19/05/2026
Ariana Grande to artystka, która jednocześnie potrafi mnie zachwycić i totalnie zostawić obojętnym.
Nie ma co dyskutować nad jej wokalem, bo ten jest potężny. Technicznie wciąż pozostaje jedną z najlepszych wokalistek współczesnego popu, a kiedy trafia na odpowiednich producentów i ma wyraźny pomysł na siebie, efekty potrafią być wręcz spektakularne. Więc gdzie właściwie leży mój problem?
Grande wydaje mi się po prostu nierówną artystką, przynajmniej na moje ucho. Owszem, zdarzają się jej bardzo mocne tytuły, jak „Dangerous Woman”, „Sweetener” czy „thank u, next”, ale całościowo ta dyskografia bywa dość zmienna. Czasami odnoszę wrażenie, że dostajemy albumy, które bardziej skupiają się na wokalu niż na samej konstrukcji piosenek, a mnie już nie trzeba przekonywać, że Ariana potrafi śpiewać.
Dyskografia Ariany jest też po prostu spora, jeśli chodzi o ilość. Może czasem warto bardziej postawić na jakość niż na kolejne wydawnictwa? Jej ostatnia płyta zauroczyła mnie minimalizmem i kilkoma dobrymi numerami w duchu r’n’b lat 90., ale mimo wszystko czegoś tam zabrakło. Gdybym miał wskazać coś, do czego najczęściej wracam, byłoby to „K Bye for Now (SWT Live)”. Ta koncertówka to w pewnym sensie esencja jej katalogu. Wszystko zaśpiewane perfekcyjnie, co akurat nie dziwi, ale też z większym luzem niż w wersjach studyjnych.
Czy jej najnowszy album „Petal” będzie bardziej w grupie tych udanych wydawnictw? Ciężko powiedzieć, gdyż jeszcze nie mamy żadnego singla ani żadnych przecieków. Wiadomo jedynie, że będzie 12 numerów, a nad całością brzmienia czuwa Ilya Salmanzadeh, czyli jeden z najważniejszych ludzi stojących za erami „Sweetener”, „thank u, next” i „Eternal Sunshine”. To akurat napawa mnie optymizmem, jeśli chodzi o ten cały projekt.
Album zapewne okaże się sukcesem, nawet jeśli efekt finalny krytyków jakoś specjalnie nie porwie. Jednak z drugiej strony ta muza ma się podobać jej fanom, a nie kilku redaktorkom. Nawet jeśli nie jestem jakimś wielkim fanem jej muzy, to album ten oczywiście przesłucham, ponieważ nawet na jej słabszych krążkach są numery, które trafiają w moje gusta. Gdybym jednak miał wskazać jeden album z mainstreamowego popu, na który naprawdę czekam, to byłoby to Beyoncé i „Act III”, bo królowa jest tylko jedna!
Tradycyjnie 🔗 link do sklepu znajdziesz w komentarzu ⤵️