08/10/2025
Przygotowuję ćwiczenia na najbliższe zajęcia z malarstwa ikonowego.
Niedawno zaczął się drugi rok, odkąd zaczęłam uczyć.
Czy to znaczy, że już wszystko wiem i wszystko potrafię w tej dziedzinie?
Nie! Na szczęście…
Jak nudne byłoby wtedy malowanie.
Jakieś piętnaście lat temu, gdy pracowałam jako architekt wnętrz przy pracach wykończeniowych mieszkania, spotkałam montażystę, który malował ikony.
Znajomość była zupełnie przelotna, ot przy jednej realizacji. Rozmowa o ikonach trwała najwyżej pięć minut. A jednak pamiętam ją do dziś!
Poruszyło mnie to, że taki zwykły człowiek robi coś tak wspaniałego.
Pamiętam, jak podzieliłam się tym z moim ówczesnym szefem, człowiekiem związanym ze sztuką, malarstwem współczesnym. Powiedział wtedy, że malowanie ikon jest bardzo ograniczone, niewiele tam można, bo trzeba trzymać się zasad.
Dziś malując ikony na co dzień nie jestem w stanie nawet zbliżyć się do tego wszystkiego, co chciałabym i mogłabym stworzyć. Widzę jasno, że poza popularnymi, często powielanymi przykładami ikon, jest jeszcze ogromny, zróżnicowany, niekończący się dorobek. Tradycja, której nie da się objąć. Działanie w zgodzie z tradycją ikonową z pozoru może się wydawać ograniczeniem, ale gdy tylko wejdziemy głębiej w ten świat, poznamy jego logikę i różnorodność. Zobaczymy, że drzwi się otwierają.
Uf, dobrze tu być.