Mów mi Rutka

Mów mi Rutka ... czyli niesamowite przygody Katarzyny Rutowskiej.
🪐Cześć, jestem Kasia, ale mów mi Rutka.

Jeśliby chaos poddać antropomorfizacji - to byłabym ja.
✨Piszę - ( ) - Rysuję - Naprawiam - Psuję
🌙Jako Helen de Moon hostuję - .breslau

PRZEPRASZAM WSZYSTKICH NIELETNICH, OBSERWUJĄCYCH TEN PROFIL, ALE:A) KOCHANI, TO SIĘ MUSIAŁO TUTAJ POJAWIĆB) MI TEŻ ZROBI...
15/10/2025

PRZEPRASZAM WSZYSTKICH NIELETNICH, OBSERWUJĄCYCH TEN PROFIL, ALE:
A) KOCHANI, TO SIĘ MUSIAŁO TUTAJ POJAWIĆ
B) MI TEŻ ZROBIONO TĘ TRAUMĘ, WLEKĘ JĄ DALEJ

Bo wiecie, człowiek trochę miał tych spotkań autorskich. I za każdym razem, jak pada pytanie, czy mam jakiś swój charakterystyczny motyw, albo czy jest coś, po czym można rozpoznać mój tekst (zwłaszcza biorąc pod uwagę, że do tej pory wydawałam książki w duecie) to ja muszę to powiedzieć. Muszę się przyznać do tego, że mój tekst można rozpoznać po motywie odciętej głowy.
Żebyście zrozumieli, musimy cofnąć się o jakieś 25 lat. Jestem małym kajbrem i razem z rodzicami i wujkiem z Ameryki (xD) jedziemy do Muzeum w Legnickim Polu, żeby się wuja doedukował na temat tego, co się w 1241 r. stało pod Legnicą (i nie, nie było tam ani chłopa ani jajecznicy, przykro mi, że Was rozczaruję). Na terenie muzeum znajduje się (do dziś zresztą xD) drewniana podobizna odciętej głowy księcia Henryka w stylu naiwno-ejtisowym. I słuchajcie, jak ja tę rzeźbę zobaczyłam, to dostałam takiej traumy...
Że odkryłam najbardziej fascynujący mnie motyw w sztuce i do dziś mi to zostało.

Jak to jest, pisać książkę na etacie?Moim zdaniem to nie jest tak, że dobrze, czy nie dobrze.Dobra, ok, trochę to w ogól...
15/10/2025

Jak to jest, pisać książkę na etacie?
Moim zdaniem to nie jest tak, że dobrze, czy nie dobrze.
Dobra, ok, trochę to w ogóle jest skomplikowana sprawa, biorąc pod uwagę mój rozmiłowany w lenistwie, ale i depresyjny charakter i skłonności do prokastynacji, ale moi mili, nie ma co się mazać, do przodu trzeba.
Zobowiązałam się sama przed sobą, że napiszę "Zaklętego w Ostrzu" do końca miesiąca i połączę to z robieniem na etacie, a, żeby przysięga była jeszcze bardziej wiążąca, postanowiłam pochwalić się tym publicznie, żeby, jak nie dam rady, siara była jeszcze większa.
No i powiem Wam, minęła połowa miesiąca, ja mam jeszcze tak z 80, może 90 stron do napisania i trochę się zaczęłam dygać, że nie zdążę.
Ale jak nie zdążę, to z jednej strony się nic nie stanie. Świat się nie zawali, nie raz coś odpuszczałam, wszyscy żyli.
Tylko, że tym razem nie chcę. Więc wystosunkuję do Was apel, moje miłe ancymonki - jeśli doczytaliście do tego momentu, dawajcie wspieranko mojemu małemu projektowi, czytajcie "Apsarę" i "Serce Księżyca", ogólnie, trzymajcie kciuki. Wasze wsparcie turbo dużo mi daje. I korzystając z okazji, chciałabym Wam podziękować za wspieranko do tej pory. Niby człowiek wiedział, że ma super rodzinę, przyjaciół i znajomych, ale jednak zawsze milej się na sercu robi z myślą, że tyle osób życzy moim projektom dobrze.

Dzień dobry, moi milusińscy, dobry wieczór.Tematem dzisiejszej kolorowej graficzki z canvy, a także moich wieczornych ro...
05/08/2025

Dzień dobry, moi milusińscy, dobry wieczór.
Tematem dzisiejszej kolorowej graficzki z canvy, a także moich wieczornych rozmyślań, stały się poszukiwania, zarówno te wymagające długaśnych bibliotecznych kwerend (opcjonalnie dogłębnego rycia w researchgate xd), jak i te odbywające się w naszych pogmatwanych duszyczkach i serduszkach.
Nie jest tajemnicą (wystarczy spojrzeć na okładkę "Ucieczki Apsary"), że w swojej twórczości sięgam często po motywy zainspirowane innymi kulturami, zwłaszcza tą indyjską. I staram się za każdym razem podchodzić do sprawy w miarę rzetelnie. Np. teraz, kiedy pracuję nad "Zaklętym", (tzn. kiedy akurat nie piszę, ale chcę samą siebie oszukiwać, że idę jakoś z procesem do przodu xd) czytam sobie sporo poezji z XII wieku, najczęściej stworzonej przez Akka Mahadevi, a także dokształcam się w zakresie religioznawczym (w "Mieczu" dość dużą rolę odgrywają dwa konkurujące ze sobą systemy religijne, które mają wspólny core). Jako, że z wykształcenia jestem historyczką sztuki (choć moja droga ku temu była wyboista, jeśli chcecie kiedyś posłuchać o mojej dziesięcioletniej przeprawie, dajcie znać, zrobię graficzkę i posta xd), a swego czasu dość mocno interesowałam się tzw. historią najnowszą, wyposażono mnie w trochę narzędzi ułatwiających mi odnalezienie informacji zgodnych ze stanem faktycznym - a znajomi o rozległych zainteresowaniach zawsze są chętni, żeby dopomóc mi w tym, żeby moje źródła zweryfikować.
I to jest wszystko bardzo ładnie, ale myślę sobie, że jest jeszcze coś. I tym czymś jest, nazwijmy to roboczo, prawda emocjonalna. Ja mam pod tym względem bardzo fajnie. Mam mnóstwo wspaniałych znajomych Indusów (i uprzedzając pytania o zasadność nazywania obywateli Indii Indusami - polecam miły i króciutki artykuł Marzenny Jakubczak "Jak mówić o mieszkańcach Indii", gdzie jest wszystko ślicznie wyjaśnione). To oni podpowiedzą mi, który stereotyp jest po prostu głupiutki (Polacy NIGDY się nie uśmiechają), a który niesprawiedliwy (Polacy kradną). I myślę, że to jest w pisaniu o innych kulturach najważniejsze. Nie tylko sprawdzić, czy informacje "zgadzają" się u mnie, ale może i sprawdzić, czy będą też w porządku w szerszej skali.

UWAGA CLICKBAITZnaczy, nie oszalałam, a przynajmniej nie w takim stopniu, jakbym mogła, ale czasem naprawdę czuję się ja...
28/07/2025

UWAGA CLICKBAIT
Znaczy, nie oszalałam, a przynajmniej nie w takim stopniu, jakbym mogła, ale czasem naprawdę czuję się jak pan Saturn z obrazu.
Wydawanie książki jest dla osoby z moim charakterem, tj. ogromnie niecierpliwej, paskudnie stresogenne, ale też możliwe do opanowania. Myślę, że dużo tutaj zależy od tego, jak człowiek się do tego wcześniej przygotuje, bo jak się nastawi na to, że złoży propozycję wydawniczą i na następny dzień napiszą do niego z wydawnictwa i powiedzą: zakochaliśmy się w Twojej książce, bierzemy, to faktycznie można oszaleć xD
Tak więc, drodzy moi. Jeśli planujecie wydać książkę, to po pierwsze, wiąże się to z oczekiwaniem. Długotrwałym. Czeka się na decyzję, a potem, jak już się ma umowę, to się czeka na wydanie. Czasem rok, czasem dwa, czasem kilka miesięcy, zależy od umowy.
A, jak tę umowę w ogóle pozyskać?
Możecie pójść za moim przykładem: dokładnie sobie poczytać o tym, jakie dane wydawnictwo wydaje książki i przede wszystkim, jak ma wyglądać propozycja wydawnicza. Ja do swojej (do wszystkich wymaganych biografii i streszczeń) dołączyłam jeszcze prezentację w pdfie, opisującą mniej więcej, jak się moja książka plasuje na rynku wydawniczym, przynajmniej moim zdaniem. I zadziałało.
Tak więc po pierwsze - cierpliwość. Po drugie - dobre przygotowanie.
A po trzecie - i najważniejsze - DYSTANS. Dystans w ogóle się przydaje i żałuję, że ogarnęłam, o co w tym całym dystansie chodzi, tak późno. Bo wiecie, to nie jest ten hehe dYsTaNsIk, który każe się Wam śmiać z niezabawnych, chamskich żartów. Bardziej chodzi o to, że każde odrzucenie, z jakim się spotykamy, może i nawet nie dotyczyć nas samych, ale zawsze nas czegoś uczy.
Więc trzeba patrzeć na proces wydawniczy jak na malarstwo w muzeum, nie zza bliska i nie zza daleka.

To są takie ogólne, pierwsze refleksje, które przychodzą mi do głowy w związku z tematem, ale może macie ochotę poczytać albo posłuchać o tym trochę więcej?
Chętnie rozwinę temat, bo szeroki i długi jak rzeka.
Tymczasem - do pisania lecę!

Dobra, słuchajcie, jak to jest z tym moim udziałem w Uniwersum Paharamskim? Jestem teraz na swojej kontent kreatorskiej ...
26/07/2025

Dobra, słuchajcie, jak to jest z tym moim udziałem w Uniwersum Paharamskim?
Jestem teraz na swojej kontent kreatorskiej "górce", więc pomyślałam, że skrobnę Wam o tym trochę słów. Uniwersum Paharamskie, o którym więcej możecie przeczytać na profilu to wspólne dzieło moje i Kasi Podstawek, choć trzeba przyznać, że bardziej Kasi. Ja jestem tylko skromnym skrybą, choć coraz śmielej stawiam sobie w tym świecie samodzielne kroczki, czego efektem jest opowiadanie "Powidok", którym już się tutaj chwaliłam.

Ten fantastyczny świat to w dużej mierze fantazja zainspirowana kinem typu masala (popularnymi "bollywoodami"), choć obecnie znajduje się w niej także sporo wątków, nazwijmy to "kurdyjskich". Do tej pory wszystkimi głównymi osobami bohaterskimi naszych opowieści były elfy, choć w uniwersum istnieją też ludzie - i ostatnio często sporo piszę właśnie z tej ludzkiej perspektywy.

"Ucieczka Apsary", czyli pierwsza powieść, która ukazała się w zeszłym roku nakładem wydawnictwa SQN to swego rodzaju początek serii i książka, od której można zacząć całkowicie bez znajomości ze światem Lolfów. Od razu tylko ostrzegam - urywa się w połowie. Zabieg jest jednak całkowicie zamierzony. Tak, jak filmy masala dzielą się na dwie połowy, z czego jedna stanowi wstęp, druga zaś - właściwą akcję, tak i "Apsara" dzieli się na część pierwszą i drugą. Druga też już jest na książkowych półkach - a we wrześniu ukaże się kolejna "paharamska" książka, tym razem opowiadająca o innych bohaterach, niż Apsara.

Tak więc, jak widzicie, kręci się. I kręcić się będzie, bo w kolejce czekają kolejne, już napisane powieści, w tym moim zdaniem NAJWIĘKSZY BANGER, losowo zwany "Kamiranem", o którym chętnie Wam opowiem, jak oczywiście chcecie (ALBO I TAK WAM OPOWIEM W KTORYMŚ MOMENCIE, JAK SKOŃCZĄ MI SIĘ POMYSŁY NA NOTKI)

To co ja tam miałam jeszcze w tych swoich planach?Ano, przygodówkę dla młodzieży. Takiej, powiedzmy, 12+, ale żeby nie b...
26/07/2025

To co ja tam miałam jeszcze w tych swoich planach?
Ano, przygodówkę dla młodzieży. Takiej, powiedzmy, 12+, ale żeby nie była NUDNA i żeby nie była jak pisana przez STARĄ BABĘ, to są moje dwa kryteria, które sama sobie nałożyłam xD
A o czym to będzie? A o dwóch siostrach, które muszą odbyć podróż, żeby zrozumieć, jak bardzo są dla siebie ważne, ale tak, ja lubię banały :) I motyw podróży też lubię. W ogóle, tak sobie myślę, że jakbym coś miała pisać do końca życia, to pewnie będą to albo opasłe, poważne tomiszcza jak "Efemerydy", albo właśnie lekkie przygodówki jak "Magnolie" - bo taki baja dostała tytuł roboczy.
" Priya w ogóle nie dziwiła się temu zainteresowaniu. Nani od zawsze nazywano “ozdobą domu”. Śliczna jak z obrazka, mądra, urocza, była obiektem westchnień wszystkich okolicznych chłopców. Na dodatek wychodziła za mąż za jednego ze swoich licznych adoratorów, przystojnego Chiraga, syna medyka z okolicznej przychodni. Tyle sukcesów i dobrych cech skumulowanych w jednej osobie sprawiało, że naprawdę ciężko było ją szczerze lubić. "
I tak, .carduelis - imię Nani dostała po Tobie ;)
Po drodze mam jeszcze "Rzeź" do dopieszczenia - ale o "Rzezi" osobno pisać będę pewnie kiedy indziej, jako, że to już jest projekt zupełnie na wykończeniu, ale mocno wyczerpujący mi psychę ze względu na spektrum tematu. Więc, żeby nie oszaleć, musiałam go odstawić chwilowo do ostygnięcia.

Ej, w ogóle, teraz się już nie daje hasztagów, co nie? Widzę tych ludzi, co mi mówią, że mają przepis na sukces na instagramie, ale ja im, moi drodzy, nie wierzę kompletnie. Ja sobie ten sukces wypracuję SAMA HEHE
OSOBOWOŚCIĄ

jbc. szydera oczywiście
xD

ALE ŚWIETNA JESTEM W TO PLANOWANIE POSTÓW, CO NIE???No dobra, to jak już tyle poleciało hurtem, niech poleci jeszcze jed...
23/07/2025

ALE ŚWIETNA JESTEM W TO PLANOWANIE POSTÓW, CO NIE???
No dobra, to jak już tyle poleciało hurtem, niech poleci jeszcze jeden, ten przynajmniej będzie krótki xD
W odróżnieniu do EFEMERYD HEHEHE
Efemerydy to, rzecz jasna, tytuł roboczy - do tytułów nie mam coś pomyślunku. I zakłada on bardzo dużo pracy nad rzeczami, o których kompletnie nie mam pojęcia.
1. Wymyśliłam sobie system, ale raczej nie magiczny, tylko naukowy. A kompletnie nic nie wiem o nauce. W liceum z matmy, fizy, biologii i chemii byłam TĘPAKIEM, więc, żeby cokolwiek z tego zawiłego naukowego świata zrozumieć, muszę sięgać po... książki z podstawówki. Ale wierzę, że do momentu, w którym na poważnie zacznę EFEMERYDY pisać, to już będę na etapie chociaż pierwszej klasy liceum :)
2. Muszę zrobić potężny research, jeśli chodzi o historię. Tak, z historii byłam lepsza, na dodatek rewolucyjna i porewolucyjna Francja to tematy, które kiedyś uważałam za swój tzw. KONIK. Tylko od tego czasu minęło sporo lat. A tutaj wchodzimy jeszcze w temat niuansów, np. szkolnictwa czy prawodawstwa.
A, no i oczywiście, najbardziej się boję, że w ogóle tej książki nie napiszę, bo mnie zeżre moja własna ambicja i perfekcjonizm. xD
A o czym będzie? O dwójce młodych naukowców, którzy początkowo bardzo za sobą nie przepadają, okazuje się jednak, że w pracy nie trzeba się lubić, żeby razem osiągać spektakularne efekty. Stopniowo Edith i Jerome, bo tak się nazywać będą główni bohaterowie, uczą się od siebie pewnych umiejętności, nie tylko naukowych, w końcu zaprzyjaźniają się ze sobą i... dokonują pewnego przełomowego odkrycia, którym zaczyna interesować się Rewolucyjny Kościół Rozumu.
Brzmi interesująco?
TO WEŹCIE MNIE ZMUŚCIE DO DOKOŃCZENIA ROZGRZEBANYCH PROJEKTÓW, CO BYM MIAŁA SIŁĘ I ENERGIĘ NA TO.
A tak serio, to wszystko w swoim czasie i na spokojnie, ale "Efemerydy" kiedyś się ze mnie wydostaną.

Tak więc, w poprzednim poście wspominałam, planuję skończyć "Zaklętego" jakoś we wrześniu albo w październiku. Do końca ...
23/07/2025

Tak więc, w poprzednim poście wspominałam, planuję skończyć "Zaklętego" jakoś we wrześniu albo w październiku. Do końca roku mam jeszcze w planach napisać do końca jedną rozgrzebaną Lolfową powieść, do sfiniszowania której brakuje mi jakoś 50-60 stron (na oko). Później - mam pomysła jeszcze na jedną młodzieżówkę, ale przeznaczoną dla młodzieży młodszej, niż to zwykle tworzę, więc obstawiam, że obie rzeczy skończę około w marcu.
Potem mnie czeka KOBYŁA DO NAPISANIA. Bardzo zawiła historia z ogromnym researchem, osadzona w realiach przypominających czasy porewolucyjnej Francji z XVIII w. której fragmenty już spisuję, jak mnie wena najdzie. O niej (a także o tej młodzieżówce) napiszę więcej w kolejnych notkach, ale przy okazji tego wymieniania, co mnie jeszcze czeka, jakie to mam plany etc. wzięło mnie na rozkminę.
Bo wygląda na to, że przez przynajmniej kilka lat kalendarz pisarski mam zabookowany. A w miarę, jak piszę, to przychodzą do mnie nowe pomysły, które rozpisuję i tak to leci dalej...
Czy to oznacza, że ja...
Jestem...
Pisarką?
Jak to się stało? Przecież w międzyczasie nie skończyłam żadnej SZKOŁY pisarek (tak samo, jak długo się zastanawiałam, czy mam prawo szukać roboty jako konferansjerka, bo przecież nie mam skończonej żadnej SZKOŁY, ale to temat na osobny wpis...). Pisać, to zawsze coś tam sobie pisałam. Jakieś opowiadania, wierszyki.... ale przecież wydałam książkę! Nawet dwie (a we wrześniu to już będą trzy!)
CZYLI JESTEM PRAWDZIWĄ PISARKĄ!
No, tylko, że nie sama, z kimś, to się nie liczy. Ale wydrukowali moje opowiadanie (MOJE) w DRUKOWANEJ GAZECIE. Ale w sumie nie z mojego uniwersum. Tylko też wspólnego.
Czyli jednak nie zostałam pisarką.
A może zostałam?
NO KURDE FASOLA BE OR NOT TO BE.
Po angielsku jest takie słowo, które brzmi "storyteller". I ja je UWIELBIAM. Bo to jest to, kim myślę, że jestem tak w środku. Co mnie spaja i sprawia, że wszystkie moje działania MAJĄ sens. Ja jestem opowiadaczką historii. Nieważne, czy rysuję w szkicowniku, czy coś bazgram w notesie, czy klepię w klawiaturę, czy stoję na scenie. Nie zmieni tego żadna ilość wydanych książek ani bookingów. To jest to, kim jestem. A nie to, kim się stanę.

Tak więc, kochani. Dotarliśmy. Przeżyliśmy. Padnijmy sobie w ramiona i pogratulujmy, albowiem po raz kolejny dobrnęliśmy...
23/07/2025

Tak więc, kochani. Dotarliśmy. Przeżyliśmy. Padnijmy sobie w ramiona i pogratulujmy, albowiem po raz kolejny dobrnęliśmy do momentu, w którym nadeszło święto losowe pt. "Rutowska będzie gwiazdą Instagrama" i po raz kolejny będzie trzeba odlubić kolejne konto, które napieprza milionem zdjęć jednocześnie, a potem zamilknie na pół roku xDDDDD

Nie no, żarcik. Tym razem postanowiłam swój powrót do internetów trochę inaczej potraktować. Tak więc cieszcie swoje oczy felietonem, który trochę opowie o tym, co u mnie słychać, a trochę mi ułatwi regularną publikację, bo nic mnie tak nie wkurza, jak to, że mam wrzucić jakiegoś posta, on jest NIEDOPASOWANY SIATKĄ, a w ogóle to tych postów jest jak kot napłakał i ktoś wchodzi i nie wie, o co chodzi.

No więc teraz wrzucę kilka naraz w metę, będą się dodawały codziennie i za osiem dni osiągnę upragniony spokój ducha. Przez osiem dni to może nawet algorytm się na to swoje dziecko marnotrawne, czyli mnie, odobrazi i ktoś może faktycznie te posty zobaczy.

No, ale dobra.

Do brzegu. Co u mnie.

Stety-niestety (tu zdecydujcie, dla kogo stety, dla kogo niestety), dalej piszę. Miałam moment BARDZO regularnego pisania, ale trwał on chwilę, potem życie i praca przyspieszyło tak, że przestałam ogarniać cokolwiek. Dopiero od miesiąca znów regularnie piszę, za to wreszcie słowa się odkorkowały na tyle, że nie jest to strumyk 1000 znaków dziennie, a 2-3 stronicowe POTOKI. Tworzę obecnie lekką przygodówkę o zaklętym w miecz jakszy. Sam koncept możecie znać z lolfowego wattpada, ale historia skręciła o 180 stopni, w sumie został tylko core, czyli jaksza zaklęty w miecz. Doszła zupełnie nowa kraina, nowi bohaterowie (sierotka, której wcale nie było źle w sierocińcu i pewien uroczy kłamca, którego, tak myślę, pokochają osoby wybierające łajdaków na książkowych mężów) i nowy dla mnie format - krótkie rozdziały. Planuję skończyć jakoś wrzesień-październik i będę szukać beta-readerów, więc jeśli brzmi Wam to na coś fajnego, to zanotujcie sobie w notesiku pamięci.

Moha Kszaja, Moksza - ostateczne wyjście poza krąg samsary i tym samym zaprzestanie przyjmowania kolejnych wcieleń po śm...
25/01/2025

Moha Kszaja, Moksza - ostateczne wyjście poza krąg samsary i tym samym zaprzestanie przyjmowania kolejnych wcieleń po śmierci (reinkarnacji). Jest to doświadczenie związane z całkowitym rozpadem identyfikacji z ego. W tym sensie Moksza może być rozumiana jako stan jedności z bogiem.

I to właśnie oznacza ten tytuł, trochę dziwnie brzmiący, kojarzący mi się na pierwszy rzut oka z naszą słowiańską Mokoszą. Na słowiańskich klimatach się kompletnie nie znam, daleko mi też do filozofki, ale strasznie podoba mi się ten koncept - według którego, by osiągnąć stan równowagi, jedności z czymś, co nad nami, musimy się wyzbyć własnego ego.
Które bezustannie gada.
Mówi nam, że to okropne, że ktoś może nas nie lubić, albo powiedzieć nam coś przykrego. Chroni nas przed zranieniem, ale i trzyma w ciasnym kokonie tego, co miłe i wygodne.
Musisz robić wyniki, mówi. Wszyscy cię męczą i każdy jest przeciwko Tobie, mówi. Nie spełniasz norm, mówi. Spełniasz wszystkie normy, mówi.

Nie ma nic lepszego od Ciebie, mówi.
Nie ma nic gorszego od Ciebie, mówi.

I słowa ego są najbardziej z ludzkich, prawidłową rzeczą. I do mnie mówi bezustannie. I jest wielkie! Każe mi się chować po kątach, złościć się, że inni mają lepiej, ale i nie pozwala mi samej pójść naprzód. Prawdopodobnie, tak sądzę, będzie ze mną zawsze, choć mam nadzieję, że zmniejszy się z ilością mojej pracy nad tym zagadnieniem. Choć wierzę też, że kiedyś zniknie. I znowu, tak, jak wtedy, kiedy byłam mała, będę mogła rysować bez strachu, że popełnię błąd, i pisać tak, jak wtedy, kiedy pisałam dalsze, wymyślone losy Czarodziejki z Księżyca.
I wtedy będzie już wszystko dobrze, nareszcie i na zawsze.

A właśnie, jeśli chcielibyście przeczytać opowiadanie, o którym pisałam wyżej, to znajduje się ono tutaj, w specjalnie wydanym przez WOŚPowym zbiorze: https://bit.ly/KasiaRutowska_WOŚP2025 który to zbiór można zakupić jeszcze do jutra.

TLDR: Jak co roku mój wydawca, czyli  wydało charytatywnego ebuczka (i wyjątkowo również audiobuczka) i moje opko tam je...
24/01/2025

TLDR: Jak co roku mój wydawca, czyli wydało charytatywnego ebuczka (i wyjątkowo również audiobuczka) i moje opko tam jest, więc bierzcie i kupujcie (dowolną kwotą) z tego wszyscy, lineczek tutaj: https://bit.ly/KasiaRutowska_WOŚP2025

Okej, to teraz wersja dłuższa.
"Moha Kszaja" to dość stare opowiadanie, ale mam do niego szczególny sentyment, bo dotyczy czegoś, w co bardzo głęboko wierzę - nieważne, jak kiepskie decyzje podejmie się w życiu i jak nisko się nie upadnie, zawsze można znaleźć coś, co podniesie człowieka (lub, w tym przypadku elfa) do góry. Myślę, że nasz świat jest paskudnym, trudnym miejscem, ale też pełnym piękna i nadziei - więc to opowiadanie pełni dla mnie rolę przypomnienia o tym. Może dla kogoś też będzie :) Z ciekawostek, to w tekście pojawia się motyw kart tarota, którymi sama trochę się interesuję. Traktuję je jednak raczej jako system filozoficzny. A, skoro w Wielkich Arkanach ostatnia karta może oznaczać także pierwszą, to każdy koniec może oznaczać też początek czegoś nowego.

"W myślach ponownie rozłożyła karty. Być może pierwszy raz, odkąd się tego nauczyła, zrobiła to w pełni świadomie, z intencją. Możliwe, że nawet przebłagalnie? Wyobraźnia natychmiast podpowiedziała jej trzy obrazy: Wieża, do tego Miecze – Trójka i Dziesiątka.

Znaczy, marne szanse.
A jednak nie było już innej rady, tylko patrzeć w przód. Trąciła palcami struny tanbura. Zaczęła śpiewać pieśń znaną tylko sobie. Jej towarzysz ochoczo dołączył do muzykowania, poklaskując do rytmu. Wydawałoby się, że zupełnie nie przeszkadzała mu nieznajomość melodii.

A potem przyszedł po nich ogień."

Za czym tęsknisz tak... naprawdę?To bliscy, których już nie ma, a może są, tylko nie możesz złapać ich za rękę? To miejs...
23/01/2025

Za czym tęsknisz tak... naprawdę?
To bliscy, których już nie ma, a może są, tylko nie możesz złapać ich za rękę? To miejsce, które kiedyś było Twoim domem, ale teraz mieszkają w nim już inni ludzie, a Ty nie pamiętasz nawet kodu do bramy? Za zapachem świeżej pościeli w babcinej sypialni, za smakiem twarożka z rzodkiewką, za trwającymi kilka miesięcy wakacjami, które zdawały się nie mieć końca?

Za tym, ile było kiedyś czasu i chęci na tworzenie, kiedy nie trzeba było analizować każdego słowa czy każdego pociągnięcia pędzlem?

Za tym, jak żyło się bez strachu?

Za...?

"To było tak, jak gdyby cofnęła się do dzieciństwa, gdy słowa same się zwijały w ornamenty zdań. Pędzel sunął po pergaminie bez cienia wątpliwości, czy ślad, który zostawia, należy do świata mroku czy światła.

Tęczowy rozbłysk przypomniał jej o wyszywanych brokatowymi nićmi sukniach, o papierze pijącym farbę. O wszystkich tych momentach, kiedy – tak jak teraz – tańczyła w świątyni, z boskim imieniem na ustach, i kiedy liczyło się tylko to, by być
słyszalną przez kosmos.

Nie wszystko, co robisz, musi zostać usłyszane, powiedziało bóstwo. Lecz to nie znaczy, że masz przestać."

Jeśli chcesz spróbować poszukać ze mną odpowiedzi - sprawdź, proszę, ten link. Ale musisz działać szybko! Działa tylko do niedzieli:

https://bit.ly/KasiaRutowska_WOŚP2025

Adres

Legnica

Telefon

+48660801397

Strona Internetowa

https://magazyn.bialykruk.org/wp-content/uploads/2024/12/magazyn_bialy_kruk_-_29_lipiec_gr

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mów mi Rutka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Mów mi Rutka:

Udostępnij

Kategoria