28/04/2026
Dziękujemy za kwietniowy spektakl. Jesteśmy już w nastrojach przed "majówkami", a przecież ostatnie spotkanie zaczęliśmy od "mojej majówki" - pełnej przyjemnych doznań, wrażeń, smaków, emocji. To wszystko okazało tym, do czego tęsknimy... Potrzebowaliśmy przejść przemianę, jak na tym obrazie Wlastimila Hofmana...
Pierwsza historia otworzyła nas na duchowe spotkanie, przywołała pragnienie wolności i... gwałtownie też sprowadziła na ziemię, gdzie różne rozbite kawałki siebie wymagały rozpoznania i poskładania. Trzeba było rozliczyć się z okrutnym ojcem i odbudować chroniącą skórę. Pojawiła się potrzeba ożywienia uczuciowości i pasji, porzuconych gdzieś w przeszłości. W trakcie konfrontacji z grupą, udało się przeformułować odmienność w indywidualność. Te odzyskane części siebie (skóra, uczucia, pasja, indywidualność) stworzyły przestrzeń dla wrażliwości, która nie musiała być więcej tłamszona siłą i uciszana przemocą. Na koniec mierzyliśmy się z wyzwaniem akceptowania w sobie różnorodności, sprzeczności i słabości. Uczyliśmy się też upadania... w tańcu, już nie w życiu!
Jakie są Wasze wrażenia, myśli, odczucia?
PS. Dokładniejszy opis obrazu "Na nowy żywot" prezentowanego na wystawie "Grupa Pięciu" w Muzeum Narodowym w Krakowie: "... przedstawia zagadkową fantastyczną postać, niby jasnego anioła o podobnych do motylich skrzydłach, niosącego nagiego chłopca. Delikatne skrzydła sugerują symbolikę przemiany i kruchości, nawiązując do motywu motyla jako znaku nieśmiertelnej duszy. Scena ta symbolizuje narodziny lub duchowe przebudzenie - początek wędrówki ku nowemu życiu."