07/03/2021
JAK MÓWIĆ ABY BYĆ ZROZUMIANYM?
Miałem dzisiaj ze znajomymi ciekawą i ożywczą rozmowę, o której dużo się o sobie dowiedziałem. Kwestia dotyczyła tego jak mam mówić aby mnie rozumiano. Bo z tym czasami jest problem.
Po rozmowie mam dysonans między tym, czego się ode mnie oczekuje, a tym jak w naturalny sposób moje myśli się myślą. Zastanawiam się w którym kierunku powinienem bardziej pójść - spłaszczać swoje myśli, aby ktoś je zrozumiał, czy myśleć na poziomie dla mnie wypracowanym i odpowiednim.
Otóż - z całą pewnością - zrozumiałem po naszej rozmowie, że moim naturalnym sposobem myślenia jest sposób filozoficzny, który jest ze swej natury poszukujący a nie twierdzący. Bo twierdzić w tym przypadku znaczy uznać coś za pewne. A tego zrobić nie potrafię bo akt uznania - najgorzej ostatecznego, doktrynalnego lub fundamentalnego - zabiera moją dalszą ciekawość i chęć szukania tego co można odkryć. Moja umysł karmi się nieoczywistością i nieokreślonością. Wtedy jest najbardziej płodny.
Jednocześnie filozofując komplikuję…. A ludzie wolą bym miał swoje zdanie. Wtedy jestem „rozumiany”. Bym wiedział co myślę. Bym był konkretny. Bo wtedy łatwiej mogą się do mnie odnieść. Poczuć się bezpiecznie. Nie stanowię wtedy zagrożenia, bo nie pytam a twierdzę. A pytanie zawsze stawia pytanego w sytuacji niekomfortowej. W pewien też sposób daje przewagę temu, który pyta. Ale ja jednocześnie zawsze zachęcam też do tego by inni mnie pytali, bo rozmowa ma wtedy najwięcej barw i esencji.
Natomiast twierdzić to dla mnie oznacza „mieć strukturę”. Jednak o tyle o ile to jest łatwe dla innych ludzi, dla mnie jest najtrudniejsze, a wręcz krzywdzące.
Bo ja w wielu kwestiach nie mam zdania! Co więcej - moje intuicyjne przekonanie - mówi mi, że rozmowę zawsze warto zacząć od ustalenia przekonań i moich i rozmówcy, by dalszy przebieg nie stał się nieuchronnym oddalaniem się od siebie. Bo brak wyjaśnień podstawowych kwestii prędzej czy później do tego doprowadzić może. Natomiast solidne zrozumienie myślenia drugiej strony przynajmniej nie spowoduje niepotrzebnych nieporozumień.
Na wiele rzeczy ja nie mam zdania. Dopiero ich szukam, a nawet jeśli znajdę, to zaraz uznam je za jedno z wielu możliwych, co otwiera mi drogę do dalszego poszukiwania. I taki jest mój paradygmat myślenia o sobie i o świecie.
Dla tych nielicznych, którzy przetrwają moje pytania, demaskację i demakijaże czuję wielki szacunek.
Rzadko zdarza się, by ten z którym rozmawiam lubił być „obijany” wątpliwościami i na wstępie dyskusji odczuwać presję tłumaczenia się ze swojego zdania. Ale wtedy przynajmniej wiem, że to jest „swój chłop”.
Zdawać by się mogło, że treści mojego myślenia są oderwane od rzeczywistości, niejasne i nikomu niepotrzebne.
Jednak czuję, że zrobiłbym wielką krzywdę sobie, gdybym unikał lub zniekształcał mój tok rozumowania, bo on - jako moje narzędzie - pozwala mi dotrzeć do praktycznych efektów mojego myślenia. „Gdzie tu praktyczne efekty?!” zapyta wielu z ironią. A te efekty choć z pozoru niedostrzegalne mogą się okazać cenne dla innych ludzi. Efekty mojej pracy to odkrywanie złożoności świata, odkrywanie wzorców i procesów zachodzących w tle, demaskacja iluzyjności i tego co uznaje się za „twardą rzeczywistość” i kwestionowanie wartości, sloganów, przekonań. A te wartości są rzeczą nieprzerwanie prowadzącą nasze życie i nie mniej ważna w życiu człowieka jak jedzenie czy picie. Ba! Nawet równorzędną, a przynajmniej mocno skorelowaną. Niejednokrotnie pewnie spotkałeś się z sytuacją, w ktorej ktoś na podstawie swoich wartości decydował się jak będzie jadł. Lub na podstawie głodu decydował się zapomnieć na chwilę o wartościach.
Idziemy więc po nich jak po nitce, choć zdanie sobie z tego sprawy wcale nie jest potrzebne, a czasami może być trudne. Jeśli zaczynam pytać „dlaczego myślę w ten sposób?” To narażam się na zwątpienie lub odkrycie prawdy, która może zachwiać moim życiem. I o ile jest to trudne dla moich rozmówców, o tyle dla mnie jest podstawą rozmowy, bo wtedy jest jasne, że zmierzamy w kierunku prawdy o sobie samych.
Dekonstrukcja zastanej rzeczywistości sprawia mi radość, a radość jeszcze większą sprawia mi znalezienie reżysera przedstawienia - prawdy, która ukrywała się dotychczas za kulisami, a jednak miała decydujący wpływ na aktorów, rekwizyty, scenariusz. W odsłonięciu kotary i sprawdzeniu jak pracuje całe przedstawienie widzę największy sens i cel mojej aktywności.
Na koniec - „Nie filozofuj” w trochę radykalniejszej odmianie znaczy „nie pyskuj”. A „Nie pyskuj” w trochę łagodniejszej odmianie znaczy „nie filozofuj”. Nie bez powodu pozostaje fakt, że z pewnością wypowiadanemu zdaniu „nie filozofuj” towarzyszy ironia lub koniec rozmowy.
Dziękuję każdemu kto lubi ze mną w ten sposób rozmawiać!
Cokolwiek tu powiedziałem, dalej świeże i ważne pozostają dla mnie pytania:
- Jakim językiem mówić aby mnie rozumiano?
- Do kogo mówić aby to miało największy sens?
- Jaką zachowywać proporcję między twierdzeniami a poszukiwaniami?
- Jak być dla innych określonym ale jednocześnie mieć przestrzeń do własnej nieokreśloności?
Jak odpowiedziałeś na powyższe pytania, to szanuję! Jest to dla mnie sygnał, że przeczytałeś do końca!