19/04/2026
Runął w toń jednak nie był to jego pierwszy raz gdy woda zalała mu twarz i uszy. Nie panikował – wiedział, że wystarczy wstrzymany oddech i naprzemienny ruch rąk i nóg: raz i dwa, raz i dwa… dłonie, stopy, dłonie, stopy – lustro wody było coraz bliżej a wraz z nim przebłyski światła i tak niezbędne powietrze.
Wtem poczuł, że coś jest nie tak. Granica między wodą a upragnionym oddechem nie przybliżała się ani o cal. Jakby sama toń zacisnęła wokół niego niewidzialne palce. Jakby nie płynął ku powierzchni, lecz trwał w miejscu, zawieszony pomiędzy światami.
I wtedy ją zobaczył.
Spojrzenie łagodne, nieruchome, wpatrzone prosto w niego — tak doskonale wpisane w ciszę podwodnego świata, że zdawało się być jego naturalną częścią. Twarz była niemal ludzka, znajoma w sposób, którego nie potrafił wyjaśnić.
Strach ustąpił. Nie obawiał się już wodnej otchłani, bo nie był w niej sam.
Lecz przebłysk świadomości przyszedł szybciej, niż zdążył mu zaufać.
Dłoń, którą brał za wyciągniętą ku niemu pomoc, była jedynie wabikiem — pięknym fragmentem starannie utkanej pułapki. To, co uznał za spokojne spojrzenie, było w istocie wzrokiem znudzonego drapieżnika, cierpliwie czekającego, aż jego ofiara wyda ostatnie tchnienie.
Poczuł nacisk drugiej ręki, silnej i nieustępliwej, która zatrzymywała go pod wodą, nie pozwalając wznieść się ku światłu.
Powinien walczyć. Powinien szarpać się, uciekać, pragnąć życia.
Czy naprawdę chciał się uwolnić?
📸 Julia Fortuńska