10/06/2026
Czy każde dziecko musi być duszą towarzystwa?
Ja, z tego co pamiętam, byłam raczej spokojnym dzieckiem. Choć moja siostra do dziś twierdzi, że charakter miałam od zawsze. Jeśli coś sobie postanowiłam, trudno było mnie przekonać do zmiany zdania. Chyba niewiele się pod tym względem zmieniło.
Kiedy dziś obserwuję dzieci i ich zachowania, często zatrzymuję się na chwilę i zadaję sobie jedno pytanie:
„A jak ja zachowałabym się na jego miejscu? W tym wieku, z taką wiedzą o świecie, z takimi doświadczeniami?”
I wtedy łatwiej mi zrozumieć.
Bo dzieci nie przychodzą na świat z gotową historią. Dopiero ją tworzą.
Nadal uważam, że każde dziecko jest jak książka, której pierwsze rozdziały piszą rodzice.
Są książki pełne opowieści, wspólnych chwil, rozmów i doświadczeń.
Są takie, w których niektóre strony chciałoby się wyrwać i spalić, ale pozostają częścią historii.
Są też książki, w których zapisano zaledwie kilka stron.
A czasem trafiają się takie, które długo pozostają prawie puste.
To my, dorośli, zapisujemy ich pierwsze rozdziały.
Pokazujemy dzieciom świat, uczymy je relacji, budujemy poczucie bezpieczeństwa albo nieświadomie zostawiamy miejsca, które kiedyś będą musiały wypełnić same.
Dlatego gdy widzę dziecko ciche, nieśmiałe, wycofane albo przeciwnie, głośne, uparte i pełne emocji, staram się pamiętać, że znam tylko kilka zdań z jego historii.
Pamiętajmy o jednym.
Dzieci są bezbronne.
To my, dorośli, powinniśmy stać na straży ich bezpieczeństwa. Nie tylko jako rodzice. Także jako sąsiadki, nauczyciele, sprzedawcy, znajomi czy przypadkowi świadkowie.
Gdy coś widzimy. Gdy coś słyszymy. Gdy coś budzi nasz niepokój, powinniśmy reagować.
To nie zawsze jest łatwe. Czasem może się okazać, że nasze przypuszczenia były błędne.
Ale jeśli nie były?
Może właśnie dzięki naszej reakcji ktoś otrzyma pomoc.
Może dzięki niej czyjaś historia potoczy się inaczej.
A czasem może zostać uratowane czyjeś dzieciństwo.
Filmik z ai, ach te nowe technologie…