18/09/2026
Mamy taką rozkminę dotyczącą środowiska rave. Coraz bardziej widzimy, że często nie chodzi o to, CO ROBISZ, tylko CZY WYPADA, ŻEBY BYŁO WIDAĆ, ŻE TO ROBISZ. I to jest gigantyczna różnica. Możesz być LGBT friendly. Możesz być open minded. Możesz być za wolnością ekspresji i różnorodnością. Możesz też być koneserem szczurów. Tylko jest jeden warunek: NIE WOLNO PSUĆ WIZERUNKU. XD
I to jest dla nas właśnie esencja pewnego podziału. Trochę jak z Polską A i Polską B, tylko tutaj zamiast mapy mamy ludzi, styl życia, język, estetykę i społeczne kody. Jedni są „elitą”, „poważnymi ludźmi”, „artystami”, „środowiskiem”. Drudzy są „wieśniakami”, „patolami”, „tymi, którzy nie wiedzą, jak się zachować”. I najlepsze jest to, że nie zawsze ma to cokolwiek wspólnego z tym, kto faktycznie ma większe umiejętności, wiedzę czy możliwości. Grupa A po prostu dużo częściej posiada społeczne prawo do robienia rzeczy, które Grupie B odbierają status. Możesz być ekscentryczny, robić pojebane rzeczy, a nawet zachowywać się jak kompletny d***l — ale jeśli masz odpowiednią pozycję, ubranie, sposób mówienia, znajomych i narrację wokół siebie, wszystko może zostać przetłumaczone na coś bardziej eleganckiego. Człowiek z B robi podobną rzecz i nagle wielki lament.
I właśnie tutaj pojawia się dla nas największa beka z tego całego „LGBT FRIENDLY”. Bo kiedy jakaś laska wrzuca zdjęcie, na którym pokazuje pół dupy, jakoś dziwnie rzadko pojawia się nagle dyskusja, że „to psuje wizerunek sceny”. XD Jakoś wtedy wszyscy potrafią uznać to za element imprezowej estetyki. Ale kiedy ekspresja zaczyna naprawdę wychodzić poza to, co zostało uznane za akceptowalny obrazek, nagle odpala się kontrolka: „ej, ale pomyślmy o wizerunku”. Takie ekipy potem wycierają sobie twarze teczowa flaga xD I właśnie o tę selektywność nam chodzi. Nie o to, że każdemu ma się podobać wszystko. Tylko o to, że bardzo łatwo mówić o otwartości, dopóki różnorodność wygląda dokładnie tak, jak sobie ją wcześniej wyobrażiliśmy. A dobrze wiecie że mamy ludzi którzy lubią te bariery przekraczać 😎
I dlatego niesamowicie bawi nas temat używek na scenie. Nie pochwalamy ćpania i nie mamy zamiaru go promować. Admin pewno realnie nalezy do jakiegoś skromnego podzbioru osób nie mających nigdy styczności z substancjami. Ale nie będziemy też udawać, że tego nie ma. Wszyscy wiedzą, że to istnieje. I właśnie wtedy pojawia się hipokryzja: człowiek, którego widziałeś wczoraj nacpanego jak świnia, następnego dnia może pouczać Cię, że nie powinieneś pisać o tym, że ludzie ćpają na imprezach, bo „psujesz wizerunek sceny”. XD Czyli problemem nie jest nawet to, że to istnieje. Problemem jest to, że ktoś o tym głośno mówi.
I to jest dla nas niesamowicie ciekawe, bo nagle okazuje się, że środowisko niekoniecznie walczy z samym zachowaniem. Ono walczy z jego widocznością. Ćpanie? Rób, tylko nie pokazuj. Seksualność? Spoko, tylko nie za bardzo. Ekspresja? Jasne, tylko w odpowiednim kanonie. Kontrowersja? Może być, tylko u człowieka, którego już uznaliśmy za „artystę”. A jeśli jesteś z niewłaściwej grupy, to samo zachowanie przestaje być „ekspresją”, „wolnością”, „alternatywą” czy „luzem”, a staje się „psuciem wizerunku”.
Największy cyrk zaczyna się wtedy, kiedy człowiek z A może robić rzeczy z B, jeśli robi je dyskretnie albo ironicznie. Może oglądać patostreamy byle z pozycji obserwatora. Może słuchać wixy byle dla beki. Może ćpać byle nie było tego widać. Może być kontrowersyjny byle nadal wyglądał jak człowiek z odpowiedniej warstwy. Ale człowiek z B, który mówi: „TAK. TO JEST CZĘŚĆ MOJEGO ŚWIATA I NIE BĘDĘ UDOWADNIAŁ, ŻE JEST INACZEJ”, nagle robi się niewygodny.
My robimy chyba najgorszą rzecz z możliwych: MY NAPRAWDĘ LUBIMY pompe. Nie ironicznie. Nie „hehe nostalgia”. Nie „hehe patrzcie jakie to głupie”. Nie jako guilty pleasure. NAPRAWDĘ. I może właśnie dlatego łatwiej zaakceptować TECHNiAWĘ jako mem niż jako ludzi, którzy serio uważają tę muzykę za zajebistą. Bo kiedy ktoś z „odpowiedniej” grupy słucha wixy, to może być nostalgia albo żart. Kiedy ktoś z B mówi: „to jest po prostu zajebista muzyka”, nagle robi się problem z jego gustem, poziomem i całą resztą.
I tutaj dochodzimy do najważniejszego. Nie chcemy kolorować rzeczywistości tylko dlatego, że komuś się ona nie podoba. Jeżeli na scenie istnieją używki będziemy mówić, że istnieją. Jeżeli istnieją hipokryzje będziemy je nazywać. Jeżeli istnieją zachowania, które komuś psują jego piękny obrazek sceny trudno. Jeżeli ktoś naprawdę jest inny nie będziemy go wygładzać pod potrzeby brandu. Jeżeli ktoś naprawdę słucha polskiego klabbu nie będziemy udawać, że robi to dla beki. Nie będziemy robić PR-u rzeczywistości.
Możemy na tym stracić. Może ktoś się obrazi. Może ktoś przestanie nas lubić. Może ktoś uzna, że psujemy wizerunek. I c**j. Bo rzeczywistość nie robi się mniej prawdziwa tylko dlatego, że jest niewygodna. A prawda ma to do siebie, że czasem trzeba trochę poczekać.
WIZERUNEK MOŻNA ZROBIĆ W JEDEN DZIEŃ. PRAWDĘ CZASAMI TRZEBA UDOWADNIAĆ LATAMI.
I zdecydowanie wolimy to drugie.
PRAWDA > WIZERUNEK.
i c**j!
Pozdrawiamy z tramwaju linii 50 (już niebawem 7...)