Pamiętnik Dominika K.

Pamiętnik Dominika K. Pamiętnik będący codziennymi zapiskami i refleksjami pewnej osoby.

07/03/2021

JAK MÓWIĆ ABY BYĆ ZROZUMIANYM?

Miałem dzisiaj ze znajomymi ciekawą i ożywczą rozmowę, o której dużo się o sobie dowiedziałem. Kwestia dotyczyła tego jak mam mówić aby mnie rozumiano. Bo z tym czasami jest problem.
Po rozmowie mam dysonans między tym, czego się ode mnie oczekuje, a tym jak w naturalny sposób moje myśli się myślą. Zastanawiam się w którym kierunku powinienem bardziej pójść - spłaszczać swoje myśli, aby ktoś je zrozumiał, czy myśleć na poziomie dla mnie wypracowanym i odpowiednim.
Otóż - z całą pewnością - zrozumiałem po naszej rozmowie, że moim naturalnym sposobem myślenia jest sposób filozoficzny, który jest ze swej natury poszukujący a nie twierdzący. Bo twierdzić w tym przypadku znaczy uznać coś za pewne. A tego zrobić nie potrafię bo akt uznania - najgorzej ostatecznego, doktrynalnego lub fundamentalnego - zabiera moją dalszą ciekawość i chęć szukania tego co można odkryć. Moja umysł karmi się nieoczywistością i nieokreślonością. Wtedy jest najbardziej płodny.

Jednocześnie filozofując komplikuję…. A ludzie wolą bym miał swoje zdanie. Wtedy jestem „rozumiany”. Bym wiedział co myślę. Bym był konkretny. Bo wtedy łatwiej mogą się do mnie odnieść. Poczuć się bezpiecznie. Nie stanowię wtedy zagrożenia, bo nie pytam a twierdzę. A pytanie zawsze stawia pytanego w sytuacji niekomfortowej. W pewien też sposób daje przewagę temu, który pyta. Ale ja jednocześnie zawsze zachęcam też do tego by inni mnie pytali, bo rozmowa ma wtedy najwięcej barw i esencji.
Natomiast twierdzić to dla mnie oznacza „mieć strukturę”. Jednak o tyle o ile to jest łatwe dla innych ludzi, dla mnie jest najtrudniejsze, a wręcz krzywdzące.
Bo ja w wielu kwestiach nie mam zdania! Co więcej - moje intuicyjne przekonanie - mówi mi, że rozmowę zawsze warto zacząć od ustalenia przekonań i moich i rozmówcy, by dalszy przebieg nie stał się nieuchronnym oddalaniem się od siebie. Bo brak wyjaśnień podstawowych kwestii prędzej czy później do tego doprowadzić może. Natomiast solidne zrozumienie myślenia drugiej strony przynajmniej nie spowoduje niepotrzebnych nieporozumień.
Na wiele rzeczy ja nie mam zdania. Dopiero ich szukam, a nawet jeśli znajdę, to zaraz uznam je za jedno z wielu możliwych, co otwiera mi drogę do dalszego poszukiwania. I taki jest mój paradygmat myślenia o sobie i o świecie.
Dla tych nielicznych, którzy przetrwają moje pytania, demaskację i demakijaże czuję wielki szacunek.
Rzadko zdarza się, by ten z którym rozmawiam lubił być „obijany” wątpliwościami i na wstępie dyskusji odczuwać presję tłumaczenia się ze swojego zdania. Ale wtedy przynajmniej wiem, że to jest „swój chłop”.

Zdawać by się mogło, że treści mojego myślenia są oderwane od rzeczywistości, niejasne i nikomu niepotrzebne.
Jednak czuję, że zrobiłbym wielką krzywdę sobie, gdybym unikał lub zniekształcał mój tok rozumowania, bo on - jako moje narzędzie - pozwala mi dotrzeć do praktycznych efektów mojego myślenia. „Gdzie tu praktyczne efekty?!” zapyta wielu z ironią. A te efekty choć z pozoru niedostrzegalne mogą się okazać cenne dla innych ludzi. Efekty mojej pracy to odkrywanie złożoności świata, odkrywanie wzorców i procesów zachodzących w tle, demaskacja iluzyjności i tego co uznaje się za „twardą rzeczywistość” i kwestionowanie wartości, sloganów, przekonań. A te wartości są rzeczą nieprzerwanie prowadzącą nasze życie i nie mniej ważna w życiu człowieka jak jedzenie czy picie. Ba! Nawet równorzędną, a przynajmniej mocno skorelowaną. Niejednokrotnie pewnie spotkałeś się z sytuacją, w ktorej ktoś na podstawie swoich wartości decydował się jak będzie jadł. Lub na podstawie głodu decydował się zapomnieć na chwilę o wartościach.
Idziemy więc po nich jak po nitce, choć zdanie sobie z tego sprawy wcale nie jest potrzebne, a czasami może być trudne. Jeśli zaczynam pytać „dlaczego myślę w ten sposób?” To narażam się na zwątpienie lub odkrycie prawdy, która może zachwiać moim życiem. I o ile jest to trudne dla moich rozmówców, o tyle dla mnie jest podstawą rozmowy, bo wtedy jest jasne, że zmierzamy w kierunku prawdy o sobie samych.
Dekonstrukcja zastanej rzeczywistości sprawia mi radość, a radość jeszcze większą sprawia mi znalezienie reżysera przedstawienia - prawdy, która ukrywała się dotychczas za kulisami, a jednak miała decydujący wpływ na aktorów, rekwizyty, scenariusz. W odsłonięciu kotary i sprawdzeniu jak pracuje całe przedstawienie widzę największy sens i cel mojej aktywności.
Na koniec - „Nie filozofuj” w trochę radykalniejszej odmianie znaczy „nie pyskuj”. A „Nie pyskuj” w trochę łagodniejszej odmianie znaczy „nie filozofuj”. Nie bez powodu pozostaje fakt, że z pewnością wypowiadanemu zdaniu „nie filozofuj” towarzyszy ironia lub koniec rozmowy.
Dziękuję każdemu kto lubi ze mną w ten sposób rozmawiać!

Cokolwiek tu powiedziałem, dalej świeże i ważne pozostają dla mnie pytania:
- Jakim językiem mówić aby mnie rozumiano?
- Do kogo mówić aby to miało największy sens?
- Jaką zachowywać proporcję między twierdzeniami a poszukiwaniami?
- Jak być dla innych określonym ale jednocześnie mieć przestrzeń do własnej nieokreśloności?

Jak odpowiedziałeś na powyższe pytania, to szanuję! Jest to dla mnie sygnał, że przeczytałeś do końca!

06/03/2021

Kilka refleksji o ludzkości:
Ludzkość to jest projekt na dziesiątki tysięcy lat. A żyjemy i podejmujemy decyzje tak, jakbyśmy zapomnieli o tych, którzy byli przed nami i tych którzy będą po nas. Jeśli w obrębie jednej kultury nie mamy wspólnej wizji działania, a co dopiero w obrębie wszystkich kultur na świecie, jak mądrze możemy podejmować decyzje o naszej jedynej planecie, która w swej fizyczności jest skończona? Jeśli ją spsujemy, nie mamy gdzie pójść.
Spoglądając na ludzkość z góry, w obecnym momencie, przypominamy chaotyczną masę, która pochłania coraz więcej. Pomimo całej swojej wiedzy i inteligencji, bycia koroną procesu ewolucji, nie potrafimy przestać! Wzajemnie się napędzamy! Nie szanujemy ani tego co było, an tego co będzie. No chyba że w perspektywie maksymalnie kilku miesięcy i indywidualnego interesu. Ale to i tak nie ma znaczenia w dłuższym terminie, bo liczy się zmiana, a nie trwałość. Przyjdzie nowa potrzeba, moda, kierunek, a nasze zdanie się dostosuje. Posiadanie zdania można zmieniać, dopasowywać do rozmówcy, do aktualnych pragnień i bawić się nim elastycznie jak plasteliną, bez odpowiedzialności.
Korzystamy z miliardów lat ewolucji i tysięcy lat kultury. Jesteśmy finałem nieprzerwanego łańcucha życia, któremu pomimo całkowicie obcego i wrogiego środowiska udało się dotrwać i wydać na świat tak wiele form gatunkowych w ilości niezliczonej liczby istnień. Obserwujesz świat we wszystkich jego kolorach, korzystasz ze swoich zmysłów, śnisz, rozumujesz, uprawiasz seks dla przyjemności, choć nikt intencjonalnie tego tak nie zaprojektował. A jednak doświadczanie tego cudu jest Twoim udziałem. Latasz samolotem, oglądasz drugiego człowieka na małym ekranie smartfona, spłukujesz wodę jednym przyciskiem, używasz kilku języków. By to wszystko być możliwe musieliśmy poświęcić - wliczając w to proces ewolucji - miliardy lat, intencjonalnego wysiłku ludzkiego, błędów. W tym śmierci, cierpień i ludzkich zgub.
Stoimy u progu dziesięcioleci, które na zmniejszającej się ziemi będą mogły albo to wszystko stracić, albo zadbać o ważność tego wszystkiego i uznać ważność nie tylko swojego pokolenia, ale całości życia na ziemi.

Co o twoim życiu powiedziałby Twój przodek, który żył 2 tysiące lat temu? Co o Twoim życiu powiedziałby potomek, który będzie żył za 2 tysiące lat? Za co by tobie podziękował? A za co obwinił?

Nie uogólniam i moje obserwacje na poziomie jednostkowym będą niezgodne z rzeczywistością, ale na poziomie ogólnym takie właśnie wzorce zauważam.

13/01/2021

13.01.2020
TRAFIŁEM?
Po dłuższym okresie błądzenia między pomysłami na to, co jeszcze oprócz mojej głównej działalności biznesowej mógłbym robić, być może trafiłem na to co jest spójne ze mną.
Dzisiaj odbyło się pierwsze spotkanie grupy na facebooku, którą założyłem jakiś czas temu - "BURZA MÓZGÓW - GRUPA KREATYWNA".
Stęskniony do ludzi, którzy tak jak ja, lubią dyskutować, wymyślać, błądzić między ideami i mają z tego zabawę, powołałem do życia taką grupę. Na spotkanie przyszła jedna osoba... ale dokładnie taka, z jaką chciałem się spotkać. Nie chcę się nad nią rozwodzić, ale bardzo dobrze nam się rozmawiało. Napawa mnie to optymizmem, że są jednak ludzie, którzy są otwarci bardziej niż przeciętnie i potrafią o wszystkim rozmawiać bez problemu. Bardzo mnie to cieszy.
Oby dzisiejsze spotkanie było zaczynkiem do kontynuowanie tej grupy, która - co prawda - nie wiadomo jeszcze jaki będzie miała kierunek, ale wiadomo, że będzie w zgodzie z moimi naturalnymi psychicznymi skłonnościami. I to jest dla mnie najważniejsze.
Tak sobie myślę - tak jak są różne gatunki zwierząt i one żyją w dopasowanych do siebie ekosystemach i środowiskach, tak mój sposób rozumienia świata est jednym z wielu gatunków, który dobrze czuje się w określonym środowisku. Inni ludzie mają inny "gatunek umysłowy" i czują się dobrze wśród swoich.
Mam nadzieję, że to będzie to środowisko.

11.01LIST Z ISLANDIIDostałem od znajomego kolegi Marcela, który mieszka na Islandii ,prawdziwy list ręcznie napisany. Sz...
11/01/2021

11.01
LIST Z ISLANDII
Dostałem od znajomego kolegi Marcela, który mieszka na Islandii ,prawdziwy list ręcznie napisany. Szok, ale podejrzewałem go też o taki pomysł, bo dziwnie podpytywał mnie o mój adres...
Kiedy dostałem list, złapałem się na tym, że od razu chciałem go sfotografować i wysłać info na Signalu do Marcela, że list do mnie dotarł, ALE... jednocześnie poczułem, że kiedy to zrobię, list napisany i odebrany w ten sposób straci swoją moc.
Bo Marcela napisanie listu, wysłanie, opłacenie kosztowało czas. Czas, który jest tak cenny i przeliczalny DZISIAJ na pieniądze. A ja całą magię tego rytuału zabiłbym jednym zdaniem napisanym na telefonie za pomocą "swipe'a"... Poczułem straszną asymetrię w tej "relacji na odległość", która nie pozwoliła tego zrobić tak po prostu. Dlatego wstrzymałem się i chciałem nacieszyć się tą chwilą. Dotykałem list, przyglądałem się jak wyglądają odręcznie napisane litery, wąchałem list a nawet zastanawiałem się i oglądałem jak mi wyszło rozdarcie koperty! Potraktowałem go jak dzieło sztuki, bo dla mnie tym się stało.
Ja wiem, że to wszystko można było napisać na fejsie, w mailu albo inną prosta drogą. Ale im jestem starszy i im bardziej otaczają mnie różne udogodnienia, które szybko zaspokajają moje potrzeby, tym bardziej doceniam rzeczy unikalne, w które włożono czas, emocje i siebie.
Dopiero po chwili odpisałem, dziękując z całego serca za pamiątkę wspaniałą. Teraz chciałbym ten list w jakimś widocznym miejscu w domu oprawić i wystawić.
Szczerze przyznam, że tęsknie czasami do takiej formy komunikacji z innymi. Mam zbyt dużo, zbyt szybko, zbyt łatwo, zbyt powierzchownie. A brakuje mi głębokich relacji, na które - mam wrażenie - trochę ciężko się ludzie otwierają. Wolę mniej znajomych, ale bliskich. Jednak bardzo trudno o takich dzisiaj. Odnoszę wrażenie, że ludzie chcą "być postrzegani" a nie po prostu "być". Ale nie wiedzą, że ja tego nie ocenię. I że będę szczęśliwszy, kiedy będą widział przed sobą czyjąś prawdziwą osobę.
Jeśli to czytasz i znasz mnie naprawdę, to otwórz się w rozmowie ze mną. Powiedz o sobie o jedno małe słowo więcej, o jedno zdanie więcej. O tym co czujesz, myślisz, marzysz. Zapewniam, że będziesz mógł się czuć bezpiecznie.

Myślę nad końcowym zdaniem. Z jednej strony nie chciałbym pisać w formie, która staje się interakcją z czytelnikami, ale z drugiej strony bardzo mnie ciekawi jak u Ciebie wygląda podejście do pisania listów?
Jeśliś chętny, napisz.

10.01Późno już jest. Nie dość, że wczoraj nic nie napiasałem, to teraz siadam z lekkim oporem (czy ja się czuję winny?)....
10/01/2021

10.01

Późno już jest. Nie dość, że wczoraj nic nie napiasałem, to teraz siadam z lekkim oporem (czy ja się czuję winny?). Bo oglądałem "Wyspę Tajemnic" i mnie przygniotła psychologiczna prawda, którą pokazuje ten film. To jest chyba najintensywniejszy moment dnia (albo tak go postrzegam bo świeżutki), dlatego trochę o tym filmie napiszę. Oglądałem ten film kiedyś, zaraz po wyjściu na ekrany, ale pamiętam, że analizowałem wtedy czy on rzeczywiście był chory czy był detektywem. I to mnie zastanawiało. Powierzchnia.
Dzisiaj zszedłem do głębi.
Teraz wiem, że był chory, ale to z jaką siłą uderzyła mnie ta historia była ogromna. Aż miałem "ciarki", jakie ma jeden z moich znajomych kiedy gadamy o snach.
Niesamowite jest to jak reżyser pokazał sytuację, w której nieprzeżyta trauma potrafi całkowicie zniekształcić scenariusz życia jakim żyjemy. Niesamowite jest to jak świetnie przedstawił mieszanie się realności ze snem. Jak sugestywnie połączył te dwa światy, które wzajemnie na siebie wpływają. Myślę, że dlatego to do mnie trafiło, bo miałem już inną perspektywę niż 15 lat temu (a wtedy miałem 13-14 lat!), trochę już przeżyłem i trochę zdążyłem sobie pozniekształcać swoje życiowe scenariusze. WIęc miałem dzisiaj inną perspektywę na film, a to dlatego bo sam brałem udział w procesie terapeutycznym, w którym dostrzegałem jak moja realności różni się od tego scenariusza, który "stworzyłem" sobie na potrzeby lepszego radzenia sobie z rzeczywistością. Szok, jak działa ludzka psychika. Szok, że mogłem obserwować to na własnym przykładzie. I że dalej to obserwuję.
Pewnie dlatego psychika mnie tak interesuje.
I dlatego tak interesują mnie sny.
No dobra, to idę spać.
Może się o sobie czegoś dowiem.

Na zdjęciu bałwan z dzisiejszego wypadu z rodziną na sanki.

08/01/2021

8.01
RÓŻNE WĄTKI
Poszedłem spać dopiero o 3:00. Złe samopoczucie. Może to w wyniku jedzenia bardzo małej ilości cukru w ciągu ostatnich 3 dni organizm się upomina?
Ciekawe jest to, że pisząc ten pamiętnik - a jest on publiczny - zastanawiam się na ile mogę się otworzyć. Nie wiem czy udawałoby mi się być w pełni szczerym, gdybym pisał go tylko dla siebie, a co dopiero w przestrzeni publicznej. Kiedy wiem, że każdy ma do niego dostęp.
Co nie zmienia faktu, że i tak jestem z poziomu jego autentyczności zadowolony. Ma to jakąś formę oczyszczającą, bo zrzucam z siebie ciężar i natłok myśli. Być może dlatego w ciągu osttanich kilku dni mam wrażenie że parę spraw mi się poukładało w głowie? Co by nie było, muszę oszacować jak bardzo mogę się otworzyć ze swoimi myślami.

7.01Już żem leżał w łóżku i nie chciało mi się pisać, ale że zasnąć nie mogę, to sobie napiszę.Spotkałem się dzisiaj z s...
07/01/2021

7.01
Już żem leżał w łóżku i nie chciało mi się pisać, ale że zasnąć nie mogę, to sobie napiszę.
Spotkałem się dzisiaj z sąsiadem, z osiedla, z którym mam wspólne zainteresowania. Też jest Product Ownerem w jednej firmie i z racji znajomości tematu wiedziałem, że mogę z nim fajnie porozmawiać i się czegoś dowiedzieć. Bardzo fajnie było słuchać, że jego produkt, nad którym już trochę pracuje rozwija się w zadowalającym kierunku. Rozmawialiśmy trochę o talentach naszych (jak się okazało w jego firmie też robione są zatrudnionym pracownikom testy Strenghtfinder).
Pokazałem mu moją wielką rozpiskę kompetencji menadżerskich, którą sobie rozpisałem by lepiej zrozumieć co umiem obecnie, co powinienem jako menadżer umieć i czego mogę się uczyć. Też ogólnie aby z lotu ptaka móc analizować swoje umiejętności. Dominik - sąsiad - ma więcej doświadczenia i wiedzy więc rzucił kilka celnych uwag - że te wszystkie kompetencje to za dużo na jedną osobę, zapytał w jakich elementach jestem najlepszy i mógłbym się specjalizować, powiedział jak on je wykorzystuje w pracy.
W trakcie rozmowy coraz bardziej uświadamiałem sobie, że ja największy talent mam w pracach koncepcyjnych, wizjonerskich, twórczy. Kiedy trzeba wymyślić jakiś pomysł to jestem pierwszy na baczność. Do zarządzania procesem wykonawczym i strategicznym mam słabszą głowę, ale to pierwsze sprawia mi najwięcej radości i za to najczęściej ludzie mnie najbardziej doceniali.
I choć ta konstatacja mnie ucieszyła, to dalej nie rozwiązuje dwóch moich głównych problemów. Jak poszukiwać ludzi do współpracy o odmiennych talentach (np. wykonawczych, które pozwolą idee wcielać w czyn) oraz jak przestać utożsamiać się ze swoimi ideami, aby ich krytyka nie była przeze mnie odbierana osobiście - bo z tym też mam problem. Ponadto musze sobie stworzyć twórcze środowisko osób, które lubią angażować się umysłowo w różne burze, gierki i gimnastyki ideowe, bo to mnie ożywia, sprawia, że nie pamiętam jak się nazywam i kiedy mija czas.
Dlatego kilka dni temu na grupie DESIGN THINKING POLSKA zapytałem kto byłby chętny na burzę mózgów online nad dowolnym problemem. Zgłosiło się kilka osób. Dzisiaj utworzyłem wydarzenie na przyszłą środę.
Już nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że spotkam ludzi, z którymi poczuję flow.
Jej!

06/01/2021

6.01
Kim jestem.
Po trzech dniach pisania zauważam, że treści tego pamiętnika bardziej będą dotyczyć moich własnych przemyśleń, niż konkretnych zdarzeń. I nie dziwi mnie to specjalnie, bo nigdy nie miałem talentu do przeżywania swoich doświadczeń i opowiadania o nich, choć wiem, że nie są one i nie były mniej ciekawe od tych, które opowiadane są czasami przez moich znajomych.
Zauważam, że moje doświadczenia realne są tylko pożywką dla umysłu, żebym przemyślał ich sens, znalazł jakiś ukryty wzór, doszedł do odkrycia tajemnicy. Tajemnicy która choć objawia się w konkretnych zdarzeniach, to jej esencja tkwi w postrzeganiu pozazmysłowym. Coś w ten deseń.
I tak też wczorajszy i dzisiejszy dzień upłynął mi pod znakiem zastanawiania się KIM JESTEM. Odkryłem taki wzór właśnie (apropos tego co powyżej napisałem), że co jakiś czas rozbijam się o skałę niepewności tego KIM JESTEM i jaką mam tożsamość. Naturalnie mam skłonności do dosyć szybkiego przeskakiwania z idei na ideę, często bardzo od siebie odległą. Ideami się zapalam, ale na krótko. I choć jest to barwne i kolorowe w mojej głowie to nie jest to nic dobrego w dłuższej perspektywie, bo powoduje właśnie wielkie wyczerpane intelektualne. Idee, które przelatują przez głowę, które to idee sobie obracam, dyskutuję i rozmyślam, bez osadzenia w konkretnej rzeczywistości nie wnoszą zbyt wiele do mojego życia. Oprócz tego że je "przemielę" - tak nieładnie powiem - to pozostawiają tylko pustkę i pytanie zadane powyżej, czyli KIM JESTEM. Bo skoro potrafię zapalić się pomysłem "robienia spacerów medytacyjncyh w miejscowości w której mieszkam", "Utworzenia firmy sprzątającej z przewagą konkurencyjną polegającą na sprzątani przez "ładne Panie", realnego umartwiania się o to "jak się zachowam wobec innych kiedy już wyczerpią się zasoby naszej planety" czy "zostania konsultantem ludzi" (jakkolwiek to głupio brzmi w mojej głowie ma głęboki sens) i analizować go z wielkim zaangażowaniem by za godzinę go porzucić i już o nim nie pamiętać, to jest to - patrząc z lotu ptaka - bezsensowne doświadczenie. Pozostawia mnie z przekonaniem bycia "przewodnikiem" dla idei, które w mojej głowie zostaną tylko ideami i nie posiadania własnej tożsamości. Tak jakbym był tylko przez nie wykorzystany, dostawał wielkie obietnice i seksownie wyglądające idee, ale nic nie otrzymywał w zamian za udostępnienie mojej pamięci procesowej.
Zmagając się z poczuciem braku "JA" czytałem nawet wczoraj trochę o psychologicznym ujęciu poczucia tożsamości i trafiłem na ciekawą terorię E. Eriksona, który sugerował, że w niektórych typach (co traktowane jest jako dysfunkcja) przedłuża się okres adolescencji i nastolatkowie nie potrafią ostatecznie podjąć większych zobowiązań życiowych opartych na swoim poczuciu tożsamości i zinternalizowanych wartościach. Coś ten proces zaburzyło. To powoduje, że często się miotają (JAK JA!). I ta koncepcja być może całkiem dobrze mnie opisuje, gdzie wypranie w pralce ideowej takim mnie ostatecznie pozostawia. Ale z drugiej strony wiem, że taką mam naturę poszukiwacza, odkrywcy pomysłów, innowatora, któremu wystarczą wyobrażone zabawki w jego własnej głowie. Co więcej mam przecież prawie 10 letnią firmę, rodzinę, zainteresowania, z którymi jestem związany i są to rzeczy stałe w moim życiu.
Jakkolwiek wczoraj o tym myślałem, to ostatecznie stwierdziłem że bardziej musze zbudować swoje poczucie tożsamości i zaakceptować swoje społeczne role, moje zainteresowanie i pasje, ludzi z którymi żyję i przyjąć to jako obowiązek, który pozwoli mi dalej wybuchać ale w obrębie tego kim wiem, że jestem, a nie kim myślę, że mógłbym się stać. Nie łapać tysiąc srok za ogon - nawet w głowie.

Tego sobie życzę na najbliższy czas.

05/01/2021

5.01.2021
3 godzinny spacer po Kiełczowie z najbliższym mi kolegą. Niesamowite jest, kiedy masz przyjaciela podobnie myślącego do Ciebie i kiedy w trakcie rozmowy zapominam o czasie i zrobionej liczbie kroków.

4.01.2021Między pychą a pokorą.Ostatnie dni, a nawet tygodnie, upływają mi na walce o przesunięcie granicy między pychą ...
04/01/2021

4.01.2021
Między pychą a pokorą.
Ostatnie dni, a nawet tygodnie, upływają mi na walce o przesunięcie granicy między pychą a pokorą. Mogłoby to być niezauważalne i naturalne, ale jednak nie jest. Pewnie dlatego że rozstawanie się ze swoim dotychczasowym obrazem boli i jest trudne.
Zdecydowanie łatwiej dotychczas było mi pomyśleć o sobie w "wielkim stylu". Myślałem, że mogę więcej niż mi się zdaje. Jednak czas porzucenia tej subiektywnej opinii o sobie samym nieubłaganie nadchodzi. I ja to wiem. Wiem, że będę musiał wkrótce całkowicie uznać swoje miejsce w sieci życia tam gdzie ono jest naprawdę.
Na polu tego konfliktu między pruchniejącą wielkością a rodzącą się małością zadaje sobie pytanie skąd przyszła do mnie myśl i obserwacja której najmniej bym się spodziewał - myśl, że jestem kimś o wiele mniejszym niż mi się wydaje? Czy to z nie wszystkich spełnionych marzeń, które szybko się oddalają? Z konieczności podjęcia istotnych, wiążących wyborów życiowych, które wykluczają pozostałe równie atrakcyjne możliwości? Z widoku coraz większej niedoskonałości swojego ciała? Ze zderzenia młodzieńczej wizji życia z górą lodową prozy? A może dojrzałem psychicznie do bycia zapłodnionym ideą pokory nie tylko teoretycznie, ale praktycznie ze zwykłego faktu bycia człowiekiem?
A może Covid się do tego przyczynił? Nawet jeśli - to chyba dobrze. Szybciej pokazał mi gdzie jest moje miejsce i granice. Dzięki temu wiem co jest w zasięgu moich możliwości i szybciej przebiję nadmuchany balon oczekiwań, który przestanie moje życie udziecinniać? Niech będzie.
W tle i jednocześnie na pierwszym planie, jakby materia spajająca te wszystkie emocje, myśli i uczucia jest jedna idea, która łączy na nowo obraz siebie. Boleśnie na nowo mnie klei. Idea Boga. Boga, który otacza mnie zawsze i wszędzie. Boga, który w tym świecie był zanim ja się na nim pojawiłem, który jest tutaj, kiedy ja na nim jestem i który będzie, kiedy mnie już nie będzie. Ciekawe jest to, że oddając swoją chwałę, musiałem przenieść ją na inny obiekt (Bóg), by w moim świecie została zachowana równowaga.
I to pewnie dlatego kiedyś wyszydzałem tę ideę, bo była ona drzazgą w moim nienagannym wizerunku, nieświadomie próbowała odciążyć ciężar wielkości, który sam na siebie narzuciłem.

I tak codziennie wstaję z łóżka z dużą dawką pokory i nadzieją, że radość przyniesie mi odnajdywanie boga w najdrobniejszych szczegółach. W pokarmie, który spożywam, w ludziach, którym oddaję część siebie i którzy robią to wzajemnie. W słońcu, które codziennie rano wstaje by świecić i niczego w zamian nie oczekiwać. W myśli o tym, że jest ktoś nieporównywalnie większy.
Z reguły taki poziom pokory jaki mam rano nie dowożę do końca dnia. Z każdą udaną rzeczą w ciągu dnia nabieram wiatru w żagle i przypominam sobie swoją własną chwałę zapominając o swoim miejscu. I to naturalnie przeszkadza, bo przestaję widzieć piękno świata, który mnie otacza. I którym sam jestem. Bo z nów zamieniam się z Bogiem miejscami. Wiem wtedy, że muszę uważać, bo nie uśmiecha mi się ponownie spadać ze szczytu moich wyobrażeń o sobie. Za bardzo boli.
Wiem, że przede mną jest nauka bycia pokornym. Co nie znaczy uniżonym. Ale znającym swoje miejsce i pamiętającym o nim. Ta nauka wymagać będzie ode mnie wysiłku aby psychicznie sobie to ułożyć.

Królu Dominiku, to jest Pana indywidualny tragizm, który jednocześnie pięknie czyni Pana uniwersalnym człowiekiem.

3 stycznia 2021. Siedzę wykąpany przed komputerem. W tle leci utwór Carbon Base Lifeforms - Somewhere in Russia. Odśwież...
03/01/2021

3 stycznia 2021.
Siedzę wykąpany przed komputerem. W tle leci utwór Carbon Base Lifeforms - Somewhere in Russia. Odświeżam stare notatki i materiały gdzie zapisywałem wiedzę o sobie, budowaniu biznesu, marketingu, sprzedaży, rozwoju osobistym. Wśród notatek znalazłem rady dla ludzi z talentem Gallupa nazywanym "intelekt". Ten talent mam (albo wierzę że mam), a przynajmniej tak mówi wynik testu. W sumie każda z tych odpowiedzi przestaje mieć znaczenie, kiedy po prostu czuję, że chcę tą radę wcielić i pisać coś od siebie. A rada dla mnie ze starych notatek brzmi, że dobrze dla mojego typu umysłowości jest pisać notatnik/listy. Nieważne co. Ważne aby pozwalało to przelewać natłok bezkształtnych myśli na papier, bo w ten sposób będę w stanie lepiej krystalizować swoje myśli. I coś w tym chyba jest bo zawsze kiedy próbuję coś w bezpośredniej rozmowie z kimś powiedzieć, to zazwyczaj wychodzi to gorzej niż lepiej, a nawet jak wyjdzie średnio, to po czasie i tak wydaje mi się, że wcale nie powiedziałem za wiele mądrego.
Więc myślę sobie, że może trochę mądrzejsze będzie to, co napiszę w tym pamiętniku. Bo będę się czuł luźniej pisząc. Bo będę miał więcej czasu przemyśleć. Bo będę bardziej sobą kiedy jestem sam. Bo nikogo nie odstraszę, ani nie zanudzę, ani nie zranię swoimi myślami spoza horyzontu horyzontu.
Ciekawe co z tego wyjdzie...? Na pewno chciałbym pisać autentycznie, uczciwie, bez ściemniania. I otwierać codziennie umysłową i emocjonalną śluzę, przelewając na papier to, co myślę i czuję w danym dniu. Może ktoś odnajdzie w moich myślach siebie i poznam kogoś bliżej?
To pisanie będzie wymagało ode mnie zaufania i otwartości do świata. Nawet pomimo zapraszania pisaniem do siebie krytyki i zranienia. Ale może o to chodzi by w pełni zaufać pomimo krytyki i zranienia. " Musisz łamać swoje serce, dopóki się nie otworzy." Pisał Rumi.
Otwieram więc.

Na zdjęciu moje stare drewniane pudełko na bardzo stare karty. Pisanie pamiętnika jest stare jak świat a losowość dotyczy każdego. Tak mi się kojarzy z nowym początkiem. Otwieram pudełko.

Adres

Kiełczow

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Pamiętnik Dominika K. umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij