20/12/2025
W pracowni Rafała Pytla:
A.J.M.: Określasz się jako artysta interdyscyplinarny, bo rzeczywiście odnajdujesz się w wielu mediach, ale jesteś absolwentem Wydziału Malarstwa krakowskiej ASP. Co spowodowało, ze zdecydowałeś się je porzucić?
R.P.: Moja droga malarska, jeśli mogę tak ją określić, dość szybko wkroczyła w ekspresje związane z gestem, z czystą emocją. Wcześnie zacząłem malować farbą olejną, już w szóstej czy siódmej klasie szkoły podstawowej. Mój ojciec Zdzisław Pytel był artystą malarzem, dał mi szeroki pędzel, wycisnął farbę olejną i zachęcał, żeby malować szeroko, plamą, zamaszyście – taką szkołę przeszedł sam u kolorystów. W pewnym momencie zacząłem jednak odczuwać zmęczenie takim sposobem malowania. Równocześnie już w liceum plastycznym bardzo lubiłem przedmiot, który nazywał się „kompozycja”, z pewną ilością ćwiczeń konstrukcyjnych i geometrią, innymi słowy komponentami projektowymi. Na studiach w ramach wolnego wyboru wybrałem pracownię Profesora Zbigniewa Lutomskiego (grafika), który preferował język abstrakcji i to był dla mnie rodzaj „detoksu” od tej malarskiej ekspresji, która wprowadzała w moje życie jakiś rodzaj nerwowości, braku poczucia spełnienia. Zafascynowałem się wtedy na dobre linorytem i od tamtej pory, ta technika towarzyszy mi stale z małymi przerwami. Z malarstwem rozstałem się więc bez żalu i z pewną ulgą. Natomiast jeśli chodzi o działania w różnych mediach, to gdy czuję, że tracę impet twórczy, nie rozwijam się, wtedy muszę spróbować czegoś innego. Trochę w tym myśleniu jest obecny temat recyklingu. Dużo odbitek graficznych mi po prostu nie wychodziło, więc starałem się wykorzystywać ten papier w inny sposób i zacząłem tworzyć reliefy, prace przestrzenne. Eksperymentowanie z różnymi mediami jest dla mnie naturalnym procesem
wywiad:
foto: