10/04/2026
Wszechświat nie popełnia błędów.
My - owszem - i są one wpisane w program życia.
Ostatnio kminię sobie to, że jedynym poważnym błędem, który nam może zrobić największe kuku jest brak akceptacji faktu, że się mylimy i będziemy się mylić, bo jesteśmy ludźmi. Proces uczenia się na błędach jest wpisany w nasze DNA, w nasze ciało, w nasze życie.
Szkodzimy sami sobie, kiedy trzymamy się dumy i nie umiemy przyjąć błędu czy tego, że coś zrobiliśmy "nie tak, jak trzeba", "nieidealnie", "z defektem".
Tylko UPS - najczęściej robimy to zupełnie nieświadomie, sabotując siebie...
Ach ten perfekcjonizm! Jeśli widać go na zewnątrz, łatwiej to zobaczyć, ale jeśli kierujemy go do siebie, wewnątrz, może być naszym ukrytym sabotażystą przez lata...
"Duma potrafi zepchnąć człowieka na samo dno przepaści" - to cytat z jednej z książek Davida Hawkinsa, który bardzo mnie ostatnio porusza, ale też hmm... pociesza...
Najtrudniej jest wtedy, kiedy opieramy się czuciu błędu, niedoskonałości, porażki, udając, że jest wszystko OKEJ.
To duma utrudnia nam akceptację błędów, uczenie się i proszenie o pomoc.
Jest też chyba największym hamulcem rozwoju.
Ale też jest do czegoś potrzebna, na pewnych etapach...
Zresztą, ego jest też sprytne i nie pozwoli nam, aby pozbawić się ochrony tam, gdzie nie jesteśmy gotowi na to, aby coś poczuć, zaakceptować i to uwolnić.
Najpierw akceptuję to, że mam w sobie dumę.
A potem mogę zaakceptować moje błędy i wyciągnąć z nich lekcje.
Inaczej będę tkwić w zaślepieniu i oporze przed uznaniem własnej niewiedzy, omylności i różnych porażek. A one przychodzą przecież po to, abym mogła się rozwijać.
Oj mocno mnie sabotowała moja duma w życiu. Mocno i długo. Aż zaliczyłam takie porażki (bo na jeden raz to nie da się jej całej odpuścić), że już nie mogłam inaczej niż... tylko się poddać.
I z pokorą spojrzeć na siebie i na swoje życie.
I spróbować działać inaczej, niż zwykle, z pokorą właśnie, z umysłem początkującego.
Z pokorą przyjąć błędy, dyskomfort, porażki, niewiedzę jako fakt i stan całkowicie normalny.
Z pokorą wziąć odpowiedzialność za to, że to ja sama doprowadziłam do wszystkiego, co mam teraz w życiu. I mogę to teraz zmienić, jeśli chcę :) To jest postawa Twórcy, na 100%.
Ale też w tym miejscu czuję, że trzeba uważać, aby nie wpaść w pułapkę obwiniania się i nadmiernej krytyki, ale być dla siebie współczującą i wyrozumiałą :)
Uważność, malowanie, nieustanne wybaczanie sobie i czasem jakiś żarcik - to mi pomaga, aby zachować balans i nie wpadać tak często znowu w te pułapki ego. Choć wiadomo, że jeszcze w nie wpadnę i to nie raz. Ale już "lżej" :D
Takie jest życie :)
Obecność jest hiper ważna. Bycie przy sobie. Po prostu bądź - no więc po prostu jestem i robię wszystko najlepiej, jak potrafię, bo lepiej się nie da. Gdyby się dało, to bym to robiła :)
To jest moja droga do wybaczania sobie i uwalniania dumy.
Ciekawa jestem, jaki Ty masz sposób na balans w tym obszarze? Co Tobie pomaga? Co o tym myślisz?