21/08/2020
To pytanie o to co jest a co nie jest rolą państwa? Czy państwo to takie przedszkole, w którym ludzie jak dzieci krzyczą: "proszę pani, on brzydko powiedział"?
Ja widziałem już dawno ten problem. Choćby w zakazie palenia w miejscach publicznych, w tych wszystkich głupich tabliczkach w stylu "parkowanie przodem do czegoś-tam". To trochę tak, jakby ludzie chcieli zastąpić kulturę osobistą i komunikację międzyludzką prawem, policją itd. Aż w końcu musiało się TO stać. Musiało, bo ktoś powiedział: "Głosuję na Kaczora, bo on zrobi porządek!". No i robi. Są "oni" i "my". "Oni" mają władzę, bo "my" tego chcieliśmy. Chcieliśmy mieć możliwość umywania rąk od społeczeństwa obywatelskiego, w którym ludzie się organizują, działają, rozmawiają. Chcieliśmy mieć spokój od "tego wszystkiego" i spokojnie przeglądać sobie Netflixa, YouTuba, Instagrama. Robić zdjęcia białych kafelków, jarmużów i modnych tatuażyków, zdrowotnych potraw wegańskich. A "oni" niech decydują. "My" jesteśmy mądrzejsi i mamy ważniejsze sprawy na głowie niż ten plebs.
Kaczor zrobił wreszcie porządek.
Teraz się obudziliśmy z ręką w nocniku. Państwo "zyskało" pedagogiczny wymiar. Tym sposobem się nagle okazało, że jest państwowa religia, państwowa moralność, państwowa seksualność. Państwo zaczęło mówić kto z kim i jak ma uprawiać seks, bo tak jest dobrze a tak źle. Kaczor zrobił porządek.
Społeczność LGBT od lat cierpliwie znosi słowa polityków, że zaraz, że później, że musimy poczekać, że nasze prawa nie są istotne.