11/08/2026
„Jej słowo. Jego słowo” w reżyserii Adama Orzechowskiego | Teatr Wybrzeże Teatr Wybrzeże
Spektakl robi wrażenie już od pierwszych chwil. Widz zostaje umieszczony w przestrzeni przypominającej salę sądową, a specyfika Sceny Malarnia, pozbawionej klasycznie rozumianej czwartej ściany, dodatkowo zaciera granicę między przedstawianą rozprawą a jej odbiorcami. Bardzo szybko można odnieść wrażenie, że nie jesteśmy jedynie obserwatorami procesu. Stajemy się jego uczestnikami, ławą przysięgłych, która będzie musiała wydać własny wyrok.
Katharinę i Christiana połączył namiętny romans. Oboje nazywali siebie miłością swojego życia. Co zatem sprawiło, że poznajemy ich historię z perspektywy sali sądowej?
Sprawa dotyczy domniemanego gwałtu, ale spektakl szybko pokazuje, że nie chodzi wyłącznie o ustalenie winy i niewinności. Sztuka Ferdinanda von Schiracha otwiera znacznie szerszą dyskusję dotyczącą definicji gwałtu, świadomej zgody na kontakty seksualne oraz możliwości jej wycofania w dowolnym momencie. Jednocześnie konfrontuje widza ze stereotypowymi wyobrażeniami na temat tego, jak powinna zachowywać się „prawdziwa” ofiara gwałtu.
I właśnie tutaj spektakl staje się szczególnie interesujący. Sprawa jest niejednoznaczna,
a kolejne zeznania i dowody nie tyle przybliżają nas do rozwiązania, ile komplikują obraz wydarzeń. Czy oskarżenie może być wynikiem zemsty za zawiedzioną miłość? Czy zachowanie Kathariny rzeczywiście podważa jej zeznania?
A może przeciwnie, nasze oczekiwania wobec osoby pokrzywdzonej są tak silnie zakorzenione w stereotypach, że nie potrafimy zaakceptować zachowania, które nie odpowiada wyobrażeniu
o „typowej” ofierze?
Oskarżony przez niemal cały proces milczy. Dopiero pod sam koniec, już po mowach końcowych, decyduje się przemówić. Jego słowa nie przynoszą jednak prostego rozwiązania. Przeciwnie, otwierają kolejną perspektywę i każą ponownie przemyśleć wszystko, co wydarzyło się wcześniej.
Komu więc wierzyć? Jedno wydaje się pewne: ktoś kłamie. Tylko kto?
Ważną rolę odgrywają również świadkowie. Każda z postaci wnosi do procesu odmienną perspektywę i jednocześnie reprezentuje pewien sposób myślenia o winie, ofierze
i odpowiedzialności. Jest bezwzględna adwokatka, profesjonalna śledcza, która mimo doświadczenia dopuściła się zaniedbania, psycholożka porządkująca mechanizmy związane z przestępstwem i obalająca stereotypowe przekonania, a także przypadkowy świadek, który niespodziewanie zaczyna odgrywać w całej sprawie istotną rolę.
„Jej słowo. Jego słowo” nie daje widzowi komfortu jednoznacznej odpowiedzi. I chyba właśnie na tym polega jego największa siła. Sąd musi wydać wyrok, ale tutaj nie ma łatwych rozstrzygnięć. Przysięgłymi jesteśmy wszyscy. To my, po zakończeniu spektaklu, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, komu właściwie wierzymy.
Całość bardzo dobrze dopełniają surowa, sądowa scenografia, dynamiczny rytm przedstawienia, światło i muzyka, które konsekwentnie budują napięcie. Na szczególne uznanie zasługuje również cała obsada. Aktorstwo pozostaje jednym z najmocniejszych elementów spektaklu.
To przedstawienie, które nie pozwala po prostu usiąść na widowni i obserwować. Zmusza do zajęcia stanowiska, a później, być może, do zakwestionowania własnego wyroku.