25/03/2026
Aleksandra Mazur i Alexandra Rodnaya przesyłają z rana kolejny, pełen refleksji artykuł! 🎭 Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra
Cztery-liczba ciała, po japońsku znaczy śmierć
Baletnica ma zatańczyć tak, żeby nie było widać, ile wysiłku kosztują ją skomplikowane pozy, nienaturalne wygięcia ciała. Widz bowiem chce doświadczyć piękna, oczekuje delikatności. Wszelkie ułomności mają zostać ukryte i przemilczane. Teatr A PART wychodzi temu naprzeciw. Balansuje na granicy paradoksów i kontrastów. Piękno-śmierć. Doskonałość-ułomność. Schodzi do podziemi kobiecych doświadczeń, wyciągając na powierzchnię wszystko to, co zazwyczaj schowane. Spektakl „Four More” rozpoczyna scena występu baletnic właśnie. Cztery dziewczyny, na wpół ubrane, przed czterema blachami zimnego metalu. Maski i stroje znikają po chwili, konfrontując widzów z nagą prawdą kobiecej natury. Zainspirowane i poruszone rozmawiałyśmy po spektaklu.
A.R.-Aleksandra Rodnaya, A.M. -Aleksandra Mazur
A.R.:Zróbmy to tak, że odpuścimy sobie suche fakty, sztywne intelektualizowanie. Pierre Bourdieu w swojej pracy „Męska dominacja” pisał, że wszystko co jest wilgotne w kobiecie, jest nieprzyjemne. To powinno być schowane gdzieś, w jakimś pokoju, w ciemności. Nawet kobiece narządy są wewnątrz nas. Podobnie emocje. Ja płakałam przez cały spektakl. Poczułam, że jestem kobietą. Zobaczyłam naszą ciężką kobiecą historię. Zawsze jest ten wzrok-religii, mężczyzn, norm, kultury. Kobieta niezmiennie jest towarem na sprzedaż, stoi na półce. Powinna w określony sposób poruszać się , żeby być seksowną. Tymczasem ona już taka jest, taka jej natura i nic nie musi robić.
A.M.: Ja szłam na ten spektakl nieprzygotowana. Nie wiedziałam na przykład, kto jest reżyserem. Kiedy poczułam, jak rezonuję z tą sztuką, moja pierwsza myśl, była taka, że musiała to stworzyć kobieta. Niespodzianka. Tak jesteśmy przyzwyczajeni do tego męskiego, pożądliwego punktu widzenia, że niemożliwy wydaje się mężczyzna, opowiadający o kobiecie tak prawdziwie. To wiele mówi o dojrzałości i wrażliwości reżysera. Marcin Herich z dużą otwartością podszedł do tematu, dając artystkom możliwość pokazania przez ruch, przez taniec jak to jest być kobietą.
A.R.: Tak, myślę, że to działa, bo reżyser wpuścił prywatne doświadczenia swoich aktorek do całej narracji.
A.M.: Scenografia nie sugerowała tego wprost, ale w pewnym momencie wydawało mi się, że jesteśmy gdzieś pod ziemią. Jakby ta historia działa się dawno temu, w prastarych czasach. Oglądamy cztery Ewy, pierwsze kobiety na Ziemii. Walczące, kochające, umierające. „Cztery czarownice” Dürera są jedną z inspiracji. Czarownica w ogóle kojarzy się negatywnie, a ja tu nie czułam żadnej złej energii. Nic, co należałoby schować przed światem.
A.R.: Ja mam podobnie. Bycie czarownicą, to czy to źle, że kobieta ma swoje hobby? Własne zainteresowania są i były zagrożeniem. Liczy się jedynie mężczyzna, dom, rodzina. Na temat tej kobiecej historii od zera do dzisiaj. Dla mnie światło w spektaklu jest takim światłem historii, pokazuje czas, w którym się znajdujemy. Jak w tej czerwonej scenie, może być symbolem krwawych doświadczeń średniowiecza. No potem jest XX wiek i te lampki z IKEA.
A.M: Ciekawe masz spostrzeżenie. Dla mnie ta strona wizualna jest bardzo ważna. Dzięki światłu i muzyce napięcie było bardzo dobrze budowane. Trzymało cały czas moją uwagę. Wszystko zostało zgrane, tu również trzeba wspomnieć o aktorkach. Ich taniec nie był przesadzony, a prawdziwy, organiczny. Wiele sekwencji powstało dzięki improwizacji.
A.R.: Tak dużo przyjemnych słów mówisz, że teraz chciałabym wprowadzić trochę krytyki.
Mi było niedobrze jedynie z tymi futrami. Działo się to tak blisko mnie. Rozumiem, że to jest taki pomysł, żeby pokazać piękną Wenus w futrze, taką nowoczesną. To moje osobiste skojarzenie i powinnam o tym powiedzieć. Nie ma w tym nic ani złego ani pozytywnego. Jeszcze mi powiedz, bo trochę tak się czuję samotnie z tym, nikt mi nic nie powiedział na ten temat. Myślę o seksualnym zainteresowaniu. W jaki sposób widzisz tę nagość? Dla mnie było to zaskakujące, że podchodzi do mnie kobieta i staje przede mną, przed wszystkimi.
A.M.: Na początku byłam trochę zmieszana i chyba dało się to wyczuć też na widowni. Nie wiedziałam również, że to będzie nagi spektakl. Szybko przestałam na to zwracać uwagę, ciało stało się narzędziem do opowiedzenia jakiejś prawdy. Nagość w tym przypadku jest kostiumem. Myślałam o tym, jakie to dziwne w gruncie rzeczy, że nas to szokuje. Ciała to coś, co jest z nami przez całe życie. Przez to, że jest przykryte, staje się kontrowersyjne i obce. Przykładowo określenie „niedoskonałości ciała” to straszna krzywda, jaką sobie ludzkość zrobiła. Ciało powinno być bliskie.
A.R.: Ja myślę, że lepiej już nie będzie po tym zdaniu. Ono jest bardzo dobre. Ja bym po prostu tu zrobiła kropkę.
„Four More”
Scenariusz i reżyseria: Marcin Herich
Scenografia: Marcin Herich
Muzyka: Piotr Czajkowski, Clint Mansell, Dark Sanctuary, Fetisch Park, Mr Geoffrey & JD Franzke, Social Interiors
Choreografia: Marcin Herich z zespołem
Występują: Alina Bachara, Katarzyna Gogacz, Karolina Wosz, Marta Zielonka
Premiera: 11 listopada 2021, Katowice
Fot. Agnieszka Seidel-Kożuch
OD NOWA Kulturoznawstwo UMK Wydział Humanistyczny UMK