28/07/2026
Umówmy się - ja nie ogarniam czasu.
Zapomniałam wczoraj, że jest poniedziałek. Cały dzień byłam pewna, że jest niedziela.
Za to w niedzielę byłam przekonana, że jest sobota i siostra musiała przynieść mi zakupy, bo chciałam je zrobić... w sobotę, która była niedzielą. Uświadomiono mnie, że sklep jest zamknięty.
A dziś - we wtorek - rano byłam przekonana, że jest poniedziałek. Ten poniedziałek, który miałam wolny. Gdyby nie mój mąż, nie przyszłabym do pracy, będąc święcie przekonana, że mam wolne.
Rozumiecie?
Ja też nie.
Bo wiedziałam, że w poniedziałek miał być Pan od Wodomierzy, ale i tak myślałam że jest niedziela ale czekałam na tego Pana w poniedziałek który był niedzielą dla mnie.
Idealnie wpisuje się to w stereotyp „artysty”, który nie ogarnia życia. Tylko że to nie jest romantyzowane, urocze zapominalstwo. To jest po prostu popsuty mózg i problem z ogarnianiem rzeczywistości.
Jeszcze coś śmiesznego?
Miałam wolny poniedziałek, bo miał przyjść pan wymieniać te wodomierze. Wstałam specjalnie o 8 rano i czekałam na niego cały dzień.
Pan przyszedł o 16.
I nie zgadniecie.
Zasnęłam chwile po 15 i go nie wpuściłam.
Cały dzień siedziałam w domu po to, żeby go nie wpuścić.
Wiecie, co było najgorsze? Nie samo czekanie. Tylko to, że nie wiedziałam kiedy przyjdzie. Nie umiałam zacząć niczego sensownego, bo przecież zaraz może zadzwonić. I tak minął cały dzień.
I jest duża szansa, że czekanie na ten poniedziałek z tym Panem od wodomierzy rozregulował mi 3 dni.
Eh.
Ale pamiętam, żeby rysować.
I pamiętam, żeby robić zdjęcia na Instagrama.
Gdybyście wiedzieli, ile mnie to czasem kosztuje. Robienie tych zdjęć. Nie skarżę się, ale kulisy życia z popsutym mózgiem nie są "super mocą" .
—
Cyjanotypia wykonana na podstawie litografii.