14/04/2026
"DRAMA" dziś o 17:45, a o 20:00 zapraszamy na "Przepis na morderstwo"
Jednym z moich ulubionych filmów 2023 roku był "Dream Scenario”, czyli odklejkowa produkcja, w której Nicolas Cage pojawiał się w snach innych ludzi. Uwielbiam takie dziwolągi, które mają super pomysł na starcie, a później to puchnie i zmierza w kierunku, którego nie potrafię przewidzieć. Do tego Nicolas Cage, który jest w pełni świadomy, w jakim punkcie kariery się znajduje i nie tylko bierze to na klatę, ale jeszcze dorzuca do pieca. Gra na innej gęstości, and I think it's beautiful.
Napisałem wtedy -> Film, jako komentarz do rzeczywistości takie 6/10, ale pod względem odklejki i creepowego Nicolasa Cage’a, doskonałe. 7/10 + serduszko, jak psu buda.
Dzisiaj zmieniłbym ocenę na 8/10+ serduszko, bo wiele filmów, które widziałem później, dawno wypadły mi z głowy, a "Dream Scenario” nadal noszę w serduszku.
Ale co się okazuje? Ano to, że to nie był przypadek. Reżyser "Dream Scenario”, czyli Kristoffer Borgli, to jest totalnie mój człowiek. Właśnie wróciłem z jego nowego filmu „Drama”, w którym Zendaya i Robert Pattinson domykają wszystkie sprawy organizacyjne przed swoim ślubem, który wypada w następny weekend. I jak tak siedzą sobie ze świadkami i testują wina, jakie mają zostać podane na weselu, to od słowa robi im się zabawa w "Przyznaj się, co najgorszego zrobiłeś w życiu?".
I tutaj koniec z zajawianiem. Nie drążcie, co oni sobie powiedzieli, bo to tam zawarta jest cała dźwignia filmu. Jeśli nie dostaniecie tego z zaskoczenia na sali kinowej, to seans do kosza.
W każdym razie znowu z Borglim mam matcha. "Drama” jest słodko-gorzka. Są tu momenty komediowe… i ja mam coś takiego, że przez większość swojego życia obracam sobie w głowie różne tematy i zastanawiam się, "czy z tego można żartować?", czy to będzie ten jeden most za daleko i mnie scancelują? No to oglądając "Dramę” miałem takie-> ooo kurde, chłop ma cojones jak arbuzy, żeby w takiej tematyce żartować, ale szanuję.
Gorzko, bo ten film daje pewien rodzaj dyskomfortu. To jest dyskomfort, który bardzo lubię w kinie i teatrze, wszak ocenianie moralne osób trzecich is my passion, ale jak mamy wejść w ich buty i zastanowić się, co "ja bym zrobił/a na ich miejscu", to już tak łatwo nie jest i kończy się na klasycznym -> to zależy. Są tu też momenty świadomie krindżowe. Wspaniale jest to zagrane, a babeczki z drugiego planu to najlepsze czarne charaktery od czasu Kathy Bates w "Misery”. I co najważniejsze, to było świeże, oryginalne -> nie sequel, nie prequel, nie franczyzna, nie maraton klisz. 8/10 +❤️. Poproszę wincyj.