18/05/2026
🎭„Nie będę golić głowy”
O pracy nad premierą i o fenomenie Sinéad O’Connor z Katarzyną Chlebny, reżyserką i odtwórczynią głównej roli, rozmawia Piotr Sieklucki.
🔻 Piotr Sieklucki: Dlaczego Sinéad?
🟡 Katarzyna Chlebny: Kobieta zbuntowana, charyzmatyczna, odważna, przekraczająca granice, kontrowersyjna, poszukująca - z natury rzeczy staje się ciekawym obiektem do analizy. Dla mnie to taka osobowość, która rozpala i pobudza wyobraźnię i zmusza do poszukiwań tego, co w historii takiej jednostki staje się uniwersalne.
🔻 W pracy jesteś dość wymagająca, apodyktyczna wręcz, bezwzględnie wiesz czego chcesz i raczej nie pozwalasz na improwizacje. Najłatwiej więc pracowałoby ci się z profesjonalistami "rzemieślnikami", tymczasem w połowie zrobiłaś obsadę z młodzieży studenckiej. Jaki w tym sens?
🟡/śmiech/ No niestety taka jest prawda, że kiedy piszesz scenariusz, to już słyszysz jak dana postać mówi, jak artykułuje swoje myśli, w jakim tempie, z jaką wysokością, jak akcentuje, jak chrząka, to jest jak muzyka, która się komponuje w głowie. I rzeczywiście - jeśli jako reżyser konsekwentnie idziesz za obrazem, który zobaczyłeś pisząc - to starasz się go egzekwować. Do tego spektaklu zaprosiłam zawodowych, wspaniałych aktorów: Martę Bizoń, Dominika Nowaka, Łukasza Szczepanowskiego, ale z wielką radością witam na pokładzie studentów: Brygidę Ponikiewską, Barbarę Frencer, Laurę Szewczyk, Igora Widomskiego, Jakuba Kowalskiego i Danilla Strilchyka. Oni mają jeszcze ten szkolny nawyk słuchania Pani, więc może będzie łatwiej. Na scenie w roli DJ- wystąpi także Paweł Harańczyk, który odpowiada za oprawę muzyczną spektaklu.
🟡Sama piszesz i układasz scenariusze, nie k**i cię wielka literatura?
🔻Wielka literatura to wielka odpowiedzialność. Moje opowieści są mniej zobowiązujące, to zawsze historie, które rodzą się z mojej wyobraźni, one mi się same w głowie tworzą - z jakichś śladów, kodów, przeżyć, bajek, snów, to się rodzi jako mój świat, ma jakiś wsobny język, to zawsze jest moje i nie próbuje udawać innego. To jest dla mnie bardziej organiczne niż próba stwarzania świata z wielkiej literatury - szczególnie, kiedy gram w tym swoim świecie. Wiesz - ja bardzo chętnie przejmę rolę Lady Mackbet - jeśli ktoś by mnie w niej zobaczył… i czekam na to z nadzieją, zanim będę zmuszona sama to sobie wyreżyserować. Tak że, Piotrze, obsadzaj! W przyszłym roku akademickim obejmuję opiekę nad dyplomem Studentów Uniwersytetu Frycza Modrzewskiego i rzeczywiście rozpalił się we mnie pomysł sięgnięcia po klasykę. Będzie to „Balladyna” w wersji muzycznej. I jestem niezmiernie podekscytowana tym, co mi się tam uroiło.
🔻Co w świecie Sinéad jest najbardziej zaskakujące?
🟡Dla mnie zawsze interesujące są pęknięcia. I tu także. Wyrywy, niemoce, pustki, których nie da się wypełnić. Ciekawe, że zanim sięgnęłam po literaturę, zanim zgłębiłam jej historię, postrzegałam Sinéad jako pełną siły i charyzmy buntowniczkę, a im dalej w las tym więcej drzew wysuszonych, połamanych, odartych z kory.
Kory. Zabawa słowem. Ale Sinead jest tak inna, mimo podobnych przeżyć, tak odarta ze wszystkiego, co stanowiło siłę Kory. Myślę, że to zupełnie inne osobowości i to dla mnie też jest bardzo kuszące.
🔻Jak to się stało, że "wygrałaś" casting na Sinéad? Dlaczego ty?
🟡Myślę, że z tego samego powodu, dla którego Ty grasz Ryśka i Kazika, a ja Korę i Demarczyk. Kochamy grać. Ja, żeby móc grać muszę sama sobie napisać, a i wyreżyserować spektakl, bo nikt mnie nie chce. Kiedyś strasznie płakałam, że nikt mnie nie obsadza, więc z braku laku znalazłam na to taki sposób. Polecam!
🔻Zbliżasz się fizycznie do pierwowzoru, jak zrobiłaś to przy Korze, czy raczej budujesz ją inaczej, jak przy Demarczyk?
🟡Nie będę golić głowy. Bo każdy o to pyta. Więc nie zbliżę się tak bardzo. Nie jest tu też dla mnie to podobieństwo na tyle istotne. Kora była tak charakterystyczna w mowie, ruchu, głosie - tak znana każdemu, że wcielenie się w nią w pełni było ogromną pokusą i to w jakiś sposób działa. Wśród współczesnej publiczności Sinéad nie jest tak rozpoznawalna. Wiadomo, że śpiewała „Nothing Compares 2 U” i że podarła wizerunek Papieża. Jej wizerunek nie jest aż tak istotny. No była łysa. Ale nie to stanowi clou.
🔻W scenariuszu jest dużo na temat Kościoła Katolickiego. Gniewasz się na Kościół? Na JPII?
🟡Gniewam się na hipokryzję, ale w spektaklu jestem dla Kościoła delikatna - jak na mnie - wręcz subtelna. Staram się nie powielać ataku Sinéad, nie dawać oceny, dać głos tym, którym ona głos dać pragnęła, może trochę rozbawić, przekłuć czasem balon… a czasem napompować go jakimś szaleństwem aż pęknie. Więc ten spektakl nie jest o Kościele. Jest o potrzebie miłości.
🔻Kora - twój wielki sukces a może przekleństwo? Widownia czeka na "taki sam strzał"... Ja też (śmiech). Czujesz presje?
🟡Nie…
🔻Podróżujesz często do Londynu pooglądać musicale. Szukasz Kasiu inspiracji? Podglądasz? Zazdrościsz?
🟡To są zupełnie inne przeżycia. To rozrywka. Jak wyjazd do SPA albo do Energylandii. Ale nie koniecznie jest to przeżycie duchowe. Natomiast bardzo często zachwyt. Kiedy parę lat temu pierwszy raz siadłam na widowni na West Endzie w pierwsze 30 sekund zalałam się łzami jak dziecko!!! To był „Upiór w Operze”, a ja płakałam ze wzruszenia nad jakością dźwięku! Po spektaklu biegałam po widowni i robiłam zdjęcia głośników! I liczyłam ile jest! Jak małe dziecko, które idzie do bogatych sąsiadów, co mają wujka w Ameryce - takie mam wspomnienie z dzieciństwa - do sąsiadów przyszła paczka ze słodyczami. I zaprosili dzieci z bloku na poczęstunek. Przyszłam do domu i płakałam dlaczego nie urodziłam się u Choroszyńskich! Ale cieszę się w duchu, że urodziłam się u Chlebnych i cieszę się, że pomieszkuję w Twoim domu, mimo, że wujek z Ameryki nie podsyła nam paczek z czekoladą i głośnikami!
🔻Jesteś szczęśliwa? Masz marzenie?
🟡Jestem szczęśliwa. Nie mam marzeń…no może, żebyśmy żyli długo i szczęśliwie.
My wszyscy.
🔻Tego ci życzę. Dziękuję za rozmowę.
📸 Julia Kubacka