06/11/2025
🗣️ „Niestety, barter, znajomości i kolesiostwo są dzisiaj podstawą działania polskiej sceny. Wymienianki zawsze istniały, ale dziś to zdominowało cały system. Kluby i kolektywy często bookują siebie nawzajem, co utrudnia dostęp z zewnątrz. To nie jest zdrowa sytuacja, bo ogranicza różnorodność i rozwój. Nie mam nic przeciwko współpracy i wspieraniu się nawzajem, ale problem w tym, że często to jedyna droga, wciąż powtarzalna. Scena działa na jednym patencie i nie rozwija się przez to w żadnym kierunku. Artysta, który nie jest częścią żadnej grupy, nie ma szans się przebić. To frustrujące, bo wielu z nas-artystów/producentów, ma ogromne doświadczenie i coś do zaoferowania, ale po prostu nie ma jak tego pokazać, przez to człowiek staje na rzęsach, stara się zrozumieć algorytm Instagrama czy TikToka, kreuje kontent by być zauważalnym, co finalnie sprawia, że marnuje się i czas i energię na rzeczy niezwiązane z muzyką.”
🗣️ „Kluby nie inwestują w jakościowych artystów, producentów. (…) Kluby tak naprawdę tworzą gotowy produkt. Tworzą nam gotową rozrywkę jako konsumentom, ludziom, którzy chodzą do klubów. Same kluby, które powstają, nie wynikają z głosów - że tak powiem - ludu, który się domaga tychże klubów. To wynika wyłącznie z inicjatywy samych właścicieli klubów co oczywiście wiąże się z tym, że jest pewna postać, czy też grupa osób, i wizja tego klubu. Oczywiście, nie możemy tutaj zakazywać wizji tego klubu i tego, że dany klub ma działać w taki bądź inny sposób. Jednak wszystkie kluby w Polsce obecnie prowadzą ten sam, dokładnie ten sam schemat, który jest powtarzalny od wielu dobrych lat: zapraszamy bardzo znane postacie z zachodu, które mają bardzo wygórowane oczekiwania, jeżeli chodzi o gaże. Natomiast dodatkowe osoby, które mają je supportować lub mają grać closing seta, będą często gdzieś dobierane najtańszym kosztem lub są w jakiś sposób powiązane z klubem lub promotorem/kolektywem, który organizuje te imprezę.”
🗣️ „Właśnie tutaj zaczynają się problemy, bo są promowane gwiazdy z zachodu, co autentycznie blokuje możliwość zabookowania polskiego producenta z dużym dorobkiem. Przez to, że jest ten duży headliner zagraniczny, który właściwie jest największy kosztem całej imprezy, to następnie brakuje pieniędzy na pokrycie innych, dodatkowych ludzi, co przekłada się na dobieranie tych, które będą, w cudzysłowiu, tańsze. Nikomu nie ubliżając, ale niestety, poruszamy tutaj kwestie finansowe, które po prostu będą bardziej opłacalne w tym zakresie. To jest już duży problem, bo tym samym dobrzy polscy producenci są wówczas pomijani.”
🗣️ „Z drugiej strony, bardzo rzadko kluby chcą realizować duże imprezy z udziałem polskich artystów-producentów, bo wolą pójść po prostu na łatwiznę i zaprosić tego zagranicznego myśląc, że ten zagraniczny na pewno „zadziała” i tutaj nie będzie żadnej wtopy. Nie zgodzę się więc z tym, że cała ta sytuacja, w której jesteśmy obecnie, jest tworzona przez słuchaczy, tylko właśnie przez kluby oraz całe to zaplecze. Nie ma tutaj jednego winnego, bo nie w tym rzecz, tylko chodzi o to, że pomiędzy klubami stworzył się taki wyścig szczurów, gdzie każdy się prześciguje w jak najlepszym line-upie, z jak najlepszym headlinerem, co jest oczywiście też fajne, bo pokazuje to, że jednak polski clubbing ma się dobrze i pieniądze, które za tym stoją. Ale niestety, opiera się to tylko i wyłącznie na takim wyścigu, przez co są zaniedbywane osoby z Polski i tym samym nie są one promowane.”
🗣️ „Czy artyści-producenci nie potrafią zbudować swojej atrakcyjności? Owszem, poniekąd jest to prawda, ale to też niestety wynika z tego, że wcześniej są oni trochę tłamszeni właśnie przez wspomniane kluby. Poniekąd kluby podcinają skrzydła artystom. Kluby, lecz także różnego rodzaju grupy ludzi tworzących kolektywy, bo często te kolektywy też są bardzo zamkniętymi grupami, które dopuszczają tylko własnych ludzi albo znajomych kolektywu. To wszystko zaczyna tworzyć coraz bardziej hermetyczne środowisko do tego stopnia, że doświadczeni producenci muzyki elektronicznej, którzy zaczynali tworzyć tę scenę 15, 20 lub nawet 30 lat temu, są dzisiaj niedopuszczeni albo - bardziej pasuje tu słowo - pomijani właśnie przez kluby, albo przez kolektywy, które tak naprawdę zostały zatrudnione przez te kluby, by wypełniły salę na zlecenie tychże klubów.”
🗣️ „Niskie stawki to temat równie trudny i niestety, bardzo aktualny, bo od lat praktycznie stoją w miejscu. Rozumiem oczywiście, że organizacja dużych wydarzeń generuje ogromne koszty, ale przykro patrzeć, że w tym wszystkim artysta często schodzi na ostatni plan. Wierzę, że rozwiązaniem mogłoby być większe otwarcie się klubów i organizatorów na współpracę z markami czy sponsorami. Można też tworzyć stowarzyszenia lub fundacje skupione wokół muzyki elektronicznej i kultury klubowej, które mogłyby ubiegać się o granty i dotacje. W wielu krajach to działa, kultura klubowa jest traktowana jako ważny element sztuki współczesnej, a nie tylko rozrywka. To wszystko wymaga jednak planowania i myślenia strategicznego. W Polsce tego brakuje, a przecież można łączyć działalność artystyczną z edukacyjną, co otwiera drogę do dofinansowań i promocji polskiej sceny. Wtedy też można byłoby lepiej wynagradzać artystów. Warto pamiętać, że płaci się nie tylko za występ, ale też za doświadczenie, za lata pracy i za to, że dany artysta coś sobą reprezentuje.”
🗣️ „W ten sposób nie budujemy własnej sceny, tylko dokładamy się do scen innych krajów, jest absolutnie prawdziwe. Polskie kluby często promują głównie zagranicznych producentów, a polskich pomijają. Potem dziwimy się, że nikt nie zna naszych artystów. Ale jak mają ich znać, skoro nie mają okazji ich posłuchać? To błędne koło, ludzie nie domagają się polskich artystów, bo ich nie znają. A nie znają, bo kluby ich nie promują. Gdybyśmy zmienili proporcje i np. 80% bookingów w Polsce stanowiłyby występy polskich artystów, a tylko 20% zagranicznych, to zapewne po roku wyniki ankiet wyglądałyby zupełnie inaczej. Publiczność poznałaby lokalnych artystów i zaczęłaby ich cenić. Tylko za mało promujemy swoich jako gwiazdy, jako headlinerów. Nie dajemy im szansy stać się headlinerami.”
🗣️ „Oczywiście, rozumiem że kluby podejmują się największego ryzyka, czyli finansów, ale jak wspominałem, pewien schemat biznesowy jest powielany już dawna i nikt nie potrafi lub nie zamierza tego schematu przerwać. Tutaj dobrym przykładem jest festiwal Wisłoujście, który jednak wyłamuje się z tej konwencji tworząc event równych sobie artystów - tych początkujących, tych z ugruntowaną pozycja czy też legendy polskich scen. To jest dobry przykład że da się zrobić z sukcesem świetny event bazując na polskich artystach i tym samym oddając hołd wszystkim, którzy włożyli coś od siebie do tej sceny na różnych etapach. Chciałbym zobaczyć coś podobnego w klubach.”
🗣️ „Jeśli chodzi o brak profesjonalnych agencji, to problem tkwi w tym, że nie ma czym się dzielić. Scena jest zbyt mała, by utrzymać profesjonalne agencje bookingowe. To też efekt zaniedbań przez lata. Kiedyś artyści współpracowali ze sobą, wspierali się i tworzyli coś razem. Dziś każdy gra na siebie, a kluby wolą obstawiać swoje line-upy znajomymi. Ja sam przez lata starałem się robić coś odwrotnego. Zawsze zależało mi na tym, żeby dzielić się wiedzą i doświadczeniem. Nie trzymałem swoich umiejętności tylko dla siebie, ale chciałem, żeby ta scena się rozwijała. Uczyłem, prowadziłem warsztaty, pomagałem młodym producentom. To dawało mi ogromną satysfakcję, bo widziałem, że ta wiedza idzie dalej i rodzi kolejne talenty. Kiedyś panowała na scenie zupełnie inna energia – było więcej pasji, chęci współpracy i radości z tworzenia czegoś wspólnego. Dziś brakuje mi tego ducha. Niestety, nie jestem w stanie się wypowiedzieć jak to wygląda za granicą, tutaj musiałaby zabrać głos osoba, która faktycznie mieszka od lat i obserwuje tamtejszy rynek i ma porównanie z polską sceną.”
🗣️ „Problem polega na tym, że w Polsce kluby często mają opory przed współpracą z agentami. Uważają, że to zbędny pośrednik, któremu trzeba zapłacić prowizję i przez to wielu artystów rezygnuje z agentów, żeby nie tracić bookingów. Ale to błędne koło, bo bez agentów scena się nie rozwija. Jeśli chcemy być profesjonalni, to musimy działać jak profesjonaliści. W scenie rapowej to jest normą. Nikt nie ma z tym problemu, że artysta ma menedżera, jest to wręcz atut, a w muzyce elektronicznej (przynajmniej w Polsce) to wciąż budzi kontrowersje.”
🗣️ „To pokazuje, że mentalnie jesteśmy jeszcze kilka kroków za zachodem. I dopóki to się nie zmieni, to trudno będzie mówić o faktycznej zmianie jakościowej. Mamy dziwną specyfikę, która polega na tym, że chcemy aby nasza scena elektroniczna była taka prawdziwa, nie mainstreamowa, przyjacielska i otwarta, jednocześnie nie zachowując profesjonalizmu, z pewną dozą niechęci do agentów, ale jednocześnie ta sama scena chce poważnie zarabiać i obracać dużymi pieniędzmi - tak się nie da. Albo traktujemy się profesjonalnie wszyscy albo wcale.”
Tu nie trzeba zbyt wiele dodawać - to najmocniejszy, niezwykle szczery i z całą pewnością najbardziej gorzki wywiad, jaki przeprowadziliśmy do tej pory w tym roku. Wywiad, który pomimo swojego ciężaru, daje nadzieję na zmianę i motywuje, by tej zmiany wspólnie dokonać. Kuba Sojka bez gryzienia się w język o tym, kto i dlaczego odpowiada za sytuację polskich artystów i krajobraz sceny, na której dominują zagraniczni headlinerzy grający za horrendalne stawki, jednocześnie niebędący w niczym lepszymi od rodzimych twórców. Rozmawiał Hubert Grupa.
Link do wywiadu w komentarzu.
Fot. Radosław Marszałek