26/06/2026
“Muzyka nie umarła. Po prostu nie mieści się w algorytmach.”
Czasem słyszę, że “dziś nie ma już dobrej muzyki”. Za każdym razem uśmiecham się pod nosem. To trochę tak, jakby powiedzieć, że nie ma już dobrego chleba, bo w markecie na półce leży tylko tostowy.
Dobra muzyka nie zniknęła.
Nadal powstaje. Nadal rodzi emocje. Nadal potrafi zmienić wieczór, a czasem nawet życie. Problem polega na tym, że coraz trudniej ją odnaleźć w świecie, w którym o popularności częściej decyduje algorytm niż gitara, a liczba wyświetleń bywa ważniejsza od liczby przeżytych koncertów.
Dzisiaj organizuję koncert. Na scenie pojawią się trzy supporty -The Buffoons, Null Mirror i Senders. Młode zespoły. Każdy z własnym pomysłem, własnym brzmieniem i marzeniami. Każdy z nich chce po prostu zagrać najlepiej, jak potrafi. Nie dlatego, że obiecano im miliony odsłon, ale dlatego, że muzyka jest dla nich czymś więcej niż plikiem MP3.
A potem wyjdzie Farben Lehre.
Czterdzieści lat grania. Czterdzieści lat bez udawania kogokolwiek innego. Zespół powstał w 1986 roku w Płocku, zdobył uznanie po występie w Jarocinie, nagrał piętnaście albumów studyjnych, zagrał tysiące koncertów i stał się jedną z ikon polskiego punk rocka. Nigdy nie próbował ścigać się z modą. Po prostu robił swoje. I chyba właśnie dlatego przetrwał cztery dekady. W jubileuszowym roku wydał album „40”, będący muzycznym podsumowaniem swojej drogi.
Jest w tym jakaś piękna prawda.
Muzyka na żywo nie potrzebuje filtrów. Nie poprawi wokalu sztuczną inteligencją. Nie cofnie źle zagranej nuty. Nie ukryje zmęczenia perkusisty ani potu gitarzysty. Jest prawdziwa. Taka, jak życie.
Może właśnie dlatego koncerty są dziś tak potrzebne. W czasach, gdy większość rzeczy oglądamy przez ekran, spotkanie kilkuset ludzi w jednym miejscu staje się czymś wyjątkowym. Przez dwie godziny nikt nie pyta, kto na kogo głosuje, ile zarabia i czym jeździ. Liczy się tylko rytm, światła i wspólne śpiewanie refrenów.
I jeszcze jedno.
Zawsze kibicuję supportom.
Bo każda legenda kiedyś była supportem. Każdy wielki zespół zaczynał od grania dla garstki ludzi, od kiepskiego nagłośnienia, od pustych sal i od pytania: “Czy ktoś w ogóle nas słucha?”
Dlatego warto przyjść wcześniej do HALI. Posłuchać tych, których nazwiska być może dopiero za kilka lat będą drukowane największą czcionką na plakacie.
Muzyka nie jest w odwrocie.
Po prostu trzeba czasem wyjść z domu, żeby ją usłyszeć.