jednej strunie. Dla zwykłego śmiertelnika to było jak magia. Czy „Pakt z diabłem” Paganiniego był prawdą czy chwytem marketingowym? Paganini nie tylko grał jak diabeł, ale też wyglądał jak postać z jakiejś gotyckiej powieści – wysoki, chudy z rozwianymi włosami okalającymi smukłą twarz i brakami w uzębieniu, w czarnym płaszczu i z powozem zaprzężonym w cztery czarne konie. Nie dziwota, że ludzie szeptali, że jego matka oddała go diabłu w zamian za talent. Plotki doprowadziły do tego, że gdy zmarł w 1840 roku, kościół odmówił mu katolickiego pochówku. Przez lata jego ciało było przechowywane w różnych miejscach, zanim ostatecznie spoczęło w Parmie. Dopiero trzydzieści sześć lat po jego śmierci odbył się oficjalny pogrzeb.

🔹🔹 Choroba, która stworzyła geniusza? 🔹🔹

🔬👨‍🔬 Naukowcy uwielbiają grzebać w życiorysach wielkich postaci i badać je na wylot. Zabrali się też za informację o tym, że Paganini miał wyjątkowo długie palce i cechował się niezwykłą elastycznością stawów. Badacze ogłosili, że mógł cierpieć na zespół Marfana (MFS), co mogło wyjaśniać jego “nadprzyrodzone” zdolności.

Objawy tego schorzenia mogły mieć wpływ na zrodzenie się mitu o pakcie skrzypka z Diabłem. Osoby dotknięte MFS na ogół są bardzo wysokie, a ich kończyny i palce przypominają pajęcze odnóża, bo są nieproporcjonalnie długie względem tułowia. MFS powoduje też skoliozę, boczne skrzywienie kręgosłupa i niezwykle dużą ruchomość stawów. To właśnie umożliwiało inne ułożenie ręki Paganiniego niż u wszystkich skrzypków, a co z tym się wiąże – wydobycie nowych brzmień z instrumentu. MFS ciągnie za sobą również braki w uzębieniu, a także kłopoty z utratą mowy - dysfonię. Paganini zarówno nie miał większości zębów, jak i często nie mógł wydać z siebie głosu. Właściwie, nie powinien być w stanie nawet utrzymać skrzypiec, a jednak był arcymistrzem.

🔹🔹 Śmierć Paganiniego 🔹🔹

Z „Il Cannone”, ukochanych skrzypiec Paganiniego, płynęły łagodne dźwięki, ale w rękach trzymał je ktoś inny. W zakończonych czarnymi paznokciami dłoniach ściskał je Zły. Diabeł, szatan, Lucyfer. Było mu obojętne jak go nazywano, dopóki budził strach dowolnym ze swoich imion. Teraz przysiadł na krawędzi łóżka umierającego mistrza i grał. Skąd wziął “Il Cannone”? Głupie pytanie. Przecież na tym świecie Zły nigdy nie miał problemu, by posiąść to, czego zapragnie. Na tym świecie dostawał wszystko, czego chciał, bo to on był jego Panem.

Ten układ z odwiecznym przeciwnikiem nawet mu odpowiadał. Tamten, ze swoją naiwną dobrocią i miłością do ludzi, zgodził się, by Zły robił na Ziemi co chciał. Skoro miał wolną rękę, to się nie ograniczał. Wszczynał wojny, rozsiewał zarazy, zabijał noworodki. I jeszcze ludzie mówili „Bóg tak chciał”. Śmieszne. To ON tak chciał. Umowa była jasna: „dostajesz świat w swoje władanie, ale ci, którzy powiedzą, że chcą iść moją i mojego Syna drogą, są dla ciebie nietykalni”.

No to ich nie tykał. Na szczęście tak niewielu udaje się wytrwać w tym postanowieniu bycia z Dobrem. Jest tyle pokus… Od słodyczy po pieniądze. Jak tu nie ulec? Jest też sława. I to jej uległ Paganini, ten biedny chłopiec z Genui, niemalże fizycznie torturowany w dzieciństwie lekcjami muzyki, w końcu się zawziął. Postanowił, że jeżeli musi grać, to będzie największy na świecie! No, ale jak może być największym ktoś tak dziwacznie powyginany, bez zębów, ze stawami jak chorągiewki. No to zawarli umowę. Sława za duszę. I teraz, w tym pokoju, przy łożu umierającego, nadszedł moment odbioru długu.

Zły już kończył melodię. Powolutku przygotowywał się do małego rytuału, który uwielbiał. Wyciągnie duszę szamoczącą się ze strachu z martwego ciała. Zrobi to powoli, krok po kroku i zamknie w Szeolu, Piekle czy jak to tam nazwali ludzie.

Za oknem szalał włoski maj. Ciepło buchało na ulice, drzewa były obsypane kwieciem, a ptaki śpiewały. Damy wychodziły z domów w białych, lekkich sukniach, dżentelmeni skrycie rozpinali krawatki i marzyli o tym, żeby zdjąć je w domowym zaciszu. Majowe słońce wskakiwało do pokoju przez duże okno oświetlając twarz zmarłego. Rysowało też wielki świetlisty prostokąt na podłodze i łóżku.

W pokoju było cicho. Pachniało chorobą, lekarstwami i starą pościelą. Ciało, traciło już pośmiertną sztywność. Dopiero za jakiś czas zacznie wydawać ten przeraźliwy fetor, jaki wydostaje się z gnijącego mięsa. „Kupa mięsa, tym właśnie jesteście wy – ludzie” – pomyślał Zły i docisnął smyczek do strun, które zaczęły zawodzić z płaczem. Nachylił się nad ciałem Paganiniego. Czuł zimno jakie od niego biło.

Wreszcie poczuł tę suchość w ustach. Dusza. Zaczyna w niego wchodzić. Strasznie to lubił. A jak Szatan coś lubi, to się na pewno stanie.

🔹🔹 Przed obrazem 🔹🔹

Koniec! Koniec wizji, która zrodziła się w mojej głowie gdy patrzyłem na „Śmierć Paganiniego”. Oczywiście każda i każdy z Was może stworzyć sobie własną wizję, do czego zresztą gorąco namawiam.

Gdy przed nim staniecie – fotki nie oddają siły tego płótna – zrozumiecie, dlaczego ten obraz jest arcydziełem polskiego symbolizmu i w ogóle, polskiego malarstwa.

⚫ Okuń wprowadza nas do pokoju przenikniętego zapachem śmierci. Wyposażonego skromnie, wręcz ubogo. To dziwne, bo Paganini odniósł przecież światowy sukces. Malarz zdaje się mówić, że wobec Śmierci wszyscy jesteśmy tak samo ubodzy. Nie zabierzemy ze sobą na Drugą Stronę złota i kart kredytowych.

🌓 Śmierci mistrza towarzyszy tylko jedna osoba. To on, Diabeł, Szatan, Zły, nazywajcie go jak chcecie. Co ciekawe Okuń umieścił właśnie jego pośrodku kompozycji. Jego pięknie wymodelowane światłocieniem ciało króluje w centralnym miejscu obrazu. Gdyby nie straszliwa twarz z orlim nosem i szpony przy palcach u stóp, moglibyśmy pomyśleć, że na skrzypcach gra po prostu ciemnoskóry chłopiec. Podejrzewam, że wzorem dla Złego był jakiś chłopak z rzymskiej ulicy, który pozował Okuniowi w pracowni za kilka lirów.

Zły jest w centrum, ale Okuń chce byśmy patrzyli w inne, konkretne miejsce. Prowadzi nasz wzrok ku twarzy martwego skrzypka. To ją oświetla smuga światła padająca z niewidocznego okna, to na nią patrzy pochylony nad Paganinim Zły. I tu wątpliwość.

Czy na pewno Paganini na obrazie już nie żyje? A może Zły czeka na ostatnie, niemal niewidoczne tchnienie mistrza skrzypiec? W końcu płótno nosi nazwę „Śmierć Paganiniego”, a nie „Martwy Paganini”. Sądzę, że Okuń zaprosił nas do udziału w mrocznym obrzędzie, który odbywa się w tym pokoju. Obrzędzie przejścia. Z tego na tamten świat. Chwili, gdy trzeba spłacić dług za ziemski sukces, oddając się na wieczność Szeolowi. Zły odbiera zapłatę w subtelny sposób. Delikatnie przygrywa na skrzypcach i niemalże czule przygląda się umierającemu. Właściwie nie ma się co dziwić, za chwilę posiądzie kolejną, nie byle jaką duszę.

Obraz jest niemalże monochromatyczny. Niemalże, bo na podłodze przy łożu śmierci dzieje się coś dziwnego. Padające tam światło mieni się barwami, od lazuru po róż. Dlaczego? Czy okno w części zakrywa witraż? A może Okuń chciał nam w ten sposób coś powiedzieć?

Dlaczego Okuń sięgnął do legendy o Paganinim? Dlaczego chciał przypomnieć o jego pakcie z diabłem?

🔹🔹 Po prostu cykl? 🔹🔹

💬 Bożena Kasperowicz z Muzeum Narodowego w Lublinie zwraca uwagę na to, że „Śmierć Paganiniego” jest swoistym początkiem „cyklu”: „(...)Przejawem koncepcji pokrewieństwa sztuk były alegoryczne wizje ukazujące dolę artysty reprezentowanego przez postać skrzypka. Swoistą opowieść o jego smutnym losie, któremu towarzyszy niezrozumienie, osamotnienie, często wieczne zapomnienie, tworzą powstałe na przestrzeni około dwudziestu lat obrazy”. Mowa o kpiarskich „Filistrach” (1904, Lwowska Galeria Obrazów), „Grajku” i „Mazurku Chopina” (1911, Muzeum Narodowe w Warszawie) oraz „Czterech strunach skrzypiec” (1914, Arizona State University Art Museum, USA).

„Śmierć Paganiniego” miałaby, w ramach tego cyklu, stawiać pytanie o genezę talentu i zagadkę natchnienia.

🔹🔹 Zbłąkana kula 🔹🔹

W 1917 roku Okuń zaczął malować swoje najsłynniejsze dzieło „My i wojna” (Muzeum Narodowe w Warszawie), który ukończył dopiero w 1923 roku. W 1921 roku wraz z żoną przeprowadzili się do Warszawy, do świeżo kupionej kamienicy przy Rynku Starego Miasta. Był aktywny zawodowo, uczestniczył w wystawach krajowych i zagranicznych. Od 1930 roku był profesorem w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych.

W 1944 roku, w czasie Powstania Warszawskiego, należąca do Okunia kamienica uległa zniszczeniu wraz z całym Starym Miastem. W gruzach spłonęło wiele zmagazynowanych w domu prac malarza.

Po upadku Powstania Okuniowie wyjechali ze zrujnowanej Warszawy do Skierniewic.

To właśnie tam, Edward Okuń zginął w rozpaczliwie i tragicznie pozbawiony sensu sposób. 17 stycznia 1945 roku, gdy szedł jedną ze skierniewickich ulic, trafiła go zabłąkana kula. Zginął na miejscu. Do dziś nie wiadomo kto, ani dlaczego, wystrzelił śmiertelny pocisk.

Może to Zły chciał udowodnić, że rządzi tym światem? Może chciał odebrać dług…

- - -
☕ jeżeli spodobała Ci się moja opowieść możesz to pokazać stawiając mi e-kawę na buycoffee.to /mocnakultura
Z góry dziękuję 💗

Adres

Przedzamcze 12
Torun
87-100

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 22:00
Wtorek 08:00 - 22:00
Środa 08:00 - 22:00
Czwartek 08:00 - 22:00
Piątek 08:00 - 22:00
Sobota 08:00 - 22:00
Niedziela 08:00 - 22:00

Telefon

+48663556395

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mocna Kultura umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Mocna Kultura:

Udostępnij

Kategoria