Proszą Oni o zwrócenie bramek oraz praw do gry w piłkę nożną na korcie. Coraz częściej zarzucane jest Nam działanie na szkodę gminy, bo siedzimy w parku, bo pijemy, bo stereotypem na wsi jest to, że młodzież jest zła i najlepiej dzwonić po policję. Jest nas bardzo wielu i wielu z nas ma w sobie regionalnego patriotę. Najlepszym tego przykładem mogę być nasi miejscowi emigranci, którzy wyjechali za
chlebem do innego kraju a jedynym powodem dla, którego chcą tutaj wrócić jest mały Pacanów. Całkiem szczerze, bez zbędnego mydlenia oczu - kochamy Pacanów więc czy to coś złego, że chcemy zrobić coś dla tego miasteczka? Zanim zaczniemy niesłusznie oceniać bądź spekulować to przeanalizujmy sytuację dogłębnie. Wszystko zaczęło się przy starej gminie na ulicy Radziwiłłówka 2. To tam większość młodzieży z Pacanowa się "wychowała". Mając 7 bądź 8 lat przejawiałem zamiłowanie do gry w piłkę nożną, wychowałem się w Pacanowie gdzie ta dziedzina sportu jest bardzo promowana przez nasze władze jak i mieszkańców więc było mi łatwiej. Nie od dziś wiadomo, że Pacanów zawsze "dawał radę", przykładem mogą być osiągnięcia szkół do których uczęszczamy/uczęszczaliśmy - Szkoły Podstawowej im. Kornela Makuszyńskiego bądź Gimnazjum nr.1 im. Michała Janasa. Liczne trofea na tle wojewódzkim czy też ogólnopolskim głównie zawdzięczamy piłce nożnej. Niepokojącym widokiem jest to, że na przełomie ostatnich lat to się zmienia. W 2010 r. kort został zamknięty. Bramki zostały zabrane a władza argumentowała to tym, że kort zostanie przeobrażony w parking dla pracowników gminy. Wyobraźcie sobie jaką czuliśmy zawiść i rozgoryczenie lecz został Nam obiecany orlik. Więc z dnia na dzień żyliśmy nadzieją, że kiedyś założymy korki, o godzinie 17 zbierzemy się w 12 osób, włączymy muzykę - no bo przecież nowe orliki mają taką opcje a jak się ściemni to włączymy lampy. Tak, nasza wyobraźnia sięgała tego stopnia, że żyliśmy tą przyszłością. Odpuściliśmy jakąkolwiek nagonkę na otwarcie kortu przez ten czas, ponieważ w ruch wszedł projekt wybudowania nowego ratusza, tym razem w rynku Pacanowa. Plan był taki: urzędnicy przenoszą swoje manatki, wówczas znika parking i odzyskujemy kort! Nasze wizje i nadzieje dotyczące orlika odstawiliśmy na drugi plan bo przecież realista nie spada z tak wysoka i nie goi ran po upadku jak optymista (czyli my żyjąc nadziejami i obietnicami). Mamy rok 2013, w centrum rynku mamy piękną gminę, a kort i stara gmina? Kort i stara gmina nie jest w ogóle użytkowana chyba, że mówimy o miejscu przerwy pracy panów policjantów w późnych godzinach wieczornych. Może jedzą pączki i donuts'y jak w Ameryce? Nieważne...
Przejdźmy do sedna sprawy, o co tyle krzyku? A na przykład o to, że kort był dla nas czymś więcej niż zwykłym miejscem gdzie można zaparkować samochód i beztrosko iść sobie do pracy czy też zrobić sobie przerwę od niej. Dumnie patrzę na swoje obdarte lewe kolano, a dlaczego? Bo obdarłem je na korcie, gdzie krwi, płaczu i potu zostawialiśmy naprawdę dużo. Na pewno każdy z nas pamięta spory z siostrami o piłkę! Ile piłek w swojej kolekcji ma siostra Wincenta - to jest zagadką do dziś. Nie bez powodu kort nazywamy miejscem klasycznym, proszę czytać dalej. To były lata 2000/2004 - nie mieliśmy wtedy telefonów komórkowych, bo po co? Wstawało się rano (oczywiście w wakacje), na szybkości jadło się śniadanie i biegło się do kina (kolejna świętej pamięci rozrywka w Pacanowie [*]) i siedziało się tam mniej więcej do południa, może lekko po. Czekaliśmy tylko na to, aż słońce zacznie zachodzić i cień gminy zakryje połowę boiska. Telefony komórkowe jak już wspomniałem były zupełnie niepotrzebne, wystarczy, że szło się na kort a tam zawsze ktoś był. Pamiętacie wybieranie zespołów na numerki? Czasochłonne ale przynajmniej losowanie było przypadkowe, no chyba, że ktoś szepnął komuś do ucha numerek tego lepszego kolegi. Przez tyle lat, przez tyle wszystkich przeciwności dawaliśmy radę i pokochaliśmy to miejsce. Prawo Pascala? Potocznie mówiąc: "kto wykopał ten zapie***". Każdy kto kiedyś grał na korcie do dzisiaj ma wypisane te wartości, bo przecież przyznanie się do winy i naprawienie go przez przyniesienie piłki z powrotem z pola sióstr było jakimś zabiegiem wychowawczym. Kort ma swoje żywe legendy, każdy kto wie o co chodzi kojarzy pana w czarnych vans'ach, który swoim strzałem siał spustoszenie.
- Ile najdłużej zdarzało Ci się grać na korcie? - pytanie do jednego z chłopaków, który uczęszczał na zajęcia szkoły życia na korcie.
- Nie jestem w stanie odpowiedzieć Ci na to pytanie dokładnie co do minuty bo szczęśliwi czasu nie liczą, lecz pamiętam, że jak wróciłem brudny, głodny i pełen przeżyć do domu przed 1 po północy to usłyszałem z ust mamy, która rozmawiała przez telefon: "czekaj, czekaj, chyba mój syn marnotrawny wrócił". To jedna z tych bardziej humorystycznych opowieści bo przecież zdarzało się też wrócić do domu poobdzieranym, ale już następnego dnia było się bardziej ostrożnym i odpowiedzialnym. Blizny odpowiedzialności wyrył w nas kort.
- Czy pamiętasz jakieś przykre sytuacje związane z kortem?
- Tak, pamiętam jak tydzień przed moimi urodzinami mama podpytywała o ulubiony klub, piłkarza, o numer. Ja wówczas zafascynowany byłem grą Realu i ich nowym nabytkiem jakim był David Beckham. W skrócie moja odpowiedź brzmiała: Real, numer zawodnika 23. Za tydzień jako prezent urodzinowy dostałem nowiuśką błyszczącą koszulkę galaktycznych z numerem 23 i logiem Siemens Mobile i swoim nazwiskiem! No mega przeżycie, byłem wniebowzięty, a przecież nie było słychać o żadnych negocjacjach na stopie Real Madryt - Zorza Tempo Pacanów.
- Przecież to wspomnienie należy do tych najmilszych, gdzie tu spotkałeś się ze złymi chwilami na korcie?
- Przepraszam, rozgadałem się. No więc jako zawodnik Tempa w koszulce Realu poszedłem dumnie na kort, graliśmy w tysiąca. Wykopałem piłkę i oczywiście wedle "prawa Pascala" musiałem przeskoczyć przez płot i ją przynieść z powrotem. Przeskakując moja super galaktyczna koszulka zahaczyła o betonowy słupek z tym, że ja zorientowałem się o tym dopiero po moim lądowaniu z telemarkiem i rozdartym prezentem u spodu pleców więc już było za późno...
- To bardzo ciekawa historia, zadając Ci to pytanie liczyłem na jakieś prawdziwie traumatyczne przeżycia.
- To przeżycie było najbardziej traumatycznym w moim życiu! Haha, tak szczerze to żadnych innych przykrych przeżyć nie pamiętam, ponieważ bawiłem się tam zawsze znakomicie. Dla ciekawskich historii mojej koszulki mogę dodać, że wracałem zapłakany rowerem do domu i oczywiście przywitała mnie mama z pytaniem "Matko Boska, pogryzły Cię psy?". Istnienie mojej koszulki nie skończyło się w momencie jej rozdarcia, ponieważ znajomości moich rodziców wysłały koszulkę do naprawy i takim oto sposobem koszulka, z której już niestety wyrosłem leży w szafie do dziś z mianem co najmniej historycznym bądź po przeżyciach. Jak chcecie mogę wam podesłać zdjęcia. Nie mamy żadnych pretensji do władzy, chcemy tylko przedstawić jej dokładnie sytuację. Kort to nie było dla nas miejsce, które możemy wymazać tak łatwo z pamięci jak łatwo zniknęły bramki. Dlaczego sprawę poruszamy teraz? Bo przez okres zimowy byliśmy w stanie zaspokoić nasze potrzeby aktywności fizycznej i integracji ze znajomymi na hali sportowej w Ratajach. Teraz miło byłoby zagrać na świeżym powietrzu. Nie wymagamy aż tak wiele, chcemy tylko 2 bramek i pozwolenia na grę. Teraz mówi się o jakichś atestach bramek, dużo wymogów itp. Pamiętacie atesty i wymogi w naszych czasach? Jak nie postawiłeś kamienia, które do dziś leżą obok latarni na bramce to nie stała prawidłowo, nie wspominając o sytuacjach, że po weekendzie szliśmy zagrać w piłę a oczom naszym ukazywały się pokrzywione bramki bo ktoś próbował bawić się w Roberta Kubicę. Przeszkadzało nam to? Jeszcze śmieszniej grało się gdy ktoś spierał się, że "jakby bramka była prosta to by weszło!". Strzał w poprzeczkę często kończył się oderwaniem poprzeczki od lewego słupka. Te sytuacje to same fakty, takie były realia. Tabliczka, która zabraniała nam grać w tym miejscu była totalnie ignorowana bo nie znaliśmy lepszej i bardziej przyjemnej rozrywki niż gra na korcie. Dlaczego dzisiaj dzieci siedzą w upalne dni przy komputerach? A co innego mają robić w Pacanowie?! Jak wyjdą do rynku to czeka ich sroga, zła, zszargana opinia w ciemnogrodzie pacanowskim - bo tutaj każdy wszystko musi wiedzieć. To może restauracja? Nie, bo tam ich widzą w jeszcze gorszym świetle. Jakieś przykłady korzyści z kortu? Proszę bardzo - drużyna "Green Shaolin Kort", która dziś nazywa się "Faza Pacanów" bo kortu już nie ma... Dobrze wiecie ile tytułów zdobyliśmy pod tą czy też poprzednią nazwą. W pigułce:
2x III miejsce w turnieju "Dzikiej Ligii" - debiut w roku 2006 i kontynuacja sukcesu w 2007 jako Green Shaolin Kort
I miejsce w turnieju "Dzikiej Ligii" - rok 2012 jako Faza Pacanów
I miejsce w turnieju halowym o puchar Wójta - rok 2011 jako Faza Pacanów
II miejsce w turnieju halowym o puchar Wójta - rok 2013 jako Faza Pacanów
I obiecujemy, że w tym roku na turnieju "Dzikiej Ligii" nie zostawimy suchej nitki na żadnym z przeciwników, tylko gdybyśmy mogli trenować na korcie...
Nie chcielibyśmy spotkać z tą gorszą stroną losu i wysłuchiwać zbędnych komentarzy typu: "macie boisko pod szkołą", "macie po 20 lat na karku a zachowujecie się jak dzieci, po co wam to skoro już tu nie mieszkacie?" bądź "idźcie do klubu, tam grają w piłkę". Już tłumaczę dlaczego. W naszym środowisku znajduje się dużo osób, które w niedzielne mecze klubu GLKS Zorza Tempo Pacanów zasiadają dumnie na trybunach i wspierają swoich kolegów z boiska, którzy zostawiają tam swoje zdrowie i siły. Więc rozgraniczmy to trochę bo nie sądzę, że osoby związane z klubem ulotniły się z niego jak otworzycie kort - ba, jesteśmy tego tego pewni! Jesteśmy dorosłymi ludźmi i potrafimy rozdzielić ową formę rozrywki z zobowiązaniami więc zmartwienia, że klub przestanie funkcjonować są co najmniej głupie i bezpodstawne. Co do boiska pod szkołą to wolelibyśmy zostawić to bez komentarza bo podczas zwykłego sprintu raz biegnie się pod górkę, innym razem z, raz kopie się w piłkę a raz w buraki albo pagórki. Uważamy, że to boisko dostarczyło więcej krzywdy dzieciom i młodzieży niż sam kort i wszystkie na raz wzięte sytuacje z kortu, które do dziś pozostały tajemnicą dzieciaków. Podsumowanie:
Tak, mamy po dwadzieścia parę lat, mówimy slangiem, czasem pijemy alkohol, dobrze się bawimy i chcemy odzyskać kort. Po co? Po to żeby zostawić coś po sobie i żeby młodym dzieciakom żyło się tu lepiej. Mamy nadzieję, że tym tekstem wpłyniemy chociaż w jakimś małym, skromnym stopniu na decyzję władz. Podpisano, Zrzeszenie Gwardii Obrońców Kortu. AKCJA KORT REAKTYWACJA.