06/06/2026
Wspomnienia wojenne prof. Władysława Długosza
Odcinek 2-powrót do Dąbrowy
W zaduszającym pocie - przez Koluszki, Kraków i Tarnów uciekłem szczęśliwym trafem w Rzeszowskie. Jak po odysei wrześniowej Łódź dała psychicznemu rozbitkowi ostoję, tak rodzinna wieś Dąbrowa użyczyła mi schronienia po ucieczce z Łodzi, po jej sprytnym opuszczeniu. Mogli hitlerowcy pogonić w tropy za mną jak psy gończe, ale w Dąbrowie byłem wśród swoich, którzy mieli mnię gdzie ukryć i dać łatwiej niż dali przyjaciele z miasta kromkę chleba.
Belfer początkujący byłem chyba dla Szwabów chudym kęskiem, bo pogoni, poszukiwań gruntowniejszych poza Łodzią jakoś za mną poniechali. Ukrywałem się przecież dosyć długo przed nimi doświadczony.
Jadałem u szwagra lub u brata, we dnie nawet krowy pasłem lub niańczyłem małe dzieci, wieczorami znowu tajnie nauczałem, ale w nocy nocowałem w komorze Idzika/przyjaciela brata/ blisko Dębrzy, z gęstymi krzakami Smulowego Piekła ... Pożałowania godny ochotnik z Warszawy, który nie otrzymał nigdy i nigdzie broni, bombardowany z rozbitkami spod Mławy od stolicy aż po Radzeń, przymuszony do ucieczki z robociarskiej Łodzi.
Obiecywałem sobie znaleźć broń i redutę obronną po zapłociach moich ojców i dziadów. Nie zagrzałem przecież dłużej miejsca na mej ojcowiźnie. Brat obarczony drobiazgiem i gnieciony kontyngentem, nigdy mi jedzenia nie odmówił, ale ja chciałem posiłki mieć w rodzinnej chacie, którą otrzymała siostra, tym bardziej że moją cząstkę po rodzicach też rokrocznie orał szwagier, więc sądziłem, że wyciągać rękę po garnuszek mleka lub miseczkę kaszy tu mam prawo. Niestety, szwagier w tej sprawie miał zupełnie inne zdanie,
Więc kiedy o rzecz tak marną jak jedzenie przyszło raz do awantury, wybrałem się na spacerek przed siebie. Skierowałem kroki poprzez dworskie ścieżki do Trzciany. Na tych ścieżkach spotkałem Józefa Zduna. Był lokajem w Nowej Wsi czudeckiej u dziedzica Wiktora, a rodzinę z niebogatą gospodarką miał w Dąbrowie.
- A śnieg spalił, góra z górą się nie zejdzie ... Gdzie to walisz, profesorku?
- Naprzód nosa, gdzie pieprz rośnie -odbąknąłem.
- Widzę, żeś cebulą ślepka przetarł, a cebula nadaje się raczej do kapusty, a najlepsza jest do mięsa. Nie wiesz, bracie, że do ciebie mam interes?
- A tam jaki?
- Rozmawiałem o tobie z twoim kolegą Czamikiem, no wiesz Jaśkiem, który jest teraz, a jakże, rządcą u Wiktora. Toteż roboty do frasa zwaliło się na poczciwca i na douczanie dzieci pańskich nie ma czasu. Gdy się dowiedział ode mnie, że u szwagra krowy pasiesz i podcierasz zadki dzieciom, wysłał minie po drodze, idę do żony, z propozycją. Proponuje ci za siebie u Wiktora guwernerkę.
- Mam i we wsi kogo uczyć.
- Wiem. Ale temu - tamto jemu nie przeszkadza. Podręczników nie macie, a Wiktor ma podręczniki i zasobną bibliotekę. Panom wygodzisz i chudziaków swoich również nie ukrzywdzisz. Będą mieli podręczniki i lektury, a głowę twoją na karku niedaleko, bo Czudec nie Ukraina ...
Zdun miał owszem argumenty. Poradziłem się wieczorem wojskowego, kuzyna. Ten również po krwawym wrześniu zbiegł do swoich i tak radził: Właśnie powinno ci być na rękę. Będziesz uczył, ile wlezie jak w bunkrze zadekowany/ tu i tam. Wiktor się owszem postara o papiery, a w chałupce u szwegierka, nie strasząc, jak na wulkanie. Skąd wiesz, że tam w Łodzi już o tobie zapomnieli? Mają przecież: urodzony w Dąbrowie pod Rzeszowem. Kiedy zechcą, to z komory cię Idzika z pierwospy wyciągną i w gałęzie Smolowego Piekła nie uskoczysz, bo masz astmę. Zresztą oni mają pieski, no i po co ci się jeszcze zastanawiać? Nie widzę dla ciebie bracie, innego, lepszego wyjścia. Masz ciągotki do rewanżv za twą trasę od Warszawy po Radzeń, ale na to jeszcze nie czas, a poza tym jesteś miękki, w piersiach chrypi. Nie nadajesz się do lasu. Czym tam byłbyś? Zawadzałbyś, a w belferce jesteś asem. Nie tylko jest ważny las, ważna jest także nauka. Jedź do Czudca. Wzdrygasz się, że panom służba, a oni także Polacy i panami wnet nie będą, bo rzecz się inna wykuje i dla tej Ludowej Rzeczy trzeba będzie kadr.
---------------------------------------------------------------------------------------------
W tej rozmowie prawdopodobnie pojawia się Adam Długosz, ps. ,,Dębina", który po klęsce wrześniowej również ukrywał się jakiś czas w Dąbrowie u rodziny. Dzięki swojej wiedzy wojskowej nakreślił swojemu kuzynowi perspektywę niebezpieczeństwa związanego z dalszym przebywaniem u rodziny w Dąbrowie.