ania od malowania

ania od malowania 2017. Wychodzę z szuflady. I maluję dalej. Za dużo wezbrało, by się nie wylało! Dokładnie 5 lat temu, tuż przed 30. I za malowaniem. Ale na inną opowieść. Bo muszę.

urodzinami napisałam czerwoną szminką na lustrze swojego apartamentu w Bejrucie:

'Czas na zmianę jest teraz. Za 10 lat może być za późno.'

Po czym rzuciłam międzynarodową karierę architektki i ruszyłam do Indii. Bardzo lubiłam swoje libańskie życie (a wcześniej angielskie, szkockie, szwajcarskie, niemieckie), ale coraz mocniej tęskniłam za wiatrem we włosach, żywą ziemią pod stopami, płynięciem

z własnym nurtem na co dzień. Bo choć czułam się spełnioną architektką, głęboko w sercu skrywałam marzenie dziewczynki o byciu… panią od plastyki, ilustratorką baśni, malarką. Dwa lata w Indiach to piękny czas. Kiedy wreszcie usiadłam do malowania, wymyśliłam sobie, że powinno nieść przesłanie. (A ja po prostu chciałam malować! Nie z głowy a z serca, tak samo jak wtedy, gdy byłam małą dziewczynką.) I nagle - w porównaniu z wznoszeniem budynków - malowanie wydało mi się mało istotne. Mój sen parował. A powstającą po nim pustkę wypełniał lęk, że już nie potrafię malować od siebie. (Konstrukcyjny rysunek architektoniczny napiętnował mnie koniecznością precyzyjnego odtwarzania rzeczywistości. Przestraszyłam się, że nie zdołam się z tego wyzwolić.) Przestałam malować w ogóle. Podróżowałam, osiadałam, budowałam, burzyłam… Aż dotarłam do Rajasthanu, malowanej krainy maharadżów i cyganów, w której bardziej niż gdziekolwiek czułam obecność Saraswati, bogini twórczości. Postanowiłam spróbować znów. Zaszyłam się na miesiąc w półwiecznym kamiennym domu wiatrów z balkonem wychodzącym na bezkresną pustynię i zaczęłam malować swoją indyjską opowieść. Już nie dla ludzkości, dla siebie. Niestety, nie skończyłam...

Powrót do Polski nie był w planach. A jednak musiał się wydarzyć. Po 10 latach życia daleko, coraz dalej stąd, wróciłam do swojego nastoletniego pokoju. I dałam się wcisnąć w starą skórę, o jak bardzo za ciasną… Przestałam tworzyć, przestałam krwawić. Przez 9 długich miesięcy trwałam, pogrążona w bezruchu. Obudziłam się z krzykiem i opuściłam dom mamy. Uczyłam się stawiać granice. Tu, blisko, bez konieczności uciekania. Nadeszło piękne lato. Przyjaciółka od zawsze zaprosiła mnie do intymnego kręgu narodzin. A ja zaczęłam snuć wizje rozkwitającego łona. I zrozumiałam, że tylko malowaniem mogę uzdrowić swoje. Pierwsza powstała 'gladiolowa'. Potem kolejne. A zimą zobaczyłam czerwoną różę rozkwitająca na śniegu. Moja wewnętrzna rzeka wezbrała i wylała znów. A jednak ubiegły rok nie był jeszcze czasem na rozpostarcie skrzydeł. Wciąż goiły się rany po starych, dopiero opierzały się nowe Ale zaczęłam bywać panią od plastyki ;)

W 2017 maluję. Codziennie. Za dużo się nazbierało - w głowie, w sercu, w łonie - by nie malować. Uwalniam życzenia. Te, które wymaluję, spełniają się. Kolejne krwawiące czuwają i celebrują mój cykl; Lakszmi, bogini obfitości, chojnie obdarza obdarowane; tęczowy mężczyzna uleczył przyjaciela; zimowe ptaszki pofrunęły do nowych gniazd... A ja lecę na 35. urodziny do Indii. Dokończyć swoją opowieść ;)

PS
Od czasu kiedy szminkowy zew do zmiany zaczerwienił się na moim bejruckim lustrze minęło 5 lat. Zdążyłam!

OKO (2019)akwarela, 50x70cmEYEwaterecolour, 50x70cm
01/05/2020

OKO (2019)
akwarela, 50x70cm

EYE
waterecolour, 50x70cm

A może po prostu zacząć pisać, ot tak...Ta opowieść zakiełkowała w Shekhawati, nieco zapomnianej części Rajasthanu – kra...
29/04/2020

A może po prostu zacząć pisać, ot tak...

Ta opowieść zakiełkowała w Shekhawati, nieco zapomnianej części Rajasthanu – krainie dawnych kupców i ich pięknie malowanych haveli. Jechała z Delhi pociągiem, potem tłukła się lokalnym autobusem, aby wreszcie znaleźć się w domu Rajesha, który na powitanie (i na dobrą wróżbę tej podróży) oświadczył, że odniesie sukces! Kiedy następnego poranka przemierzaliśmy motorem polne drogi Shekhawati w porannym słońcu i odwiecznym pyle, czułam, że została poczęta.

W pisaniu - tak jak w życiu - mam tylko zamysł początku i ciekawość w co się rozwinie...

Fragment:„MANTRABiałe oczka na granatowym tle są jak mantra. Zaplątują się w nią i moje myśli, uczucia, stany, ja… To rz...
26/04/2020

Fragment:

„MANTRA

Białe oczka na granatowym tle są jak mantra. Zaplątują się w nią i moje myśli, uczucia, stany, ja… To rzucam się w głęboki granat, to opadam bezwładnie; czasem bawię się z białymi punktami/ kropkami/ dziurkami, innym razem nie mogę się wydostać z ich nieugiętego rytmu, wytwarzane przez nie magnetyczne pole jest jak pułapka...

MANDALA

Cały czas zataczam koła: w procesie malowania i przeżywania życia. Okrągły bolesławiecki talerzyk, na którym zasychają resztki farby i odpoczywają pędzle bywa kołem napędowym mojego malowania. Wokół niego zaczynają krążyć myśli, wspomnienia, wizje, pragnienia; maluje się samo. Talerzyk jak słońce, któremu kłaniam się przy porannej jodze; talerzyk ofiarny Hindusek w kręgu przygotowujących się do święta Holi; talerzyk jak tęczówka oka…"

Fragment: „WIELOWĄTKOWA AKWARELOWA KRÓLOWAI w życiu i w malowaniu dotykam na raz wielu wątków.Maluję akwarelą, której ul...
26/04/2020

Fragment:

„WIELOWĄTKOWA AKWARELOWA KRÓLOWA

I w życiu i w malowaniu dotykam na raz wielu wątków.
Maluję akwarelą, której ulotność, wrażeniowość, zmienność są bliskie mojej naturze. Zapisuję wspomnienia, wrażenia, marzenia. Trudne je utrzymać w ryzach, płyną razem ze zmieniającymi się stanami umysłu.
Wychodzę od motywu – podążam za plamą. I łapię światło.

(...)

Bywam niecierpliwa. Sięgam po narracyjne gotowce. Łatwiej je psuję. Ale czasami ich malowanie – i psucie i marnowanie kolejnych kartonów – jest konieczne, aby pójść dalej. Zdyscyplinować się. I odpowiedzieć na pytanie: po co maluję? co chcę powiedzieć? czym się podzielić? co uwolnić?

Siebie – siebie na okrągło…

Marzę o spójności i syntezie – zamiast tego rozbudowuję fabuły. Wypływają ze mnie obrazy i wszystkie nie namalowane opowieści. Za dużo wezbrało, by się nie wylało! Ale jak ta powódź ustanie, uspokoi się, ułoży – przeczuwam nadchodzącą potęgę ciszy abstrakcyjnej plamy.

Najbardziej lubię malować tak, jakby nic innego poza malowaniem nie miało znaczenia. A czasami lubię przypomnieć sobie, że ż y c i e ma największe znaczenie.

(...)

PIECZĄTKA

Skąd w opowieści bolesławiecka ceramika? Towarzyszy mi od powrotu do Polski i pierwszego samodzielnie uwitego krakowskiego gniazda. Duży dzbanek do herbaty z podstawką, dzbanuszek do mleka, kubek i filiżanka z talerzykami oraz dzwonek – wszystkie w charakterystyczne białe oczka na kobaltowym tle. Stały się symbolem domu, powrotu do źródła. Ich obecność w tej wspomnieniowej opowieści jest jak stempel/ pieczątka czasu i miejsca jej snucia.

(...)

Wreszcie pojawia się i nowy wątek: ikoniczne hinduskie malarstwo miniaturowe z postaciami niosącymi ceramikę z Bolesławca ‘w darze/ ofierze’. Znak z przeszłości, a może karma? Że moje miejsce (i miejsce na moje malowanie) jest jednak tu, w Polsce."

Fragment:"(...) zanim Indie stały się miejscem narodzin malarki – były domem nomadki. Przez 2 lata wędrowałam od tropikó...
23/04/2020

Fragment:

"(...) zanim Indie stały się miejscem narodzin malarki – były domem nomadki. Przez 2 lata wędrowałam od tropików po Himalaje; szukałam, odnajdowałam, gubiłam, po czym ruszałam w drogę znów. Aż dotarłam do Radżastanu, malowanej krainy maharadżów i cyganów, gdzie bardziej niż gdziekolwiek czułam obecność Saraswati, bogini twórczości. I zew do malowania. Przez miesiąc szukałam miejsca i mistrza (zafascynowana dworskim malarstwem radżpuckim). Aż znalazłam 500-letni kamienny dom wiatrów w złotym Jaisalmerze z balkonem wychodzącym na bezkresną pustynię. Oraz malarza miniatur, który przekonał mnie, że mistrza znajdę w sobie. Zaszyłam się na kolejny miesiąc w haveli Hotelu Suraj w Jaisalmerze i z zapałem zaczęłam malować swoją indyjską opowieść.

Ile można namalować w miesiąc? Zależy. Z perspektywy czasu i pogłębiania praktyki malarskiej wiem, że miesiąc to bardzo mało, kiedy nie malowało się długo a chciałoby się namalować w s z y s t k o. Ale wtedy nie wiedziałam i może dzięki temu w ogóle zaczęłam.

(...)

Powrót do Polski nie był w planach. Brutalnie przerwał śniący się pięknie sen.

(...)

I choć wreszcie dobrze mi tu, hinduska baśń wciąż wyświetla się w mojej głowie. Wciąż nie wiem jak ją uwolnić. Odurza logiczny umysł mnogością nielogicznych wątków, poraża pięknem, które wielokroć przerasta moje umiejętności malarskiej ekspresji, pogłębia przepaść między tamtymi wydarzeniami, tamtymi wrażeniami a tym, co tu i teraz. Wreszcie po latach wewnętrznych zmagań i zaniechań, a po nich ćwiczeń w cierpliwości i malowaniu codzienności – zaczyna się powoli sączyć akwarelowym strumyczkiem…

(...)

Próbuję odejść od narracji i malować tak, aby kolejny obraz był odpowiedzią na poprzedni, bez wcześniejszego scenariusza. Zamiast wracać do chronologicznego początku opowieści, zaczynam od miejsca, w którym wytrysnęła tak entuzjastycznie wiele lat temu, czyli do swojej pustynnej pracowni. Maluję ją tak jak pamiętam. A potem już baśń płynie sama, tak jak chce."

21 lutego 2020 obroniłam swój akwarelowy dyplom na krakowskiej ASP.Fragment opisu:"Pozwoliłam swoim obrazom (...) rozmaw...
21/04/2020

21 lutego 2020 obroniłam swój akwarelowy dyplom na krakowskiej ASP.

Fragment opisu:
"Pozwoliłam swoim obrazom (...) rozmawiać bez narzucania kolejności, wedle życzenia. Rozgadały się. Wciąż się dopełniają. Chaotyczny zbiór prac układa się wreszcie w całość: Bolesławiec (symbol domu) współistnieje na obrazach z Indiami, porządkuje wspomnienia. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością (...). Choć to teraźniejszość senna: motywy latania i opadania, bezsenność, mantra malowania kropek (a raczej niebieskiej przestrzeni wokół nich – same kropki są bielą papieru, p u s t k ą), zwijanie się na talerzyku, który to zabiera w wir to koi, otula, usypia… Najwięcej z Bolesławca jest właśnie okrągłego talerzyka, wokół którego powstają/ gromadzą się mandale z postaci: krąg kobiet, jogini, skoczki… Nowy wątek: ikoniczne hinduskie malarstwo miniaturowe z postaciami niosącymi ceramikę z Bolesławca ‘w darze/ ofierze’. Znak z przeszłości, a może karma? Że moje miejsce (i miejsce na moje malowanie) jest jednak tu, w Polsce."

... choć długo milczała - nie próżnowała - dyplom w skupieniu malowała!
23/01/2020

... choć długo milczała - nie próżnowała - dyplom w skupieniu malowała!

Zwierzo-zwierzenia/wyłażą z cienia/gdy zwierzę ma coś do powiedzenia./Więc kto chce ze zwierzem/pogadać szczerze/niech l...
20/11/2019

Zwierzo-zwierzenia/
wyłażą z cienia/
gdy zwierzę ma coś do powiedzenia./

Więc kto chce ze zwierzem/
pogadać szczerze/
niech lekko nie bierze/
zwierzo-zwierzeń...

Joanna Kulmowa (parafraza „Jeżozwierzeń”)

Ostatnie jesienno-małopolskie. Za chwilę zamienią się w zimowo-abruzjańskie...
09/11/2019

Ostatnie jesienno-małopolskie. Za chwilę zamienią się w zimowo-abruzjańskie...

DZIADKOWIE KOWALSCY NA ŚLUBNYM KOBIERCU 1956 (2019)akwarela, 36x24cmGRANDPARENTS KOWALSCY ON THE WEDDING DAY 1956 (2019)...
04/11/2019

DZIADKOWIE KOWALSCY NA ŚLUBNYM KOBIERCU 1956 (2019)
akwarela, 36x24cm

GRANDPARENTS KOWALSCY ON THE WEDDING DAY 1956 (2019)
watercolour, 36x24cm

Adres

Plac Matejki 13
Kraków

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy ania od malowania umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria