SKONTAKTowani

SKONTAKTowani Strona poświęcona Międzynarodowemu Festiwalowi Teatralnemu „KONTAKT”, organizowanemu przez t

05/06/2021

Teatr im. Wilama Horzycy (Polska)
Biblia: Próba
Reżyseria: Jernej Lorenci

Biblia: próba

Przy każdej wizycie w teatrze, na sale spektaklową wchodzę z myślą, że już nic mnie nie zaskoczy. To jak bardzo za każdym razem się mylę nie przestaje zadziwiać. Spektakl ,,Biblia: próba” został wyreżyserowany przez Jerneja Lorenci, laureata Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Kontakt 2016. Artysta szuka odpowiedzi na pytania o sens cierpienia, miłość i przyszłość.
Spektakl odbywał się w nieco zmienionej scenerii Dużej Sceny Teatru Horzycy, w której dookoła ustawiono podesty dla widowni, co z pewnością miało wpływ na to, że widownia czuła bliskość z artystami. Tak było przynajmniej w moim przypadku. Co równie ważne, spektakl był dostępny z audio deskrypcją. Spektakl wyreżyserowany został na podstawie wybranych ksiąg Starego Testamentu i Apokalipsy.
Artyści pojawili się na scenie, wszyscy elegancko ubrani, uśmiechnięci, dystyngowani zasiedli do wyznaczonych miejsc przed pulpitami nutowymi. Od samego początku czułam się bardziej jak w operze niż w zmienionej na dość kameralną salę teatru. Duży wpływ z pewnością miał na to obecny na scenie fortepian oraz sceneria (układ światła, miejsca siedzące, wygląd aktorów) przypominająca koncert orkiestry symfonicznej z dyrygentem. Ciekawość budziły z pewnością widoczne na pierwszy rzut oka leżące na ławce strzały od łuku.
Przedstawienie otworzyła ,,Pieśń nad Pieśniami”, znajdujący się po środku sceny stół, z chlebem i wodą charakteryzował zacisze domowego ogniska. W tak intymnym miejscu Boga nie trzeba wspominać, boskim uwzniośleniem jest przecież miłość Salomona (Paweł Tchórzelski) do Sulamitki (Maria Kierzkowska). Tak stworzoną idylle, burzą wieści Hiobowe. Wszyscy aktorzy pod swoimi imionami, biorą udział w „próbie”, są „opowiadaczami” Księgi Hioba. Księgi cierpienia sprawiedliwego Hioba, jego nieludzkiego cierpienia i dyskusji, do której włączył się sam Bóg. Znają ją wierzący praktykujący, „wierzący niepraktykujący i niewierzący praktykujący”. Księgi Koheleta, przypominają o znikomości ludzkiej natury oraz o tym, że wszystko w świecie dokonuje się według bezwzględnie przemyślanego planu.
Przedstawienie Jerneja Lorenciego określiłabym mianem drastycznego konkretu. To co reżyser chciał przekazać trzeba po prostu przeżyć. Wymiar współczesnej tragedii połączony z elementami teatru antycznego splata się w jedność. „Biblia: Próba” to nowe spojrzenie na pytania, które ludzie zadają od tysięcy lat. Szczególnie w niespokojnych czasach.

Maja Lewandowska

04/06/2021

Teatr im. Aleksandra Fredry (Polska)
Krótka rozmowa ze śmiercią
Reżyseria: Marcin Liber

,,A Pan, co myśli o Śmierci? Tak czy nie?

Są na świecie dwie sytuacje, które są w stanie przebić się do naszej świadomości i przypomnieć ludziom o śmierci: wojna i zaraza. Teraz ta ostatnia zyskała nową nazwę, mówimy o niej pandemia. Obrosła też bardzo bogato w zestawy wcześniej powszechnie nieznanych słów, które rzędem wmaszerowały do słownika, takich jak: dystans społeczny, lockdown, godziny seniorów, antymaseczkowiec, wyszczepić czy odporność populacyjna. Wszystkie one jednak stanowią mentalną i instytucjonalną zaporą między nami, a rzeczywistością umierania, rozgrywającą się na naszych oczach, wśród bliskich lub znanych nam osób, mimo iż nieświadomie wierzyliśmy, że będą żyć tysiące lat. Znów podaliśmy rękę śmierci, choć doświadczyliśmy jej bardziej, jako niezapełnialnej pustki. Ktoś istniał w naszym życiu, stanowił jego integralną część jak element krajobrazu na obrazach Caspara Davida Friedriecha, a potem po prostu zniknął, ale nie był to jednorazowy przypadek rozłożony w jednostce czasu, ludzie po prostu zaczęli znikać. Natomiast ich brak oznajmiali żyjący, a pożegnanie z nimi stało się trudne w obliczu krótkich, niewielkich pogrzebów. Spektakl ,,Krótka rozmowa ze Śmiercią” umożliwia widzom spotkanie ze Śmiercią i to nawet nie jedną, a czterema, bo śmierć nigdy nie jest jedna, ma wiele twarzy i imion. Spektakl rozpoczyna się, ale światło nie gasną, publiczność doskonale widzi scenę, ale co niecodzienne aktorzy widzą również nas. Na pobazgranych ławkach, przypominających te kościelne siadają Bogacz, Biskup i Wójt znani z ,,Krótkiej rozmowy między Panem, Wójtem, a Plebanem” dyskutują o tym, do kogo należy władza, jakie są prawa osób sytuowanych i jak usprawiedliwiają posiadanie wpływów większych od przeciętnego człowieka, a wszystko to w renesansowym, staropolskim języku Kochanowskiego. Mimo setek lat, które minęły od napisania rozprawy i bariery językowej wszystko zdawało się perfekcyjnie zrozumiałe i tak obecne, że publiczność chichotała słuchając pełnej przekonania perrory duchownego, jednocześnie wyłudzającego pieniądze od Pana kolejne banknoty. Wszystko zmienia się, gdy na scenie pojawiają Śmierci w strojach stylizowanych na poły na Amy Winehouse, a częściowo Narzeczoną Frankensteina z makijażem imitującym kości, mięśni i narządy wewnętrzne, ich pojawieniu się towarzyszy przeraźliwy, przeszywający krzyk (dzięki świetnemu nagłośnieniu, przeszywającym do kości) Siadają obok bohaterów, jakby niezauważone i śpiewają pogrzebową pieśń ,,Już idę do grobu”. Jednak z czasem oprawa muzyczna zmienia się wzbogacona o piosenki zespołu Nagrobki, którego członkowie grają w tle i są integralną częścią spektaklu. Wraz ze zbudowaniem nastroju przypominającego festiwalowy Woodstock Pan, Biskup i Wójt dostrzegają Śmierci i plując krwią zaczynają tańczyć, niczym w groteskowej, współczesnej wersji dance macabre, który wielokrotnie powraca i przewija się w całym spektaklu również w widowiskowym finale. Wraz ze zniknięciem (śmierci?) trójki bohaterów pojawia się w końcu postać Mistrza Polikarpa wtoczona na scenę przez jedną ze Śmierci, naga, biała, leżąca na stole sekcyjnym i jakby dopiero teraz łaskawie ożywiona przez Kostuchy, by czegoś nas nauczyć, a może po prostu, niczym rozkochane w sobie celebrytki opowiedzieć o sobie i przypomnieć o swojej potędze.
Dzięki Marcinowi Liberze i Jarosławowi Murawskiemu, odpowiedzialnemu za modyfikacje dzieł, staropolskie ironiczne ze swojej natury teksty stają się jaskrawe, wyraziste, osadzone w naszej popkulturze, przerażające i śmieszne, groteskowe. Na to ostatnie wpływa dobór muzyki, połączenie pieśni kościelnych i kawałków rockowych pogłębiających wrażenie kontrastu i humoru. Niezwykłą wartością całego spektaklu jest symultaniczne połączenie scenografii, i muzyki, które nie są jedynie tłem dla tekstu i aktorów, ale pod względem doznań są im niemal równe, szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę grę symbolami, podejmowaną przez reżysera, wykorzystując, takie rekwizyty jak kadzidło czy figura bogini Kali albo napis R.I.P świecący się na tęczowo. Finał spektaklu stanowi podsumowujące misterium, ostateczne dance macabre, kiedy Śmierci i reszta bohaterów wychodzą ze sceny i zapraszają do wspólnego śpiewu oraz tańca, kończącego się na scenie pod ogromnym kwiatowym wieńcem, bo wszyscy umrzemy.

Andrea Guźlecka

02/06/2021

Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich (Polska)
Der Szturem. Cwiszyn/ Burza. Pomiędzy
Reżyseria: Damian Josef Neć

W zawieszeniu

Długa, wydawać by się mogło szklana kładka, w której odbija się widok wchodzącej na sale publiczności. Na obu jej końcach zawieszone białe poprzecinane pasy ekranu, na którym wyświetlają się ruiny przedwojennej Warszawy. Po zajęciu swojego miejsca i dokładnym przyjrzeniu się scenie zauważam, że na „wybiegu” ktoś leży. W szarym przylegającym ubraniu, czarnych i połyskujących butach na wysokim obcasie, niemal stapia się ze scenografią jakby wcale go tam nie było. Szybko okazuje się jednak, że nie będzie to byle postać, a bohater wiodący – Ariel/lew Boga/Ferdynand/narrator/motor napędowy spektaklu Teatru Żydowskiego na motywach szekspirowskiej Burzy.
W oryginalnej wersji dramatu Ariel jest duchem uwolnionym przez Prospera, w zamian, za co staje się jego sługą i niewolnikiem. Wykonuje on wiele poleceń m.in. rozpętuję burzę, doprowadza do miłości między córką Prospera Mirandą, a synem zdrajcy – Ferdynandem. W spektaklu Ariel ma znacznie ważniejszą rolę, staje się centrum, kimś na kształt Boga władającego losem pozostałych bohaterów. Kimś, kto nie jest tylko wykonawcą powierzonych mu zadań, lecz impulsem, którego sprawczość budzi się już w pierwszych scenach przedstawionego obrazu, kiedy w rytm muzyki, tańczy, poruszając całym ciałem jakby przywoływał uśpione w sobie boskie moce. Podczas oglądania spektaklu odniosłam wrażenie, że całość obrazu rozdziela się na dwie części. Pierwsza z nich rozgrywa się fabularnie wraz z oryginalnym dramatem, druga zaś wciąga widza w dość hermetyczny stricte żydowski świat. Wyjawia nam, to, czego mogliśmy się domyślać od samego początku, a mianowicie tego, że tytułowa burza nie jest niczym innym jak Zagładą, a tajemnicza wyspa (szklana kładka) to tak naprawdę niebyt, w którym znalazły się zawieszone w przestrzeni ofiary Holokaustu. Wyrazistości temu miejscu nadają dwa wyżej wymienione ekrany, znajdujące się po obu stronach kładki. Stające się portalem do jedynego miejsca, w którym bohaterowie są widoczni. Aby zostali zauważeni muszą jednak przejść przez ruiny, symbol świata, który wspomina Miranda, odpowiadająca na pytanie swego ojca, – „Co pamiętasz z czasów zanim znaleźliśmy się na wyspie?”
Cały spektakl (oprócz wstawek mówiącego po Polsku Kalibana) zagrany jest w języku jidysz. Języku, który dziś tak ciężko usłyszeć. Języku tragicznie zmarłych ofiar. Użycie go buduje silny dystans do tego, co słyszymy przy jednoczesnym wrażeniu bliskości z czymś, czego nam brakuje. Wszystko to utrzymuje widza w zawieszeniu, między bytem, a niebytem.
Zarówno nieistniejące miejsce, którego symbolem jest szklany „wybieg” jak i Ariel oraz język, którym posługują się aktorzy grający na scenie wpisane są jednak w szerszy kontekst będący główną osią spektaklu, a mianowicie – przebaczenie. Przebaczenie, którego my ludzie żyjący nie jesteśmy w stanie udzielić, a raczej nie mamy prawa udzielić. W dobie ciągle zapętlających się konfliktów (jak chociażby izraelsko-palestyński) nasze przebaczenie staje się tylko zwykłą karykaturą, służącą, jako chwilowe rozgrzeszenie, tylko po to, aby historia mogła się powtarzać raz za razem.

Agata Kobus

01/06/2021

Teatr Współczesny (Szczecin/Polska)
Kaspar Hauser
Reżyseria: Jakub Skrzywanek

Globalna sierota

Idąc na spektakl ,,Kaspar Hauser” w reżyserii Jakuba Skrzywanka jedyne, co wiedziałam o tytułowym bohaterze, nie wykraczało poza ramy wspominania o nim w szkole średniej czy też na studiach. Kaspar Hauser – człowiek o nieustalonej do dzisiaj tożsamości, okrzyknięty ,,sierotą Europy”. Historyczna zagadka, ale również inspiracja artystyczna. Motywy jego życia były wykorzystywane w scenariuszach filmów, piosenkach, książkach a teraz również w sztuce teatralnej. Sama sztuka jest sceniczną adaptacją napisanej w roku 1908 powieści Jakuba Wassermanna.
Historia Kaspara została przekazana nietypowo, bo od tyłu. Pierwsze sceny pokazują nam od razu, z czym mamy do czynienia. Aktorzy niczym stado wilków rozszarpują na kawałki ciało Kaspara. Mocne i brutalne rozpoczęcie pokazuje nam, co ludzie mogą zrobić z pojedynczą jednostką, szczególnie taką, która uchodzi za odmieńca. W kolejnych scenach, z pokrytymi krwią ustami bohaterowie „niemieckiej” społeczności zapewniają jak wiele dobrego chcą zrobić dla Kaspara, jaką to opieką chcą go otoczyć kierując się czysto chrześcijańską miłością do bliźniego. Jednak przez cały czas w powietrzu wraz z unoszącym się dymem, unosi się zapach żałości, kombinatorstwa, obłudy i okrucieństwa postaci. Postaci, które w każdej chwili mogą stać się tak samo bezbronnymi ofiarami, jaką w obliczu ich krzywd stoi osamotniona i wystawiana na pokaz norymberska sierota. Całość obrazu pełna jest ekspresji i szokowania, słychać krzyki, widać nagość, na scenie i poza nią cały czas coś się dzieje, w niektórych momentach tak wiele, że nie da się tego przetworzyć za jednym razem.
A co z Kasparem? Uważam, że każdy z nas na pewnym etapie swojego życia poczuł się nim. W pewnym momencie każdy z nas znajduje się nagle w nowym środowisku, do którego próbuje się przystosować. Każdy, kto przeżył traumę opresji, wojny, uwięzienia, głębokiej depresji czy jeszcze innych trudnych wydarzeń liczy na pomoc ludzi, wśród których przychodzi mu żyć. Niezależnie od tego, jakiej jest płci. Cytując słowa jednej z aktorek „Żyjemy w świecie, w którym każde zjawisko niedające się wytłumaczyć jest obrazą dla prymitywnych, powszednich umysłów" – inność, wyjątkowość nie jest mile widziana. Żyjemy w społeczeństwie, w którym ze wszystkiego musimy się tłumaczyć, na wszystko musimy mieć dowód, a każde odstępstwo od normy czy jest ono związane z wyglądem czy światopoglądem jest tępione bądź po prostu nieakceptowalne.
Żyjemy w świecie, w którym człowiek zawodzi innych, jeśli okazuje się, że jest tylko sobą, a nie wyobrażeniem innych, a zazwyczaj sytuacje nie są tak oczywiste jak mogą się wydawać.

Maja Lewandowska

Grupa Teatralna Impresario (Rosja)Nie chcę tego oglądaćReżyseria: Feodor ElutineCzłowiek maszynaJeśli nie ma Cię na Face...
31/05/2021

Grupa Teatralna Impresario (Rosja)
Nie chcę tego oglądać
Reżyseria: Feodor Elutine

Człowiek maszyna

Jeśli nie ma Cię na Facebooku to nie istniejesz. To utarte powiedzenie jest istotą naszych czasów, w których niemal każda osoba prowadzi podwójne życie – rzeczywiste i wirtualne. Tworząc zupełnie nowy wymiar społeczności. I nie ma znaczenia, czy jesteś w nim tylko cichym obserwatorem wciskającym lajki i czytającym posty, czy aktywnym graczem, komentującym różne wydarzenia, udostępniającym posty lub zgłaszającym niebezpieczne treści. Tym ostatnim postanowili się zająć twórcy zoomowego spektaklu „Nie chcę tego widzieć”. Każdy z użytkowników facebooka ma „moc” zgłaszania treści, według niego nieodpowiednich. Nasuwa się, więc pytanie, gdzie trafiają takie zgłoszenia? Nie wszystkim wiadome jest, że platformy korzystają nie tylko z działania algorytmów, a pomiędzy użytkownikami społecznościówek zasiadają osoby trzecie – moderatorzy, decydujący według wytycznych o blokadzie zgłoszonych treści. Takich osób jest na świecie tysiące, są oni anonimowi, może to twój sąsiad, może kolega, a może nawet najbliższa Ci rodzina.
Podczas interaktywnego spektaklu w zoomowej przestrzeni widzowie stają się uczestnikami szkolenia, które przechodzą osoby mające stać się moderatorami treści pojawiających się na platformie Facebook. Twórcy spektaklu przeprowadzają uczestników przez kolejne segmenty tematów „zakazanych” dotyczących m.in.: przemocy, seksu, bezpieczeństwa innych użytkowników czy też drastycznej zbrodni, ucząc regulaminowych reakcji na poszczególne przykłady. Podczas tej podróży rodzi się jednak pytanie, kto tak naprawdę decyduje o słuszności zatwierdzanych lub blokowanych treści. Dlaczego obraz Courbeta przedstawiający kobiecą waginę uznawany jest za sztukę zgodną z wytycznymi regulaminowej sztuki, a zdjęcie performansu Abramović, na którym znajduje się naga artystka sztuką już nie jest. Dlaczego Greta Thunberg zasługuje na specjalną ochronę, ale bezbronne niemowlę jej nie dostanie. Dlaczego torturowanie ludzi jest zbyt drastyczne, ale obrazy rozczłonkowywania psa lub kota, w tak wielu domach traktowanych jak część rodziny nie jawi się, jako makabryczna zbrodnia? Gdzie leży granica wartościowania treści i jak ogromny wpływ na kreowanie światopoglądu społeczeństwa mają twórcy wyżej wymienianych regulaminów, decydujący o tym, do czego globalny świat będzie miał dostęp.
Autorzy interaktywnego projektu stawiają odbiorcę w nie zawsze komfortowej dla niego sytuacji, skłaniając do wykonywania czynności, które naruszają tabu lub pokazując obrazy powodujące na ustach widza grymas zniesmaczenia. Tak właśnie zostajemy postawie na miejscu moderatorów, pozostawionych samym sobie, bez odpowiedniej opieki psychologicznej i z umową o poufności. Moderatorzy zmuszeni do wyzbycia się własnej moralności, kierujący się regulaminem w ciągu kilku sekund podejmują decyzję, często bezpośrednio wpływające na życie innych ludzi. Z jednej strony są, więc narażeni na nadwyrężenie swojego zdrowia psychicznego, a z drugiej buduje się w nich emocjonalna znieczulica na otaczające dramatyczne wydarzenia. Chroniąc innych przez oglądaniem m.in.: religijnych egzekucji czy wojennych tortur, sami stają się obojętni wobec bohaterów przeglądanych postów, stających się w ich oczach jedynie kolejnym przyciskiem – blokuj.

Agata Kobus

fot: materiały prasowe

Teatr im. Wilama Horzycy (Polska) Reżyseria: Wojciech JaworskiPoszerzona rzeczywistośćPrzestrzeń, w której żyjemy znaczn...
31/05/2021

Teatr im. Wilama Horzycy (Polska)

Reżyseria: Wojciech Jaworski

Poszerzona rzeczywistość

Przestrzeń, w której żyjemy znacznie się poszerzyła. Początku tego zjawiska możemy upatrywać w chwili pojawienia się Internetu, kiedy w jednej chwili zyskaliśmy możliwość kupna niemal wszystkiego i skontaktowania się niemal z każdym w przeciągu sekund. To trochę tak, jakbyśmy zyskali piąty wymiar egzystencji, gdzie możemy stworzyć zupełnie nową personę lub przenieść tę istniejącą. Mimo to nadal nie potrafimy z tego świata korzystać, chronić się w sposób, w jaki robimy to w rzeczywistości. Nie zdajemy sobie sprawy ze sposobu funkcjonowania wymiany danych w Internecie, co wiąże się ze zbyt częstym eksponowaniem naszych personaliów w sieci. O tym, jakie skutki może mieć tak bardzo nieodpowiedzialne zachowanie opowiada spektakl Wojciecha Jaworskiego pod tytułem ,, ”. Początek wydaje się być zupełnie zwyczajny, trochę jak w Teatrze Telewizji zaczynamy oglądać klasyczną, wczesno XX-wieczną sztukę w pasującym do niej anturażu, kiedy nagle ekran gliczuje się i zostajemy przeniesieni do ciemnej piwnicy, w której znajduje się uwięziona kobieta o wiele znaczącym imieniu - Alicja. W tym momencie rozpoczyna się prawdziwa zabawa, bo okazuje się, że została ona porwana przez tajemniczego ,,białego królika”, obiecującego ją uwolnić, jeśli z naszą (widzów) pomocą rozwiąże wszystkie zagadki w określonym czasie. W ten sposób odbiorcy stają się czynnymi uczestnikami zabawy, polegającej na wyszukiwaniu w pomieszczeniu wskazówek oraz łamigłówek, takich jak mrugające światła albo napisy-hasła poukrywane za pluszowymi króliczkami, a następnie rozwiązaniu ich i dzieleniu się odpowiedziami lub sugestiami z Alicją, przy pomocy zoomowego czatu. To jednak nie wszystko, bo poodkrywane numery lub adresy stron internetowych nie istnieją tylko w rzeczywistości teatralnej, ale po wpisaniu ich do wyszukiwarki okazuje się, że zostały stworzone naprawdę. Poza tym stanowią one nierzadko zagadki lub wskazówki same w sobie. Zabawę z bohaterką od czasu do czasu przerywa pojawienie się królika-oprawcy, przypominającego nam, że stawka tej gry jest wyższa, niż nam się wydaje. Ponadto odkrywa on nieznane karty z życia Alicji, z jakiegoś powodu zatajone przed pomagającą jej społecznością. Nadaje to części poświęconej rozwiązywaniu łamigłówek strukturę fabularną, wpisującą się w teatralne ramy. Ucieczka z pokoju wypełnionego ukrytymi rebusami w pierwszej kolejności kojarzy się, oczywiście, z escape roomem, jednak to nie jedyna inspiracja dla twórców. Motyw porwania i kompozycja scen odsyła też do typowo horrorowej stylistyki, znanej choćby z ,,Piły” czy współcześniejszych produkcji w rodzaju ,,Śmierć nadejdzie dziś”. Ponadto poszerzenie spektaklu o przestrzeń internetową kojarzy się z Grami Rzeczywistości Alternatywnej, wykorzystującymi świat realny w konstruowaniu rozgrywki, nierzadko trudno odróżnialnej od rzeczywistości. Pod względem formalnym ,, ” wypada znakomicie, stosując nowatorskie rozwiązania w sposób niezwykle solidny i dostarczający rozrywki widzowi na wielu odmiennych poziomach. Kwestią otwartą pozostaje czy samo zakończenie i ,,morał”, płynący z tej historii nie jest odrobinę banalny, a sam problem z ochroną danych osobowych nie ma swojego źródła gdzie indziej. Tak samo kwestia interaktywności spektaklu, który może w zbyt niewielkiej części był oddany do dyspozycji widzów, by mogli poczuć się w pełni zaangażowani i dotknięci finałem. Mimo to te drobne uwagi zdecydowanie tracą na sile w porównaniu do niesamowitej pomysłowości i solidności twórców, dzięki którym ,, ” to fantastyczny spektakl, dostarczający odbiorcom świetnej zabawy i niezostawiający ich bez refleksji. Z ogromną chęcią zobaczyłabym więcej tak ciekawych projektów.

Andrea Guźlecka

fot: Jakub Drzastwa

NTGent (Belgia)Żółty – cierpienia Belgii II: REXReżyseria: Luk Perceval„Żółty – cierpienia Belgii II: Rex” to druga częś...
29/05/2021

NTGent (Belgia)
Żółty – cierpienia Belgii II: REX
Reżyseria: Luk Perceval

„Żółty – cierpienia Belgii II: Rex” to druga część trylogii o niechlubnej historii Belgii. Tytuły spektakli wchodzących w skład całej opowieści nawiązują do barw znajdujących się na państwowej fladze. Pierwsza część, czyli kolor czarny, odnosił się do belgijskiej kolonizacji Konga, ostatnia czerwona obierze sobie za cel czasy współczesne i ataki bombowe. Środkowa część, którą widzowie Kontaktu mieli okazję zobaczyć, nawiązuje do okresu wojennego, kiedy to Flamandowie kolaborują z nazistami, urzeczeni ich ideologią i obietnicą lepszego porządku świata. Twórcy trylogii, poprzez sztukę starają się rozliczyć ze wstydliwą częścią historii państwa, którego społeczność do dzisiaj jest wewnętrznie podzielona.
Znajdujemy się w domu zwyczajnej flamandzkiej rodziny, prowadzącej konwersację przy ogromnym stole. Bardzo szybko orientujemy się, czego ona dotyczy i jakie nastroje panują w pomieszczeniu, w którym się znaleźliśmy. Dwaj bracia spierają się o polityczne poglądy, jeden z nich to sympatyk nazizmu, drugi stawia opór wobec ideologii i stara się przekonać, jako głos rozsądku zarówno swojego brata jak i całą resztę jego rodziny do zmiany niebezpiecznego kierunku, jaki obrali. Większość rozmów toczących się przy stole dotyczy młodego Jefa, syna, brata, bratanka, który wstąpił do Legionu Flamandzkiego, aby walczyć z Rosjanami na wschodnim froncie. Postać Jefa, chociaż od samego początku niewidoczna stanowi centrum poznania. To on jest kluczem do ujrzenia „ludzkiej” twarzy każdego członka rodziny. Dzięki niemu poznajemy wewnętrzne rozdarcie każdego z zebranych pomiędzy więzami rodzinnymi, a wojną, a także ich motywacje. Jef, który nigdy nie wraca do domu i ani razu nie pojawia się w spektaklu fizycznie, zachowany jedynie w zdjęciach i listach leżących na ogromnym stole gdzie toczy się cała akcja staje się duchem. Jest jedynie mglistym wspomnieniem, które odciska piętno wewnątrz bohaterów, tak jak wojenne widmo odciska piętno na całym społeczeństwie. Obok bohaterów rodzinnych, pojawiają się także postacie historyczne. Peter van Kraaij postanowił wpleść do fabuły Léona Degrelle oraz Otta Skorzenego, obaj są propagatorami myśli nazistowskiej, pojawiającymi się na scenie w asyście muzyki porywającej bohaterów w wir szalonego tańca, czasem przypominjącego orgię. Podczas tych chaotycznych chwil członkowie flamandzkiej rodziny sprawiają wrażenie lalek, marionetek, sterowanych przez nazistów odgrywających ideologiczną rolę w teatrze życia. Degrelle i Skorzeny - przedstawiciele władzy tak szybko jak wchodzą w historię bohaterów, tak szybko z niej znikają. Niemal niewidocznie wycofują się z przegranego pola, przerzucając konsekwencję ideologicznych czynów na zwyczajnych ludzi, pozostawiając społeczeństwo pogrążone w rozpaczy, chaosie i wewnętrznych dramatach.
Na ogromną pochwałę zasługuje sposób zrealizowania spektaklu. Ze względu na pandemię postanowiono wydać go w wersji filmowej, zanim zostanie odegrany na deskach teatru. Twórcom udało się odnaleźć złoty środek pomiędzy przekazem dwóch mediów. Nadal odczuwa się teatralną magię spektaklu, ale emocje zostają zintensyfikowane przez odpowiednie ruchy kamery, zbliżenia na twarze aktorów czy szczególne zwracanie się ku choreograficznym i scenograficznym zabiegom, na żywo mogącym umknąć nawet najczujniejszym widzom.

Agata Kobus

fot: materiały prasowe

Teatr Miejski (Gliwice/Polska)Białoruś obrażonaReżyseria: Jerzy Jan Połoński ,,Wszystko z wiadomym rezultatem”Doskonale ...
29/05/2021

Teatr Miejski (Gliwice/Polska)
Białoruś obrażona
Reżyseria: Jerzy Jan Połoński

,,Wszystko z wiadomym rezultatem”

Doskonale pamiętam ten sierpniowy wieczór w barze, gdy spiker pośród masy wiadomości, które znaczyły schyłek dnia, podał informację o trwających na Białorusi protestach. Nasza niewielka lekko podchmielona grupa zgromadzona przy stole barowym zareagowała na tę informację różnie. Z jednej strony wyrażono gorące poparcie dla Białorusinów, którzy: ,,Wzięli sprawy we własne ręce”. Rozległo się też kilka okrzyków, takich jak: ,,Brawo!” lub ,,Oby tak dalej!”. Z drugiej strony kilku malkontentów i melancholiczek patrząc na pusty kieliszek, wzdychając twierdziła, że i tak nic się nie zmieni. Oczywiście nie zabrakło również obojętnych, cichych obserwatorów. Nastroje były mieszane, jednak niemal każdy miał własne zdanie, później całkiem dużo zaczęło dziać się także w naszym kraju, więc sprawa Białorusi zeszła na dalszy plan, choć walka z autokratą nadal trwa i przybiera coraz dramatyczniejszy obrót. Spektakl Jerzego Jana Połońskiego na podstawie sztuki Andrieja Kurejczyka jest właśnie dramatycznym, w pewnym sensie kronikarskim, zapisem tamtych wydarzeń. Filmowa inscenizacja zawiera w sobie różne punkty widzenia, składające się na mozaikę białoruskiego, i nie tylko, społeczeństwa zaangażowanego w sierpniowe wydarzenia. Mamy tutaj samego Łukaszenkę w świetnym wykonaniu Błażej Wójcika, którego wizerunek przypomina zarówno mafijnego dona jak i przywódców partyjnych czasów PRL-u lub ZSRR w rodzaju Gomułki czy Breżniewa. Jest groźny, nieubłagany, przekonany o swoim liderskim przeznaczeniu i gotów zrobić wszystko, by utrzymać się przy władzy i powstrzymać ,,aktywistów zatrutych przez zachodnią ideologię” i ,,faszystów” pragnących zniszczyć dobrobyt oraz stabilność Białorusi. Inne jest też spojrzenie najmłodszego syna dyktatora, który niewiele rozumie z docierającej do niego przez media przemocy powodowanej przez ojca. Wie tylko, że mimo posiadania iPhona ciągle nie ma dostępu do internetu . . . Widzimy też drugą stronę, działaczki/obserwatorki w białych sukienkach, próbujące liczyć głosy i protestować, gdy Łukaszenka zdaje się triumfować z nieprawdopodobną przewagą. Ponadto dostajemy portret Swietłany Ciechanouskiej, opozycjonistki, która po uwięzieniu męża, przerażona, lecz zdeterminowana stanęła do wyborów prezydenckich. Ciekawy jest kontrast, jaki ona i on budują zarówno pod względem psychologicznym jak i artystycznym. Gdzie ona jest niepewna, Łukaszenka jest bezdyskusyjny, tam gdzie jej postać zdaje się być równa widzowi, tam ,,prezydent” jest ukazywany z góry lub na podświetlonej czerwonym światłem mównicy. Oprócz tego na uwagę zasługuje wątek ,,kiboli”, a szczególnie Nikity Mickiewicza, mających w Polsce tak negatywne konotacje, a w Białorusi obrażonej urastają do rangi bohaterów. Bez broni, tylko z gazetami owiniętymi wokół przedramion, starają się chronić protestujące kobiety przed katującymi je i zaciągającymi do furgonetek trepami OMON-u. Ten ostatni urasta nawet do rangi symbolu, ponosząc śmierć dla sprawy, jak zakrwawiony Chrystus i mściwa zjawa w jednym, śpiewa po polsku i białorusku ,,Mury” Jacka Kaczmarskiego. Całość ma porażający wydźwięk zarówno na poziomie tekstu jak i samego przedstawienia. Połoński operuje sugestywnymi, wyraźnymi obrazami-rekwizytami, takimi jak białe poplamione krwią sukienki, gazety, czy czarne kominiarki oprawców. Dzięki ruchowi kamery, przechodzącemu zręcznie od jednej postaci do drugiej, stara się podkreślić indywidualną perspektywę swoich bohaterów, która ostatecznie zderzy się z innymi w finale tego niedokończonego dramatu. W istocie, bowiem zakończenie jest niejasne, choć tchnie wyraźnym optymizmem, tak jak piosenka Kaczmarskiego (a przynajmniej jej okrojona wersja). Jednak bez względu na to, co się wydarzy, zarówno sztuka, jak spektakl są oryginalnym i żywym zapisem sierpniowych nastrojów społecznych i być może teatralnym świadkiem momentu przełomowego w historii kraju, w którym nie ma teatrów, mogących o tym opowiedzieć.

Andrea Guźlecka

fot: Bartosz Dziuba

Teatr Młodych (Chorwacja)HinkemannReżyseria: Igor Vuk TorbicaKim jestem?Eugen Hinkemann to mężczyzna w średnim wieku - ż...
27/05/2021

Teatr Młodych (Chorwacja)
Hinkemann
Reżyseria: Igor Vuk Torbica

Kim jestem?

Eugen Hinkemann to mężczyzna w średnim wieku - żołnierz, który wraca do domu po wojnie. Mogłoby się wydawać, że samo przeżycie, po walce na froncie, jest szczęśliwym zakończeniem, lecz rzeczywistość okazuje się być zgoła inna. Spektakl odgrywany przez chorwacką grupę jest adaptacją dramatu Ernsta Tollera, który w swoim dziele ukrył własne doświadczenia, zderzenie z rzeczywistością, która nie była już taka sama jak ta sprzed wojny. Spektakl przenosi akcję z Niemiec do Chorwacji, na Bałkańskie podwórko, które jeszcze nie tak dawno przeżywało wojenny kryzys, a jego zapach odczuwany jest do dzisiaj. Hinkemann jest postacią tragiczną, jednostką trawioną bolesnym doświadczeniem utraty męskości. Straty zarówno fizycznej (aby mógł przeżyć, lekarze poddali go kastracji) jak i psychicznej. Brak jedynego narządu, który w oczach społeczności jest odzwierciedleniem prawdziwej męskości sprawia, że sam dla siebie staje się niepełny i nieprawdziwy. Jego relacje z żoną ulegają niemal całkowitemu rozpadowi a praca na arenie cyrkowej całkowicie odziera go z wartości, które były dla niego ważne. Homunkulus, człowiek – niedźwiedź, Eugene to cyrkowa osobliwość, atrakcja wystawiona na widok społeczeństwa, która ku uciesze gawiedzi rozszarpuje tętnice myszom i szczurom, rozlewając upragnioną przez nich krew. Człowiek-odmieniec porzucony przez kraj (dla którego walczył), wspólnotę religijną, rodzinę (którą kochał), ale także przez samego siebie. Zagubiony w sensie swojego istnienia. Kim jest? I jakie są jego wartości? Stając przed komisją opowiada historię, mężczyzny skrzywdzonego, który chciał być kochany, nie pragnął niczego więcej, a jedyne co dostał to odrzucenie. Na szczególną uwagę w spektaklu zasługuje relacja pomiędzy dwojgiem małżonków. Tragedia jednostki staje się tragedią pary, którą każde z nich przeżywa w zupełnie innym wymiarze. Odrzucenie, zdrada, budowanie barier, wewnętrzne konflikty, doprowadzają obydwoje do punktu, gdzie łączą się na nowo przez wspólną śmierć. Zarówno dramat Tollera jak i adaptacja Torbica prowadzi widza do pytania w jakim świecie żyjemy i jak wygląda nasze społeczeństwo. Co tak naprawdę się liczy? Czy jednostka jest ważna tylko wtedy kiedy jest nam potrzebna? Czy żyjemy w świecie, w którym ludzi nie obchodzi drugi człowiek, a swoją pozycję i wyższość budujemy w opozycji do innego? Kim tak naprawdę jest inny? Dlaczego przyjaciel, nagle staje się tak odległy? I gdzie to wszystko nas prowadzi?
Agata Kobus

fot: Marko Ercegović

Adres

87-100 Toruń
Torun

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy SKONTAKTowani umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria