Mocna Kultura

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa

Mocna Kultura Cześć, jestem Jarry i ze mną polubisz sztukę. Opowiadam o niej tak, by każdy ją zrozumiał. Cześć jestem Jarry*. Rozmawiamy, poznajemy, razem chłoniemy piękno.
(2)

A najbardziej lubię odkrywać jej tajemnice 🎨🕵️
Możesz mnie wesprzeć i postawić kawę na www.buycoffee.to/mocnakultura 💗☕ Fajnie, dołączasz do Rodziny Mocnej Kultury 👍🧡 Dobra decyzja, bo trafiłaś/trafiłeś do najfajniejszego miejsca o sztuce w polskim Internecie.

💪 Czym jest Mocna Kultura? To wielotysięczna społeczność ludzi, których łączy miłość do sztuki. Nic więcej, nic mniej.

💪 Po co założyłem Mocną Kulturę? Bo takiego miejsca w sieci mi brakowało. Opowiadam o sztuce po ludzku, bez egzaltacji i fachowego języka. Za to z Monthy-Pythonowskim humorem.

💪 Kim jestem? Po prostu kocham opowiadać o sztuce i chcę dzielić się z Wami tym uczuciem. Miłość chowana dla siebie jest równie sensowna jak tort bezowy ze śledziami.

💪 Jak piszę? Na Mocnej nie ma nudnych postów, są za to długie jak most w San Francisco i tunel pod kanałem La Manche razem wzięte. Ale za to jakie ciekawe!

💪 Czego tu nie znajdziesz? Drewnianych gadek i pustych analiz typu "co artysta miał na myśli", chociaż w życiu nie przyszłoby mu to do głowy.

💪 Czy musisz "znać się na sztuce" by być Mocnym/Mocną? Absolutnie NIE! Dla mnie nie ma czegoś takiego jak "znanie się na sztuce". Wystarczy mieć otwarte serce i emocje, by znać się na sztuce. Naukowcom, których pracę szanuję, zostawmy sprawy naukowe.

💪 Rozmawiajmy! Zawsze czekam na Wasze komentarze i wiadomości na Messengera. Lubię rozmawiać i to nie tylko o sztuce.

👁 Motto Mocnej Kultury:
➡ "W obrazie najpierw szukam człowieka (autora), a dopiero potem wszystkiego innego". Emile Zola, pisarz (1840-1902). Sztuka, to dla mnie niekończąca się tajemnica tej “iskry”, która powstaje pomiędzy umysłem artystki lub artysty, a płótnem, papierem czy bryłą kamienia. Zagadka magii, która sprawia, że kawałek płótna, pokryty oleistą mazią staje się “van Goghiem” lub “Rembrandtem”? (Jarry)


◾◽◾◽◾◽◾◽◾◽◾◽◾◽◾◽

➡ Chcesz współpracować? Napisz: [email protected] 📧 albo po prostu na messengera na fanpage 📩

👁 Zobacz też kanał MK na YouTube czyli Tajną Historię Sztuki ➡ https://bit.ly/3lCc6hE
👁 Mocna jest na Instagramie
☕ Jeżeli doceniasz to co piszę, postaw mi 'wirtualną kawę" na BuyCoffee.to/mocnakultura Z góry dziękuję 💗

🏖️🌞 Moje Drogie, Moi Drodzy. Oto nadszedł czas, by ruszyć na z dawna zaplanowane wakacje. Rzekłbym nawet, że zasłużone. ...
12/07/2026

🏖️🌞 Moje Drogie, Moi Drodzy. Oto nadszedł czas, by ruszyć na z dawna zaplanowane wakacje. Rzekłbym nawet, że zasłużone. Przez nieco ponad 2 tygodnie na Mocnej Kulturze zapadnie cisza, ale jak wrócę!
Przygotujcie się na nowe, zaskakujące opowieści.
A teraz - arrivederci! 😎

✨👨‍🎨🈲 Dzisiaj mam dla Was moje najnowsze odkrycie. Bez wahania powiem, że nie nie znacie tego artysty. Ba! Myślę, że na ...
12/07/2026

✨👨‍🎨🈲 Dzisiaj mam dla Was moje najnowsze odkrycie. Bez wahania powiem, że nie nie znacie tego artysty. Ba! Myślę, że na całym świecie niewiele osób o nim słyszało. A przecież jego malarstwo jest magiczne. Ja czuję, że to czas schwytany pędzlem i zatrzymany na obrazach magiczną siłą pędzla. Ciekaw jestem, czy czujecie podobnie? Aj! Zapomniałbym powiedzieć o kogo chodzi. Mówię o chińskim malarzu Wang Longsheng’u, artyście, o którym... praktycznie nic nie wiemy. Przemawiają za niego głównie obrazy.

⬜ Wang Longsheng jest dla Internetu białą plamą. Dopiero bardzo dokładny research, uwzględniający chińskie portale jak sohu_com, przyniósł mi jakieś szersze informacje. BTW, pierwsze zetknięcie z tym portalem było traumatyczne, bo jak znaleźć info kiedy ekran zmienia ci się w pole plamek i kresek, czyli gdy wjeżdżają chińskie ideogramy? Czy kreska pozioma plus trzy pionowe i kropka to znaczy “artysta maluje pejzaże”, czy “artysta maluje szpachlą”? Okazało się jednak, że Wujek Google Translator radzi sobie z tą plątaniną. 😎

🔹🔹 “Twórca lokalny” 🔹🔹

🈴 Dowiedziałem się, że Wang Longsheng urodził się w mieście Chongqing w 1944 roku. W 1965 roku ukończył szkołę średnią działającą przy Instytucie Sztuk Pięknych w Syczuanie. A potem Akademię Sztuk Pięknych tamże. Jest członkiem Chińskiego Stowarzyszenia Artystów oraz profesorem wizytującym na Akademii Sztuk Pięknych w Chengdu. Od początku związał się z nurtem realistycznego malarstwa olejnego, a jego ulubionym motywem stał się pejzaż jego rodzinnych stron, czyli południowo-zachodnich Chin. Nie zyskał sławy światowej, a nawet ogólnochińskiej. Pozostał twórcą lokalnym, związanym ze środowiskiem artystycznym regionu Syczuanu i miasta Chongqingu. Inna sprawa, że oba razem mają 118 mln mieszkańców. To nieco inna lokalność niż np. “twórca z Radomia” albo “twórca z Olecka”. Był więc malarzem “lokalnym” dla rejonu mającego trzy razy tyle mieszkańców co Polska. Chciałbym, żeby Mocna Kultura była tak “lokalna”, no ale na to przyjdzie jeszcze czas. Muszę tylko opanować ich “szlaczki”. Ale wróćmy do twórcy.

Jednym z pierwszych ważnych obrazów Wanga było „Pod słońcem” (“Yangguang xia”) nagrodzone podczas wystawy w Chinach w 1981 roku, a następnie pokazane rok później na paryskim Salonie Wiosennym. Ale tu skończyła się jego zagraniczna kariera. Wg informacji jakie znalazłem, wrócił do swojego “niewielkiego” gniazda rodzinnego i już tam pozostał. Informacje biograficzne kończą się w tym miejscu, przejdę więc do sztuki.

🔹🔹 Malarz stanu ducha 🔹🔹

🈹 Kiedy skończyłem ten "monumentalny" research zastanowiłem się. Czy musimy wiedzieć Wangu Longshengu wszystko, skoro najwyraźniej postanowił, że przemawiać ma jego sztuka, a nie on? Chińscy artyści od lat są na topie światowego rynku aukcyjnego, więc jeżeli chcą, łatwo poznać ich szczegółowe biogramy. Co więc mówią obrazy Wanga?

One szemrzą, szeleszczą i szepczą. Milczą ciepłem, chłodem i wiatrem.

Longsheng idzie dwoma drogami.

1️⃣ Pierwsza to pejzaże, chociaż lepiej byłoby powiedzieć "duchowe portrety miejsc". Te ścieżki przez las, czy wioskę, te lśniące po deszczu płytki chodnika nad rzeczką - wszystko staje się u niego portretem Wieczności. Chiński malarz wyjmuje je z pędu naszego świata i tworzy ponadczasowy portret.

W jego pejzażach wiejska droga, kanał, rząd drzew czy przydrożny dom nie są jedynie elementami topografii. Stają się znakami pamięci, przemijania i tęsknoty za światem mniej gwałtownym niż nasze zabiegane życie.

2️⃣ Druga droga to postaci dzieci i kobiet zagubionych w pustych przestrzeniach. Ich stroje wskazują, że zafascynował się pobliskim przedgórzem tybetańskim i górami wschodniego Syczuanu. Oba otaczają jego rodzinne Chongqing wielkim pierścieniem. Od razu przywodzą mi na myśl malarstwo Andrew Wyeth'a, twórcy słynnego "Świata Christiny" (który zainspirował Hitchcocka do stworzenia domu z "Psychozy"). Ta sama niepokojąca samotność w nieogarniętej przestrzeni przyrody.

Ludzie na obrazach Wang Longshenga żyją w rytm powolnego rytmu wiejskiego czasu. Nie ma tu żadnej sztucznej teatralności. Postacie są skupione, spokojne i często przedstawione na tle surowego krajobrazu albo prostego wnętrza.

🔹🔹 Obrazy zza mgły 🔹🔹

👁️ Zwróćcie uwagę na coś, co mogło umknąć Wam przy pierwszym spojrzeniu. Obrazy Wang Longshenga są realistyczne, ale nie fotograficznie chłodne! Artysta dokładnie buduje światło, fakturę ziemi, roślinności i odbić w wodzie, a jednocześnie lekko zaciera dalsze plany. Bliski fragment krajobrazu jest zazwyczaj konkretny i szczegółowy, natomiast dal zamienia się w mglistą, niemal nierzeczywistą przestrzeń. Ten prosty zabieg nadaje jego obrazom siłę wzbudzania naszych emocji. W moim przypadku było to zamyślenie, zadumanie, nieco tęsknoty za czymś co się wydarzyło, choć nie pamiętam gdzie i kiedy.

🪽 Jeśli miałbym jakoś określić jego sztukę powiedziałbym, że to liryczny lub poetycki realizm. Wang Longsheng dokonuje tu czegoś bardzo trudnego. Łączy Zachód ze Wschodem. Zachodnia technika olejna (nigdy nie była stosowana w tradycyjnej sztuce Chin!) służy mu do tworzenia nastroju bliskiego tradycyjnemu chińskiemu rozumieniu pejzażu. Nie chodzi o to, by poprawnie i realistycznie namalować mostek lub drzewo. Ważne jest nie tylko podobieństwo do konkretnego miejsca, lecz także atmosfera, pamięć miejsca oraz stan duchowy wywoływany przez ten krajobraz w naszych umysłach i sercach.

Powiem Wam, że nie żałuję tego, że nie znalazłem na temat Wang Longshanga mnóstwa źródeł informacji. To nie zdarza się dość często, ale w tym wypadku sztuka tego artysty mówi o nim więcej, niż tysiące biogramów. Jestem bardzo ciekaw, czy do Was też przemawia? Na smutno, nostalgicznie, czy… inaczej?

- - -
☕ Jeżeli spodobała Ci się ta opowieść, postaw mi kawę na www.buycoffee.to/mocnakultura . Będzie mi miło, że doceniasz moją pracę.

wśród fanów

🔳 Każdy z Was przynajmniej raz w życiu zobaczył obraz, o którym pomyślał: „Sam bym tak namalował/namalowała”. A co będzi...
10/07/2026

🔳 Każdy z Was przynajmniej raz w życiu zobaczył obraz, o którym pomyślał: „Sam bym tak namalował/namalowała”. A co będzie, gdy powiem Wam, że właśnie taki obraz jest najważniejszym płótnem świata? To „Czarny kwadrat na białym tle” Kazimierza Malewicza, który przedstawia… czarny kwadrat na białym tle. I nic więcej. Wbito nam do głów, że najsłynniejszym, przełomowym obrazem jest „Mona Lisa”. Cóż, zgodzę się, że jest co najwyżej najlepiej wypromowanym, bo tak naprawdę obraz Leonarda miał (i ma) dla rozwoju sztuki niewielkie znaczenie (kiedyś opowiem Wam dlaczego). Kluczowym obrazem w historii sztuki jest zaś ten „sam-bym-to-namalował/a” "Czarny kwadrat" Malewicza. Przekonam Was krok po kroku, że właśnie tak jest.

🔹🔹 Skomplikowana prostota 🔹🔹

„Czarny kwadrat na białym tle” ma dużo bardziej skomplikowaną historię, niż Wam się wydaje.

🔳🔳🔳🔳 Po pierwsze, są cztery „Czarne kwadraty” i każdy jest równie ważny.

🤔 Po drugie – według Malewicza pierwszy z nich powstał w 1913 roku, ale tak naprawdę stało się to dwa lata później.

⬛❌ Po trzecie, kwadrat na każdym z tych czterech płócien wcale nie jest kwadratem w sensie ścisłej figury geometrycznej.

😇 Po czwarte, dla Malewicza „Czarny kwadrat” był obrazem „świętym”. Malarz uważał go za… współczesną formę świętej ikony prawosławnej. No i po piąte: „Kwadrat” został z nim dosłownie do śmierci. Artysta kazał się pochować w trumnie ozdobionej czarnym kwadratem. ⚰️

😵‍💫 Od razu zamieszam nieco w głowach tym, którzy uważają, że jednak „sami by namalowali” i myślą, że Malewicz machał kwadraty, bo nie umiał malować "normalnie". Umiał. Nauczył się na studiach, ale miał to gdzieś, bo w sztuce szukał czegoś zupełnie innego. A poza tym w "Czarnym kwadracie" wcale nie o umiejętności chodzi, lecz o ideę.

Narobiłem smaczku? A przecież dopiero zaczynam!

🔹🔹 Najważniejszy obraz w historii sztuki 🔹🔹

Tak, nie boję się napisać, że za najważniejszy obraz w historii sztuki uważam „Czarny kwadrat na białym tle”. To on, nie „Mona Lisa”, zmienił na zawsze malarstwo. „Uwolnił” ostatecznie malarzy od konieczności odtwarzania rzeczywistości. Pokrótce wyjaśnię Wam rewolucyjność tego dzieła. Prostego w formie, skomplikowanego w idei.

🔳 „Czarny kwadrat” to obraz idealny. Spełnienie idei czystej sztuki. Nie ma w nim ani historii, ani fabuły. O niczym nam nie opowiada. Malewicz usunął wszystko, co „zabałagania” drogę między nami a dziełem. Chciał uzyskać idealnie czysty odbiór dzieła sztuki, pozbawiony skojarzeń, kontekstu i narracji. I zrobił to. „Czarny kwadrat” idealnie odcina nas od interpretacji.

Tym obrazem dokonał „resetu”. Skończył historię malarstwa, jakie znaliśmy od renesansu. Malarstwa opartego na odtwarzaniu rzeczywistości, którego celem była jak najlepsza imitacja natury. Takich dzieł, o których mówi się: „Jak prawdziwy!”. Tworząc idealnie „obojętny” obraz, otworzył nową erę w malarstwie – epokę pełnej swobody twórczej. Po pojawieniu się „Czarnego kwadratu”, po wielkim resecie, można było już malować wszystko. Jak się chciało i w jaki sposób się chciało.

Co jest kluczem do zrozumienia „Kwadratu”? No właśnie to, że nic nie „mówi”.

🔹🔹 Opowiadając nic 🔹🔹

🤔 Pomyślcie. Każdy obraz opowiada jakąś historię. Buduje w naszych głowach skojarzenia. Na przykład na temat uśmiechu „Mony Lisy” napisano tysiące książek. „Straż nocna” Rembrandta tonie w analizach dotyczących układu grupy „strażników”. Vincent bez ucha otwiera nam w głowach księgę jego życiorysu. Nawet obrazy abstrakcjonistów przekazują jakieś skojarzenia za pośrednictwem swoich kształtów i kolorów.

Tymczasem „Kwadrat” niczego nie otwiera. Żadnych skojarzeń, emocji, interpretacji. No niby jakie? Że jest czarny? No naprawdę temat na film.

🌅 „Po raz pierwszy ktoś namalował obraz, który nie był z ‘czegoś’” – tak ładnie ujmują to historycy sztuki z Tate Gallery w Londynie. Nie „z” kobiety, mężczyzny, psa. Nie „z” widoku zamku, pejzażu górskiego czy zachodu Słońca nad morzem. Był tylko „z” środków malarskich – barwy i kształtu na płótnie. Dlatego też błędem jest ocenianie „Czarnego kwadratu na białym tle” tradycyjnymi kryteriami „ładne-nieładne”, „podoba się-nie podoba się”, „realistyczny-nierealistyczny”. To tak, jakbyście chcieli opisać zapach koloru.

W tym tkwi rewolucyjność tego dzieła. Zakończyło ono symbolicznie epokę malarstwa narracyjnego, czyli takiego, które nam o czymś opowiada. Misja zakończona! Od tej chwili malarze byli wolni. Mogli malować pejzaże i portrety albo kwadraty i trójkąty. Wszystko w malarstwie zostało zrobione. I dokonał tego Malewicz swoim „Czarnym kwadratem”.

Żebyście nie myśleli, że Malewicz tak sobie usiadł wieczorem, popijał drinki i rzucił: „A walnę se coś prostego!”. „Kwadrat” jest owocem długiej drogi poszukiwań czystej formy.

🔹🔹 Stojąc w pracowni Malewicza 🔹🔹

✍️ Cytowani przez mnie spece z Tate Gallery przypominają, co Malewicz pisał w swojej klasycznej rozprawie, opublikowanej po raz pierwszy w Niemczech w 1927 roku na łamach Bauhausu, pod tytułem „Świat bezprzedmiotowy”: „W roku 1913, desperacko próbując uwolnić sztukę od martwego ciężaru realnego świata, schroniłem się w figurze kwadratu”.

🖼️ Stańcie teraz na chwilę przed sztalugą w pracowni Malewicza. Wczujcie się w jego myśli krążące wokół idealnie białego płótna gryzącego przestrzeń przed nim. Od dawna rozmyślał, jak namalować coś, co będzie istniało „samo w sobie”. Jak doprowadzić do stworzenia obrazu, który będzie rozgrywał się w czystym języku malarstwa: kolor + kształt?

Dlaczego nie spróbował realizmu? W chwili, gdy stał przed płótnem, fotografia istniała już od 70 lat, a film od dwudziestu. Artyści wiedzieli już, że obie te technologie lepiej oddają rzeczywistość niż najlepszy malarz. Zaczęli więc szukać „wewnętrznego języka” malarstwa. Tak narodził się impresjonizm. A po nim nadeszły fowizm, kubizm i inne „izmy”, czyli awangarda, jakże niesłusznie uznawana za „niezrozumiałą”. A przecież jest prosta jak kij! Konkretnie – jak prosty kij, bo są przecież kije zagięte 😀

☝🏻 Nasz Malewicz doszedł zaś do wniosku, że trzeba zerwać w malarstwie z wszelką figuratywnością. Że obraz nie może pokazywać czegoś związanego z prawdziwym światem. „Czysty obraz” jego zdaniem był po prostu „ponad wszystkim”. I w ten sposób stworzył nowy kierunek malarstwa i nazwał go suprematyzmem. Nie będę się spalał na formułowanie definicji, więc pożyczam od Tate: „Suprematyzm polega na dominacji koloru i kształtu w malarstwie. Trzymając się prostych geometrycznych kształtów i ograniczonej gamy kolorów, mógł skupić się na samym obrazie i nie rozpraszać się przedstawieniem sceny, krajobrazu czy osoby”.

Czy ja to jakoś dobrze wyjaśniłem? Bo w odróżnieniu od obrazu zrobiłem to chyba emocjonalnie 😀 A! Zapomniałbym o zagadkach z początku tekstu.

🔹🔹 Zawiłe losy czegoś prostego 🔹🔹

🔳🔳🔳🔳 Jak wspomniałem, Malewicz namalował cztery wersje „Czarnego kwadratu na białym tle”. Każda z nich znajduje się w innym muzeum. Tę uważaną za pierwszą możecie obejrzeć tylko w Moskwie (czyli chwilowo nie możecie). Ze względów konserwatorskich obraz nie może opuszczać Galerii Tretiakowskiej, w której wisi.

Z pierwszą mamy zresztą spory problem, bo artysta twierdził, że namalował ją w 1913 roku, ale liczni historycy sztuki uważają, że powstała dwa lata później. Według tej teorii malarz wymyślił "Czarny kwadrat" w 1913 roku, ale przez dwa lata obawiał się pokazać go światu, zdając sobie sprawę z tego, jakie wywoła kontrowersje. Istnieje dowód potwierdzający tę koncepcję. To szkice projektów scenografii do futurystycznej opery „Zwycięstwo nad słońcem”, jaki Malewicz zrobił właśnie w 1913 roku. Tam po raz pierwszy pojawia się nasz „kwadracik”.

🔃 Inna teoria mówi, że obraz powstał w 1915 roku, a Malewicz, z nie do końca znanych przyczyn, antydatował „Czarny kwadrat” na dwa lata wcześniej.

⬛ Wspomniałem też, że kwadrat na obrazie nie jest kwadratem. To prawda. Ani jeden z tej czwórki nie jest kwadratem w sensie matematycznym. Zrobiłem dla Was zestawienie wszystkich czterech. Przypatrzcie się. Po narysowaniu takiego „kwadratu” na matmie w podstawówce dostalibyście pałę! Dlaczego tak jest? Bo to dzieła sztuki malowane ręcznie. Nie wykres z Excela. Malewicz zmieniał sztukę, a nie kreślarstwo.

😇 Czwarta zagadkowa kwestia dotyczy „świętego” znaczenia „Czarnego kwadratu”. Malewicz był głęboko przesiąknięty prawosławną religijnością. „Czarny kwadrat” uważał za swoistą „świętą ikonę współczesności”. Opierał się tu na prawosławnej idei ikonopisania. Upraszczając – twórca ikon, czyli ikonopis, różni się tym od malarza, że jego pędzlem kieruje Bóg. Człowiek tylko „zapisuje” przekazany przez Boga obraz, a nie go wymyśla. „Kwadrat” był dla Malewicza taką ikoną. Najmocniej potwierdził to podczas pierwszej prezentacji obrazu na Futurystycznej Wystawie Malarstwa 0,10 w Biurze Sztuki Dobychina w Piotrogrodzie w latach 1915–1916. „Czarny kwadrat” zawisł w „świętym narożniku”, zarezerwowanym w prawosławnych domach dla ikon.

🔹🔹 „Bitwa Murzynów” 🔹🔹

👨🏿‍🦱 Na koniec zostawiłem coś specyficznego. W 2015 roku, oglądając pierwszy „Czarny kwadrat” pod mikroskopem, historycy sztuki z Galerii Trietiakowskiej odkryli coś pod czarną farbą. Malewicz ukrył tam napis „Bitwa Murzynów w ciemnej jaskini”. Zaczerpnął go z popularnego komiksu francuskiego pisarza Alphonse'a Allais'a z 1897 roku „Combat de Nègres dans une cave pendant la nuit” („Murzyni walczący nocą w piwnicy”).

Wychodzi na to, że pod wizerunkiem filozofa sztuki krył się facet ze sporym humorem.

- - -
☕ Spodobała Ci się ta opowieść? Postaw mi kawę na Buycoffee, łamane przez /mocnakultura. Wspieraj opowieści o sztuce tworzone przez człowieka, a nie prompty AI 😍

ℹ️ Źródła: własna wiedza i teksty Jarrego, Hyperallergic_com, portal Tate Britain, Arts-pad_com

wśród fanów

🕵️‍♂️🖼️ Wykłady Mocnej Kultury to wartkie, wciągające śledztwa odkrywające tajemnice arcydzieł i ich twórców. Toulouse-L...
07/07/2026

🕵️‍♂️🖼️ Wykłady Mocnej Kultury to wartkie, wciągające śledztwa odkrywające tajemnice arcydzieł i ich twórców. Toulouse-Lautrec, Rembrandt czy Mela Muter - w każdym z moich wykładów "rozpracowuję" obrazy i krok po kroku udowadniam, że kryje się w nich coś zupełnie innego niż sądziliśmy.

📧 Jeżeli chcesz mieć mój wykład u siebie, napisz na [email protected] i ustalimy szczegóły. Do zobaczenia! 😀

🫢 Dobry wieczór. Dzisiaj wracam z historią, w którą bym sam nie uwierzył, gdyby nie to, że się wydarzyła.Pierwsze dekady...
07/07/2026

🫢 Dobry wieczór. Dzisiaj wracam z historią, w którą bym sam nie uwierzył, gdyby nie to, że się wydarzyła.

Pierwsze dekady XX wieku były czasem eksplozji awangardy w sztuce. Co rusz rodziły się (i umierały) nowe style wzbogacające zbiór „-izmów” , które muszą wstukać do głów studentki i studenci historii sztuki. Do wielu z nich przyłożyli się artyści polscy lub polskiego pochodzenia. Jedną z takich artystek była Baronowa Helena D’Oettingen, kobieta, która miała cztery wcielenia. W jednym była arystokratką prowadzącą salon artystyczny w Paryżu, w drugim nazywała się François Angiboult i była malarką. W trzecim i czwartym była pisarzem i poetą. Nie, nie pomyliłem rodzaju żeńskiego z męskim – pisarzem i poetą. Chcecie dowiedzieć się więcej? Zapraszam.

🔹🔹 Pani Miączyńska 🔹🔹

Baronowa Hélèné d'Oettingen (1887 Stepaniwka – 1950 Paryż) na świat przyszła jako Helena Franciszka Miączyńska (po rosyjsku Jelena Francziezna Miaczinska) w rodzinie o polskich korzeniach. Z tym baronostwem jest kłopot, bo są trzy szkoły: 1️⃣ pierwsza głosi, że jej ojciec był polskim szlachcicem i tytuł dostała w spadku,
2️⃣ druga twierdzi, że tytuł baronessy uzyskała poprzez poślubienie barona z jednego z krajów nadbałtyckich,
3️⃣ trzecia informuje, że mama Heleny była polską hrabianką.

Jest też wersja hardkorowa. Wg niej nasza bohaterka urodziła się jako nieślubna córka polskiej hrabiny, a jej ojcem miał być sam cesarz Austrii! Generalnie jednak nie ważne, która z wersji jest słuszna, bo jak baronową była, tak już pozostała.
Jak wspomniałem w każdej z dziedzin swojej działalności posługiwała się innym nazwiskiem. A nawet innymi płciami.

🔹🔹 Po prostu Baronowa d'Oettingen 🔹🔹

🗼 Po rozwodzie z mężem, baronem (to chyba jasne) służącym w carskiej armii, d’Oettingen wyjechała w 1899 roku do Paryża, wraz ze swoim kuzynem Siergiejem Nikołajewiczem Jastriebcowem wywodzącym się z rosyjskiej arystokracji. Kuzyn i kochanek w jednym, w Paryżu przeistoczył się w Serge’a Férata, a nazwisko „nadał” mu Guillaume Apollinaire, dla którego ilustrował surrealistyczną sztukę „Piersi Tyrezjasza”.

W drugiej dekadzie XX wieku oboje prowadzili salon artystyczny w swoim domu przy 229 Boulevard Raspail. Mieszkanie baronowej stało się ważnym miejscem spotkań awangardowych artystów i krytyków, takich jak Guillaume Apollinaire, Pablo Picasso, Francis Picabia, Ossip Zadkine, Amadeo Modigliani i Alexander Archipenko, Louis Marcoussis czy Leopold Survage. I tu mamy mocny polski wątek. Apollinaire naprawdę nazywał się Wilhelm Apolinary Kostrowicki, a Marcoussis – Ludwik Kazimierz Władysław Markus i urodził się w Warszawie.

📰 Wraz z Fératem w 1912 roku uratowała od bankructwa magazyn Les Soirées de Paris, promujący awangardowe nurty w sztuce – kubizm czy futuryzm, kierowane przez Apollinaire’a. To uczyniło ją kluczowym ogniwem przedwojennej sieci kubistycznej w Paryżu.

🔹🔹 Pisarz i poeta 🔹🔹

✒️ D'Oettingen publikowała swoje dzieła pod męskimi pseudonimami. Była poetką pod pseudonimem Leonardo Pieu oraz powieściopisarką i krytyczką sztuki pod pseudonimem Roch Grey.

📝 Jej wiersze zebrane w tomie „Grant Me an Audience” to jedna z najbardziej magicznych ilustrowanych książek XX wieku opracowana przez francuskiego artystę Léopolda Survage’a. Kompozycja tekstu w formie banderoli z drzeworytu sprawiła, że książkę tę można uznać za prawdziwe arcydzieło. Cała jest w pełni grawerowana w kilku kolorach. Zawiera 13 całostronicowych, kolorowych drzeworytów. Wydrukowano jedynie 28 egzemplarzy tego dzieła.

️✍️ Jako powieściopisarz Roch Grey napisała romans "Le chateau de l'etang rouge" (1926). Pamiętała też o Polsce. Była autorką przedmowy do powieści polskiej pisarki i publicystki Aurelii Wyleżyńskiej-Kropatsch pt. "Czarodziejskie miasto" z 1928 roku.

🔹🔹 Malarka François Angiboult 🔹🔹

👩🏼‍🎨 W końcu dochodzimy do tego, co Mocna Kultura lubi najbardziej – do malarstwa. Baronowa zaraz po przybyciu do Paryża zapisała się na studia w prywatnej Académie Julian. Jako szkoła niepubliczna dopuszczała w szeregi studiujących kobiety w odróżnieniu od oficjalnej Academie des Beaux-Arts. D’Oettingen przyjęła pseudonim François Angiboult i poczynała sobie całkiem nieźle. Wystawiała na Salonie Niezależnych oraz na Salonie Superniezależnych. Jej abstrakcyjne i dekoracyjne malarstwo często sięgało po motywy floralne i barwną kolorystykę, a także kubizujące formy.

🎨 Warto sobie uświadomić, że Hélène d’Oettingen zabrała się za malowanie w jednym z najbardziej eksperymentalnych momentów całej historii sztuki – w środowisku paryskiej awangardy lat 1910–1920. W tamtym czasie można było mieć wrażenie, że zza każdego rogu w Paryżu wyskakiwał artysta z nowym pomysłem na sztukę światową. Nasza François (mówiąc o jej malarstwie będę używał jej artystycznego pseudonimu) czerpała ze wszystkich „-izmów”, które ją otaczały tworząc sztukę synkretyczną, a mówiąc prościej - jej styl malarski stanowił syntezę wielu prądów artystycznych.

🧊 Twórczość Angiboult rozwijała się przede wszystkim pod wpływem kubizmu – widocznego w rozbijaniu formy i geometryzacji kształtów, wczesnej abstrakcji – szczególnie w zainteresowaniu rytmem, kolorem i dynamiką kompozycji oraz eksperymentów synestetycznych, obecnych w kręgu Léopolda Survage’a (przy okazji – jej kochanka). Synestezja to niezwykła, rzadka „przypadłość” powodująca, że obdarzeni nią twórcy „słyszeli kolor” i „widzieli muzykę”. To przemieszanie zmysłów dotyczyło m. in. tak znanych artystów jak Nikołaj Rimski-Korsakow, Vladimir Nabokov, Wassily Kandinsky, Paul Klee, Ferenc Liszt, a nawet Billie Eilish.

🖌️ Malarstwo baronowej miało bardziej charakter poszukujący i konceptualny, niż czysto przedstawiający. Zamiast realistycznego odmalowywania świata, koncentrowała się na strukturze obrazu, relacjach barwnych i rytmicznym układzie form. Badacze wskazują, że wpisywała się w nurt artystów, którzy traktowali malarstwo jako „laboratorium” nowych form wizualnych, eksperymentując z percepcją i wielością punktów widzenia.

🔹🔹 Gdzie te obrazy? 🔹🔹

☹️ Niestety, baronowa nie dbała o publicity i swoje obrazy. W efekcie badacze mają same problemy z jej dorobkiem. Dzieła Angiboult nie zostały skatalogowane (nie istnieje tzw. catalogue raisonne – pełny spis prac), a do tego uległy rozproszeniu lub zaginęły. Skąd ta niedbałość o swoje prace? Prawdopodobnie dlatego, że malarstwo traktowała jako część awangardowych poszukiwań nowej sztuki, przez co miało ono dla niej charakter bardziej ideowy niż materialny.

Dlaczego warto pamiętać o François Angiboult? Choć nie należy dziś do kanonu najbardziej znanych artystów_tek awangardy, jej twórczość ma duże znaczenie. Po pierwsze ze względu na nowatorskie wprowadzenie w życie „artystycznej wielotożsamości” (różne pseudonimy dla różnych dziedzin). Po drugie jako przykład udziału kobiet w awangardzie XX wieku, często marginalizowanego w historiografii sztuki. Po trzecie, z powodu eksperymentalnego podejścia do malarstwa jako „medium idei”, a nie tylko obrazu.

Baronowa jako François Angiboult próbowała przekroczyć granice tradycyjnego malarstwa i stworzyć nowy język wizualny odpowiadający nowoczesności. Czy jej się udało? Pokazała też niezwykły hart ducha. Trzy z czterech jej wcieleń były artystyczne. Warto pomyśleć, jakim gigantem by była, gdyby nie, powszechnie przyjęta pozycja kobiety w społeczeństwie, w czasach, gdy żyła i tworzyła.

Myślę, że warto mówić o jej obrazach, wierszach i prozie. Tym bardziej, że jej matka, a może i ojciec, byli Polakami. Takiej rodaczki nie wolno się wstydzić i trzeba pielęgnować pamięć o jej dorobku. Tak, czy nie? Ciekaw jestem Waszej opinii. 👍🏼👎🏼

- - -
☕ PS: podoba Ci się Mocna Kultura i doceniasz pracę jaką w nią wkładam? Postaw mi e-kawę na https://buycoffee.to/mocnakultura Będę bardzo wdzięczny, że doceniasz pracę człowieka, a nie efekt kolejnego prompta w jakimś czacie AI 😊

ℹ️ Źródła: Artvee_com, strona Galerie Minotaure, opracowanie Halpern, A.É. (2020). „Hélène d’Œttingen: pseudonyms and foreign languages”. E-library_ru, opracowanie Lilkov, M. (2021). „Regard sur l’œuvre de Léopold Survage” djiboul_org

wśród fanów

🗿🗿🗿🗿 Cztery oblicza - tyle wcieleń pokazała światu pewna kobieta. W jednym była baronową, arystokratką prowadzącą salon ...
07/07/2026

🗿🗿🗿🗿 Cztery oblicza - tyle wcieleń pokazała światu pewna kobieta. W jednym była baronową, arystokratką prowadzącą salon artystyczny w Paryżu. W drugim nazywała się zupełnie inaczej i była malarką. W trzecim i czwartym była pisarzem i poetą. Nie, nie pomyliłem rodzaju żeńskiego z męskim – była facetem - pisarzem i poetą. Chcecie dowiedzieć się więcej o tej osobie? Zapraszam wieczorem na Facebook Mocnej Kultury.

🎞️💓 W Toruniu (w którym mieszkam) trwa w tej chwili najfajniejszy festiwal filmowy w Polsce - BellaTofifest Film Festiva...
29/06/2026

🎞️💓 W Toruniu (w którym mieszkam) trwa w tej chwili najfajniejszy festiwal filmowy w Polsce - BellaTofifest Film Festival. Pomyślałem, że to znakomita okazja, by przypomnieć, że malarstwo zawsze miało wielki wpływ na filmowców. Załączam kilkanaście grafik, które to udowadniają.
Ciekaw jestem, które inspiracje Was zaskoczyły?

- - -
☕ Podoba Ci się Mocna Kultura? Wspomóż jej tworzenie i postaw mi kawę na https://buycoffee.to/mocnakultura 💗 Dziękuję!
📋📽️ Program BellaTofifest na festiwalowej stronie internetowej.


wśród fanów

☝🏻 Od razu informuję - to nie jest Vermeer! „Jak to, dlaczego, o mój Boże?!” No nie jest. „Kobietę czytającą list” namal...
25/06/2026

☝🏻 Od razu informuję - to nie jest Vermeer! „Jak to, dlaczego, o mój Boże?!” No nie jest. „Kobietę czytającą list” namalował w latach 1665-1667 holenderski malarz Gabriel Metsu (1629-1667). Podobnie jak mistrz z Delft, Metsu ukrył w obrazie wiele szyfrów. Na przykład pieska, który wcale nie znaczy pieska. Że style podobne jak dwie krople kompotu? Spokojnie. Pod koniec tej opowieści zrozumiecie jak odróżniać Metsu od Vermeera od pierwszego spojrzenia. A teraz zajmijmy się uroczą panią z liścikiem w drżącej w dłoni. 💌

🔹🔹 Kim jest ta pani? 🔹🔹

Jest żoną bogacza. Kupca? A może wybitnego wojskowego albo kogoś z VIP-owskich kręgów władzy? Whatever. W każdym razie bardzo majętnego. Jej żółtą kurteczkę okala futro z gronostaja. Brzoskwiniowy jedwab sukni dzieli linia złotej lamówki. Spod czepca okalającego ciasno splecione włosy wyskakuje filuternie drogi kolczyk. Kobieta czyta list, podsuwając go pod wpadające przez okno słoneczne światło. Widać, że służąca nie pierwszy raz przyniosła swojej pani taki liścik. Jest tak znudzona, że odsłania zieloną kotarę, by podejrzeć zakryty nią obraz. Płachta materiału kryje płótno jednego z holenderskich marynistów.

🌊 Pasjami malowali oni morską potęgę młodej Republiki Zjednoczonych Prowincji, toczącej w ryku fal zwycięskie bitwy z Hiszpanami i Anglikami. Służka między palcami nonszalancko trzyma kopertę od listu. U jej stóp z nadzieją spogląda uroczy piesek. Wie, że to ona przynosi mu czasem smaczne kąski, gdy nie widzi tego pani.

🔹🔹 Co za mistrz! 🔹🔹

Perfekcja z jaką Metsu oddał tę scenę jest widoczna na pierwszy rzut oka. Ale dopiero po baaardzo bliskim przyjrzeniu się obrazowi okazuje się, że to nadperfekcyjna perfekcja! Na Wikipedii możecie powiększyć dzieło do mega-rozmiaru. Wtedy nad ramą obrazu ze ściany zobaczycie trzy samotne gwoździe. Imponująca dokładność!

💙 Niezauważalna na pierwszy rzut oka jest cudowna gra akcentów barwnych. Metsu użył tu słynnego lapis lazuli, ultramaryny zwanej też "błękitem Vermeera". Przydomek dla tego niezwykle intensywnego odcienia niebieskiej barwy pochodzi od mistrza z Delft dlatego, że używał go na większości swoich obrazów. Obecność tego barwnika wskazuje na niezłą sytuację finansową Gabriela Metsu. Lapis lazuli trzeba było sprowadzać aż z Afganistanu, co nieźle kosztowało. W końcu afgańskiego Allegro w XVII wieku nie było. Ok, ale gdzie ta gierka barwna?

🖌️ Gdyby nie 5 plam żywych barw, obraz byłby niemal monochromatyczny. Ultramaryna przeskakuje z fartucha służącej na poduszkę na kolanach pani, aż do pulsującej błękitem firanki. Po skosie równoważą się brzoskwinia sukni z głęboką zielenią kotary na obrazie.

🐶 Jest też kilka ukrytych symboli. Pisałem, że piesek nie oznacza po prostu pieska. Mały spaniel (?) symbolizuje wierność i lojalność. Wyrysowane na wiadrze trzymanym przez służącą Kupidyn i strzały symbolizują miłość i nadzieję na bezpieczny powrót. Jak twierdzą badacze Metsu, obraz na ścianie, przedstawiający wzburzone morze, mógł odnosić się do burzliwego związku lub wskazywać, że ukochana osoba jest na morzu. Taka interpretacja niespecjalnie „klei” się z „braciszkiem”, czyli „Piszącym mężczyzną”.

🔹🔹 Dzień dobry, jestem bratem 🔹🔹

👩🏻👨🏻 No bo „Kobieta czytająca list” ma „brata”. Powstała jako duet z „Mężczyzną piszącym list” (1662-65, oba w National Gallery of Ireland w Dublinie). Ta para obrazów jest powszechnie uważana za jedne z najlepszych dzieł Metsu. Zestawienie obu płócien sugeruje jednak pozamałżeński romans, bo mężczyzna zdecydowanie nie znajduje się na morzu.

💌 Jest jeszcze jedna zagadka, zaskakująca i trudna do rozszyfrowania. Popatrzcie na kopertę w dłoni służącej. Widnieje na niej nazwisko adresata. List jest zaadresowany do… Gabriela Metsu! Jednym z wytłumaczeń może być zwyczaj umieszczania przez ówczesnych malarzy holenderskich, swoich podpisów w dosyć zaskakujących miejscach. Ale jeżeli to nie jest podpis… to współczuję Gabrielowi.

W pierwszym zdaniu ostrzegłem, że to nie Vermeer. Myślę, że veermerofanki i fani od razu poczuli, że nie pachnie tu Vermeerem. Nic dziwnego. Choć Metsu można z nim pomylić, jest jedna rzecz. nieuchwytna przy pierwszym spojrzeniu, która ich różni.

🔹🔹 Dlaczego Metsu to nie Vermeer 🔹🔹

Metsu znał dzieła kolegi z Delft. Był pod wrażeniem tego malarstwa, ale nie kopiował jego obrazów. Drobiazgowość wykonania wsączył mu jego nauczyciel Gerrit Dou. Skłonność do scenek we wnętrzach wziął ze szkoły lejdejskiej znanej jako „fijnschilders”. Poza tym – uwaga będzie zaskoczenie – to Metsu był gwiazdą Złotego Wieku malarstwa holenderskiego, a nie Veermer!

👎🏻 Malarz z Delft był niespecjalnie znanym, niespecjalnie cenionym i niespecjalnie kupowanym artystą. O ile sława (i ceny) dzieł Metsu trwała przez następne 200 lat, to Vermeera „odkryto” dopiero w II połowie XIX wieku. Jego mit i sława są świeżynkami stworzonymi przez nas. Narodziły się bowiem na początku XX wieku. Warto o tym pamiętać, bo zbyt mocno patrzymy na tamte czasy oczami ludzi z XXI wieku. Nie da się zrobić większego błędu, oceniając sztukę dawną.

❓ No tak, ale jaka jest ta podstawowa różnica pomiędzy Vermeerem i Metsu? To kwestia interakcji postaci z obrazu z nami, widzami. Obrazy Gabriela przedstawiają takie zwykłe, codzienne emocje i interakcje między ludźmi. Trafnie ujął to David Jaffe z National Gallery w Londynie w rozmowie dla sieci radiowej NPR: „Metsu jest malarzem narracyjnym. (…) Kobiety Vermeera są zaś uchwycone w ‘chwilach między chwilami’ (…) ich życie zostało wstrzymane, a ludzie Metsu skądś przychodzą i dokądś zmierzają”.

Wystarczy popatrzyć na kobietę czytająca liścik Gabriela Metsu i porównać ją z „Czytającą list” Johannesa Vermeera van Delft (ok. 1657–1659, Galeria Obrazów Starych Mistrzów Drezno). Pewnie większość z Was wybierze wersję Vermeera, ale ja nie jestem tak kategoryczny. Kocham ten vermeerowski chłód i izolację, ale ciepło Gabriela Metsu wkrada się do mojego serca. I to jest piękno sztuki, która dla każdego ma coś ukochanego.

🔹🔹 Podchwytliwe pytanie... 🔹🔹

I na sam koniec mam podchwytliwe pytanie. Do każdej oraz każdego Was. Czy kiedy spojrzeliście na obraz serca zabiły mocniej „jaki piękny Vermeer!”. A czy gdy okazało się, że to nie on, ale jakiś Metsu, to czy obraz nagle nie „zbrzydł”? Nie pojawiła się myśl „no do Vermeera się nie umywa”? Niezależnie tak czy nie, polecam zasadę, którą sam stosuję w muzeach.

Nie oglądam dzieł sztuki poprzez pryzmat podpisów na ścianie, ale poprzez emocje. Przez podpisy ucieka nam wiele piękna, bo się nimi sugerujemy. To obrazy są dziełami, a nie podpisy.

A Metsu zacny, co nie? 😀

- - -
☕ Spodobała Ci się ta opowieść? Jeżeli tak, to możesz postawić mi kawę na https://buycoffee.to/mocnakultura Będę wdzięczny! 🙌🏻

Adres

Przedzamcze 12
Torun
87-100

Godziny otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 22:00
Wtorek 08:00 - 22:00
Środa 08:00 - 22:00
Czwartek 08:00 - 22:00
Piątek 08:00 - 22:00
Sobota 08:00 - 22:00
Niedziela 08:00 - 22:00

Telefon

+48663556395

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Mocna Kultura opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria