31/01/2026
„Biedermannowie” Anny Wakulik w reżyserii Adama Orzechowskiego to opowieść o łódzkich przemysłowcach – spolszczonych Niemcach. Bohaterami spektaklu są Bruno, Luiza i Maryla Biedermannowie. Akcja rozpoczyna się godzinę przed tragicznym finałem: Bruno Biedermann zamierza zabić żonę, córkę i siebie. Nam reżyser daje niemal dwie godziny, wypełniając je retrospekcjami i wspomnieniami, które stopniowo odsłaniają decyzje podejmowane przez rodzinę. Bohaterowie mierzą się z przeszłością i próbują odnaleźć sens własnych wyborów. Bruno chciałby jedynie zwyczajnie przeżyć i nie znajduje rozwiązania, a obciąża go prowadzenie fabryki, i podpisanie volkslisty, zaś wybór pozostaje między obozem a samobójstwem. Bruno dzieli się wątpliwościami z braćmi i nieżyjącym ojcem. Pada wówczas przejmujące zdanie: „Ty się bawisz, a ja myślę, jak zabić córkę i żonę”. Kulminacja przedstawienia jest wstrząsająca. Gwałt dokonany przez rosyjskich żołnierzy, mechaniczne mycie stołu, narastająca nienawiść oraz lęk przed obozem prowadzą do ostatecznej decyzji. Pojawiają się białe prześcieradło, poduszki i prośba Maryli, by umrzeć między rodzicami. Luiza podpowiada mężowi, jak ma zabić rodzinę — pada wstrząsające porównanie do sarny. Samobójstwo, choć brzmi to okrutnie, to dla rodziny wybór wolności. Zanim padną strzały, na stole pojawia się porcelana, na moment powraca domowy spokój, Biedermannowie piją ostatnią herbatę z polską służącą. Sypie się konfetti, lecz za wybitymi szybami ponuro kołyszą się potężne gałęzie drzew. Spektakl jest perfekcyjnie skonstruowany, a znakomitym zabiegiem okazuje się zmienny rytm scen. Przedstawienie jest również świetnie zagrane: Arkadiusz Wójcik jako Bruno i Karolina Łukaszewicz jako Luiza tworzą wyraziste, poruszające kreacje. Małgorzata Goździk i Marta Jarczewska jako siostry Maryla i Adalisa dopełniają obrazu, podobnie jak Jakub Kotyński, który bardziej przekonuje jako koneser win niż jako Hi**er. Zresztą samo pojawienie się Hi**era i Stalina — symboli zła, które dotknęło nie tylko bohaterów, lecz właściwie cały świat — budzi pewien zgrzyt interpretacyjny.
P.S Magdalena Gajewska, scenografia i światło rewelacja!
Teatr Powszechny w Łodzi