Winylownia

Winylownia Sklep prowadzony przez kolekcjonerów płyt winylowych

🚨 Uwaga! Tygodnik! 🗣️Czyli zestawienie najciekawszych newsów według nas z tego tygodnia. Czytaj i bądź Ty mądry! 👇🔴 Font...
21/08/2026

🚨 Uwaga! Tygodnik! 🗣️

Czyli zestawienie najciekawszych newsów według nas z tego tygodnia. Czytaj i bądź Ty mądry! 👇

🔴 Fontaines D.C. ogłaszają nowy album

Tydzień temu mieliśmy tylko dwa nowe utwory zagrane na żywo oraz całe mnóstwo przypuszczeń, ale ostatnie dni wyjaśniły wszystko. Nowy krążek Fontaines D.C. zatytułowany „Dopamine Chamber” ukaże się już 16 października. Album wyprodukowany przez Jamesa Forda ma odejść nieco od stricte rockowych brzmień na rzecz mroczniejszych, inspirowanych syntezatorami, a jeżeli całość utrzyma poziom znakomitego singla „Marianne”, to dostaniemy od nich kolejny świetny album! Preorder już dostępny na naszej stronie, a w poście niżej przeczytacie o zespole nieco więcej.

🔴 Queens of the Stone Age z nowym albumem

A jakby tego było mało, kolejny album wydadzą również wkrótce Queens of the Stone Age. Ich wydany jakiś czas temu, bardzo przyjemny singiel „Easy Street” zwiastował, że coś się święci. W końcu możemy jednak podzielić się pierwszymi konkretami, gdyż następca wydanego w 2023 roku „In Times New Roman...” zatytułowany będzie „Perfecth”, a usłyszymy go już 30 września! Ale to nie koniec zapowiedzi płytowych, gdyż...

🔴 Down wracają z „Volume V”

Z nowym krążkiem powraca również legendarna, sludge’owa supergrupa Down, która nie wydawała nowego materiału od pochodzącej z 2014 roku EP-ki „Down IV – Part II”. Nowy album zatytułowany „Volume V” zawierać ma m.in. numer „Ozz”, będący hołdem dla Ozzy’ego Osbourne’a, oraz kolaborację z Kingiem Diamondem i jego żoną Livią Zitą. Całość ukaże się 20 listopada nakładem Nuclear Blast Records, a już dziś posłuchać możemy pierwszego, mocarnego singla zatytułowanego „Blood Oath”.

🔴 Cameron Winter z koncertem z Carnegie Hall

Cameron Winter, znany ze znakomitego zespołu Geese, na początku grudnia 2025 roku zagrał solowy koncert w nowojorskiej Carnegie Hall, stając się tym samym jednym z najmłodszych muzyków, którzy dali tam całkowicie wyprzedany solowy koncert. Muzyk wyposażony jedynie w fortepian wykonał znacznie przearanżowany materiał ze swoich solowych płyt oraz pobocznych projektów, a także zaprezentował trzy niepublikowane wcześniej utwory. Ten niezwykły koncert ukaże się wreszcie w wersji fizycznej, która do sprzedaży trafi już 9 października.

🔴 Anderson .Paak i Cordae łączą siły

Anderson .Paak oraz r***r Cordae na przestrzeni kilku lat wypuścili do tej pory oficjalnie jedynie trzy wspólne numery. To wystarczyło fanom, żeby zauważyli niesamowitą wręcz chemię między tą dwójką i wyczekiwali kolejnych kolaboracji. W 2023 roku gruchnęła nawet wiadomość, że obaj mają już zgromadzone sporo materiału nadającego się na płytę, za którego produkcję odpowiadał J. Cole. Po chwili ciszy panowie niespodziewanie ogłosili wspólny album zatytułowany „Heavy Is the Crown”, który trafi do nas już 23 października.

🔴 Mac Miller z kolejnymi niepublikowanymi nagraniami

Jeżeli myśleliście, że zasoby niewydanej muzyki od Mac Millera się wyczerpały i czekacie już tylko na zapowiadany od lat krążek z Madlibem, to mamy dobrą wiadomość. Z okazji 10. rocznicy wydania genialnego „The Divine Feminine” ukaże się reedycja zawierająca aż trzy bonusowe tracki pochodzące z sesji do tego albumu. Do sieci trafił już jeden z nich i choć wspomniane „Butterflies” latało po sieci jako leak, to dobrze w końcu usłyszeć jego oficjalną wersję.

🔴 Netflix kupił dokument o Wu-Tang Clan

Ponad milion dolarów – za tyle platforma streamingowa Netflix wykupiła prawa do filmu dokumentalnego „The Disciple: A Wu-Tang Fable”, opowiadającego o powstaniu oraz dalszych losach albumu grupy Wu-Tang Clan – „Once Upon a Time in Shaolin”. Krążek, który ukazał się wyłącznie w postaci jednego fizycznego wydania, po swojej premierze trafiał do różnych szemranych właścicieli, którzy wydawali na niego grube miliony. Do komercyjnej dystrybucji trafić ma dopiero w 2103 roku. Znacznie wcześniej zobaczymy jednak dokument, gdyż premiera odbędzie się już 16 października.

🔴 Demon Hunter pozywa Netflix

Pozostajemy przy Netfliksie, gdyż milion dolarów na film o albumie Wu może nie być ich jedynym wydatkiem w najbliższym czasie. Chrześcijański zespół heavymetalowy występujący od 25 lat pod nazwą Demon Hunter pozwał platformę za opublikowany u nich animowany musical „KPop Demon Hunters” oraz zespół koncertowy występujący pod tą właśnie nazwą. Powoduje to według ich słów zamieszanie wśród odbiorców, którzy przez pomyłkę kupowali bilety na niewłaściwe koncerty.

🔴 Björk przyjedzie do Polski

„Echolalia”, czyli audiowizualna, autorska wystawa Björk, odwiedzi nasz kraj. Instalacje stanowiące opowieść o pamięci, wspólnocie, naturze i przemianie pojawią się w kilku lokalizacjach Bielska-Białej, czyli miasta noszącego w tym roku miano Polskiej Stolicy Kultury. Co ciekawe, będzie to dopiero druga międzynarodowa odsłona tego projektu, który do tej pory dostępny był jedynie w Reykjavíku. Całość oglądać, a właściwie odczuwać, można będzie od 2 do 25 października.

🔴 Nie żyje Frank Beard z ZZ Top

Na swoim ranczu w Teksasie, otoczony przez najbliższą rodzinę, w wieku 77 lat zmarł wieloletni perkusista zespołu ZZ Top – Frank Beard. Przyczyny śmierci nie zostały oficjalnie podane, ale problemy zdrowotne Bearda zmusiły teksaskie trio do odwołania kilku koncertów, w tym zaplanowanego na 5 sierpnia występu w Hollywood Bowl.

🔴 Kayax sprzedaje katalog Universalowi

Poza tym wytwórnia Kayax przestała być oficjalnie niezależną wytwórnią, sprzedając swój katalog Universalowi, a próba wskrzeszenia legendarnego festiwalu Hip Hop Kemp zakończyła się odwołaniem tegorocznej edycji na jeden dzień przed startem. Niewesoło, ale trzymamy kciuki za bardziej pozytywne newsy w przyszłym tygodniu!

🆕 Piątkowe premiery w Winylowni:

• WEEZER — Weezer

• BRANDON FLOWERS — Thrasher

• JORJA SMITH — What Are The Odds

• THE AFGHAN WHIGS — Soft Control

• SAM SMITH — Hazel Eyes

• ANTONY SZMIEREK — Decoding Birdsong

• DMA'S — Dma's

📌 Link do preorderów oraz najnowszych premier winylowych czeka na Was w komentarzu 👇

Fontaines D.C. to band, który od kilku już lat elektryzuje słuchaczy i zachwyca swoim mrocznym klimatem. Oczywiście słyc...
20/08/2026

Fontaines D.C. to band, który od kilku już lat elektryzuje słuchaczy i zachwyca swoim mrocznym klimatem. Oczywiście słychać w tym echa złotej ery postpunkowych brzmień, ale panowie wypracowali swój niepowtarzalny styl już na pierwszym albumie i z płyty na płytę rozwijali swoje pomysły.

Co najbardziej urzekło mnie w tej muzie? Kiedy odpaliłem ich pierwszy album, poczułem klimat nocy, która nie chce się skończyć. Słuchając „Dogrel”, miałem wrażenie powrotu do domu nad ranem, kiedy miasto jest już prawie puste, a w głowie kotłują się sprawy, które próbowałem wcześniej zagłuszyć. Był to ten rodzaj mroku, który uwielbiam. Nie było w tym nic przerysowanego, a bardzo osobistego i bardzo ludzkiego. Z drugiej strony była w tym taka punkowa werwa, złość, która równie mocno jest bliska mojemu sercu jak melancholia czy egzystencjalny smutek.

To, co najbardziej przykuło moją uwagę, to głos i sposób przekazywania emocji przez frontmana kapeli, czyli Griana Chattena. Z jednej strony była w tym wszystkim taka Curtisowa rezygnacja, ale też nonszalancja, cwaniactwo rodem z mrocznych ulic Dublina, gdzie można dostać łomot pod knajpą. Zakochałem się w tym krążku i czekałem na to, co będzie dalej…

„A Hero’s Death” oczarowało mnie równie potężnie. Był to album jeszcze bardziej zimny i mocniej pochłaniający swoim klimatem. Pamiętam, że odpaliłem go kilka dni po premierze, późnym wieczorem, i już po pierwszych sekundach „I Don’t Belong” wiedziałem, że przez długi czas nie będę mógł się od niego uwolnić. Fontaines D.C. odeszli od surowej, punkowej energii na rzecz chłodu, niepokoju i sennego, momentami wręcz klaustrofobicznego klimatu. Ta płyta całkowicie wciągnęła mnie w swoją otchłań.

Po takim albumie nie mogłem się już doczekać „trójki”. „Skinty Fia” początkowo nie weszło mi jednak tak mocno, jak oczekiwałem. Doceniałem ten bardziej psychodeliczny, duszny klimat i agresywniejszego Griana, ale chyba nadal szukałem tego chłodu, który tak mocno pochłonął mnie na „dwójce”. Podobnie było z „Romance” i solowym „Chaos for the Fly”. Słuchałem, doceniałem, ale coś jeszcze nie chciało zaskoczyć. Aż do momentu, gdy panowie zaczęli grać w tym roku na żywo nowe numery, a ja w oczekiwaniu na studyjną wersję „Marianne” wróciłem do dwóch ostatnich krążków. Spacer po 23, pet w pysku i nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Zrozumiałem, że problem nie leżał w tych albumach, tylko gdzieś we mnie i w tym, czego uparcie od Fontaines oczekiwałem. Tak że oficjalnie: odszczekuję. Problem nie leżał w tych płytach. Problem polegał na tym, że za długo próbowałem słuchać ich przez pryzmat „A Hero’s Death”

No, ale to już było… Teraz czas na „Dopamine Chamber”!
Czy wersja studyjna „Marianne” zachwyciła mnie tak samo jak koncertowe wykonanie? Ba! Nawet bardziej! Klimat The Cure i Depeche Mode aż wylewa się z tego numeru, więc zostałem kupiony z miejsca, a album, na który wcześniej nawet nie czekałem, nagle stał się jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie wydawnictw tego roku.

Czy nowy Fontaines zdetronizuje Neurosis jako numer jeden roku 2026 w moim prywatnym rankingu? Nie wiem, ale już nie mogę się doczekać, aby zanurzyć się w tym dublińskim mroku!

Tradycyjnie 🔗 link do sklepu znajdziesz w komentarzu ⤵️

Trochę czasu przyszło nam czekać na te wznowienia...Hole, czy ktoś tego chce, czy nie, to klasyk muzyki lat 90. Panie i ...
19/08/2026

Trochę czasu przyszło nam czekać na te wznowienia...
Hole, czy ktoś tego chce, czy nie, to klasyk muzyki lat 90. Panie i jeden pan stworzyli trzy bardzo dobre albumy, które na stałe wpisały się w buntowniczy sound nineties. Dziś Courtney funkcjonuje w przestrzeni publicznej bardziej jako wredna wdowa po Cobainie, która, według niektórych, być może maczała palce w jego śm***ci, kiedy ten myślał o rozwodzie. Jest to absolutnie krzywdzące, jeśli chodzi o jej spuściznę artystyczną, ale tak już raczej będzie do końca.

Sam pamiętam, kiedy wchodziłem w „grunge”, spotkałem się z opiniami, że Hole to tandeta, bo przecież gdyby nie Nirvana, to nikt by nie słyszał o ich muzie. Ja jednak postanowiłem dać szansę pani Love i pierwszy raz odpaliłem „Live Through This”. Damn! co to jest za płyta! Wściekłość i bunt można jeść łyżkami, a kompozycje są po prostu w punkt. Właśnie w tym tkwi siła tej płyty! To nie brzmi jak próba dopisania się do historii grunge’u, tylko jak album zespołu, który ma własny charakter, własną wściekłość i niesie swoją wizję rockowego buntu.

Ogólnie wokół tego krążka urosła mega teoria spiskowa, wynikająca z postrzegania Courtney przez opinię publiczną. Do dziś mówi się, że większość materiału skomponował Kurt, który został ghostwriterem Hole. Oczywiście muzycy tworzący ten krążek zaprzeczają wszystkim tym insynuacjom. Cobain co prawda pojawił się w studiu w trakcie nagrywania albumu i dograł chórki do takich numerów jak „Asking for It” oraz „Softer, Softest”, ale na tym jego rola się kończy.

Wydaje mi się, że wszystko to jest również powiązane z tym, że kilka dni po wydaniu tego albumu Kurt popełnił sam****stwo, więc fani zaczęli doszukiwać się jakiegoś związku między płytą a jego odejściem. No cóż... Ludzie kochają teorie spiskowe i kochać będą, zresztą wiadomo nie od dziś, że np. prawdziwego McCartneya nie ma od 1966.

Nie zmienia to jednak faktu, że album ten jest wybitny i doskonały od początku do końca. Mamy tutaj hymny w postaci „Violet” czy „Doll Parts”, ale to nie one są moimi ulubionymi momentami. Takie tracki jak „Jennifer's Body”, „Gutless” oraz „I Think I Would Die” to moim zdaniem najpiękniejsze wizytówki tego albumu.

Czy reszta dyskografii Hole jest równie cudowna? Hmm... Długo nie mogłem przejść przez noisowe brzmienie ich debiutanckiego „Pretty on the Inside”. Nie jest to nawet powiązane z surowością tego wszystkiego, bo styl lat 90. jest najpiękniejszy, ale brakowało mi w tym wszystkim pomysłów. Słyszałem tam fascynacje Sonic Youth czy L7, ale brakowało mi w tym osobowości Love i reszty. Dziś znacznie bardziej doceniam ten krążek, ale początki były trudne.

Tego samego nie mogę natomiast powiedzieć o „Celebrity Skin”. Pomimo iż album ten był uznawany za sprzedaż ideałów i pójście w bardziej przyjaznym, radiowym kierunku, to siadł mi od samego początku. Mamy tutaj banger na bangerze, więc o co chodzi? Wydaje mi się, że ówczesna niechęć do tego tytułu też była powiązana z plotkami wokół śm***ci Kurta i gadkami w stylu, że Love wykorzystuje jego popularność. „Celebrity Skin” jest zresztą świetnym przykładem na to, jak bardzo odbiór muzyki może zostać przyćmiony przez historię i życie prywatne artysty.

Co prawda nie jest to ten sam poziom doskonałości co wspomniane „Live Through This”, ale album ten bardzo fajnie zamyka klasyczny okres Hole i, ogólnie, historię tego zespołu.

Wiem, że była reaktywacja i takie coś jak „Nobody's Daughter”, ale Brak Melissy i Erica na tym albumie to nieporozumienie. Wydaje mi się, że po średnim sukcesie solowego debiutu „America's Sweetheart” Courtney wpadła na pomysł, aby wrócić pod znanym szyldem. Ogólnie „Nobody's Daughter” nie było złym materiałem, ale na bank nazwa Hole zrobiła więcej szumu wokół tego wydawnictwa. Czy przełożyło się to na sprzedaż? Oczywiście, że nie. Wydaje mi się nawet, że zaszkodziła temu albumowi.

Brak kogokolwiek z ostatniego klasycznego składu miał swoje odzwierciedlenie w brzmieniu tego albumu, o którym już mało kto pamięta.

Teraz, w obliczu reedycji klasycznych płyt Hole, znów mamy plotki na temat reaktywacji tego bandu. Tajemnicze wpisy na Insta okazały się jednak złudną nadzieją. Courtney Love potwierdziła, że nie będzie reaktywacji Hole, ale jednocześnie zapowiedziała wspólne występy z Melissą Auf der Maur, podczas których mają pojawić się nowe numery.

Jednak nie ma tego złego! Melissa Auf der Maur oraz Courtney Love mają pracować nad nową muzyką i koncertami, których sety będą zawierać nowe numery, a być może również klasyki Hole. Nie jest to reaktywacja, na którą czekałem, ale i tak jestem ciekawy, co z tego wyjdzie. Nowy album Courtney jest już gotowy, choć obecnie najpewniejszą informacją jest właśnie to, że Love planuje powrót do muzyki i grania na żywo.

I chyba właśnie dlatego te wznowienia są dobrym momentem, żeby jeszcze raz spojrzeć na Hole nie przez pryzmat Cobaina, plotek i całej otoczki wokół Courtney, ale po prostu przez pryzmat muzyki.

Nie zmienia to jednak faktu, że Hole i ich trzy pierwsze płyty to esencja lat 90. Oficjalne reedycje „Pretty on the Inside”, „Live Through This” i „Celebrity Skin” cieszą mnie niesamowicie. Co będzie dalej? Pożyjemy, zobaczymy, ale taki koncercik Love i Melissy to przytuliłbym bez mrugnięcia okiem!

Tradycyjnie 🔗 link do sklepu znajdziesz w komentarzu ⤵️

Smashing Pumpkins to dla mnie zespół ikoniczny! Wszystko, co zrobił Corgan i reszta do roku 2000, to przepiękna muzyczna...
18/08/2026

Smashing Pumpkins to dla mnie zespół ikoniczny!
Wszystko, co zrobił Corgan i reszta do roku 2000, to przepiękna muzyczna podróż. Po rozpadzie bandu w tym samym roku zespół ten przestał dla mnie istnieć. Wiem, wiem, że Corgan reaktywował Smashing Pumpkins w 2006 roku i od tego momentu nagrywa i działa nieprzerwanie, ale uważam, że wszystko to nie wynikało z chęci artystycznej wypowiedzi, a z tego, że Zwan Corgana nie odniosło sukcesu komercyjnego i trzeba było powrócić do starej, sprawdzonej marki.

Ogólnie Zwan nie było złym projektem. Były tam fajne momenty, ale nie było magii Dyń. Oczywiście słucham albumów, które Corgan wydaje, i takie krążki jak „Oceania” czy „Monuments to an Elegy” mają swoje momenty, ale brakuje w tym wszystkim duszy. Nawet powrót Jamesa i Jimmy’ego nie poprawił sytuacji kompozytorskiej w tym zespole. Albumy nagrane w „oryginalnym” składzie nadal są według mnie... średnie.

Nawet nie chodzi o to, że nie mogłem pogodzić się z brakiem ikonicznej D’Arcy na basie w tym wszystkim. Po prostu pomysły Billy’ego i reszty w tym momencie zupełnie nie trafiają w moje gusta. Jednak pierwsze pięć krążków Smashing Pumpkins na zawsze pozostanie w moim sercu.

Dziś, jak się domyślacie, przypomnimy sobie odrobinę zawartości ich przedostatniego wydawnictwa ze złotego okresu, czyli „Adore”.

Pomimo swojej kultowości i klasyczności jest to chyba jedna z najbardziej niedocenianych płyt Smashing Pumpkins. Po ogromnym sukcesie genialnego „Mellon Collie...” Billy Corgan postanowił absolutnie odrzucić oczekiwania krytyków i fanów. Odsunął na bok ciężkie gitary i poszedł bardziej w nostalgiczny, spokojny klimat. Znajdziemy tutaj więcej elektronicznych brzmień i akustycznych zagrywek, którym brudne gitary ustąpiły miejsca.

Sam pamiętam, kiedy pierwszy raz odpaliłem ten album, wchodząc w świat Smashing Pumpkins. Jakie to było zdziwienie, kiedy zobaczyłem, że muzyka wcale nie brzmi tak, jak się spodziewałem. Ogólnie zakochałem się w tej okładce od pierwszego wejrzenia. Znałem już poprzednie albumy Smashing Pumpkins i myślałem, że za chwilę spłynie na mnie równie piękna i romantyczna muzyka, odziana w cudowne gitary Corgana i Ihy. No i okazało się, że nic z tych rzeczy...

Romantycznie było faktycznie, ale muzyka była zupełnym przeciwieństwem tego, czego się spodziewałem. Jednak po drugim okrążeniu „Adore” coś kliknęło. Doceniłem to wszystko i zakochałem się do szaleństwa w tej melancholii Corgana.

Zacząłem również doceniać to, że Corgan nie próbuje na siłę powtórzyć sukcesu i brzmienia poprzednich płyt. „Adore” ma własny charakter. Oczywiście są tutaj mocniejsze fragmenty, jak „Ava Adore” czy „Pug”. Jednak nie jest to ten sam poziom ciężaru co na poprzednim krążku. Nawet kiedy te gitary są bardziej rockowe, wszystko to jest otulone takim rozmytym, sennym klimatem.

Chyba moim ulubionym momentem tego albumu jest „Tear”, który właśnie fajnie ukazuje nam ten pomost między gitarowymi korzeniami zespołu a nostalgicznym światem „Adore”. No i oczywiście „Crestfallen”, który jest jedną z najpiękniejszych ballad Corgana i spółki.

Nie zgadzam się również z opiniami, że przez ten wszechobecny mrok album w pewnym momencie zaczyna się dłużyć. Uważam, że właśnie ten płynący, wypełniony szarością klimat jest jego największą zaletą. Nie znajdziemy tutaj rockowych bangerów, a raczej chwilę wyciszenia, dzięki której możemy pobyć sam na sam ze swoimi myślami. Dzięki temu również „Adore” brzmi jak spójna całość, a nie tylko zbiór potencjalnych rockowych singli.

Kiedy po latach odpalam ten album, mam również wrażenie, że wszystkie te numery w pewnym sensie dorosły razem ze mną. Wydaje mi się, że nawet jeszcze bardziej rozumiem samotność zamkniętą w tych dźwiękach.
Ta muzyka jest po prostu piękna, a chyba nie można być obojętnym na piękno i sztukę?

„Adore” to album klasyczny, który z jednej strony wzrusza, ale też zmusza do refleksji nad otaczającym nas światem. Chciałbym, aby kiedyś Smashing Pumpkins jeszcze raz oczarowali mnie takim klimatem, ale z drugiej strony wiem, że albumy tak doskonałe nagrywa się tylko raz.

Tradycyjnie 🔗 link do sklepu znajdziesz w komentarzu ⤵️

🚨 Uwaga! Tygodnik! 🗞️Czyli zestawienie najciekawszych newsów według nas z tego tygodnia. Czytaj i bądź Ty mądry! 👇🔴 Font...
14/08/2026

🚨 Uwaga! Tygodnik! 🗞️

Czyli zestawienie najciekawszych newsów według nas z tego tygodnia. Czytaj i bądź Ty mądry! 👇

🔴 Fontaines D.C. wracają z nową muzyką

Po niemal rocznej przerwie Fontaines D.C. ponownie stanęli na scenie i od razu dali fanom coś ekstra. Podczas koncertu w Hiszpanii zespół zaprezentował aż dwa nowe utwory – „Marianne” oraz „Six Shot Morning”. Oficjalnych singli ani zapowiedzi nowego albumu jeszcze nie ma, ale wygląda na to, że coś zaczyna się dziać. Teraz tylko czekamy na konkrety i jakieś info o koncercie w Polsce!

🔴 Erykah Badu wraca do Polski

Królowa soulu po ubiegłorocznych koncertach w Gdyni ponownie odwiedzi nasz kraj. Już 25 października Erykah Badu zagra w katowickim Międzynarodowym Centrum Kongresowym w ramach projektu „IMEHO – An Intimate Experience with Erykah Badu”. Ma być kameralnie, improwizacyjnie i bez dwóch takich samych koncertów, bo na przebieg występu wpływać będą również atmosfera i energia publiczności.

🔴 Nowy album Erykah Badu i Alchemista już za chwilę

Zostajemy przy Erykah Badu, bo jej wspólny album z Alchemistem w końcu ma ujrzeć światło dzienne. Krążek o roboczym, a może już całkiem oficjalnym tytule „Sorry, We Don't Have an Album Title Yet…” ma zawierać aż 17 utworów. Pierwszy singiel „Witch Doctor” już trafił do sieci, a dodatkowego smaczku dodaje wykorzystany w nim sampel z Wojciecha Karolaka oraz obecność Thundercata, DJ Quika i RC Williamsa.

🔴 Ad-Rock coveruje Justina Biebera

Członek Beastie Boys grający cover Justina Biebera? Tego zdecydowanie nie mieliśmy w naszym bingo. Ad-Rock wsparł swoją żonę, Kathleen Hannę, przy nagraniu benefitowej kompilacji „Contra-ICE Vol. 1: ICE Out”. Razem z Money Markiem stworzyli instrumentalną oprawę dla całkiem udanej przeróbki „Let Me Love You” DJ Snake'a i Justina Biebera.

🔴 Pierwsza Polka w A COLORS SHOW

Do grona artystów, którzy wystąpili w kultowej już serii A COLORS SHOW, dołączyła pierwsza w historii kanału Polka. Diiya wykonała „Lipka Drill”, czyli tradycyjną pieśń ludową w zdecydowanie bardziej współczesnej odsłonie. Wyszło brawurowo, a my oczywiście gratulujemy!

🔴 Suno chce tłoczyć winyle z muzyką AI

Platforma Suno, umożliwiająca tworzenie muzyki przy pomocy sztucznej inteligencji, idzie o krok dalej. Firma szykuje usługę, dzięki której za 45 dolarów plus koszty wysyłki będzie można wytłoczyć wygenerowane przez siebie utwory na winylu wykonanym z PETG. AI pomoże również stworzyć okładkę. Całe to szaleństwo zdecydowanie nie zwalnia.

🔴 Suno dogaduje się z BMG

Jakby tego było mało, Suno ogłosiło globalne partnerstwo z BMG. Firma staje się kolejnym po Warner Music Group dużym podmiotem, który reguluje kwestie wykorzystania nagrań i kompozycji przez modele AI. BMG ma również uczestniczyć w pracach nad kolejną generacją technologii Suno. Dokąd to wszystko zmierza? Chyba już nikt do końca nie wie.

🔴 Brian May protestuje przeciwko AI... za pomocą AI

Gitarzysta Queen postanowił zwrócić uwagę na problem coraz większej ingerencji sztucznej inteligencji w sztukę, tworząc przy jej pomocy alternatywną wersję okładki albumu The Game. Przy okazji zwrócił uwagę na środowiskowe konsekwencje rozwoju infrastruktury niezbędnej do działania AI i zaapelował do brytyjskich władz o reakcję. Trochę ironicznie, ale przekaz chyba dotarł.

🔴 Denzel Curry i Kenny Beats wracają z „ii”

Kontynuacja świetnie przyjętego UNLOCKED nadciąga! Denzel Curry i Kenny Beats zapowiedzieli album „ii”, który powstał przy użyciu samplera SP-404, taniego mikrofonu oraz, jak twierdzą sami artyści, „czystego instynktu artystycznego”. Premiera już 21 sierpnia, a pierwszy singiel „DIFFERENCE” jest w sieci. Zapowiada się surowo i konkretnie.

🔴 Royal Blood szykują najgłośniejszy album w karierze

Nowe single wypuścili również Mastodon i Gloryhammer, ale z pełnoprawną zapowiedzią albumu wyskoczyli panowie z Royal Blood. Duet już w styczniu 2025 roku zamknął się w studiu i bez żadnej presji stworzył 10 utworów. Według zespołu będzie to ich najszybszy i najgłośniejszy album w karierze. „Ten Over Ten” już trafił do sieci i... jest naprawdę dobrze!

🆕 Piątkowe premiery w Winylowni:

• PHOEBE BRIDGERS — Lost Weekend

• MARILYN MANSON — One Assassination Under God - Chapter 2

• JUNGLE — Sunshine DESERT

• THE SCRIPT — The User’s Guide To Being Human

• LUKAS GRAHAM — Good Times

• BECKY G — Baraja Bendita

• BOSTON MANOR — Be Nothing Deluxe 10 Year Anniversary

• ELIZABETH COOK — Great Television

📌 Link do preorderów oraz najnowszych premier winylowych czeka na Was w komentarzu 👇

The Beatles to fundament muzyki, którą znamy dzisiaj. Przez zaledwie 10 lat nagrali 12 albumów, które zmieniły świat i d...
09/08/2026

The Beatles to fundament muzyki, którą znamy dzisiaj. Przez zaledwie 10 lat nagrali 12 albumów, które zmieniły świat i do dziś wyznaczają kierunek kolejnym pokoleniom. A teraz wraca „Rubber Soul” (jeden z moich ukochanych krążków Bitli) w konkretnym wznowieniu: nowe miksy, archiwalne nagrania i materiały, których wcześniej oficjalnie nie publikowano.

Dlaczego tak cieszy mnie reedycja tego materiału i to w tak obfitym wydaniu? Ano przede wszystkim „Rubber Soul” to album przełomowy na wielu płaszczyznach, nie tylko muzycznych, ale i wydawniczych. W pierwszej połowie lat 60. to single były najważniejsze, a wiele albumów traktowano głównie jako dodatek do przebojów. The Beatles wyrwali się jednak z tej reguły. „Rubber Soul” nie miał słabych momentów, był spójną całością, od zawartości muzycznej po okładkę. Warto zaznaczyć, że w tamtych czasach na froncie albumu nie zawsze musiała znaleźć się nazwa zespołu. W tym przypadku mamy fotografię, która moim zdaniem jest równie genialna jak muzyka ukryta pod nią.

Jednak odpuśćmy sobie te dywagacje na temat zdjęcia, bo to nie kurs fotografii, i skupmy się na najważniejszym, czyli na muzyce. Panowie w tym czasie nie próżnowali. Wypuszczali kolejne płyty jak z rękawa. Minęło ledwo pół roku od „Help!”, a tu już kolejny krążek. „Rubber Soul” nagrano w zaledwie cztery tygodnie. Wydaje się to absolutnym szaleństwem, ale jak na tamten okres dla nich był to długi czas. The Beatles nie musieli wtedy ani nagrywać filmów, ani grać koncertów, więc to, co dziś wydaje się luksusem, dla nich było normalnością. Bez pośpiechu chwycili za instrumenty i wykorzystali ten czas idealnie, tworząc coś innego i w pełni spójnego.

Dzięki temu na krążku znajdziemy nie tylko klasyczne beatlesowskie numery, ale też pierwsze odważniejsze próby odejścia od ich dotychczasowego brzmienia. Co ciekawe, ta zmiana nie uderza słuchacza od razu. „Rubber Soul” nie jest rewolucją w stylu chociażby „Sgt. Pepper's...”. To raczej płyta, na której Beatlesi subtelnie przesuwają granice. Nadal piszą fenomenalne melodie, ale coraz częściej przemycają do nich nowe instrumenty, bardziej dojrzałe teksty i rozwiązania, których w muzyce pop praktycznie wcześniej nie było. To właśnie dlatego ten album starzeje się tak dobrze. Nie próbuje szokować na siłę, tylko naturalnie pokazuje rozwój zespołu. Najbardziej znanym przykładem tego „zabiegu” jest oczywiście cudowny numer Lennona, „Norwegian Wood (This Bird Has Flown)”, w którym Harrison chwycił za sitar. Dziś może nie wydawać się to niczym szalonym, ale tym utworem Panowie otworzyli pewne drzwi, którymi później przeciskali się także wspomniani na początku Stonesi. Ten numer uznaje się za początek absolutnie „awangardowej” drogi The Beatles.

Ale na tym nie kończą się instrumentalne smaczki „Rubber Soul”. Oczywiście, że nie. Już otwierający album „Drive My Car” zawiera partie fortepianu w refrenie. Jest to pewnego rodzaju symbol pokazujący, że Panowie chcieli wyrwać się z ram, które sami sobie wcześniej stworzyli, i w pewnym sensie zerwać również z ówczesnym podejściem do muzyki. Klawisze, a konkretnie organy, pojawiają się również w „You Won’t See Me”. Uwielbiam refren tego numeru. Wokalne harmonie nadają mu psychodeliczny sznyt, który na kolejnych krążkach był już obecny znacznie mocniej.

Warto wspomnieć, że swój wkład instrumentalny na „Rubber Soul” wniósł też „piąty Beatles”, czyli producent George Martin. Jego jazgoczące solo na fisharmonii w „The Word” (mój ulubiony numer!) i solówka na pianinie w „In My Life” nadają muzyce zupełnie nowych barw. A skoro już przy tym utworze jesteśmy, mamy tam ciekawy niuans techniczny. Martin nie wyrabiał się z tempem podczas nagrywania partii, więc zagrał ją wolniej, a potem przyspieszono taśmę podczas miksowania. Efekt był na tyle dziwny i oderwany od rzeczywistości, że Panowie postanowili go zostawić. Wiem, że dziś takie eksperymenty być może nie robią już na nikim wrażenia, ale warto pamiętać, że mamy rok 1965 i podobne zabiegi były wtedy muzyczną podróżą w kosmos. Podobnie sprawa ma się z przesterowanym basem w „Think for Yourself”. The Beatles nie byli już marionetkami w rękach wydawców, stali się prawdziwymi artystami, którzy chcieli zmieniać muzyczny świat. Robili to, na co mieli ochotę. Oczywiście z płyty na płytę stawali się coraz odważniejsi, ale, tak jak wspomniałem, gdyby nie to wszystko, pewnie nie mielibyśmy „Revolvera” i kolejnych genialnych płyt.

Jak widzicie, uwielbiam ten krążek, uwielbiam ten zespół i serio łapię się na tym, że za każdym razem odkrywam ich muzykę na nowo. Na samą myśl o tych niepublikowanych numerach i odrzutach z sesji zaczynam nerwowo przebierać nogami. Słuchając takich „smaczków”, mam wrażenie, jakbym mógł jeszcze głębiej zajrzeć w genialne umysły tych muzyków i jeszcze lepiej zrozumieć ich proces twórczy. Pisząc te słowa, oczywiście odpaliłem sobie „Rubber Soul”, który właśnie powoli się kończy. Z półki uśmiecha się już do mnie „Magical Mystery Tour”, więc chyba wiecie, co będzie dalej...

Tradycyjnie 🔗 link do sklepu znajdziesz w komentarzu ⤵️

🚨 Uwaga! Najnowszy Tygodnik już jest! 🗞️🔴 Jay-Z przypomina o sobieJay-Z od dawna nie rozpieszcza fanów nową muzyką, dlat...
07/08/2026

🚨 Uwaga! Najnowszy Tygodnik już jest! 🗞️

🔴 Jay-Z przypomina o sobie

Jay-Z od dawna nie rozpieszcza fanów nową muzyką, dlatego każda jego gościnna zwrotka odbija się szerokim echem. Tym razem usłyszeliśmy go na pakiecie remiksów „Morning Dew (Donk)”, przygotowanym z okazji 20-lecia albumu B'Day Beyoncé. Sam Hov świętuje w tym roku jubileusze debiutu oraz The Blueprint, więc może w końcu doczekamy się także nowego albumu.

🔴 Ariana Grande zapowiada przerwę

Ariana Grande rozpoczęła trasę promującą album Petal, ale równocześnie ogłosiła, że po jej zakończeniu wycofa się z życia publicznego. W emocjonalnym przemówieniu podczas koncertu w Chicago przyznała, że decyzję podjęła już dawno i chce odpocząć od nieustannego oceniania jej wyglądu oraz stanu zdrowia.

🔴 Olivia Dean pisze historię

Olivia Dean nie zwalnia tempa. Podczas występu na Lollapaloozie w Chicago zaprosiła na scenę Sama Fendera, z którym wykonała „Rein Me In”, świętując 19. tydzień utworu na szczycie UK Singles Chart i pobicie ponad 70-letniego rekordu.

🔴 Brian Eno wraca... na lotnisko

Legendarny album Ambient 1: Music for Airports zostanie wykonany na żywo dokładnie tam, gdzie według zamysłu Briana Eno miał wybrzmiewać najlepiej. Już 20 września Manchester Camerata dwukrotnie zaprezentuje cały materiał na lotnisku w Manchesterze w ramach festiwalu Here We Are.

🔴 Boy George w centrum skandalu

Nowy utwór Boya George'a, stworzony z wykorzystaniem AI i wyrażający poparcie dla rządu Izraela, został usunięty z Bandcampa wraz z kontem artysty. Muzyk stracił również miejsce w obsadzie musicalu Jesus Christ Superstar wystawianego w London Palladium. Wygląda na to, że to dopiero początek konsekwencji.

🔴 Kolejne mocne zapowiedzi

Do sieci trafiły nowe single zapowiadające nadchodzące albumy Bonobo, Alabama Shakes oraz projektu Czarface & Frankie Pulitzer. Równocześnie nowe wydawnictwa ogłosili Jacques Greene, Dawn Richard, Sleep, The Avalanches, DIIV oraz O Slow. Druga połowa roku zapowiada się naprawdę konkretnie.

🔴 Stone Island wchodzi na hardcore

Stone Island przez sześć miesięcy dokumentował życie w trasie muzyków Angel Du$t, Haywire, High Vis oraz Knocked Loose. Efektem będzie seria filmów The Calm & The Chaos oraz pełnometrażowy dokument zaplanowany na 2027 rok. Pierwszy materiał jest już dostępny i przyznajemy – takich reklam zdecydowanie byśmy nie skipowali.

🆕 Piątkowe premiery w Winylowni:

• RAVYN LENAE — Blue Island

• FLO — Therapy At The Club

• ELECTRIC CALLBOY — Tanzneid

• HOLLYWOOD VAMPIRES — At Montreux Jazz Festival

• THE MOUNTAIN GOATS — Days

• PHILIPP JOHANN THIMM — The Red Door

• ALCATRAZZ — Prior Convictions

📌 Link do preorderów oraz najnowszych premier winylowych czeka na Was w komentarzu 👇

Adres

Nowe Miasto

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Winylownia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Winylownia:

Skróty

Udostępnij