06/06/2026
Robi się. Bardzo powoli. Moja pierwsza w życiu pracownia. Do tej pory służył za nią stół kuchenny. Potem dziecięcy pokój gdy te juz z domu wyjechaly i rzadko wracały. Potem bylo nią każde miejsce, każdy stół gdy akurat był wolny i nie zajety. Teraz robi sie ona. Mała ale moja i prawdziwa. Już oczami wyobraźni widzę ją. Walające się wszędzie ramki, rozpoczęte projekty, schnące obrazki i farby.....których nie muszę za każdym razem sprzątać. Będą powstawać tutaj obrazki piękne i jeszcze piękniejsze, malowane z miłości do szklanych malowideł, z szacunku do tradycji z której wyrosły i pasji do jej kontynuowania, z potrzeby bycia tu i teraz w wielkiej ciszy i zatrzymaniu się. Za miejscem tym oczywiscie stoi Marek (mąż moj wlasny osobisty od 33 lat) i Jemu należą się wielkie dzięki. Ma już chyba dosyć smrodu farb, walajacych sie szybek i jedzenia pomiędzy stertami obrazków. To Jemu przede wszystkim, sobie trochę też dedykuję ten obrazek. Troche podstarzałych i mocno już na pewno siwych, nierozłącznych i troche już skazanych na siebie. Miejscu które powstaje też trochę dedykuję. A w pracowni tej zamykać mnie będą najpiękniejsze drzwi z najbardziej magicznym wpadającym weń światłem.