23/02/2026
Zanim na Festivalu Hiatus 2025 wybrzmiały pierwsze dźwięki i pojawiły się wizuale, a do Schrony napłynęli ludzie głodni nieoczywistych wrażeń artystycznych, porozmawialiśmy z Avtomatem – artystą, który znalazł się w gronie osób grających na ówczesnej edycji festiwalu.
O drodze jego muzycznej ewolucji, o sensie wydarzeń takich jak Hiatus, o tym, w którą stronę zmierza dziś muzyka elektroniczna 👇
________________________________________________________
SZTUKA NIE MA SPRAWIAĆ, ŻE POCZUJEMY SIĘ KOMFORTOWO
Rozmowa Avtomatem – artystą, który grał podczas Festivalu Hiatus 2025
Aleksandra Puk: Jesteś artystą interdyscyplinarnym - zajmujesz się m.in. muzyką, która jest pretekstem dla naszej rozmowy, ale nie jest ona jedynym obszarem Twoich działań. Mogłabym spróbować Cię teraz szerzej opisać lub przeczytać Twój obszerny biogram, ale jestem ciekawa jak Ty sam w kilku zdaniach opisałbyś to czym się zajmujesz.
Avtomat : Produkuję muzykę, śpiewam i DJ-uje, a poza tym jestem też artystą wizualnym. Te dwie koncepcje bardzo mocno się mieszają w mojej głowie, więc ta sztuka wizualna trochę wpływa na muzyczną i odwrotnie. Rozwój mojej stylistyki wizualnej i mojej stylistyki dźwiękowej idą zawsze w parze ze sobą. Moją przygodę z muzyką zacząłem od robienia mocno postindustrialnych brzmień, które były zakorzenione w mojej fascynacji metalem, szczególnie jego powolniejszymi odmianami i industrialem powstającym od lat dziewięćdziesiątych do wczesnych dwutysięcznych. Później zafascynowałem się czysto elektroniczną muzyką i elektrokleszem. Ewoluowało to powoli w coraz bardziej basowe regiony. W 2012 roku założyliśmy Pleśni, czyli taki side project, w którym robiłem muzykę elektroniczną i śpiewałem razem z kilkoma wokalistkami białym głosem polifoniczne pieśni z regionów słowiańskich. W międzyczasie zacząłem robić muzykę do spektakli teatralnych i filmów, bardziej rozszerzyłem swoje brzmienie. Jednocześnie oczywiście cały czas robiłem swoją muzykę klubową, bo to jednak w klubie serce swoje zostawiłem i pewnie długo ono tam jeszcze pozostanie.
AP: Czy praca w tak różnych kontekstach bywa dla Ciebie wyzwaniem?
A: Z tego powodu, że interesuję się bardzo różną stylistyką muzyczną, to wydaje mi się, że mam dużą lekkość w poszukiwaniu brzmień do konkretnych zastosowań. Mam na myśli to, że w teatrze mi się fajnie pracuje, muzykę do filmu też mi się zdarzyło robić i jakimś sposobem te wszystkie inspiracje, które się nazbierały przez całe moje życie przeplatają się w dosyć organiczny sposób. Nie dyskryminuję żadnej dziedziny.
AP: Mimo, że rozmawiamy w Scenie Roboczej, gdzie pracujesz nad muzyką do spektaklu, to chciałabym zapytać Cię o działania Dj-skie, bo za kilka dni zagrasz na Festivalu Hiatus. Czego można się spodziewać po Twoim secie?
A: Właściwie zawsze kiedy gram, to robię to z myślą o konkretnej lokalizacji, o konkretnej publice i o tym jaka inna muzyka będzie prezentowana w danym miejscu. Z tego powodu przygotowując się do festiwalu też to miałem w głowie. Na takich festiwalach jak Hiatus, czyli takich które są bardziej przyjazne eksperymentom i dziwniejszym brzmieniom, z publicznością która nie przestraszy się pewnych rzeczy, zwykle gram dużo swojej autorskiej muzyki. Zazwyczaj decyduję się na hybrid set, czyli taki set DJ-ski, w który wplatam autorskie kompozycje. Właściwie dość dużo się ich wtedy pojawia. Powiedzmy, że jest to moja wersja występu dla bardziej ambitnej publiki.
AP: Czy w tegorocznym programie festiwalu jest ktoś, z kim czujesz, że macie podobną wrażliwość estetyczną lub ktoś, kogo występu szczególnie jesteś ciekaw?
A: Mój set będzie o drugiej w nocy, tuż przede mną w line-upie jest HD Mirror, który gra bardzo ciekawe rzeczy. Mam wrażenie, że dużo czerpie z kontrkultury i z takiej muzyki, która kiedyś była używana do wypowiedzenia jakiegoś buntu, ale mimo to jest to muzyka, do której też się fajnie tańczy. Aczkolwiek na pewno nie w ten sposób, co się tańczy do typowych house'ów czy techno. Myślę, że jest to raczej kwestia pewnej osobistej kinetycznej interpretacji dźwięku. Na pewno jego występ bardzo mnie interesuje.
AP: Czy kogoś jeszcze?
A: Zuli to też świetna postać. Bardzo żałuję, że nie mogę być w sobotę, kiedy będzie grał, aczkolwiek widziałem go już na żywo i bardzo polecam. Cieszy mnie silna polska reprezentacja – Czaszko-Wężo-Róża, DIV4, Szczupakola, Siberialist, Karolinda – wszystkie te osoby podobnie jak ja grzebią w dziwniejszych i trudniejszych do odbioru brzmieniach klubowych. Ogólnie line-up jest moim zdaniem bardzo ciekawy. Interesująca jest właściwie każda osoba, która się pojawi na tej scenie. Podejrzewam, że nie będę mieć za dużo możliwości stania przy barze i gadania, bo będę cały czas słuchać muzyki.
AP: Jaką rolę z perspektywy artysty pełnią takie festiwale jak Hiatus – dotyczące pewnej niszy, w tym przypadku muzyki elektronicznej i eksperymentalnej?
A: Myślę, że takie festiwale po prostu edukują publikę. Równie istotne jest też to, że tworzą artystom przestrzeń dla ekspresji, która nie jest powiązana na sztywno z interesem komercyjnym. Jest to bardzo uwalniające dla osoby, która robi muzykę niekoniecznie nadającą się do radia. Mam wrażenie, że to pewien przejaw powrotu do korzeni typowo kontrkulturowej sztuki, która ma sprawiać, że poczujemy lekki dyskomfort i troszeczkę się nad czymś zastanowimy. W mojej opinii sztuka nie ma sprawiać, że poczujemy się komfortowo i nie ma być piękna, czy po prostu estetyczna, tylko ma coś w nas wywoływać.
AP: Jak widzisz przyszłość muzyki eksperymentalnej i elektronicznej w Polsce. Gdzie ona Twoim zdaniem teraz podąża?
A: Wydaje mi się, że aktualnie granica pomiędzy sceną alternatywną a mainstreamową mocno się przesunęła, bo komercyjne inicjatywy odkryły, że nawet muzykę alternatywną można odpowiednio opakować i sprzedać. Czuję, że teraz na scenie undergroundowej każda stylistyka, która się rozwija zmierza do tego, żeby stworzyć coś, co nie jest do przejęcia przez mainstream. Mam wrażenie, że moja muzyka ostatnimi czasy też zmierza w tym kierunku.
📸 Avtomat Design