Pracownie do wglądu

Pracownie do wglądu Odwiedzamy pracownie artystyczne; pokazujemy, gdzie powstaje sztuka.

Żegnamy pracownię  .Dziękujemy za gościnę!M.D.: Zaczęłam szyć najpierw dla siebie, a potem i dla koleżanek. Tak się rozk...
02/02/2026

Żegnamy pracownię .Dziękujemy za gościnę!

M.D.: Zaczęłam szyć najpierw dla siebie, a potem i dla koleżanek. Tak się rozkręciłam, że pomyślałam, że muszę otworzyć sklepik na pięterku; pojechałam do Stanów i na piłowaniu paznokci zarobiłam na sklepik, czyli Punkt. W Punkcie przez wiele lat sprzedawałam swoje ubrania i właśnie tam powstał pierwszy haft. Na ekstrawaganckiej, jaskrawej kiecce do ziemi, którą zresztą mam do dziś, wyhaftowałam napis „Polka męczennica”, taki pstryczek do kazusu klasycznej, umęczonej kobiety. I od tego czasu haft zaczął się pojawiać także w mojej sztuce, w różnych zaangażowanych społecznie projektach, które wtedy robiłam, aż stał się moim ulubionym medium.


foto:
wywiad:

W pracowni  M.N.: A skąd właściwie wziął się u Ciebie ten haft?M.D.: Robienie czegoś rękami to sposób spędzania życia, k...
31/01/2026

W pracowni
M.N.: A skąd właściwie wziął się u Ciebie ten haft?

M.D.: Robienie czegoś rękami to sposób spędzania życia, który przyobserwowałam u mojej babci. Ona zawsze coś robiła: na szydełku, na drutach, serwety do domu, swoje ubrania. W tych ręcznie robionych koronkach, cała obrobiona na szydełku, wyglądała jak gwiazda filmowa. Babcia była wyjątkową dla mnie osobą, najbliższą w moim życiu. Przez pierwsze dwa lata mnie z dziadkiem wychowywali i hołubili nad życie.(...)
Więc babcia cały czas robiła na szydełku i moi rodzice też przywiązywali wagę do ciuchów. Jak PRL się skończył i sytuacja finansowa była trochę lepsza, to z matką chodziłyśmy kupować kolorowe sandały, hulaj dusza, piekła nie ma. Dlatego, kiedy zaczęłam studia na Akademii, gdzie głównie zajmowałam się fotografią u Łagockiego i Marysi Pyrlik, to z szycia trochę zrobiłam sobie taką „drugą nogę”. Mam poczucie, że ja się wtedy niezbyt odnajdowałam w różnych sprawach, może i w życiu, i pod tymi ubraniami się zawsze kryłam.


foto:
wywiad:

W pracowni  M.N.: Ile miałaś już pracowni? Czy razem z przeprowadzkami zmieniały się też prace, widać było jakiś wpływ t...
30/01/2026

W pracowni
M.N.: Ile miałaś już pracowni? Czy razem z przeprowadzkami zmieniały się też prace, widać było jakiś wpływ tych miejsc?

M.D.: To jest moja czwarta pracownia. Wprowadziłam się tu niedawno, bo dopiero w październiku. Pamiętam, jak w 2012 roku wynajmowałam pierwszą w Miraculum na Zabłociu, składaliśmy się po 300 złotych i byłam przerażona kosztami. Potem, z przyczyn oczywistych, przeprowadziliśmy się na Szlak, gdzie znów pracownię dzieliłam z innymi ludźmi. Tamta pracownia była bardziej skupiona na rozwoju Złotych Rączek, czyli szkoły haftu, którą założyłam w 2014 roku, a od 2016 roku prowadziłam razem z moimi uczennicami i uczniami jako Kolektyw Złote Rączki. Długi pokój z długim stołem, dużo ludzi, haftowanie – to miejsce było nastawione na wspólne działanie, a ja przy okazji spotykałam się tam z ludźmi, żeby omawiać wystawy i gdzieś po kątach trzymałam swoje prace. To zresztą w mojej praktyce artystycznej nie była nowość – działania aktywistyczne, społeczne były zawsze jej ważną częścią.

Potem przeniosłam się na strych, gdzie miałam więcej miejsca i po raz pierwszy w życiu zero współlokatorów, ale miało to też swoje minusy, wynikające na przykład z niedogrzania. A tu po raz pierwszy nie jestem kątem u kogoś albo pośród innych osób, tylko mam miejsce dla siebie.


foto:
wywiad:

W pracowni  M.N.: Czekaj, czekaj, ale czy dobrze słyszę, że Ty haftujesz w domu? Do czego w takim razie służy Ci pracown...
29/01/2026

W pracowni

M.N.: Czekaj, czekaj, ale czy dobrze słyszę, że Ty haftujesz w domu? Do czego w takim razie służy Ci pracownia?
M.D.: Żebyśmy się mogły spotkać! W gruncie rzeczy myślę, że pracownia nie jest mi absolutnie niezbędna do samej pracy nad sztuką, ale potrzebuję jej właśnie do tych pozostałych, okołoartystycznych zadań – i oczywiście jako magazynu. We wcześniejszej pracowni miałam wystarczająco dużo miejsca, żeby rozłożyć duże tkaniny, ale już większość pozostałych prac miałam zawiniętą w folię bąbelkową i kiedy ktoś przychodził wybierać prace na wystawę albo sobie kupić, rozpakowywanie i ponowne pakowanie to była dramatyczna ilość roboty. Dopiero tutaj przełożyłam prace do koszulek, nie kurzą się i jest do nich lepszy dostęp.


foto:
wywiad:

W pracowni  M.N.: W trakcie niedawnej debaty o wynagrodzeniach dla osób artystycznych, która wywiązała się z związku z d...
27/01/2026

W pracowni
M.N.: W trakcie niedawnej debaty o wynagrodzeniach dla osób artystycznych, która wywiązała się z związku z dołączeniem przez Bunkier Sztuki i MOCAK do porozumienia wypracowanego przez Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej, wizualnym symbolem stał się Twój haft Praca artystyczna to praca. Jak w takim razie oceniasz, ile roboczogodzin zajmuje Ci haftowanie na przykład takiej wielkoformatowej tkaniny?
M.D.: Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć, bo za każdym razem rzecz wygląda trochę inaczej, a poza tym haftuję właściwie bez przerwy, haftuję, bo mam taką potrzebę. Jak myślę sobie, że chciałabym odpocząć, to zwykle odpoczywając też coś pohaftuję. Haftuję z nudów. Czasem haftuję, kiedy powinnam robić coś innego. Boże Narodzenie też przehaftowałam, bo nie mogłam trafić na dobry serial i pomyślałam: skoro miałabym tylko oglądać coś beznadziejnego, to już pohaftuję. Więc siedziałam w domu na kanapie i haftowałam. Prawie skończyłam tę najnowszą tkaninę, czyli Latte capitalizm. Nie liczę tego czasu, a zresztą haftowanie to tylko część mojej pracy, czasem długo też wymyślam, co powinnam wyhaftować, a czasem kolejne hasła pojawiają się same przy pracy nad czymś innym.


foto:
wywiad:

Witamy w pracowni  Monika Drożyńska (ur. w 1979 r.) to artystka wizualna,  która w swojej praktyce posługuje się m.in. f...
26/01/2026

Witamy w pracowni
Monika Drożyńska (ur. w 1979 r.) to artystka wizualna, która w swojej praktyce posługuje się m.in. fotografią, wideo, instalacją, a przede wszystkim haftem traktowanym jako technika pisania. Jej projekty dotykają kwestii języka obecnego w przestrzeni publicznej, jego przemian i roli w relacjach społecznych. Laureatka Paszportu Polityki 2024. Skazana za haftowanie zagłówków w pociągach PKP.
Prekursorka technik hafciarskich w sztuce współczesnej i tkaniny w przestrzeni publicznej. Współpracowała z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Muzeum Współczesnym we Wrocławiu, Zachętą Narodową Galerią, Nomus w Gdańsku, Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Prace w kolekcjach Bunkra Sztuki, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Sztuki Współczesnej Mocak w Krakowie, Muzeum Narodowego w Kijowie, Lentos w Austrii.



foto:
wywiad:

W pracowni Rafała Pytla:  A.J.M.: Na zakończenie naszej rozmowy chciałabym zapytać, co dla Ciebie jest najistotniejsze w...
27/12/2025

W pracowni Rafała Pytla:

A.J.M.: Na zakończenie naszej rozmowy chciałabym zapytać, co dla Ciebie jest najistotniejsze w tworzeniu sztuki?
R.P.: Trudno dać na to pytanie prostą odpowiedź… sztuka musi wynikać z indywidualnych przeżyć autora. Własne doświadczenie i przeżycia, zakorzenienie w kulturze obrazu, w której się dojrzewało oraz wspomnienia z dzieciństwa dają mi poczucie ciągłości i pewnej stabilności w tym świecie. To są oczywiste sprawy, ale dla mnie niezbędne dla poczucia sensu tego, co robię. To nic nowego, nowe już było.

foto:
rozmowa:

W pracowni Rafała Pytla:  A.J.M.: Natomiast w sensie ideowym ważne są dla Ciebie wątki związane z kulturą Dalekiego Wsch...
26/12/2025

W pracowni Rafała Pytla:
A.J.M.: Natomiast w sensie ideowym ważne są dla Ciebie wątki związane z kulturą Dalekiego Wschodu…
R.P.: Początki tych inspiracji datuję na 2005 rok i moje zainteresowanie się płaskimi ogrodami zen. Miałem przyjemność pokazać wówczas zestaw prac inspirowanych nimi w Manggha, na mojej pierwszej wystawie indywidualnej w tym miejscu. Druga odbyła się w 2012 roku i też zawierała wątki japońskie czy też nawiązania do tradycyjnie pojętej estetyki Wschodu. Zawsze odnajdywałem w tej kulturze ciszę i przestrzeń kontemplacji, oczywiście pop w wydaniu azjatyckim i europejskim nigdy mnie nie pociągał. Myślę, że przestrzenie ogrodów, dawnej architektury japońskiej to oczywisty i sprzyjający teren dla artysty posługującego się geometrią i abstrakcyjną formą. Miałem szczęście w 2005 roku porozmawiać o tych kwestiach z Andrzejem Wajdą, bardzo krótko ale treściwie. Zapytał mnie, czy nie myślałem, aby formy tych żwirowych ogrodów, abstrakcyjne w moich grafikach, połączyć z realistyczną fotografią wychodzącą w przestrzeń. To miałoby się łączyć z rzeczywistą ideą tych ogrodów, harmonii pomiędzy tymi przestrzeniami płaskimi i widokiem w perspektywie. Czas mijał, a ja zobaczyłem ten klimat i modus operandi w cyklach graficznych Wojciecha Tylbora-Kubrakiewicza, mimo to podejmę ten wątek na swój sposób, w niedalekiej przyszłości, szkice koncepcji już mam.

wywiad:
foto:

W pracowni Rafała Pytla:  A.J.M.: Muzyka odgrywa bardzo istotną rolę w Twoich artystycznych działaniach, tworzysz przeci...
23/12/2025

W pracowni Rafała Pytla:
A.J.M.: Muzyka odgrywa bardzo istotną rolę w Twoich artystycznych działaniach, tworzysz przecież kolaże dźwiękowe, nagrania terenowe.

R.P.: Żartując trochę, po prostu zamiast łowienia ryb w wolnym czasie łowię dźwięki. Zacząłem się interesować „field recordingiem” gdzieś około 2005 roku, kiedy ten nurt nie był jeszcze tak popularny w Polsce. (...) Na początku mojej przygody z nagrywaniem fascynowały mnie odgłosy przejeżdżających pociągów. Porównując do fotografii, jest to etap fotografowania zachodów słońca! Taki dźwiękowy landszaft.

Potem zanurzyłem się w świat dźwięków industrialnych, może z powodu mojego nowohuckiego pochodzenia? Jestem zawieszony gdzieś między industrią a naturą. Nie obawiałem się takich nagrań, które nie były ekologicznie czyste, obecnie jest coraz mniej miejsc na świecie, które nie są zanieczyszczone dźwiękami na przykład przelatujących samolotów. Nie jestem człowiekiem hałasu, ale wydaje mi się, że hybrydowość naszego świata, w którym mieszają się dźwięki lasu i ptaków z odgłosami autostrad i fabryk, jest prawdziwa i pociągająca zarazem. Lubię na przykład nagrywać jakieś odległe dźwięki, zawieszone gdzieś w dalekiej przestrzeni, co daje efekt bardziej abstrakcyjnego odczucia otaczającej nas materii. Ten odległy pejzaż dźwiękowy wydaje mi się bardziej transcendentny. Czasami wykorzystuję te dźwięki jako element moich instalacji czy obiektów, mając nadzieję, że wywołują u widzów różne nastroje. To taka wartość dodana. Obecnie używam mikrofonów kontaktowych oraz geofonów. Odkrywam powoli uroki wnętrza Ziemi… Mam też pewne ambicje związane z filmem animowanym, który dla mnie byłby szansą na spotkanie się tych różnych dziedzin, które uprawiam, to znaczy na spotkanie się obrazu z dźwiękiem w wymarzonym dla siebie medium.

wywiad:
foto:

W pracowni Rafała Pytla:  A.J.M.: Czyli jak zrobisz pracę, to potrzebujesz trochę czasu, aby uznać, że jesteś z niej zad...
22/12/2025

W pracowni Rafała Pytla:

A.J.M.: Czyli jak zrobisz pracę, to potrzebujesz trochę czasu, aby uznać, że jesteś z niej zadowolony?
R.P.: Tak, po „wycięciu” grafiki i zrobieniu odbitki próbnej potrzebuję paru tygodni, żeby z nią pobyć i stwierdzić, czy ona się do czegokolwiek nadaje. To jest trochę walka z naszym artystycznym ego. Które czasami może nas zaprowadzić na manowce. Miłość własna, która każdemu artyście przecież towarzyszy bywa niebezpieczna. W tym kontekście mieszkanie blisko pracowni jest dobre, bo można tę weryfikację prowadzić na bieżąco. Dlatego nie lubię sytuacji, w której są krótkie terminy, jest jakiś pomysł kuratorski na za tydzień. Potrzebuję więcej czasu na ocenę moich prac i decyzję, że jestem gotowy je pokazać.
A.J.M.: Standardowe pytanie: co Cię inspiruje najbardziej?
R.P.: To, co powiem, może wydawać się kontrowersyjne, ale najmniej inspiruje mnie sztuka plastyczna. Zdecydowanie bardziej literatura. Lubię realizm magiczny, trochę paradoksalnie, jako twórca zanurzony w geometrii, która może nie kojarzyć się z takim myśleniem. Nadal bardzo ważny jest dla mnie Bruno Schulz. Lubię takie nieproste inspiracje, w końcu świat i samo życie są tak złożone w swych przejawach. Kino bardzo mnie ukształtowało w młodości. No i oczywiście muzyka.



wywiad:
foto:

W pracowni Rafała Pytla:  A.J.M.: Określasz się jako artysta interdyscyplinarny, bo rzeczywiście odnajdujesz się w wielu...
20/12/2025

W pracowni Rafała Pytla:
A.J.M.: Określasz się jako artysta interdyscyplinarny, bo rzeczywiście odnajdujesz się w wielu mediach, ale jesteś absolwentem Wydziału Malarstwa krakowskiej ASP. Co spowodowało, ze zdecydowałeś się je porzucić?

R.P.: Moja droga malarska, jeśli mogę tak ją określić, dość szybko wkroczyła w ekspresje związane z gestem, z czystą emocją. Wcześnie zacząłem malować farbą olejną, już w szóstej czy siódmej klasie szkoły podstawowej. Mój ojciec Zdzisław Pytel był artystą malarzem, dał mi szeroki pędzel, wycisnął farbę olejną i zachęcał, żeby malować szeroko, plamą, zamaszyście – taką szkołę przeszedł sam u kolorystów. W pewnym momencie zacząłem jednak odczuwać zmęczenie takim sposobem malowania. Równocześnie już w liceum plastycznym bardzo lubiłem przedmiot, który nazywał się „kompozycja”, z pewną ilością ćwiczeń konstrukcyjnych i geometrią, innymi słowy komponentami projektowymi. Na studiach w ramach wolnego wyboru wybrałem pracownię Profesora Zbigniewa Lutomskiego (grafika), który preferował język abstrakcji i to był dla mnie rodzaj „detoksu” od tej malarskiej ekspresji, która wprowadzała w moje życie jakiś rodzaj nerwowości, braku poczucia spełnienia. Zafascynowałem się wtedy na dobre linorytem i od tamtej pory, ta technika towarzyszy mi stale z małymi przerwami. Z malarstwem rozstałem się więc bez żalu i z pewną ulgą. Natomiast jeśli chodzi o działania w różnych mediach, to gdy czuję, że tracę impet twórczy, nie rozwijam się, wtedy muszę spróbować czegoś innego. Trochę w tym myśleniu jest obecny temat recyklingu. Dużo odbitek graficznych mi po prostu nie wychodziło, więc starałem się wykorzystywać ten papier w inny sposób i zacząłem tworzyć reliefy, prace przestrzenne. Eksperymentowanie z różnymi mediami jest dla mnie naturalnym procesem

wywiad:
foto:

W pracowni Rafałą Pytla:  A.J.M.: Jak wygląda Twój typowy dzień w pracowni?R.P.: Ponieważ pracownia znajduje się w moim ...
19/12/2025

W pracowni Rafałą Pytla:
A.J.M.: Jak wygląda Twój typowy dzień w pracowni?
R.P.: Ponieważ pracownia znajduje się w moim domu, więc po pierwsze zamykam drzwi, żeby innym nie przeszkadzać. Piję szklankę ciepłej wody, czasami włączam moją ulubioną muzykę, muzykę tła, to są raczej jakieś ambientowe ścieżki: Brian Eno, William Basinski, Tim Hecker, swoją drogą część z tych artystów posługuje się pętlami muzycznymi, elementem powtarzalności, co dość mocno wpłynęło na formę moich grafik. Słucham zresztą różnych kompozytorów, uwielbiam muzykę poważną XX wieku, chociaż często ona jest zbyt absorbująca i przy niej nie jestem w stanie pracować. Lutosławski, Stockhausen czy Kaija Saariaho bardzo wpływali na mnie w przeszłości. Zdarza mi się niekiedy słuchać podcastów albo audiobooków, ale kiedy wymyślam koncepcję pracy, to w pracowni musi panować absolutna cisza.
A.J.M.: Koncepcję wymyślasz i potem projektujesz prace na komputerze…
R.P.: Nie, nie używam do tego komputera. Wystarczy mi kartka papieru i ołówek albo flamaster. Szkicuję wstępny zarys formy, no i biorę się do pracy. Często modyfikuję pomysły już wprost na matrycy. Nie działam jednak zbyt spontanicznie, często, tak jak to bywa w przypadku graficznego świata, pomysł rodzi pomysł, grafika grafikę.

foto:
wywiad:

Adres

Kraków

Telefon

+48698980608

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Pracownie do wglądu umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria