W czym tkwi sęk?

W czym tkwi sęk? Osobisty blog światopoglądowy.

Kilkaset dorosłych ludzi postanowiło w ostatnich dniach „dać upust emocjom” na profilu zabójcy z Bielska Podlaskiego.Pro...
11/01/2026

Kilkaset dorosłych ludzi postanowiło w ostatnich dniach „dać upust emocjom” na profilu zabójcy z Bielska Podlaskiego.
Profilu osoby, która została już ujęta przez policję i odpowie przed sądem za zabójstwo własnej matki.
Co robi internetowy tłum?
Wchodzi na jego profil i wylewa żółć, obelgi, groźby, moralne tyrady. Publicznie. Masowo. Bez refleksji.
Nie wybierają do tego przestrzeni stworzonej dla tego typu spraw (fora, grupy kryminalistyczne, strony crime).
Postanawiają porzygać sobie bezpośrednio na profilu.
Zastanówmy się przez chwilę: – ten człowiek najprawdopodobniej nigdy tego nie przeczyta, a nawet jeśli to po prostu wzruszy ramionami...
– te komentarze nie są sprawiedliwością
– nie pomogą już ofierze
– nie skłonią do refleksji sprawcy
– nie pomogą rodzinie
– nie pomogą społeczeństwu

Pomagają za to… algorytmowi Facebooka.
Im więcej emocji, im więcej komentarzy, tym większy zasięg. Paradoksalnie dokładacie cegiełkę do promowania profilu, który rzekomo was oburza.
To nie jest odwaga.
To nie jest moralna postawa.
To nie jest troska o ofiarę.
To jest zbiorowe wyrzygiwanie frustracji, bezpieczne, bo zza ekranu.

Lincz bez konsekwencji i ... bez sensu.
Zaszczuty tłum, który potrzebuje wroga, żeby poczuć się lepiej.
Potrzebuje jakiegokolwiek pola, przestrzeni na swoje nic nie znaczące opinie, groźby, życzenia śmierci.
Czy to zdjęcie pokoju, skarpetek czy też udostępniony post z muzyką - byłe można było dodać komentarz.
Sprawiedliwość w cywilizowanym świecie nie polega na komentowaniu profili sprawców, tylko na działaniu prawa.
Reszta to tylko hałas. Głośny, pusty i żenujący.
I najbardziej przykre jest to, że robią to dorośli ludzie.
Nie dzieci. Nie boty.
Dorośli.
Emocjonalnie jednak... dzieci w ciałach dorosłych, z legalnym peselem.

Co by to było gdybyśmy nie mieli dzisiaj socjal mediów...👀

✅Radio Samiec / Radio Popapraniec Dzisiejszy wpis dotyczyć będzie moich spostrzeżeń dotyczących prowadzącego kanał na pl...
21/04/2019

✅Radio Samiec / Radio Popapraniec

Dzisiejszy wpis dotyczyć będzie moich spostrzeżeń dotyczących prowadzącego kanał na platformie Youtube o nazwie Radio Samiec 2.
Mam kilka refleksji dotyczących tego Pana którymi z przyjemnością podzielę się z wami, w charakterze wolnej, nieskrępowanej wymiany opinii.
Do napisania tego soczystego wpisu zdeterminował mnie bezpośrednio tzw. "shadow ban" którym uraczył mnie Pan Marek ;))

Zanim jednak przejdę do meritum przybliżę trochę charakter i genezę mojego obcowania z kanałem Radio Samiec 2, wcześniej Radio Samiec.
Subskrybowałem kanał Radio Samiec przez około dwa lata, może trochę ponad..
Whatever, szczęśliwi czasu nie liczą.
Tematyka relacji damsko-męskich poruszana na tym kanale była bardzo bliska mojemu światopoglądowi oraz doświadczeniom na tej płaszczyźnie.
Doświadczeń mam sporo więc pomyślałem – wreszcie jest gość który nie pierdoli o cukierkowym romantyzmie tylko mówi jak jest, często dotykając kwestii niewygodnych społecznie.
Wyjątkowo lubię osoby podejmujące niewygodne społecznie tematy, ponadto uważam że są to tematy ważne ^^
Wszystko było ok, luźne "audycje" (specjalnie piszę w cudzysłowie, wyjaśnię później dlaczego) jednocześnie spora dawka faktów, temat podawany był w sposób rzeczowy i ówcześnie przyswajalny (przynajmniej dla mnie).
W tym czasie nie miałem potrzeby komentowania nagrań ponieważ mówiąc kolokwialnie – nie miałem się do czego przypierdolić, a dublowanie wypowiedzi autora, pisząc to samo pod filmem nie miało sensu. Po prostu pełna zgodność, łapka w górę w geście uznania i cześć! Czekam na następne nagranie do krokieta z barszczem.
Znalazłbym oczywiście drobne detale które mógłbym skomentować jednak były to pierdoły, w perspektywie całości nieistotne. Cała konwencja kanału mi odpowiadała, autor wydawał mi się spójny a zjawiska o których mówił były prawdziwe, zbadane, najzwyczajniej były faktem. Z resztą nadal są ;))

Na swój wizerunek w moich oczach (mówiąc delikatnie nie jest zbyt przychylny) Pan Marek zaczął pracować około rok temu.
W nagraniach coraz częściej zamiast tytułowej tematyki zaczynał się tematyczny hydepark.
Wiadomo, kanał zyskiwał nowych odbiorców więc autor też częściej wplatał w treści wątki prywatne.
W ramach zacieśnienia więzi z odbiorcami ten zabieg jest całkiem sensowny i często potrzebny.
Sami jako słuchacze często utożsamiamy się z autorem i zwyczajnie "po ludzku" jesteśmy ciekawi jakim jest człowiekiem prywatnie. Oczywiste. Nic w tym dziwnego.
We wszystkim jednak warto znać umiar, odpowiednie proporcje mikstury.
W moim odczuciu odpowiednie proporcje mikstury o nazwie "Dobra audycja" zostały mówiąc kolokwialnie – spierdolone w c**j.
Coś jakbyś pomieszał aspirynę z wódką, przyjacielu ;)
Z kanału którego zamysłem była walka o prawa kobiet i sprawiedliwość stał się w moim odczuciu kanałem ściekowym przez który autor pompuje wiadra swoich frustracji, samotności, często też niewiedzy (dotykając nowych tematów o których nie ma pojęcia takich jak chociażby ekonomia/polityka), ignorancji i gówna. Gówna, można by wręcz odnieść wrażenie - dosłownie ;)
Mimo że sam autor zręcznie obraca ten przytyk w żart, wydaje mi się że często nawiązuje do tego podświadomie.
Ale to detal, nie o fetyszach jest ten wpis ;)

DYGRESJA!
Zauważyliście że gdy Pan Marek mówi o zjawisku pedofilii w kościele niemal zawsze pada przykład gwałconych chłopców, szczególnie przykład z chłopcem któremu ksiądz podczas gwałtu rozerwał odbyt/jelito?
Zastanawiam się w sumie dlaczego nie używa w tym kontekście innych określeń jak np. "gwałcone dziewczynki" czy też po prostu "gwałcone dzieci" pisząc o tym przykrym zjawisku w charakterze ogólnym. Dlaczego są to zazwyczaj gwałceni chłopcy? I to podkreślone - rozerwane jelito -.-
Bez kontekstu, taka luźna myśl.
Zastanowiło mnie to kiedyś... przez 17,4 sec.
Ktoś też na to zwrócił uwagę?

Wracając do sedna, audycje przestały być dla mnie ciekawymi audycjami a stały się skowytem i lamentem frustrata.
Po prostu przesyt pewnych zachowań i treści był zbyt duży przez co w konsekwencji całokształt stał się nieprzyswajalny.
Wcześniej wyraźna konwencja kanału, jakby się rozmywała.
Pan Marek ujada i skomle co "audycję" jak skrzywdzony psiak któremu ktoś nadepnął na łapkę.
Aż ma człowiek ochotę empatycznie przytulić i pogłaskać po główce.
Widzę że to stała tendencja i konsekwentnie utrzymuje się do dzisiaj, sprawdzałem kilka dni temu.
(Mam w sobie mimo wszystko dużą dozę zrozumienia.
Znam oczywiście historie choroby Pana Marka, ciężko jej nie znać będąc słuchaczem ponad 2 lata.)
Zastanawiam się jednak z czego takie zachowanie może wynikać.
Frustracja? Samotność? Potrzeba bycia wysłuchanym? Może Pan Marek to po prostu malkontnet?
Przypuszczam, że wszystko z wymienionych, tylko nie wiem w jakiej kolejności.
Radio Samiec zamiast kojarzyć mi się z walką o równouprawnienie, sprawiedliwością i rozwojem osobistym kojarzy mi się dziś z gównem, Kasanową z Zambrowa, i Kanistrem... kimkolwiek te przestrzały internetowe są.
Swoją drogą to całkiem śmieszne i trochę abstrakcyjne, że jakieś trzy osoby z internetu są w stanie realnie wpłynąć (w narracji autora wręcz permanentnie pogrążać) markę Radia Samiec i sam autorytet Pana Marka, jego życie i karierę.
To tylko świadczy o tym, że Radio Samiec nie jest marką a Pan Marek nie ma autorytetu.
Jestem zdania, że budowla która ma solidne fundamenty merytoryczne, nie legnie w gruzach przez obsranie gołębia. Porównanie oczywiście dedykowane ;))
Nasuwa mi się roboczy nagłówek - Radio Samiec to Radio Samiec Beta prowadzone przez frustrata, który jest w stanie się przewrócić po kichnięciach kilku osób z internetu.
Connor McGregor ma miliony osób które go nienawidzą, jakimś cudem jego kariery to nie złamało, wręcz przeciwnie. Robi swoje i ma się dobrze. (takich przykładów mógłbym podać masę.)
Pan Marek ma natomiast trzech "hejterów" którzy "niszczą mu karierę i życie". :D
Nie chcę być uszczypliwy ale....tak....mam uszczypliwy zodiak ;)
Wiadomo rynek odbiorców (szczególnie marionetek światopoglądowych) jest podatny na każdą negatywną opinię chociażby z samej zasady, że ktoś ją napisał.
Mam na myśli zjawisko podobne do wyboru sprzedawców na Allegro.
Mimo, że dany sprzedawca ma 3 429 pozytywnych opinii, mamy tendencję do czytania i sugerowania się tymi dwoma negatywnymi.
Bezrefleksyjność to plaga dzisiejszych czasów, jednak trzeba mieć świadomość rzeczywistości i działania pewnych mechanizmów.
Pewnych mechanizmów nie zatrzymamy, możemy zminimalizować ich wpływ na nas i nasze samopoczucie.
Z moich obserwacji wynika że Pan Marek nie ma świadomości działania tych mechanizmów.
Wręcz odwrotnie - potęguje i podsyca błahostkę która naturalnie wzrasta do rangi problemu.
Przypuszczam że zarówno w jego subiektywnym odbiorze jak i ostatecznie odbiorze jego słuchaczy.
Można odnieść wrażenie, że nie chce on rozwiązać problemu bo nie będzie miał problemu do rozwiązania.
Według mnie to kwestia podejścia, nie realnego zagrożenia.
Realnego zagrożenia te osoby nie stwarzają.
Po co więc to regularne skomlenie? - zapytałby szary Kowalski.
Po co więc to regularne skomlenie? - pytam ja.
Z tego co wiem nikt na Pana Marka nie napadł, nie doszło do rękoczynów ani nawet fizycznego kontaktu ( nawet zwykłej wymiany zdań) z tymi trzema "śmiertelnymi zagrożeniami".
Jeżeli mam błędne informacje proszę mnie poprawić w tym punkcie.

Nie mam zamiaru na siłę trywializować "problemu" Pana Marka.
Jako postronny słuchacz wyciągam subiektywne wnioski z faktów które zostały mi podane w "audycjach".
Jestem dość trzeźwo myślącym graczem i jestem zdania że dopóki nikt nas fizycznie nie nęka (dla mnie internet to tylko środek przekazu, jeden z wielu) czymś nienaturalnym i niezdrowym jest traktowanie internetowych działań jak czynu dokonanego.
Mam na myśli kontekst bezpośredniego zagrożenia. Bezpośrednim zagrożeniem to nie jest, jakkolwiek bardzo byśmy tego nie wyolbrzymiali.
To nic innego jak nadawanie realnego sprawstwa czemuś będącemu niedokonanym przypuszczeniem.
Jeżeli ktoś tego nie rozumie to wolny od opinii innych będzie na pustyni, nie w internecie gdzie to zjawisko jest częścią funkcjonowania w nim.

Według mnie rozsądny i świadomy zawodnik wie jak działają "internety", jest przygotowany na ewentualny "chwilowy kryzys" wywołany działaniem negatywnych opinii i konsekwentnie robi swoje, mając przy tym wewnętrzny spokój.
Wiara to korona, konsekwencja to berło.
Gdy jesteś pewnym siebie człowiekiem i wiesz że to co robisz jest sensowne masz świadomość procesów które musza zajść i jesteś na nie gotowy.
Ten mechanizm działa samoistnie, niewiele trzeba robić.
Wystarczy tylko nie sabotować rzeczywistości.
Gdy będziemy chcieli i wykażemy się wyjątkową zawziętością nawet z ćwierkającego wróbla uczynimy niebezpiecznego jastrzębia.
W rzeczywistości oczywiście, nadal będzie on ćwierkającym wróblem.
Strach ma wielkie oczy, spokój szyderczo mruży oczy ;)
Gdy jesteś pewnym siebie człowiekiem i wiesz że to co robisz jest sensowne masz świadomość procesów które muszą zajść i jesteś na nie gotowy. Masz plan działania.
Nie umniejszasz i również nie koloryzujesz rzeczywistości. Jesteś chłodny i powściągliwy emocjonalnie. Działasz!

Totalnym brakiem dystansu do siebie i "internetów" Pan Marek popisał się wchodząc w "konflikt" z autorem kanału "Awięc". Podobno straszył pozwami sądowymi Pana Dominika ponieważ ten luźno skomentował jeden z jego filmów. Widać wjechało mu to bezpośrednio na samoocenę stąd postawa obronna. Obraza majestatu Samca k***a....
Żeby autor "Awięc" obrażał, groził, wyzywał, cokolowiek... takie zachowanie miałoby jakiekolwiek podstawy prawne, moralne, podstawy do przyjęcia pozycji obronnej.
Jednak nic z tych rzeczy nie miało miejsca!
Typowe zachowanie frustrata ze sztucznie napompowanym ego i zerowym dystansem do świata...
Przypuszczam, że mózg Pana Marka wyolbrzymił sobie całą historię, zbudował całą otoczkę, dał Panu Dominikowi status wroga i klasycznie skomlał w "audycjach" o tym że jest przez niego "wyszydzany/niszczony".
Serio k***a? Wyszydzany, wyśmiewany, szkalowany i niszczony w internecie po kilkuminutowym filmiku w którym typ wyraził swoją opinię? :D
Come on...
Ktoś k***a śmiał się nie zgadzać ze wszechwiedzącym, ktoś śmiał go skomentować bez lizania jajek jak to ma w zwyczaju większość radiosłuchaczy.
Strefa komfortu uzależnia prawda?
To już jest dla mnie dno! To nie jest nawet zabawne, to jest żenujące.
Podkreślam, że autor kanału "Awięc" ma chyba około 20-paru lat, Pan Marek chyba około 40-paru. Powinien się według mnie wykazać większym dystansem lub zwyczajnie olać temat, tym bardziej że nie był obrażany ani nikt mu nie groził.
No ale... Pan Samiec Profesor Guru Marek jest bardzo spięty i sztywny, widać niekoniecznie tam gdzie trzeba ^^

Znacie już mniej więcej mój punkt widzenia.
Z mojego punktu widzenia Pan Marek najzwyczajniej potrzebuje mieć wrogów.
Zarówno psychologicznie, strategicznie jak i marketingowo.
Nie zdziwię się jeżeli mózg Pana Marka (wersja uszczypliwa "musk") wytworzy dziwną kryminalno-sensacyjną siatkę zależności i powiąże ten wpis z jakimiś "hejterami którzy chcą go zniszczyć". Stworzy całą historię nękania wraz z analizą plugawych intencji i domniemanych zagrożeń ;))

Ze strategicznego punktu widzenia tworzenie sobie wrogów mogłaby mieć pozytywny wpływ na atrakcyjność audycji lub mogłaby być wypełniaczem czasu na potrzeby istnienia samych audycji.
W pierwszej koncepcji ciekawym pomysłem było by znalezienie sobie nowych wrogów, wiecie...kwestia urozmaicenia fabularnego.
Słuchanie o Kasanowach z Zambrowa i innych Sławkach z czasem staje się monotonne i nudne.
Poza tym superbohaterowie tego thillera są mało interesujący i średnio barwni.
Nie strzelają wiązkami gówna, nie chodzą na uszach, nie kaszlą ziemniakami ....zupełnie nic.... ;/
Z samego szacunku do swoich słuchaczy urozmaiciłbym wodospad lamentu o nowe, równie dramatyczne dopływy :D
Nie jestem godzien jednak by stawiać się na miejscu "guru" tego cyrku, nawet w skąpanych w urynie fantazjach ;)
Druga koncepcja jest według mnie jednak bardziej realna.
Tematyka powoli się wyczerpuje, ciągłość powinna być zachowana więc trzeba ten czas antenowy czymś wypełnić/zapchać. A czym najwygodniej i najskuteczniej?
Graniem na emocjach. Grając na emocjach logiczna ocena zostaje przytłumiona.
Z empatią słuchamy po raz setny tej samej ckliwej historii, jednocześnie kiwając głową ze zrozumieniem i tupiąc niecierpliwie nogą w oczekiwaniu na konkrety.
No bo przecież nie wypada powiedzieć – "mam w dupie Twoje problemy, mam swoje. Oczekuję tego po co kliknąłem, tematu z tytułu."
Z marketingowego punktu widzenia to genialny zabieg.
Jak jest naprawdę – nie wiem.
To jedynie moje spostrzeżenie.

Wydaje mi się ono prawdopodobne ponieważ nie ma zapotrzebowania na to ujadanie od strony słuchaczy. Nie widziałem nigdzie komentarzy brzmiących mniej więcej - "Maaarek! Maaarek! Opowiedz nam jeszcze raz o Kasanowie i Sławku! Prosimy!!!!" albo alternatywnie "To było zajebiście ciekawe, Marek opowiedz kiedyś bardziej szczegółowo o tym Sławku. Jak sobie z tym poradziłeś? Kto chce osobnego odcinka na ten temat łapka w górę" lub też "Marku, opowiedz po raz setny to samo, jestem masochistą i lubię słuchać tego samego, mój ulubiony przycisk w odtwarzaczu to repeat".
Nie ma k***a takich komentarzy! :D
Nikogo to nie interesuje! Każdy to słyszał sto razy.
Jeżeli się mylę, fani Radia Samiec z pewnością mnie poprawią.
To Pan Marek potrzebuje słuchaczy, nie słuchacze Pana Marka.
Sukcesem w moim odczuciu jest wypracowanie tej drugiej zależności.
Z czasem uciążliwe stało się dla mnie wchłanianie jego traum i frustracji, nie jestem tamponem ani podpaską.
Mimo wszystko Pan Marek samoistnie odpala racę pt.Sławek lub petardę pt.Kasanowa w niemal każdym nagraniu, od dłuższego czasu.
Paranoja prawda? :D
Psycholog pewnie dałby diagnozę – frustracja autora, trauma, potrzeba atencji lub chytry zabieg marketingowy.
No bo jak to inaczej nazwać...?
Diagnozę zostawiam jednak zawodowcom.

Ok, to z grubsza większość spostrzeżeń którymi chciałem się z wami podzielić.
Opiszę jeszcze, powoli kończąc, sytuację która była impulsem do napisania tego wpisu.
W gruncie rzeczy to ta sytuacja spowodowała bezpośrednio to, że to piszę.
Pozostałe opisane wyżej sprawy są jedynie smakowitym dodatkiem do tego dania.
Gdyby nie ta sytuacja, miałbym w kutasie tę całą szopkę.
Tzw. "Shadow ban" którego otrzymałem dotyczył mojego komentarza pod jednym z filmów w którym wyraziłem inny punkt widzenia na tematy gospodarczo-polityczne niż Pan Samiec.
W moim komentarzu nie było żadnych treści obraźliwych, żadnych gróźb, nic.
Po prostu napisana przeze mnie treść w konsekwencji obnażała jego niewiedzę ekonomiczną.
To co napisałem było najzwyczajniej odmienne od tego co autor mówił w niemal całym swoim nagraniu.
Zamiast rozszerzyć swój światopogląd, wygooglować to o czym piszę, sprawdzić statystyki, udowodnić mi że się mylę, ewentualnie przyznać się do tego że on się myli, spróbować wejść w dialog lub po prostu neutralnie, dać tą możliwość innym komentującym Pan Wszechwiedzący Guru Profesor uznał że to pierdoli, po prostu da mi shadow bana.
Asekuracyjnie, bezpiecznie, bez ryzyka utraty swojego "autorytetu" wśród słuchaczy.
Nie wymagało to skonfrontowania się. Podobnie robią w fanatycznych sektach.
Takie zachowanie z psychologicznego punktu widzenia było dla mnie niepokojące i zaświeciła mi się przysłowiowa "czerwona lampka".
Nie mam pretensji o to że ktoś nie uważa tak samo jak ja.
Gdy ktoś obraża, grozi, lokuje produkt, nie pisze na temat – zasadne jest według mnie użycie takiego środka.
W momencie w którym używamy takiego środka ze względu na to, że ktoś ma po prostu inne zdanie daje nam wyraźny obraz tego z kim/czym mamy do czynienia.
Jak widać Pan Marek zamiast mówić na tematy w których jest obeznany woli kreować się na znawcę wszystkiego, za wszelką cenę.
Jego zdanie jest niepodważalne, jedyne słuszne i prawdziwe.
Wiadomo, przemawianie do grzecznie słuchającego ludu z pozycji guru/filozofa może pompować ego natomiast niesie ze sobą również niebezpieczne konsekwencje.
Mam na uwadze to, że Pan Marek przez większość życia miał zaniżoną samoocenę, jednak pompowanie jej teraz w tak sztuczny sposób nie jest zdrowe i nie można tym usprawiedliwiać niekompetencji czy często braku wiedzy.
Dla mnie jako byłego słuchacza taka zagrywka była żałosna i słaba.
W momencie w którym ma się dużą wiedzę w zakresie psychologii ewolucyjnej i relacji damsko-męskich nie jest to jednoznaczne z tym że posiada się równie dużą wiedzę w innych dziedzinach.
Odnoszę wrażenie że z takiego właśnie punktu widzenia wychodzi Pan Samiec.
Co gorsze – nie wychodzi on poza ramy swoich przekonań, nie ma jaj stawić czoła danemu zagadnieniu tylko ucieka/zamyka oczy (dając np. shadow bana).
W moim odczuciu często niestety brzmi jak filozof-gawędziarz z pod żabki.
Nie przegadasz. On wie swoje i c**j.
Chcesz wyrazić odmienne stanowisko niż Guru? - Guru nie da Ci takiej możliwości bo często nie ma w swoim arsenale wystarczających argumentów by obronić swoją tezę, schowa Cię przed innymi którym to co piszesz może dać do myślenia i go skompromitować.
Mam przed oczami obraz człowieka który kreuje się na takiego jakim jedynie aspiruje by być.
Nie miałbym potrzeby pisania tego wszystkiego jeżeli w grę wchodziła by zwyczajna różnica zdań.
To, że ludzie mają różne poglądy na dane sprawy jest dla mnie jasne jak słońce w lipcu.
Lubię rozmawiać, wymieniać się spostrzeżeniami, analizować różne zagadnienia.
Lubię i często podważam to co wydaje mi się że już wiem, to mnie rozwija i poszerza horyzonty.
W pewnych sprawach się tylko utwierdzam, w innych mój światopogląd ulega zmianie.
Są argumenty niedorzeczne i takie które ciężko podważyć.
O ile nie uważam się za nieomylnego to zamykanie mi ust w ten sposób ponieważ mówię coś niewygodnego tylko sprawia, że tym bardziej ciężko mi je będzie zamknąć. Przynosi to odmienny skutek. No ale przecież...każdy skutek ma swoją przyczynę.
Postanowiłem więc, że skoro na Radio Samiec 2 nie ma wolności wypowiedzi tylko monopol na jedyny słuszny światopogląd Pana Samca, napiszę to co myślę tutaj.
Bo dlaczego nie? Wolny kraj prawda?

DYGRESJA2!

Poniekąd w nawiązaniu do udawania kogoś kim aspiruje się by być.
Jest coś co rzuca mi się w oczy, w sensie - jest niekompatybilne z finalnym efektem zamysłu.
O ile oczywiście dobrze wyczułem zamysł autora ;)
Pan Samiec w nagraniach na swoim drugim kanale pt. "Marek Kotoński" często występuje w koszulach, marynarkach, sączy z filiżanki subtelnie niczym francuska madame, kwiaty bywają barwnym dodatkiem wystroju, w tle dumnie figuruje flaga narodowa niczym włócznia wbita we wroga serce, palec dzierży sygnet, na stoliku leży kilka książek w tym jedna otwarta – sugerująca o właśnie przerwanym procesie czytania jej niebanalnej treści.
W moim odczuciu te elementy miały w zamyśle sprawić wrażenie, że mamy do czynienia z osobą , rzetelną, markową (w sumie może i Pan Marek jest Markowy - lingwistycznie), z klasą, kulturalną, elokwentną, obytą, oczytaną i niejako "ekskluzywną".
Pan Marek mówiąc, jest wyprostowany. Klatka piersiowa niby poprawnie wypięta. Dłonie są w pozycji neutralnej lub otwartej. Mimika w miarę zsynchronizowana z ładunkiem emocjonalnym aktualnie wypowiadanej treści.
Można by rzec – elementarz handlowca zdecydowanie został przeczytany.
Od razu zaznaczam, że we wszystkich powyższych aspektach nie ma nic złego.
Są to techniki od dawna stosowane w sprzedaży.
Mowa ciała opisywana i szkolona na rozmaitych kursach.
Bawi mnie, a bardziej nie pasuje mi to co widzę w stosunku do tego co słyszę.
Już totalnie nie pasuje mi to co widzę do tego co wiem o Panu Samcu (mam na myśli całokształt).
Mam na myśli sprzeczne komunikaty. Wizerunek nie pasuje do osobowości.
Okładka nie pasuje do treści książki.
Te puzzle jakby były z innych obrazków, łączone na siłę prehistorycznym klejem Mamut z Castoramy.
Ten obraz jest dla mnie sztuczny i niespójny.
Rzuca mi się to w oczy ponieważ znam te techniki i widzę przejaskrawienie pewnych elementów, zachowań, ruchów...
Z jednej strony mamy gościa w marynarce który niczym Mateusz Morawiecki dostojnie i dumnie przemawia do ludu, jego ruchy są wystudiowane, widać że wyuczone, nienaturalne. Całość wydaje się przejaskrawiona jak bajka Disneya.
Sceneria niczym w expose premiera. Wiecie, słowa klucz które się nasuwają do takiego obrazka w oryginale to -> wysoka ranga -> spotkanie na szczycie -> splendor -> poważne tematy -> gabinecik -> stoliczek -> ąę -> espresso -> wykład profesora -> exsclusive pride -> dostojne towarzystwo -> szlacheckie insygnia -> V.I.P.
W tle widać jakieś książki. Polską flagę. Filiżaneczka, paluszek.... a tytuł brzmi np. "Dlaczego kobiety nie mają orgazmów". Ten tytuł jakby...nie pasuje do wystroju, wykonania i przedstawionej treści. Z kolei wystrój i konwencja wykonania jest według mnie niespójna z osobą prowadzącego ten show. Coś jakby chłop udawał, że jest szlachcicem. Coś jakby rozważać o technikach orania pola w ogrodzie królewskim.
Efekt finalny według mnie jest karykaturalny.
Tym bardziej, że z drugiej strony mamy tego samego gościa który w audycjach bywa infantylny, zdarza mu się kląć, ogląda w opozycji do tej zgrabnie ułożonej książki i filiżaneczki jakieś pomyje typu "Kononowicz", śledzi kanały patostreamerów których często bierze na temat swoich audycji.
Czytał jakieś gówniane fora typu Wykop i jest prześladowany przez osoby z internetu.
Jakbym miał streścić to co mam na myśli brzmiało by to tak: widzę pisankę i wydmuszkę pisanki. Jedno jest jajkiem, drugie skorupką jajka.
Takie k***a wielkanocne porównanie. No homo. I bez podjazdu do owalu twarzoczaszki Pana Samca.
Patrząc na całokształt tej serii to dla mnie jeden wielki kicz. To po prostu aż razi.
Nie wiem jak was, ale mnie tak.
Podjeżdża mi to takim klasycznym kompleksem bycia "zwyczajnym" i silną potrzebą podkolorowania swojego wizerunku.
Szkoda tylko że to wszystko wygląda tanio, mimo że metki może i się zgadzają.
Po co to wszystko? Niespełnione marzenia bycia biznesmenem? Gruba rybą WallStreet?
Czy o co chodzi...:D

Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie mam nic do tego że ktoś ogląda patostreamy albo inne mało ambitne rzeczy. Wiadomo, trzeba się czasami odmóżdżyć, odpocząć, wyjebać jajca na kanapie i otworzyć browara, jakkolwiek. Każdy ma swój sposób. Nikt nie zajmuje się bezustannie ambitnymi rzeczami, to zwyczajnie niewykonalne.
Co innego natomiast robić jedno a kreować się na postać z zupełnie innej bajki.

To by było póki co tyle ode mnie, chociaż mam jeszcze kilka spostrzeżeń. Chwilowo jednak ugryzę się w język ^^
Ktoś ma podobne refleksje na temat tego zawodnika? 🧐
Jestem ciekaw waszego zdania.

✅FILM KLER I SPEKTAKL „KLĄTWA”.Cześć,obecnie na fali popularności serfuje film „Kler”, nie tak dawno szalał również spek...
28/10/2018

✅FILM KLER I SPEKTAKL „KLĄTWA”.

Cześć,
obecnie na fali popularności serfuje film „Kler”, nie tak dawno szalał również spektakl „Klątwa”.
Należę do ludzi dla których powszechnie rozumiana sztuka jest płaszczyzną pozbawioną jakichkolwiek ograniczeń i taka powinna według mnie być.
Uważam że to zdrowe podejście.
Sztuka jest niczym innym jak wyrażeniem siebie, swoich poglądów lub wizji świata.
Czymś banalnym i oczywistym jest to że każdy człowiek ma inne poglądy, inaczej czuje i okazuje emocje. Co innego go drażni, co innego bawi i co innego darzy szacunkiem.
Oczywiście jest mnóstwo osób które mają wspólny punkt szczepny,.
Dlatego między innymi na świecie występują subkultury, religie, partie polityczne, gatunki muzyczne, gatunki filmowe, sekty, nurty myślowe z którymi możemy się utożsamiać.
Mamy też dostępne środki przekazu takie jak chociażby kinematografia, malarstwo, sztuka pisana, fotografia, aktorstwo czy muzyka, za których pomocą możemy wyrazić siebie lub swój punkt widzenia.
To coś cudownego że zamiast wyrażać swoje emocje w stylu „unga bunga kali nie lubić debili” drapiąc się po orangutańsku po głowie mamy do dyspozycji tyle poręcznych narzędzi.
W okolicznościach w których prawo do wolności słowa jest prowizoryczne sztuka przestaje być sztuką, a zaczyna przypominać kanarka w złotej klatce radośnie ćwierkającego to co ćwierkać mu kazano.
Wtedy nie mamy do czynienia ze sztuką, a zaszczutą suką poglądów burka czy innego reksia.
Nie wiem dlaczego użyłem takiego porównania...f**k that :D

Wyżej wspomniany film „Kler” i spektakl „Klątwa” wzbudził oburzenie u sporej części katolików ze wskazaniem na Panie mające wełniane sutki na czubku głowy oraz grzeszników którzy modlą się najgłośniej.
Paradoksalnie spora część kapłanów potrafiła przyjąć ten film bez zbędnych emocji, jako krytykę zjawiska które występuje.
Zastanawiające są jednak głosy osób które są zdania że takie filmy i spektakle powinny być zakazane z jakiejś tajemniczej przyczyny.
Bojkot, owszem – jest jednym z możliwości manifestowania swojej dezaprobaty.
Nienawiść i chęć zakazywania tego co nie łechta naszych poglądów lub idealnego świata w którym żyjemy jest już chore.
Co najwyżej możemy się z tym nie zgadzać i tyle!
Z psychologicznego punktu widzenia nienawiść oparta na zazdrości to frustracja.
Nienawiść stymulowana „innością” to brak pewności siebie i przekonania co do swoich poglądów.
To nie ma nic wspólnego z bronieniem sztandaru.

Oczywiście pewne rodzaje zachowań, przedmiotów, wyrażeń mogą mieć charakter obraźliwy dla niektórych osób lecz jest to jedynie konsekwencją różnic światopoglądowych, nie ma mowy o agresji werbalnej.
To coś równie naturalnego jak to że gdy ktoś puszcza w mojej obecności muzykę którą średnio lubię, nie tupie rytmicznie i nie kiwam głową.
Są wtedy trzy opcje: zamykam uszy, wychodzę albo omijam miejsca gdzie mogę usłyszeć taką muzykę. Problem rozwiązany.
Abstrac**jąc - lubię większość gatunków muzycznych poza turbo elektroniczną łupanką młotem udarowym po obwodzie twarzoczaszki :D

Wychodzę z założenia że jeżeli jestem (nie jestem ^^) fanatycznym/zagorzałym katolikiem wiem dlaczego nim jestem i byle jaka opinia z zewnątrz nie jest w stanie naruszyć moich fundamentów duchowo-moralnych.
Jeżeli lubię krewetki a ktoś powie że krewetki są niedobre, będę je nadal jadł ze smakiem.
Nie zmienię do nich podejścia ponieważ komuś nie smakują.
Jeżeli lubię film Babylon A.D a ktoś powie że ten film jest słaby to nie sprawi że przestanie mi się on podobać.
Gdy ktoś mnie obrazi to nie zmienię stosunku do siebie samego pod tym wpływem.

Mam nadzieję że łapiecie retorykę ^^
Dlaczego więc gdy chodzi o sztukę i jej formę wyrazu niektórzy ludzie są tak wyczuleni?
Czy przedstawienie rozwiązłości i alkoholizmu wśród części księży zmieni Twoje postrzeganie ich?
W momencie w którym hipotetycznie znasz wielu dobrych i rzetelnych kapłanów taki film coś zmieni na tej płaszczyźnie?
Umniejszy on im, czy napiętnuje tych którzy powinni być napiętnowani?
Swoją drogą znam kilku księży którzy są autentyczni i mam do nich szacunek.
Ciekawostka: ks. Pawlukiewicz, ks. Glas, ks. Kostrzewa.
Wszystkich wymienionych można posłuchać na YouTube ;)

Gdy ktoś na deskach teatru będzie odbywał stosunek seksualny w aktorem który gra papieża, Twój szacunek i postawa wobec niego się raczej nie zmieni.
Przynajmniej nie powinna.(wobec papieża)
Uważam że jeżeli ktoś świadomie w coś wierzy, jego wiara lub przekonania nie są spontanicznym wybrykiem lub młodzieńczą fantazją to naturalnie nie zostaną zachwiane.
Mają swoje podłoże i są ukorzenione.
Mają solidne fundamenty więc byle jakie tupnięcie nóżką ich nie naruszy.

Ostatnio popularny jest zwrot „uczucia religijne” na przemian z „obrazą uczuć religijnych”.
Nie będę się już czepiał samego sformułowania które jest według mnie merytorycznie błędne.
Żartuje....będę się czepiał, nie byłbym sobą :D
Nie ma czegoś takiego jak pojęcie - uczucia religijne.
Określenie „obraza uczuć religijnych” jest manipulacją słowną mającą na celu wzmocnienie rangi danej religii pomijając płaszczyznę merytoryczną.
Gdy mówimy o uczuciach zazwyczaj nie mówimy o logice.
Wtedy nacisk jest na odczuwanie, trochę mniej myślenie ^^
To dwa przeciwstawne terminy.
Określenie to mówi nam więc coś w stylu: ja czuje a Ty nie myśl. To co czuje jest istotniejsze od tego co ma sens.
Otóż dla mnie to średnio sensowny argument i mało rozsądny punkt wyjścia.
W trzeźwym rozważaniu i rzeczowym podejmowaniu różnych zagadnień ważne jest aby sfera emocjonalna nie była dominująca.
Emocje są subiektywne i zmienne. Rzeczywistość jest zgoła inna niż to jak ją „odczuwamy”.


-Gdy ktoś nagra piosenkę lub film który nie stawia na piedestale kościoła to jest to obraza uczuć religijnych.
Gdy ktoś piętnuje gwałty szeroko rozumianych „uchodźców” to jest to brak tolerancji.
Gdy ktoś nazwie murzyna murzynem to jest to rasizm.
Gdy ktoś nie chce żeby homoseksualiści adoptowali dzieci jest homofobem.

Świat stanął na głowie w której nie ma już mózgu.

Powszechnie reżyserzy którzy kręcą filmy podobne do „Kleru” uważani są przez katolików za przeciwników religijnych. Trochę jak za wrogów.
Czy to że wyśmiewam niektóre ludzkie cechy lub się nie zgadzam z niektórymi poglądami sprawia że jestem przeciwnikiem całej ludzkości? :D
Come on!

Czy sztuka nie może być po prostu sztuką?
Może i będziemy się różnić interpretacją jednak dlaczego tak bardzo boimy się wolności słowa? Dla pewnego swego nie ma żadnych granic.

Jestem ciekaw co o tym myślicie.
W czym tkwi sęk? 🤔

R.G

Adres

Katowice

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy W czym tkwi sęk? umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij