Studenckie Koło Teatrologiczne UMK

Studenckie Koło Teatrologiczne UMK http://www.skt.umk.pl/ | Studenckie Koło Teatrologiczne działające przy Katedrze Kulturoznawstwa

Studenckie Koło Teatrologiczne zaprasza studentki do współpracy przy projekcie teatralnym realizowanym przez absolwentkę...
24/04/2026

Studenckie Koło Teatrologiczne zaprasza studentki do współpracy przy projekcie teatralnym realizowanym przez absolwentkę kulturoznawstwa i wieloletnią członkinię koła, Palina Kuzemchyk.

Do niezależnego projektu teatralnego poszukiwane są osoby otwarte na twórczą pracę teatralną. Wiek: 18+, projekt skierowany jest wyłącznie do kobiet.

5 maja (wtorek), godz. 19.00, sala 203 (Collegium Maius) - odbędzie się casting do projektu.

Szczegółowy opis tematyki:

Tytuł: „Terra Incognita”

Autorka koncepcji: Palina Kuzemchyk

Autorski projekt porusza temat ciała jako narzędzia kontroli, wpływu systemu, religii i norm społecznych na kobiece doświadczenie. Forma pracy: praca z ciałem, głosem i obecnością sceniczną, elementy chóru i działań zespołowych. Na casting nie trzeba przygotowywać żadnego materiału. Szukamy osób zdecydowanych, otwartych na proces twórczy, eksperyment i przełamywanie schematów.

Projekt ma charakter non profit.

Próby maj-październik. Premiera październik.

Projekt realizuje Palina Kuzemchyk, reżyserka, kulturoznawczyni (absolwentka UMK), obecnie studiuje na kierunku pedagogika teatru (Uniwersytet Warszawski).

Premiera spektaklu odbędzie się w WOAKu w ramach projektu “Chodź na deski”.

🎭 Opera pekińska oczami kulturoznawcy 🎭Studenckie Koło Teatrologiczne zaprasza na wyjątkowy wykład poświęcony operze pek...
13/04/2026

🎭 Opera pekińska oczami kulturoznawcy 🎭

Studenckie Koło Teatrologiczne zaprasza na wyjątkowy wykład poświęcony operze pekińskiej - jednej z najbardziej fascynujących form teatru tradycyjnego!

📅 Kiedy? 15.04.2026
🕖 Godzina: 19:00
📍 Gdzie? Sala 111

Gościem wydarzenia będzie Jakub Kawałko, który przybliży nam fenomen opery pekińskiej z perspektywy kulturoznawczej - opowie o jej symbolice, estetyce, aktorstwie oraz znaczeniu w kulturze chińskiej.

Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych teatrem, kulturą Azji oraz sztukami performatywnymi.

Do zobaczenia! 🎟️

Autorka plakatu Agata Gołębiewska

Zapraszamy
08/04/2026

Zapraszamy

🎭✨ Zapraszamy na piątą edycję festiwalu „𝐙𝐚 𝐤𝐮𝐥𝐢𝐬𝐚𝐦𝐢. Toruńskie spotkania wokół dramatu”, która odbędzie się w dniach 📅 12–14 kwietnia. Edycja ta poświęcona jest m.in. dostępności teatru dla osób z niepełnosprawnościami wzroku i słuchu.

W programie festiwalu:
🎟️ spektakl „Gorgon Syndrome” w wykonaniu teatru NODOstage (w języku rosyjskim z polskimi napisami i tłumaczeniem na PJM) oraz spotkanie z twórcami,
🤟 panele dyskusyjne i wykłady dotyczące polskiego języka migowego, audiodeskrypcji, tłumaczenia międzyzmysłowego, projektu Universal Art Design,
🗣️ warsztaty.

Zachęcamy do zapoznania się ze szczegółami i wzięcia udziału w festiwalowych wydarzeniach.
📧 Kontakt: [email protected]

Aleksandra Mazur przesyła nową recenzję! 🎭OD NOWA Alternatywne Spotkania Teatralne KlamraDawno, dawno temu, za tysiąc la...
28/03/2026

Aleksandra Mazur przesyła nową recenzję! 🎭OD NOWA Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra

Dawno, dawno temu, za tysiąc lat

Co myślisz, gdy zadzierasz głowę i patrzysz w kosmos? Czujesz kruchość czy wielkość? Ogrom nieba intryguje Cię czy przeraża? Grupa teatralna USTA USTA REPUBLIKA dostrzega w nim czystą kartkę, niesamowitą okazję do zasiedlenia zupełnie nowej galaktyki Polską Beta. Spektakl „Plemię” jest utopijną wizją w której to, co dla polaków najcenniejsze-ziarno, nasza tożsamość, ma szansę zaistnieć na nowo. Tym razem w kontrolowanych warunkach, pod okiem specjalistów, ma się narodzić świeże, nieskazitelne życie. ORP Szczerbiec wyrusza do roku pańskiego 3025. Przy wersach „Stepów akermańskich”, by było dostatecznie wzniośle i patriotyczne. Intencje mają dobre. Początkowo kierują nimi szczere chęci, wzniosłe idee. To kolejny już spektakl Festiwalu Klamra poświęcony tematyce narodu. Podchodzi do zagadnienia z zupełnie innej strony, odrywając widzów od ziemi, zabiera w podróż do przyszłości. W tym momencie należałoby docenić scenografię, a przede wszystkim użycie światła. W spektaklu pojawiają się lasery, a w połączeniu z dymem tworzą niesamowite, baśniowe obrazy. Widownia była rozmarzona, oczarowana. To mocny punkt, który przykuł uwagę i zdecydowanie zostanie na długo w pamięci. Rzeczywiście pomaga to wczuć się w historię, jesteśmy w stanie uwierzyć, że naprawdę podróżujemy wraz z załogą przez meandry czasu. Ciekawym aspektem staje się też użycie sztucznej inteligencji. Staje się ona nie tylko jednym z bohaterów, ale jak się później dowiadujemy, była pomocna w tworzenia tej sztuki. Temat aktualny, a może już nawet trochę niemodny. Czy tego chcemy czy nie, „Sztuczna” coraz bardziej wdziera się w rzeczywistość. Może tym samym bliżej nam już do futurystycznych wizji, niż by mogło się wydawać. Pierwsza część spektaklu za pomocą lekkiego humoru angażuje, a nawet odpręża. To nie jest jednak rejs wycieczkowy, jak informuje kapitan. Zaraz zaczynamy czuć ciężar misji. Czy to duże zaskoczenie, że historia zatacza koło? Bez znaczenia wydaje się, czy koronacja ma miejsce tysiąc lat wstecz, czy tysiąc do przodu. Jeśli na pokładzie wciąż jest obecne to samo myślenie, niemożliwe jest się dokonanie zmian. Najbardziej poruszającym dla mnie momentem staje się proces przekazywania wspomnień nowemu życiu przez jedyną na pokładzie kobietę. Jej postać, marginalizowana na każdym kroku przez mężczyzn, wydaje się wręcz zbędna. Ma jedynie co jakiś czas psikać odświeżaczem powietrza w celu poprawienia atmosfery. W całym chaosie spowodowanym przez ego poważnych mężczyzn, mówi o smaku sierpniowych pomidorów i doświadczeniu popołudniowego słońca. W kosmosie te określenia to abstrakty, a jednak, czym byłoby życie bez takich doświadczeń. Umiejętność budowania świata za pomocą wrażliwości nie jest łatwa w dzisiejszym świecie, ale jest zdecydowanie konieczna. Staje się to odpowiedzią w całym tym szaleństwie. Ostatecznie „Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster.” jak pisał Lem w “Solaris” i cytat ten jak ulał pasuje do podsumowania całego spektaklu.

Teatr USTA USTA REPUBLIKA
„Plemię”
Reżyseria: Wojciech Wiński
Scenariusz: Ewa Kaczmarek
Muzyka: Michał Kowalonek
Kostiumy: Idalia Mantas

Występują: Grzegorz Ciemnoczołowski, Marcin Głowiński, Ewa Kaczmarek, Norbert Ogoniak, Mikołaj Podworny,
Artur Śledzianowski, Przemysław Zbroszczyk
Premiera: 12 września 2025, Poznań

Fot. Andrzej Majos

Nowa recenzja od Maksymilian Czarnecki 🎭Z rozważań dżinna agorafobaKlaustrofobia to zaburzenie lękowe charakteryzujące s...
27/03/2026

Nowa recenzja od Maksymilian Czarnecki 🎭

Z rozważań dżinna agorafoba

Klaustrofobia to zaburzenie lękowe charakteryzujące się strachem przed zamkniętymi lub ciasnymi przestrzeniami. Jest to przeciwieństwo profesora, dla którego przerażającymi miejscami są te otwarte. Agorafobia to także lęk przed wyjściem z domu, tłumem, miejscami publicznymi i obawą przed sytuacją bez możliwości ucieczki. Jest panem swoich czterech ścian, ekspresją mógłby spalić dom, w duszy muzyka gra – dopóki nie zjawi się publiczność. Zapał szybko gaśnie, a figura striptizera zamienia się w kłębek strachu.

Z papierosowego dymu z buta wyłania się dżinn, jak z lampy Aladyna na nasze życzenie, albo z naszej winy. Jest jak „starsza pani, która mieszkała w bucie”, tworząc fantazyjną wizję idealnego, iddylicznego miejsca z baśni. Telepatycznie z niewyraźnie brzmiących głośników dochodzą do nas marzenia arabskiego ducha: chatka Baby Jagi. Oba przemyślenia kreują fantastyczny dom, gdzieś za górami, za lasami, jak najdalej od drugiego człowieka.

Po rozważaniach dżina naszły mnie przemyślenia na temat kondycji współczesnego człowieka. Jaka odległość dzieli nas od lęków profesora? Siedzimy w tej samej, ciemnej sali, zamknięci przed światem zewnętrznym, w budynku – w teatrze. Jesteśmy dalecy od „świeżego powietrza”, otwartej przestrzeni, greckiej Agory. Ściśnięta zbiorowość ciszy. „Samozniewolenie” to diagnoza profesora, która opisuje kondycje człowieka w erze Internetu i kapitalizmu. Zamknęliśmy się w swoich klatkach, doświadczamy psychozy zoologicznej i stronimy od spotkań towarzyskich. Strach może i ma wielkie oczy, ale czy są większe od wstydu?

„Romeo Bis” to widowiskowy performans pełen symboliki, elementów stand up’u, filozofii, a przede wszystkim dobrej zabawy. Wspaniała odskocznia od trudów życia z towarzyszącym uczuciem niedosytu. Chcę się aż na pytanie „czy są jakieś pytania?” odpowiedzieć: czemu tak krótko?

ARTI GRABOWSKI
„Romeo Bis”

Scenariusz i reżyseria: Arti Grabowski
Autor tekstu literackiego: Arti Grabowski
Muzyka: Billy Idol, Isabella Colbran, Henry Purcell
Występuje: Arti Grabowski
Premiera: 18 grudnia 2024, Bangkok

Fot. Tobiasz Papuczys

Alexandra Rodnaya i Aleksandra Mazur przesyłają nowy tekst 🎭 Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra OD NOWA„Taka szopka...
27/03/2026

Alexandra Rodnaya i Aleksandra Mazur przesyłają nowy tekst 🎭 Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra OD NOWA

„Taka szopka, bo to nic nie kosztuje”

Czy to wesele, czy to konferencja? Na stole bowiem dokładnie 15 butelek wódki oraz jeden słoik ogórków. Do tego biało-czerwona flaga, czerwone korale i wiadomo już, że będzie aż przesady polsko. Lepiej zapiąć pasy. Tak zaczynają się „Oszukani” w wykonaniu Grupy Pomarańcze, kolejna sztuka, którą mogli oglądać widzowie Festiwalu Klamra. Aktorzy przywdziewają pogniecione fraki i przy równie wymiętym obrusie robią na scenie istną demolkę. Historia, na początku komiczna, przybiera nieoczekiwany obrót. Na widowni ląduje ogórek,a ostatecznie wszystko płonie. Panowie odpinają wrotki. Pani, uosobienie Polski, zdecydowanie nie bawi się najlepiej. Ta postać przykuła naszą uwagę najbardziej i od niej zaczęła się nasza kolejna rozmowa.

A.R.-Aleksandra Rodnaya, A.M. -Aleksandra Mazur

A.M.: Chciałabym przewrotnie już nie o polityce, bo o tym zostało dziś powiedziane bardzo dużo.
A.R.: Pierwsze, co rzuca mi się w oczy, to że jedyna kobieca rola, jest milcząca. Ta ojczyzna jest często jak ta postać kobiety, którą znamy z historii, z filmów. Kto chce się z nią żenić, ten się ożeni, kto chce tańczyć, ten zatańczy.
A.M.: Uwaga powinna być skupiona na niej. Mówi się o Polsce, nie pytając Polski o zdanie. Znacząca i pozornie równa zaczyna być dopiero, kiedy przerabia się ją na bardziej męską. Taki był postulat, więc posłowie doczepiają brodę, dają karabin i w końcu pozwalają pić z mężczyznami. Zastanawiałam się czy ten spektakl rzeczywiście może wywołać w nas, w narodzie zmianę. Artyści nie oszczędzają w środkach, ale i tak chyba już jesteśmy do tego za bardzo przyzwyczajeni.
A.R.: Wydaje mi się, że ludzie niezbyt poważnie traktują rutynę, którą serwuje nam telewizja, radio, politycy. Codziennie, powiedzmy przez pięć lat słyszymy to samo. Zostaje to w naszych głowach. Tak czy inaczej przyzwyczajamy się. Przez cały spektakl o tym myślałam i było mi szkoda ludzkich głów, bo głowa dla mnie zawsze kojarzy się z pamięcią, a ta pamięć jest bardzo ważna. Pokazano tu, jak nam się wtłacza ten cały dyskurs polityczny.
A.M.: W moim odczuciu sztuka była raczej komentarzem występujących. Wentylem w którym mogą wylać swoją frustrację i bezsilność na obecną sytuację polityczną w naszym kraju.
A.R: Dodam, że doceniam reprezentację osób innej narodowości. W roli jednego z posłów wcielił się Dima Cherkaskyi. Jego pochodzenie zostało uwzględniona w sztuce. Jako osoba, która mówi z akcentem, poczułam, że mam na scenie swoją reprezentację. Jest to dla mnie ważna rzecz i bardzo dobrze, że Grupa Pomarańcze jest otwarta na różnorodność. Na plus było też połączenie różnych mediów, a więc teatru, internetu i telewizji. To pokazało, jak można tworzyć sztukę nowoczesną i interdyscyplinarną. Zapytam jeszcze o jedno. Ja po 20 minutach przemówień politycznych poczułam, że mam dość. Jak ty się z tym czułaś?
A.M.: Wyłączyłam się. Dla mnie też to było męczące. Dużo bardziej przemawiały do mnie fragmenty interakcji aktorów. Pewne symbole, jak zabawa w rzucanie sercem, zostały ze mną na dłużej i poruszyły skuteczniej. Na pewno widz nie ma problemu z interpretacją. Znamy naszą polską rzeczywistość aż za dobrze. Pytanie tylko, czy spektakl przypadkiem nie utwierdza nas w przekonaniu, że tak już jest i nic nie możemy z tym zrobić. Przejawia się w tym jakaś bierność i poddanie się. Finałowe spalenie przez posłów Polski ma być przestrogą. „ Żeby Polska zmieniła się na lepsze” mówią na koniec, a potem wszyscy rozchodzimy się do domów.


GRUPA POMARAŃCZE
„Oszukani”

Reżyseria: Karol Barcki
Scenariusz: Karol Barcki, Dominik Nyczak
Scenografia: Magdalena Tomaszewska, Karol Barcki
Muzyka: Karol Barcki, Dominik Nyczak
Choreografia/ruch sceniczny: Dima Cherkaskyi, Paweł Nykowski
Występują: Natalia Klupp, Paweł Nykowski, Dima Cherkaskyi, Karol Barcki
Premiera: 10 lutego 2024, Poznań

Fot. Dorota Bulińska

Maksymilian Czarnecki powraca z nową recenzją! 🎭Jesteśmy już na półmetku Klamry. „Teatr Opera Modern to niezależny teatr...
26/03/2026

Maksymilian Czarnecki powraca z nową recenzją! 🎭

Jesteśmy już na półmetku Klamry. „Teatr Opera Modern to niezależny teatr offowy działający od 2017 roku, powołany z inicjatywy Jerzego Lacha, który znany jest publiczności pierwszych edycji KLAMRY ze spektakli Teatru im. Alberta Tison” – tą, jak i inne informacje o spektaklu „Trzeba to sobie jasno powiedzieć” można było przeczytać w broszurach Festiwalu Klamra. Obiecujące informacje przerzuciły się na spore oczekiwania spędzenia miłego wieczoru, zwłaszcza że po spektaklu był Jazz na Klamrze, który był na 34. Edycji Klamry. Czy przedstawienie spełniły wymagania widzów?
Rozłożony obrus na stole, a na nim takie potrawy jak: Agresja Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran, agresja Rosji na Ukrainę, roszczeniowość jak i obawy młodego pokolenia, spory polityczne, życie dyrektora teatru, etos rodzica, mity polskości, sztuczna inteligencja – prawdziwa uczta wigilijna. Przy tym stole zasiadł jeszcze samotny wędrowiec – kulejący Pan Komizm. Jest to człowiek w podeszłym wieku, który swoje przeżył. Ma mnóstwo niesamowitych historii i z niepojętą werwą chce się nimi podzielić. Wyrywa się nieproszony, a interesują go – jak w Weselu Wyspiańskiego, tematy współczesne. Najbardziej lubi rozmawiać o młodym pokoleniu, jak różnią się od jego, z jakim zawodem wchodzą w związek i jak „mają wszystko na tacy”. Na dokładkę rzuca jeszcze, że nienajgorszym pomysłem byłoby zawiązanie sobie pętli na szyję.
Na straży porządku stołu i relacji stała mama Alberta (Brygida Turowska), która błyszczała jak oszlifowany ametyst. Była to figura matki, która miała żal do wszystkich tylko nie do siebie. Grała z archetypem matki polki. Bardziej niż do historii matki utożsamiałem się z jej synem Albertem (Albert Lach). Był on reprezentacją pokolenia „młodego”, najprawdopodobniej modnie używanego współcześnie terminu „Gen Z”, który wrzuca około 6 milionów ludzi do jednego worka. Niestety, głos tak licznej grupy osób został przedstawiony w postaci niedoszłego stand-up’era, który krzyczy hasła na prawo i lewo. Czyim głosem mówi Albert? Wiemy na pewno, że nie śpiewa głosem Artura w piosence „Długość dźwięku samotności”. Pan Komizm na pewno by przyklasnął.
Widownia Klamry żywo reagowała na niektóre momenty spektaklu. Na koniec nawet aktorzy otrzymali częściowe owacje na stojąco. Trzeba to sobie jasno powiedzieć, przedstawienie wywołuje różne emocje. Dla mnie, młodej osoby jest to policzek w twarz. Kolejny odcinek polskiego sitcomu, w którym brak miejsca na prawdziwą dyskusje, a problemy młodego pokolenia są zagłuszane laugh track’iem. Spektakl miał duży potencjał. W myśl Platona: „ciało jest więzieniem dla duszy” – wiele chce, mało może.

Scenariusz i reżyseria: Jerzy Lach
Scenografia: Jerzy Lach
Muzyka: Myslovitz, Kult, Budka Suflera, Marcin Masecki, Giuseppe Verdi, Consuelo Torres Ortiz Velazquez
Choreografia/ruch sceniczny: zespół
Wizualizacje: Michał Kamiński
Występują: Brygida Turowska, Rafał Wojciechowski, Albert Lach, Krzysztof Kucucha, Marzena Kusak,
Katarzyna Konopko-Walkowiak
Premiera: 15 marca 2025, Radzymin

fot. Michał Kamiński

Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra OD NOWA

Aleksandra Mazur i Alexandra Rodnaya przesyłają z rana kolejny, pełen refleksji artykuł! 🎭 Alternatywne Spotkania Teatra...
25/03/2026

Aleksandra Mazur i Alexandra Rodnaya przesyłają z rana kolejny, pełen refleksji artykuł! 🎭 Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra

Cztery-liczba ciała, po japońsku znaczy śmierć

Baletnica ma zatańczyć tak, żeby nie było widać, ile wysiłku kosztują ją skomplikowane pozy, nienaturalne wygięcia ciała. Widz bowiem chce doświadczyć piękna, oczekuje delikatności. Wszelkie ułomności mają zostać ukryte i przemilczane. Teatr A PART wychodzi temu naprzeciw. Balansuje na granicy paradoksów i kontrastów. Piękno-śmierć. Doskonałość-ułomność. Schodzi do podziemi kobiecych doświadczeń, wyciągając na powierzchnię wszystko to, co zazwyczaj schowane. Spektakl „Four More” rozpoczyna scena występu baletnic właśnie. Cztery dziewczyny, na wpół ubrane, przed czterema blachami zimnego metalu. Maski i stroje znikają po chwili, konfrontując widzów z nagą prawdą kobiecej natury. Zainspirowane i poruszone rozmawiałyśmy po spektaklu.

A.R.-Aleksandra Rodnaya, A.M. -Aleksandra Mazur

A.R.:Zróbmy to tak, że odpuścimy sobie suche fakty, sztywne intelektualizowanie. Pierre Bourdieu w swojej pracy „Męska dominacja” pisał, że wszystko co jest wilgotne w kobiecie, jest nieprzyjemne. To powinno być schowane gdzieś, w jakimś pokoju, w ciemności. Nawet kobiece narządy są wewnątrz nas. Podobnie emocje. Ja płakałam przez cały spektakl. Poczułam, że jestem kobietą. Zobaczyłam naszą ciężką kobiecą historię. Zawsze jest ten wzrok-religii, mężczyzn, norm, kultury. Kobieta niezmiennie jest towarem na sprzedaż, stoi na półce. Powinna w określony sposób poruszać się , żeby być seksowną. Tymczasem ona już taka jest, taka jej natura i nic nie musi robić.
A.M.: Ja szłam na ten spektakl nieprzygotowana. Nie wiedziałam na przykład, kto jest reżyserem. Kiedy poczułam, jak rezonuję z tą sztuką, moja pierwsza myśl, była taka, że musiała to stworzyć kobieta. Niespodzianka. Tak jesteśmy przyzwyczajeni do tego męskiego, pożądliwego punktu widzenia, że niemożliwy wydaje się mężczyzna, opowiadający o kobiecie tak prawdziwie. To wiele mówi o dojrzałości i wrażliwości reżysera. Marcin Herich z dużą otwartością podszedł do tematu, dając artystkom możliwość pokazania przez ruch, przez taniec jak to jest być kobietą.
A.R.: Tak, myślę, że to działa, bo reżyser wpuścił prywatne doświadczenia swoich aktorek do całej narracji.
A.M.: Scenografia nie sugerowała tego wprost, ale w pewnym momencie wydawało mi się, że jesteśmy gdzieś pod ziemią. Jakby ta historia działa się dawno temu, w prastarych czasach. Oglądamy cztery Ewy, pierwsze kobiety na Ziemii. Walczące, kochające, umierające. „Cztery czarownice” Dürera są jedną z inspiracji. Czarownica w ogóle kojarzy się negatywnie, a ja tu nie czułam żadnej złej energii. Nic, co należałoby schować przed światem.
A.R.: Ja mam podobnie. Bycie czarownicą, to czy to źle, że kobieta ma swoje hobby? Własne zainteresowania są i były zagrożeniem. Liczy się jedynie mężczyzna, dom, rodzina. Na temat tej kobiecej historii od zera do dzisiaj. Dla mnie światło w spektaklu jest takim światłem historii, pokazuje czas, w którym się znajdujemy. Jak w tej czerwonej scenie, może być symbolem krwawych doświadczeń średniowiecza. No potem jest XX wiek i te lampki z IKEA.
A.M: Ciekawe masz spostrzeżenie. Dla mnie ta strona wizualna jest bardzo ważna. Dzięki światłu i muzyce napięcie było bardzo dobrze budowane. Trzymało cały czas moją uwagę. Wszystko zostało zgrane, tu również trzeba wspomnieć o aktorkach. Ich taniec nie był przesadzony, a prawdziwy, organiczny. Wiele sekwencji powstało dzięki improwizacji.
A.R.: Tak dużo przyjemnych słów mówisz, że teraz chciałabym wprowadzić trochę krytyki.
Mi było niedobrze jedynie z tymi futrami. Działo się to tak blisko mnie. Rozumiem, że to jest taki pomysł, żeby pokazać piękną Wenus w futrze, taką nowoczesną. To moje osobiste skojarzenie i powinnam o tym powiedzieć. Nie ma w tym nic ani złego ani pozytywnego. Jeszcze mi powiedz, bo trochę tak się czuję samotnie z tym, nikt mi nic nie powiedział na ten temat. Myślę o seksualnym zainteresowaniu. W jaki sposób widzisz tę nagość? Dla mnie było to zaskakujące, że podchodzi do mnie kobieta i staje przede mną, przed wszystkimi.
A.M.: Na początku byłam trochę zmieszana i chyba dało się to wyczuć też na widowni. Nie wiedziałam również, że to będzie nagi spektakl. Szybko przestałam na to zwracać uwagę, ciało stało się narzędziem do opowiedzenia jakiejś prawdy. Nagość w tym przypadku jest kostiumem. Myślałam o tym, jakie to dziwne w gruncie rzeczy, że nas to szokuje. Ciała to coś, co jest z nami przez całe życie. Przez to, że jest przykryte, staje się kontrowersyjne i obce. Przykładowo określenie „niedoskonałości ciała” to straszna krzywda, jaką sobie ludzkość zrobiła. Ciało powinno być bliskie.
A.R.: Ja myślę, że lepiej już nie będzie po tym zdaniu. Ono jest bardzo dobre. Ja bym po prostu tu zrobiła kropkę.

„Four More”
Scenariusz i reżyseria: Marcin Herich
Scenografia: Marcin Herich
Muzyka: Piotr Czajkowski, Clint Mansell, Dark Sanctuary, Fetisch Park, Mr Geoffrey & JD Franzke, Social Interiors
Choreografia: Marcin Herich z zespołem
Występują: Alina Bachara, Katarzyna Gogacz, Karolina Wosz, Marta Zielonka
Premiera: 11 listopada 2021, Katowice

Fot. Agnieszka Seidel-Kożuch
OD NOWA Kulturoznawstwo UMK Wydział Humanistyczny UMK

Maksymilian Czarnecki przesyła kolejną recenzję! Szatan w pończosze, mamuny i wszystkie inne strachyW trzecim dniu astro...
24/03/2026

Maksymilian Czarnecki przesyła kolejną recenzję!

Szatan w pończosze, mamuny i wszystkie inne strachy

W trzecim dniu astronomicznej wiosny, daleko od centrum miasta, na dużej scenie zagościła u nas Stajnia. W 2020 roku została nazwana metamorficzną, a sam teatr działa we wsi Nowina na Dolnym Śląsku (Gmina Ziębice). Duet aktorów (Jacek Wilantewicz, Tamara Yelchaninova) przyjechał z enigmatycznie zatytułowaną propozycją „To, co straszy”, a jak się przekonamy, jest tego wiele.
Pierwszym straszydłem, na którego westchnięcie podskoczyliśmy z krzeseł i jedna pani z widowni krzyknęła: „ło Jezu” była mamuna. Przebywała w młynie na korbie, jednym z elementów bogatej scenografii. Rzucała klątwy mówiąc: „Ty chuju rogaty, (..)”, po czym powtarzała, że wszystko będzie dobrze. Niespodziewanie w dalszej części spektaklu, nie było dobrze.
Tak jak w każdej historii, happy end kończy się na weselu. Inaczej nie było w tym przypadku, kiedy zaraza dosięgnęła biednego Jakuba, męża Marysi, niedługo po ich ślubie. W spektaklu jest dużo niedopowiedzeń co do tej postaci, jednak to, co da się zauważyć, jest nadmierna i przesycona radość z nadchodzącego ślubu. Jakub bardzo zabiega o ten pakt, jakby miał go zbawić od jego grzechów. Szczególnym tego znakiem jest kupienie kołyski dla dziecka, jakby chciał sam siebie oszukać, że jest dobrym partnerem. Niedługo po tym znika, zostawia swoją żonę, z którą tak bardzo chciał być, samą. Jakub dopuścił się grzechu, który potem był w kazaniu księdza „zasłużoną karą” dla osób „niesprawiedliwych”. Zaraza to termin, który na wsi mógł zostać użyty do różnych chorób, także wenerycznych.
Marysia, pozostawiona sama ze swoimi myślami, jedyne co mogła robić to wyć. Drugą rzeczą, która straszy w „to, co straszy” jest przerażający krzyk Małgosi. Nieustanny, mrożący krew w żyłach, przyprawiający o ciarki na całym ciele. Krzyk był nierozerwalny z Małgosią od kiedy odszedł jej mąż. Tragedia była na tyle silna, że nie mogła już opanować emocji, Świetna i wymagająca rola aktorska, która została zagrana perfekcyjnie.
Dochodzimy do momentu szczytowego. Ciemna sala, cisza wszędzie, widzowie nie mogą doczekać się, co będzie dalej. Z szafy po lewej stronie wyłania się potwór. W połowie Nosferatu Murnau’a, w połowie dr Frank N. Furter z The Rocky Horror Picture Show. Niczym Dracula wyłania się z szafy jak z trumny w ciemną noc, by polować na ofiary. Wychodzi jedną nogą przypominającą tą Marylin Monroe i stawia czerwony obcas w pończosze na scenie. Następnie druga, męska noga wyłania się z szafy. Tak właśnie chłop Jakub zrobił coming out w androgynicznego wampira. Widzimy bestię w całej okazałości – jest tym, co według Cohena nazwalibyśmy kryzysem kategoryzacji. Jest przeciwnością dychotomii, jest kobietą i mężczyzną w jednym. Zarazem oburza jak i przyciąga. Jest odrażający i seksowny jednocześnie. Ten potwór nieustannie k**i widza, pokazując swoje walory seksualne. Gdyby jego ciało umiało mówić, powiedziałoby: „bierz mnie”. Reżyser brał dużo z kultury drag, tworząc pierwsze wyjątkowe połączenie polskiego folkloru i q***ru.
„Tym, co straszy” polskie społeczeństwo, są osoby q***r. Spektakl jest wspaniałą krytyką szerzącej się w Polsce homofobii, która ma korzenie w polskiej wsi. Po przedstawieniu, które miało premierę 5 października 2024, nachodzi refleksja o stanie społecznej akceptacji dla inności i różnorodności. Wychodzimy z spektaklu z pesymistyczną wizją, że tym, co w Polsce straszy współcześnie, to nie mamuny, południce czy szatany. To nadal ludzie.

Teatr STAJNIA METAMORFICZNA

„To co straszy”

Scenariusz i reżyseria: Jacek Wilantewicz

Tekst: na motywach wierzeń, obrzędów i baśni ludowych
Scenografia: Jacek Wilantewicz
Muzyka: Witold Roy Zalewski, partie śpiewu: Dominika Oczepa
Choreografia/ruch sceniczny: Jacek Wilantewicz

Występują: Tamara Yelchaninova, Jacek Wilantewicz

Premiera: 5 października 2024, Nowina

Fot. Krystian Matysiak

Kolejna recenzja autorstwa Maksymilian Czarnecki🎭Load Save: Gra w kościDrugiego dnia festiwalu Klamra widzowie mogli obe...
23/03/2026

Kolejna recenzja autorstwa Maksymilian Czarnecki🎭

Load Save: Gra w kości

Drugiego dnia festiwalu Klamra widzowie mogli obejrzeć występ tria tanecznego (Sara Kozłowska, Zuzanna Grygo, Arina Yaryhina) w spektaklu „Everything Not Saved will be Lost”.
Na samym początku widownia miała już styczność z fundamentalnymi elementami – ciałami w bezruchu, wyglądające na martwe. Śmierć i ciało to w przedstawieni w reżyserii Zuzanny Kasprzyk leitmotiv. Części szkieletu człowieka (Bob) służą jako przedmioty codziennego użytku, tworząc z tancerkami relacje przedmiot – ciało, martwe – żywe. Ta więź robi ogromne wrażenie, tworzy pole wyobraźni, a zabawa z kośćmi ukazuje kunszt tancerek. W trakcie oglądania pomyślałem o motywie danse macabre, gdy zamiast ciał wyobraziłem sobie tańczące szkielety. Były to też żywioły, poruszające się zgodnie z nurtem muzyki (Patryk Zakrocki), wzajemnie działające na siebie siły. To nie tylko teatr wyobraźni, ale też teatr możliwości, w którym tancerki są animatorkami ciała, całego szkieletu. To odnajdowanie potencjału ukrytego w przedmiotach – w tym wypadku w kościach, w ludzkim ciele. Jest to też badanie nowych gruntów, tego co jeszcze możliwe w teatrze tańca.
Ciekawym wątkiem jest entezopatia – która jak telepatia – odczytywała bolączki widzów na scenie. W jednym momencie z ust tancerki można było usłyszeć: „pani w trzecim rzędzie – złamane serce; pan w pierwszym – złamana kość ogonowa”. Była to interesująca forma ukłonu, pewnego rodzaju hołd dla zawodu tancerza, który w ciągu ciężkiej pracy doznaje wielu urazów.
Wszystko to jest przykryte osłoną czarności, koloru śmierci. W „Everything Not Saved will
be Lost” czarny odgrywa również rolę gatunku komedii, który można było słyszeć w
rozmowie przez kościanego Iphone’a. O śmierci przypominają też stroje (Anna Adamiak),
które z nią tańczyły, wirowały.
W spektaklu występowały również liczne, pomieszane za sobą wątki, w onirycznym nieporządku docierając do widowni. Skakaliśmy od sylwestra w 2012 roku do pandemii Covid-19. Pasującym puzzlem w układance był kaszel, który przy kontekście śmierci wybrzmiał jako proces umierania, ale też jako znak choroby, koronawirusa.
„Everything Not Saved will be Lost” tytułem nawiązuje do tekstu powiadomienia w grze,
który ostrzega przed niezapisaną pamięcią. Na scenie jest to niezastąpiona wartość, która jest
kluczowa tak samo dla tancerzy jak i aktorów. Spektakl jest dialektyką artystów z pamięcią
mięśniową, sinusoidą wzlotów i upadków, a przede wszystkim zabawą – formą jak i energią.

Reżyseria: Zuzanna Kasprzyk
Scenariusz: Zuzanna Kasprzyk /Andrzej Molenda
Scenografia: Anna Adamiak (mockup + kostiumy)
Muzyka: Patryk Zakrocki
Choreografia/ruch sceniczny: Zuzanna Kasprzyk
Występują: Sara Kozłowska, Zuzanna Grygo, Arina Yaryhina
Premiera: 12 października 2025, Łódź

Fot. Mariusz Marciniak

Zapraszamy do przeczytania felietonu autorstwa Aleksandra Mazur i Alexandra Rodnaya 🎭Najmroczniejszy nasz koszmar wciąż ...
23/03/2026

Zapraszamy do przeczytania felietonu autorstwa Aleksandra Mazur i Alexandra Rodnaya 🎭

Najmroczniejszy nasz koszmar wciąż trwa i trwa

Spektakl „Ostatnia Fuga” Dariusza Gorczycy wzbudził szereg emocji, tych z natury niewygodnych. Wybebeszył. Zatrząsł posadami człowieczeństwa, brutalnie i bezkompromisowo stawiając pytanie o kondycję naszej natury. To jedno z tych dzieł, które na długo zostają w pamięci. Nie jest to teść łatwa, a porusza się w tematyce starej jak świat. Mówi o wojnach, o poległych, ofiarach, zabitych. Dla jednych bohaterach, dla drugich wrogach, ale w gruncie rzeczy o ludziach, po prostu. Zbrodnia nie ma tu jednego języka. Za pomocą wizualizacji 3D wykonanych we współpracy z Michałem Sikorą, pokazano bezduszną maszynerię zagłady. Zardzewiałą, skrzypiącą niemiłosiernie. Tutaj każdy element został zaprojektowany tak, by wprowadzić w dyskomfort. Zimna, stal z minuty na minutę powiększa stos trupów. Nieustanna praca wre. Przygrywa Bach, przyświeca Goya. Problem moralności jest rozległy, a to nie jedyny wątek, który można by tu rozwinąć. W spektaklu sporo odniesień, symboli i znaczeń, co stanowi niepodważalny dowód na wyjątkowość sztuki i ogromny wkład twórców. „Ostatnia Fuga” zostawia w głowie jednocześnie i pustkę, i chaos. Poniżej krótka rozmowa, którą wraz z Aleksandrą Rodanyą odbyliśmy chwilę po spektaklu.
A.R.-Aleksandra Rodnaya
A.M. -Aleksandra Mazur
A.M.: To jest takie bardzo niekomfortowe dla widza, siedzieć w wygodnym fotelu na sali kinowej i oglądać to wszystko z poczuciem, że nic nie może zrobić. Z jednej strony wiesz, że to jest teatr. Z drugiej strony myślisz sobie, to się przecież dzieje na świecie, a ty tak samo nic z tym nie robisz. Bardzo przytłaczające.
A.R.: Reżyser podkreślił tu istotę musztry ciała. W spektaklu to się przejawia też jako tresura widowni. Siedzimy nawet wtedy, kiedy nam jest niewygodnie. Zachowujemy się tak, jak należy zachowywać się na sali kinowej-przeważnie siedząc, milcząc. To swojego rodzaju przemoc wobec widza. Oglądamy i słuchamy tego, co nam się nie podoba. Bo fakt, takie rzeczy nie powinny nam się podobać, a jednak patrzymy na to biernie. Tak jesteśmy wychowywani. Zdajemy sobie sprawę, że do tego jest wyćwiczone nasze ciało. Być w ciszy, ze spokojem i pokorą przyjmować tego typu treści.
A.M.: Po pewnym czasie odkrywasz niełatwą prawdę, że to już nie robi wrażenia. Ideą ukazania cyklu zagłady jest powtarzalność. Brakuje chwili na oddech, oderwanie. Po kilku sekwencjach znasz już przebieg procesu i w pewnym momencie mózg się wyłącza. Monotonia sprawia, że przestajesz być w tym obecny, tak działa ludzka psychika. Obojętniejąc na bodziec. Po prostu nie możesz cały czas być w stu procentach skupionym na takich rzeczach. A jednak mówimy tu o ludobójstwie.
A.R.: Ta powtarzalność tworzy dla nas swego rodzaju normę. Sama fuga również nie jest tak przypadkowym wyborem. Ma doskonalić warsztat grającego, ukazać jego kunszt. Palce mają być wyćwiczone, szybkie, sprawnie i automatycznie poruszać się po klawiaturze. Działa pamięć mięśniowa. Tak jak pisał Georgij Iwanowicz Gurdżijew, często w ogóle nie zastanawiamy się, co robimy. Nasze ciało działa mechanicznie.
A.M.: To w przypadku i jazdy na rowerze i naciskania na spust. Jesteśmy tutaj świadkami zbrodni. Nie wiem ile razy przeszło mi przez myśl, czy ktoś to przerwie. Czy gdyby nie była to tylko animacja, siedzielibyśmy tak samo? Spektakl naszpikowany jest symbolami, pełno w nim odniesień.
A.R.: Najmocniejsze wrażenie wywarły na mnie organy. W Ostatniej Fudze nazwane „mobilem nieustannej egzekucji”. Patrzyłam, jak te piszczałki raz za razem stają się bronią, która zabija ludzi. Przedmiot, służący do doświadczania i pogłębiania wiary, bycia bliżej Boga, jest tutaj wykorzystany jako bezosobowy mechanizm zagłady.
A.M.: Tam się też wybitnie miesza sfera sacrum i profanum. W tle rozbrzmiewa „Fuga a 3 Soggetti” Bacha, widzimy krzyż, świece. Stwarza to nastrój świętej wręcz zadumy nad poległymi. Drugim przeznaczeniem topornych konstrukcji jest ludobójstwo. Czy ta chwila refleksji przynosi pożytek, skoro za chwilę cała masakra zacznie się na nowo? Może gdyby zatrzymać ten bezduszny cykl, nie trzeba by za chwilę opłakiwać bohatersko poległych.
A.R.: Dariusz Gorczyca konstruował swoje prace już w latach dziewięćdziesiątych. Oczywiście tworzenie sztuki wyglądało wtedy zupełnie inaczej. Teraz mamy do czynienia z sztuką neo i post. Ciekawe jest to, że artysta dotyka tematu w tak wciąż nowoczesnym medium, będąc pionierem tego typu rozwiązań w teatrze. Reżyser daje się poznać jako wyjątkowy kreator, ideolog. Jest w tym duża swoboda artystyczna, nieszablonowość, bo jak sam podkreślił, ceni sobie niezależność.

Utwór zrywa się nagle. W ostatniej scenie strzał dosięga Żywy Cel-uosobienie bezbronnej sprawiedliwości z przepaską na oczach. Zapada werdykt na temat kondycji ludzkiej moralności. Losy świata wydają się być przesądzone, a uniknięcie rozlewu krwi niemożliwe. Tak podsumowuje to reżyser, ale dla widza niedokończona fuga Bacha zostawia otwartą przestrzeń do znalezienia własnej odpowiedzi. W tej gęstej ciszy, co zostaje chwilę po spektaklu. I dobrze, że takowa w końcu się pojawia, bo dotykając tak kruchego tematu, ciężko byłoby postawić kropkę…

„OSTATNIA FUGA”
Autor, reżyseria, światło, zdjęcia, montaż, opracowanie muzyczne: Dariusz Gorczyca
Modelowanie 3D, teksturowanie, symulacje, animacje, postprodukcja: Michał Sikora
Wstępne modelowanie 3D: Daniel i Krzysztof Płonka
Muzyka: Jan Sebastian Bach, Krzysztof Penderecki
Udźwiękowienie: Piotr Michał Madej
Premiera: 19.11.2024 Kraków

Adres

Fosa Staromiejska
Torun

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Studenckie Koło Teatrologiczne UMK umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria