Retrobajtel

Retrobajtel O retrogamingu, starych komputerach, grach, elektronice minionej epoki, krótkofalarstwie i majsterkowaniu.

Wracając jeszcze do mojego ZX Spectruma, przypomniała mi się jeszcze jedna gra, w którą w tamtych czasach nie pograłem z...
24/04/2026

Wracając jeszcze do mojego ZX Spectruma, przypomniała mi się jeszcze jedna gra, w którą w tamtych czasach nie pograłem zbyt długo, a prezentowała się naprawdę dobrze. Bardzo mocno utkwił mi w pamięci ninja, goniące go psy i jakiś tajny kompleks, po którym się poruszaliśmy. Dziś przypominam sobie tytuł SABOTEUR i dzięki nowemu wydaniu po 40 latach mogę trochę bardziej zaznajomić się z historią i spróbować swoich sił w pewnej misji, którą ma wykonać nasz sabotażysta. A co musi zrobić? No właśnie — wkraść się do pilnie strzeżonego kompleksu, wykraść dysk z danymi, podłożyć bombę i uciec helikopterem. W tamtych czasach nie wiedziałem, o co dokładnie w grze chodzi, więc tylko chwilę pograłem — dzisiaj jest zupełnie inaczej.

Poszwędałem się po korytarzach, pomieszczeniach, tunelach, nawet przejechałem podziemnym wagonikiem pomiędzy poszczególnymi sektorami bazy. Gra naprawdę wciąga i teraz napiszę Wam o najważniejszym — o tym, co wciągnie Was jeszcze bardziej.

Jak wspominałem, gra została wydana po 40 latach, a pierwsze wydanie sięga 1985 roku. W międzyczasie ukazały się też wersje na inne platformy ale dzisiaj nie o nich. Napisał ją i stworzył w całości pan Clive Townsend. Nowe wydanie ukazało się dzięki ekipie NRG Studio , która postarała się o polską wersję językową. Tak! Gramy na ZX Spectrum w kultowego Saboteura po polsku. Do tego mamy piękną kasetę z wkładką, instrukcją, wprowadzeniem oraz notką od samego autora. A Clive Townsend poprawił nowe wydanie i trochę zoptymalizował sam kod. Zresztą zobaczcie sami na screenach, jak to wygląda. Naprawdę świetna robota i gra w nowej odsłonie, wydana jak za dawnych lat na kasecie. Polecam zapoznać się z tym tytułem, bo to przebój z lat 80. i właśnie wersja na ZX Spectrum była tą najpopularniejszą i najwyżej ocenianą. Komek K&A Plus - bardzo dziękuję za prezent...

Już w najbliższą sobotę u chłopaków z Interaktywne Muzeum Konsol I Komputerów W Rudzie Śląskiej piłkarskie emocje będą s...
22/04/2026

Już w najbliższą sobotę u chłopaków z Interaktywne Muzeum Konsol I Komputerów W Rudzie Śląskiej piłkarskie emocje będą sięgały zenitu. Najlepsi Amigowi wymiatacze, wyprowadzą swoich zawodników na wirtualną murawę i poprowadzą ich do zwycięstwa. Będzie się działo, będzie klimat jak za dawnych lat, kiedy szlifowaliśmy swoje Sensiblowe umiejętności w naszych małych pokoikach, porozrzucani po osiedlach… ⚽️🏃‍♂️🥅

Uwaga uwaga ‼️‼️
Dużo osób pytało kiedy kolejny turniej. Przychodzimy z dobrych wieściami…
Turniej w grze SENSIBLE WORLD OF SOCCER. ⚽️🥅
Jest wiele fanów tej gry więc teraz mogą zmierzyć się w pojedynku🕹️⚽️
Wszystkie informacje zawarte na grafice. W razie pytań jesteśmy dostępni pod podanymi numerami telefonów lub na messenger.📞
Zapraszamy !! ⚽️🎮🕹️

Mała paczuszka od kolegi Marcina ze Szwecji, a w niej oryginalny monitor do Atari ST... Nie, nie mam Atari ST, ale kto w...
13/04/2026

Mała paczuszka od kolegi Marcina ze Szwecji, a w niej oryginalny monitor do Atari ST... Nie, nie mam Atari ST, ale kto wie... Może kiedyś.

Żeby nie było, że wszystko biorę, kupiłem od Marcina drugi magnetofon do C64, tak na wszelki wypadek. Zresztą bardzo lubię magnetofony do starych kompów i ogólnie wszystkie sprzęty grające z kaset. No i dostałem 2 magnetofony — „mosz synek drugi na części”.

Poza tym dostałem w prezencie 2 gifty dla amatora krótkofalarstwa, dyskietki, oryginalne kasety z grami i kultowe instrukcje do starych sprzętów. Zobaczcie, jak wyglądała instrukcja do Commodore 64... W środku dokładny opis komputera, schematy, mapa pamięci i... kurs BASICA.

Pomyślcie, że dzisiaj kupujecie konsolę n-tej generacji i dostajecie do niej pakiet oprogramowania i instrukcję, jak napisać pierwszą grę, zaczynając od stworzenia „duszka”. Takich rzeczy dziś już nie ma.

Dodatkowo Komek z podarował mi PeCeta. A jakiego? Jeszcze nie wiem. Jest na pewno bardzo stary i ma 2 stacje na dyskietki 5,25''. Prawdopodobnie 286... a może 386... Przyjdzie i czas na niego.

A od taty dostałem do mojej retro groty kultowy lampowy odbiornik radiowy „Pionier”, ale nie ten produkowany przez znaną, zagraniczną firmę. Ten mój był produkowany zaraz po wojnie. Dokładnie w 1948 roku pojawił się pierwszy model, który skonstruowany został w Zakładach Radiowych Diora. Tę firmę pewnie kojarzycie. :-)

Wielkie, wielkie dzięki za te gifty! Na pewno będą używane i znajdą swoje zaszczytne miejsce w moim „Kiosku ze wspomnieniami”. I zawsze będę pamiętał, od kogo je mam, i wspominał ich historie.

Wrzucam kilka screenów — dajcie znać, czy poznajecie te sprzęty i jakie historie Wam się przypomniały.

Dobrego tygodnia,
Bajtel 👍

Tym razem wspólnie z Komkiem powspominaliśmy trochę Amigę — i myśli znów powędrowały w stronę mojego osiedla, przywołują...
10/04/2026

Tym razem wspólnie z Komkiem powspominaliśmy trochę Amigę — i myśli znów powędrowały w stronę mojego osiedla, przywołując kilka fajnych historii, o których już wkrótce opowiem Wam więcej.

A gry, które odpaliliśmy, to Wasze propozycje z komentarzy pod ostatnim amigowym filmem.

Część z tych tytułów na pewno skojarzycie bez problemu — i mam nadzieję, że przy okazji wrócą do Was jakieś fajne wspomnienia z dzieciństwa.
A ta mniej znana część? To jak zawsze odkrywanie tego, co kiedyś nas ominęło 🙂

A dla tych, którzy odgadną wszystkie tytuły ze screenów — należy się solidny, weekendowy kufel dobrego napoju! 🍺

Dajcie znać, jak tam Wasze amigowe historie — i podrzućcie też swoje propozycje na kolejne odcinki.

Materiał z naszych zmagań ląduje jak zawsze na YT — zapraszamy wspólnie z Panem Naczelnym K&A Plus

Miłego oglądania — i udanego retro-weekendu! 👾

Moja osiedlowa historia retro – część 1: ZX SpectrumKilka wspomnień utrwalonych na papierze… Zabiorę Was na spacer po mo...
03/04/2026

Moja osiedlowa historia retro – część 1: ZX Spectrum

Kilka wspomnień utrwalonych na papierze… Zabiorę Was na spacer po moim osiedlu — do miejsc, w których dorastałem jako Bajtel… między blokami, tam, gdzie wszystko się zaczęło.

To właśnie tam zaczęła się moja przygoda z komputerami — które przenosiły mnie do fantastycznych światów i pozwalały choć na chwilę uciec od osiedlowej rzeczywistości.�To właśnie te lata dziś wspominam z ogromną nostalgią.

Z tego, co mogę sobie przypomnieć, kuzyn miał właśnie „gumiaka” — ZX Spectrum 48. I to był chyba pierwszy komputer, który zobaczyłem na żywo i na którym mogłem zagrać. Cały czas po głowie chodzi mi gra „Stop The Express”.

No ale jak w ogóle dostałem ten mój pierwszy komputer ZX Spectrum 48? Tutaj mam takie migawki z dawnych czasów i pamiętam np. sytuację, jak na giełdę na Baildonie jechaliśmy dużym fiatem mojego wujka (tego od kuzyna, co już miał ZX Spectrum). Nie pamiętam dokładnie tego dnia na giełdzie, ale pamiętam, że później pojechaliśmy wspólnie z tatą, kuzynem (chyba) i wujkiem do domu pewnego gościa, który przypominał mi Jaruzelskiego, bo miał bardzo grube i ciemne szkła w okularach, no i z twarzy był taki prawie 1:1. Tak go przynajmniej zapamiętałem. To był chyba gość poznany na giełdzie i najprawdopodobniej od niego kupiliśmy ZX Spectrum razem z zestawem kaset. Nie było tam nic oryginalnego — gry nagrane na stare, niemieckie kasety. Co było charakterystyczne, to to, że te składanki nagrał ten gość, a przed każdą grą dograł swój głos, który wymawiał tytuł gry. Trochę mnie to śmieszyło, z drugiej strony przerażało, no ale taki był Jaruzelski z Baildony.

No więc wróciliśmy z naszym pierwszym prawdziwym komputerem 8-bitowym i tutaj mam pewną zagwozdkę. No bo skoro zabraliśmy też kasety, to magnetofon musiał być, ale ja pamiętam późniejszy magnetofon GRUNDIG (taki nietypowy, płaski), który przerobił mój tata. Dorobił do niego porty „EAR” i „MIC”, czyli wyjście słuchawkowe i wejście do podłączenia mikrofonu (taki „LINE-IN”).

Mniejsza już, jaki miałem pierwszy magnetofon, ale jedno pamiętam do dziś — nie mieliśmy joysticka, ale to i tak nie miało znaczenia, bo nawet gdybyśmy mieli, to nie było go gdzie podłączyć. ZX Spectrum 48 nie ma wbudowanych portów joysticka. No więc pierwsze gry „poszły” na klawiaturze. Później tata zrobił cartridge, dzięki któremu mogłem podłączyć joystick w standardzie Kempstone’a. I powiem Wam, że wtedy nie było tak jak dzisiaj, że płytkę drukowaną już wytrawioną można było zamówić, a obudowa wydrukowana na drukarce 3D była do wyboru, do koloru, na drugi dzień u Ciebie. Nie, nie — wszystko tata wykonał własnoręcznie, a sama płytka była trawiona starą metodą. Jak ktoś z Was robił jakieś swoje układy elektroniczne, malował ścieżki lakierem do paznokci, a później wytrawiał je w kwasie solnym, to będzie wiedział, o co chodzi. Słowem — trochę roboty jednak było. No więc w końcu mogłem zagrać na prawdziwym joysticku. Jaka była radość, kiedy w menu wybierałem KEMPSTONE JOYSTICK. Na boku cartridge’a tata dorobił też taki mały mikrostyk do resetowania komputera, no bo „gumiak” też tego nie miał, dopiero wersja z „plusikiem” miała taki RESET. Co do wersji z „plusikiem” — zakochany jestem w tej obudowie, choć takiego drugiego komputera jak „gumiaka” po prostu nie ma.

Magnetofon niestety przepadł, ale na szczęście udało mi się gdzieś na aukcjach znaleźć taki sam, tylko że czeka go przeróbka.

Miałem już komputer, magnetofon, cartridge i joystick, więc w sumie mogłem grać.�To teraz trochę o pierwszych tytułach. Oczywiście prócz „Stop The Express”, który nie ruszył i tak na joyu i szybko o nim zapomniałem, ale już na stałe będzie siedział mi w pamięci obrazek z gry z gościem skaczącym po wagonach pociągu i uciekającym przed zbirami i jakimiś ptakami. Ile razy spadłem na torowisko…

No ale przejdźmy do dwóch wspaniałych gier — BOMB JACK i RIVER RAID. To były moje najlepsze tytuły z pierwszych lat komputerowej fascynacji. Graliśmy całą rodziną, a w Bomb Jacku nawet nazwaliśmy jedną planszę „Giszowiec”, bo blokowiska w tle były łudząco podobne do tych na Giszowcu. Były jeszcze dwie gry: YIE AR KUNG-FU — i z tą grą już zawsze będzie mi się kojarzył głos „Jaruzelskiego” wymawiającego tytuł gry przed załadowaniem — oraz WRIGGLER, tytuł, którego szukałem po latach. Pamiętam, że była o jakiejś dżdżownicy, która unikała robactwa i przemierzała łąki, labirynty. Z tą grą kojarzył mi się jeden motyw — że była tam herbata Lipton gdzieś w jednej planszy. Oczywiście odpaliłem po latach i rzeczywiście stoi tam zaraz na początku w jednej kubek jakiegoś gorącego napoju, ale o Liptonie nie ma informacji. Czyli prawie dobrze kojarzyłem.

No i to były w sumie pierwsze gry, jakie uruchomiłem i jakie w ogóle miałem na kasetach. Żałuję, że w tamtych czasach nie kupowałem prasy, takiej jak np. Top Secret — chyba byłem za małym Bajtlem, ale mógłbym poznać wiele gier, w które zagrałbym bez problemu, przywożąc je z Baildony.

Dopiero dzisiaj, po tylu latach, zdałem sobie sprawę z tego, jaką ogromną bibliotekę gier miał ZX Spectrum i ile mnie ominęło. Na osiedlu królowały C64, wydawało mi się, że te komputery deklasują mojego skromnego „gumiaka”, ale okazuje się, że nie. „Gumiak” miał jedyną w swoim rodzaju i niepowtarzalną grafikę, nie wspominając o dźwięku, który potrafił wygenerować prosty buzzer. Pamiętacie las z „Robin of The Wood”, albo mówiony tekst zaraz po uruchomieniu gry? Przecież ja się jej bałem. Tam był taki klimat, taka grafika — na żadnym innym sprzęcie ta gra tak nie wyglądała. Na C64 jakoś taki bardzo brązowy był ten obraz… No ale wracając do Spectruma — tak, wydawało mi się, że o większości gier mogę pomarzyć, a tu takie zdziwienie. Dzisiaj czytam o jakiejś grze na 8-bitowe maszyny i praktycznie zawsze widnieje tam ZX Spectrum.

No więc tak przebiegało moje życie na osiedlu z moim pierwszym 8-bitowcem.

Następnym razem opowiem Wam o osiedlowym klubie z różnymi grami i atrakcjami, w którym był jeden pokój z taką pracownią / kółkiem komputerowym. I stały tam same ZX Spectrumy… ale to już w kolejnych wspomnieniach…

Wrzucam kilka zdjęć z osiedla — spróbujcie wyobrazić sobie, jak tam było prawie 40 lat temu. A żeby bardziej poczuć klimat minionych lat, uruchomiłem bohatera tej historii, czyli mojego ZX SPECTRUM’a 48, którego mam do dziś. I udało się wczytać z kasety kilka fajnych gier… Mam nadzieję, że dzięki moim wspomnieniom Wy też przypomnieliście sobie swoje historie z dzieciństwa i jeśli tylko macie ochotę się nimi podzielić, będzie mi bardzo miło - czujcie się jak u siebie w domu. Powspominajmy wspólnie.

Zapraszam też na wspominkowy spacer na YT.

Kończąc, chciałem życzyć Wam Zdrowych i Spokojnych Świąt Wielkanocnych.�Pozdrawiam.
Bajtel

Lata lecą nieubłaganie, a my jak zwykle pod prąd. I tym razem wehikuł czasu przeniesie nas jeszcze dalej w przeszłość, b...
27/03/2026

Lata lecą nieubłaganie, a my jak zwykle pod prąd. I tym razem wehikuł czasu przeniesie nas jeszcze dalej w przeszłość, bo do początku 1992 roku, kiedy to ukazał się 8. już numer magazynu TOP SECRET. Nadal jest to dwumiesięcznik i na okładce widnieją miesiące styczeń i luty, więc przełom lat 91/92.

No i cóż fajnego w środku. No powiem Wam, że będzie się działo i chyba jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby odpalić większość opisywanych tu gier. Ale od początku. Naczelny Przasnyski („Martinez”) pisze o małych opóźnieniach, tłumaczy się z małej ilości opisywanych gier na Atari i deklaruje poprawę od kolejnego numeru. I również od następnego numeru TOP SECRET będzie miał nową szatę graficzną, lepszy papier i mniejszy, poręczniejszy format. No bo rzeczywiście jest większy od standardowego A4 i przez to trochę mniej poręczny. Tak więc zmiany, zmiany…

Z ciekawych artykułów jest wywiad z panią Patricia Hughes, szefową działu sprzedaży kultowej Electronic Arts na rynek niemiecki. Opowiada, jak firma będzie próbowała walczyć z piratami — jeśli organy ścigania nie dają rady, to powołana zostanie specjalna służba detektywistyczna… Hahaha, trochę chyba panią poniosło. Z ciekawszych rzeczy opowiada o polskich lokalizacjach gier, które są w planach, o obniżeniu o prawie 80% cen gier w stosunku do rynku zachodniego, o tym, że wbrew temu, co mówią ludzie, EA nadal tworzy gry na C64. O tym, że część Atarowców przesiada się na ST, Amigę czy Peceta i że sytuacja dotycząca zastosowań tych maszyn się skrystalizowała. Amiga jest królową gier domowych, Atari ST kupuje się głównie do muzy i poligrafii, a PeCet — staje się równorzędnym partnerem do gier. No nie da się ukryć, że to naturalna kolej rzeczy. Artykuł jest częścią relacji z targów Computer Games Show, które odbyły się w warszawskim klubie „Stodoła” w październiku 1991 roku. I rzućcie proszę okiem na fotki, jak to wtedy wyglądało, dosyć biednie, ale klimatycznie.

Podsumowując targi:
- Widać, że coś drgnęło
- Niektóre zachodnie firmy chcą z nami rozmawiać
- 90% oprogramowania jest już tworzona na 16-bitowce
- Z 8-bitowców mówi się jedynie o C64

Jak już zacząłem od fajnych artykułów i ciekawych rubryk, to największą ciekawostką tego numeru jest rubryka SOS, w której to użytkownicy różnych komputerów wymieniają się kontaktami i szukają kolegów i koleżanek o podobnych zainteresowaniach. Spójrzcie na screen z tej rubryki, są tam podane pełne adresy zamieszkania — dzisiaj przy całej ochronie danych osobowych — coś nie do pomyślenia. Ciekawe czy któryś z tych kolegów nadal mieszka pod wskazanym adresem... Fajnie się na to patrzy. Ale jeszcze fajniejsza jest zabawa w rozszyfrowywanie tych skrótów, np. Andrzej, lat 13… „D3.5, 70, SPORT, ARC, SO, OCZ”. Rozumiem, że ma Amigę, bo rubryka Amigowa, szuka na dyskietkach 3,5’’ gier sportowych i arcade… „70” — to cena? „SO”, „OCZ” — nie wiem, co oznaczają. Ale ogólnie takie dawne papierowe forum. Tak kiedyś było, tak się szukało informacji, jak np. w kolejnym artykule „Z teczki tajniaka”, gdzie kolega Waldemar pyta, czy gry na Atari ST mają lepszą grafikę niż te na Amigę, albo „co powiedzieć hippisom w grze Police Quest”…

No więc teraz, przechodząc do gier, nie będę może opisywał wszystkich, bo jak zawsze zapraszam Was na materiał na YT, w którym przeglądam magazyn strona po stronie i większość z nich albo niektóre odpalam na krótką lub mniej krótką chwilę. Ale powiem o tych najważniejszych, tych z podium i zaraz poza nim.

No więc na miejscu TRZECIM wylądował POWERMONGER od Bullfrog i od nie kogo innego, tylko Petera Molyneuxa — głównego programisty firmy, który stworzył takie hit jak np. Dungeon Keeper, Populous czy Theme Park.�To gra z gatunku „zabawy w Boga”, tylko że tym razem wcielamy się w wygnanego wodza, który chce podbić świat. Na początku można się trochę pogubić w tych wszystkich ikonkach, bo nie wiadomo, co poszczególne oznaczają, ale z opisem w ręku można pomalutku ogarnąć temat, zaatakować wioskę, nakarmić ludzi, zwerbować do armii, wynaleźć coś, wysłać szpiega, zawiązać pakt itd. I już słupek miodności pnie się do góry. Naprawdę bardzo fajny tytuł, na długie godziny zabawy.

Miejsce DRUGIE — bezapelacyjnie SECRET OF MONKEY ISLAND — genialna przygodówka od Rona Gilberta i ekipy LUCASFILM. To jest kwintesencja prawdziwej przygodówki typu point & click z dawnych lat. Piękna grafika, rysowane lokacje, piękna ścieżka dźwiękowa i świetna historia podszyta rewelacyjnym humorem — w to trzeba zagrać. Jakaś magia bije od tej gry. Wcielamy się w znaną przynajmniej ze słyszenia każdemu graczowi postać Guybrusha Treepwooda, ambitnego młodzieńca, który przybywa na Karaibską wyspę Mêlée Island i chce zostać prawdziwym piratem. Jako ciekawostkę dodam, że lokacje w grze są inspirowane prawdziwymi miejscami i gdzieś tam na grupie fanów gry można natrafić na zdjęcia robione w miejscu znanym z gry. Gra jest na mojej kupce wstydu i koniecznie muszę ukończyć tą przygodę. Powiem Wam, że pograłem chwilę, zagadałem w tawernie z jednym, z drugim piratem, później wlazłem do kuchni, kiedy nie było kucharza, wrzuciłem jakieś mięcho do gara… Wyszedłem przez drzwi na molo i wpatrywałem się w gwiaździste niebo odbijające się w oceanie… Coś pięknego.

No i na miejscu PIERWSZYM — jedna z moich ulubionych i najważniejszych gier lat młodości — CENTURION.�I tutaj muszę Wam wspomnieć o polskiej wersji tej gry, a raczej fanowskim spolszczeniu, które wpadło mi w ręce. W zasadzie to tylko taką wersję miałem i nie pamiętam już skąd. Prawdopodobnie od kumpla z bloku obok, bo zawsze kiedy myślę o tej grze, kiedy wracam do niej, to widzę ten 4-klatkowy blok, tą konkretną klatkę i to mieszkanie kumpla na parterze. Wracając do tej wersji, pamiętam, że na samym początku, jak gra się wczytywała i wyświetlał się ten ekran Workbencha, to była tam informacja o autorach spolszczenia i o ile dobrze pamiętam, był tam podany jakiś adres w Sosnowcu. I chłopaki coś tam pisali o szkole, coś w stylu „idźcie (albo nie) do szkoły”, ale tego dokładnie nie pamiętam i mogło tak nie być. W tłumaczeniu były drobne błędy, ale fajnie się oglądało wstęp do gry i czytało historię Romulusa i Remusa po polsku. Polskich lokalizacji gier praktycznie nie było i fajnie, że zdolni piraci potrafili sami, nieoficjalną drogą, przybliżyć nam fabułę gry. Szacun. Zreszta pewnie domyślacie się jaka była reakcja bajtli z tamtych lat na grę po Polsku. Pamiętam jak się zagrywałem w Centuriona, jak zdobywałem kolejne prowincje starożytnego świata i jak wprowadzałem swoje rządy. Ustalałem podatki, mobilizowałem i uzupełniałem swoje armie, a mieszkańcom miast dla poprawy humoru dostarczałem rozrywkę w postaci np. walk gladiatorów czy wyścigu rydwanów. Pamiętam do dziś, jak w Gladiatorze z Russelem Crowe’em okrutny Kommodus grany przez Joaquina Phoenixa decydował o losie pokonanego, wystawiając kciuk w górę lub w dół… Tutaj też mogliśmy decydować o losie przegranego. Były jeszcze przed walkami pertraktacje z przywódcami najechanych prowincji. Często nie chcieli z nami rozmawiać, więc „GO TO WAR” i wtedy ustalaliśmy szyk i taktykę, i nasze wojska ścierały się na polu bitwy, a my mogliśmy obserwować fajnie animowane jednostki i częściowo wpływać na przebieg bitwy. Pamiętam jeszcze jedną rzecz, która mnie bardzo smuciła. Otóż w mojej wersji przy próbie budowy floty gra się zawieszała. Niestety jakiś bug, może przez to spolszczenie, nie wiem, ale robiłem sobie nadzieję, że bez floty też da się wygrać. Niesamowity tytuł i poluję na jego oryginał.

Poza podium muszę krótko wspomnieć o kilku fajnych grach, zasługujących na wyróżnienie. Są to:

MYTH — bardzo fajna platformówka z fabułą przenoszącą nas w krainy od piekieł, przez starożytną Grecję, Skandynawię czy Egipt. Pięknie animowane postacie, świetnie wyglądające tła, masa cieszących oko efektów, zaskakujący bossowie na pół ekranu, kilka broni do wyboru i uwaga! Mieczem możemy kościotrupom obcinać łby, niczym w Barbarianie.

GODS — kolejna, bardzo fajna platformówka, z oprawą rodem z mitów greckich. Mamy poziomy naszpikowane pułapkami, zapadniami i odrażającymi istotami. Typowa amigowa solidna platformówka.

No i 2 tytuły na ZX SPECTRUM:
COMBAT LYNX — symulator śmigłowca, zobaczcie sami jak Speccy daje radę i jak pięknie generowany jest trójwymiarowy teren.�
REBEL — uwaga, spróbuję jak w „WALDIKO” — opis gry: "mały czołg ustawia lustra".

Jest też jeden gniot, który mnie wkurzył niemiłosiernie, ale po szczegóły zapraszam do filmu…

No i to by było na tyle tych wspomnień, reszta na screenach i na YT, gdzie Was serdecznie zapraszam.�Mój kiosk z retro jest otwarty przez całą dobę, tak więc wpadajcie po wspomnienia i dzielcie się Waszymi w komentarzach.

Miłego weekendu Wam życzę.�
Wasz Bajtel 💾

Ostatnio spotkaliśmy się z Komkiem i jak zwykle powspominaliśmy stare czasy. Odpaliliśmy kilka amigowych gier, które kie...
20/03/2026

Ostatnio spotkaliśmy się z Komkiem i jak zwykle powspominaliśmy stare czasy. Odpaliliśmy kilka amigowych gier, które kiedyś proponowaliście, i wspólnie przejrzeliśmy aktualny numer Komody & Amigi Plus, w którym znajdziecie mój artykuł z osiedlową historią retro.

Nie zabrakło też ciekawostek związanych z autorami tekstów i recenzji oraz kulisami pracy redakcji. Komek zdradził kilka informacji na temat nadchodzącego, jubileuszowego 30. numeru magazynu oraz opowiedział o nowych i aktualnych wydaniach gier spod znaku K&A Plus

Przy okazji dostałem w prezencie nową grę ROBO GEMS, w którą oczywiście od razu zagraliśmy — bo to tytuł dla dwóch graczy. Zasady są proste: zbieramy na czas klejnoty, unikając pułapek (spowolnień czy bomb z ujemnymi punktami) i korzystając z bonusów, takich jak skrzydła. Powiem szczerze — kupa dobrej zabawy! Są emocje, rywalizacja i dużo śmiechu. Grę stworzył Krzysiek, a testowały ją jego Bajtle — wielkie gratulacje!

Wpadł też do mnie klasyk Saboteur na ZX Spectrum w nowym, odświeżonym wydaniu od chłopaków z NRG. Jeszcze nie miałem okazji zagrać, ale podobno sam autor, Clive Townsend, po 40 latach dorzucił coś od siebie w kodzie — temat zdecydowanie do sprawdzenia.

Jeśli więc interesuje Was, co szykuje się w jubileuszowym numerze, jak wypada ROBO GEMS w akcji i chcecie posłuchać kilku zakulisowych historii — zapraszam na odcinek na YouTube. Wkrótce pojawią się też jeszcze dwa kolejne materiały z Komkiem.

Jak zawsze — życzę Wam dobrego weekendu i fajnej pogody, żeby wyjść z rodziną, a nie ino siedzieć przy grach. 🙂

Pozdrawiam
Bajtel

Chopcy z muzeum jyńców niy bierom...Fto bydzie, fto sie łodważy, fto zagro, a fto bydzie ino paczoł.Bydzie sie dzioło i ...
16/03/2026

Chopcy z muzeum jyńców niy bierom...
Fto bydzie, fto sie łodważy, fto zagro, a fto bydzie ino paczoł.

Bydzie sie dzioło i bydzie łokazja żeby zaś wpaść do tego piynknego miejsca i poczuć sie jak wtedy, kiedy sie piyrwszy roz zagrało po sieci!

Wpadejcie!

Uwaga ❗️Uwaga ❗️ szykuje się u nas turniej e-sportowy. Będzie to gra Quake III Arena. Wrazie pytań zapraszam na priv, tam również są zapisy.

Quake III Arena to klasyczna strzelanka FPS z 1999 roku, stworzona przez id Software. Gra skupia się głównie na szybkich pojedynkach multiplayer na arenach, gdzie gracze walczą ze sobą przy użyciu różnych futurystycznych broni.

To jedna z najważniejszych gier e-sportowych przełomu lat 90. i 2000, znana z wysokiego poziomu rywalizacji i ogromnych umiejętności wymaganych od graczy.

Pakujcie się do wehikułu czasu i ruszamy w dawne lata, do listopada roku 1995. Wtedy to ukazał się 29. numer znanego już...
13/03/2026

Pakujcie się do wehikułu czasu i ruszamy w dawne lata, do listopada roku 1995. Wtedy to ukazał się 29. numer znanego już nam wszystkim i wychwalanego pod niebiosa (całkiem zasłużenie) magazynu SECRET SERVICE.
Ostatnio coraz częściej nocami, kiedy już wszyscy śpią, staram się wracać do tych wspomnień — do tych gier i do tych chwil spędzonych na osiedlu. Próbowałem sobie przypomnieć ten numer i kiedy tylko na okładce zobaczyłem tytuł PHANTASMAGORIA — już byłem w domu. Pamiętam, jak zachwycałem się tą grą i tymi screenami. Zresztą chyba wszyscy się zachwycali i chcieli w nią zagrać.
Ja już wtedy miałem peceta, ale bez napędu. Ale nawet gdybym miał napęd, to raczej skopiowanie siedmiu płyt nie wchodziłoby w grę — tak samo jak kupno oryginału. Dwie bariery nie do przeskoczenia. Jedno i drugie rozwiązanie zbyt drogie…
No więc mogłem się jedynie gapić na screeny i wyobrażać sobie kogoś, kto mógł wtedy dostąpić tego zaszczytu i odpalić ten horror z prawdziwymi aktorami wcielającymi się w postacie w grze. W zasadzie to gra filmowa — mamy renderowane tła, po których poruszają się prawdziwi aktorzy, a pomiędzy to wplecionych jest sporo przerywników filmowych. Podobno obfituje w brutalne i krwawe sceny. Zresztą sam widok gilotyny i uwięzionej na krześle głównej bohaterki mrozi krew w żyłach.
Tak jak pisałem w poprzednim poście i jeszcze jakiś czas temu — mam jej oryginał, który dostałem od brata. Super sprawa, coś, co było kiedyś poza moim zasięgiem. Tylko uwaga! Wtedy nie mogłem zagrać… i teraz też nie mogę, bo komp za dobry, hahaha. Na szczęście jest GOG, gdzie kupiłem grę za niecałe 40 zł, a całość odpala się w DOSBOXIE, więc nie muszę się męczyć z konfiguracją.
Jestem na samym początku gry, więc jeszcze nie wiem, jaka jest straszna. Myślałem, że będzie numerem jeden tego przeglądu, ale nie… Ląduje na trzeciej pozycji, bo to jednak był hit i kontrowersja SIERRY.

Przejdźmy do miejsca drugiego i do pewnej rubryki, o której zupełnie zapomniałem. Nazywa się KRUSTY CLUB i jak autor podkreśla, opisuje w niej szybkie, fajne i przyjemne gry dla odetchnięcia od jakichś ważnych zadań — tak na 15 minut.
Omijałem tę rubrykę z daleka, bo raczej takie gry mnie nie interesowały. Ja lubię przecież duże tytuły, a nie jakieś tam malutkie, pisane na kolanie. Oj, jak żem się pomylił. 🙂
Są tam dwie gry, które wymiatają, jedna trochę mniej i pewnie kilka fajnych, których w ogóle nie uruchomiłem. Ale idąc po kolei.
ABUSE — platformówka ze sterowaniem klawiaturą i myszą, podobnie jak w amigowym WALKERZE (tak mi się skojarzyło). Biegamy jakimś komandosem wyglądającym jak cyborg po korytarzach jakiejś bazy i walimy z różnych „ganów” w przeciwników. Są nimi nawet ALIENy.
Czyli taka platformowa strzelanka, ale bardzo efekciarska i bardzo grywalna. Mamy drabiny, windy, jakieś przejścia, dodatkowe power-upy, nowe zdolności jak szybkie bieganie, do tego pięknie animowane wybuchy i siła ognia, którą dosłownie czuć. Można też zagrać na dwóch, jak za dawnych czasów — pamiętacie? Jeden ogarnia chodzenie, a drugi celuje i pruje z karabinu. Bardzo fajna gra.
Jednak to, co mnie pozamiatało i sprawiło, że chciałem ze strychu znosić telewizor kineskopowy i budować automat arcade, to gra TYRIAN. Scrollowana do góry kosmiczna strzelanina z piękną grafiką i równie piękną paralaksą — chodzi o kilkuplanową grafikę pod nami. Wszystko pięknie animowane, no i te wybuchy.
Na początku wybrałem standardową rozgrywkę i tak latałem, ale coś mało było tych power-upów, które ulepszyłyby moją broń. Za drugim razem wybrałem tryb ARCADE i to, co się działo na ekranie, przerosło moje wszelkie oczekiwania. To był teatr błysków, wybuchów i laserów. Nawet nie wiedziałem, że mogę strzelać jednocześnie z tylu broni. I wtedy właśnie wjechał po całości klimat salonów gier.
Ta gra jest mega grywalna, nie można się od niej oderwać. Bardzo podobna do amigowego, świetnego Battle Squadron, tylko że dziesięć razy lepsza. Nie wiem, ale przepadłem przy tej grze. I ten właśnie tytuł ląduje u mnie na drugim miejscu.

A co na pierwszym? A na pierwszym, pomimo tych technologicznych pecetowych fajerwerków, hybryd filmowo-growych albo growo-filmowych, królowa jest tylko jedna — AMIGA.
Bo zaraz na początkowych stronach magazynu opisywana jest nieznana mi wcześniej gra ZEEWOLF od nieznanej mi również firmy BINARY ASYLUM. Patrzę na podsumowanie — jest napisane: 1 MB AMIGA, 1 dyskietka. No więc odpalam ją na mojej THE A500 MINI i oprogramowaniu AGS, na liście którego znajduję ten tytuł. Jest informacja, że to wersja na kości ECS, a nie AGA.
No więc odpalam i po chwili oczom nie wierzę. Widzę wektorowy model helikoptera i trójwymiarowy teren. Przechylam joystick w lewo i w prawo, żeby zobaczyć, jak mój śmigłowiec się zachowuje — i już po chwili sterowanie opanowane.
W rogu mam małą mapkę, lecę na północ do jakiegoś czerwonego punktu i okazuje się, że to jakiś czołg, który do mnie wali. Puszczam mu serię z działka — część kul trafia w niego, a część w drzewa, które zaczynają płonąć. Jeszcze jedna seria i widzę piękną eksplozję — wróg zdjęty.
Lecę dalej, zdejmuję kolejnego i jeszcze kolejnego i podziwiam pięknie przesuwający się teren i fajnie animowany model helikoptera.
Nie wiem, jak to chodzi na Amidze 500, bo ja uruchamiałem na wspomnianej THE A500 MINI, ale w SS napisali, że są widoczne spowolnienia. Za to na A1200 wszystko działa już płynnie. Piszą też, że przy tak małej mocy obliczeniowej A500, jest ona zdolna przeliczyć niemały kawałek terenu. Więc jest naprawdę dobrze.
I jeszcze wrócę do tej grafiki trójwymiarowej. Wiadomo, że są wektory i o teksturach możemy pomarzyć, ale teren jest tak fajnie zaprojektowany, że daje wrażenie, jakby był teksturowany. Wiecie, jak to często jest w amigowych symulatorach — jeden wielki prostokąt wypełniony jednym kolorem i lecimy nad nim pół godziny… Tu jest dużo fajniej.
Idąc dalej — naciskam ENTER (albo spację, już nie pamiętam) i wyświetla się panel z celami misji, uzbrojeniem, dużą mapą i — uwaga — z naszą pomniejszoną sceną, na której dalej rozgrywa się akcja, więc dalej gramy. Mniejsze okno — większa płynność, wiadomo.
Nie mogłem nie ukończyć pierwszej misji, przechodzę do drugiej i spełnia się moje marzenie z gier z helikopterami — ląduję po „ludzików”, a dokładniej ratuję ich i zabieram na pokład helikoptera. Pamiętam, jak zawsze mi się to podobało i czekałem na taką możliwość, żeby zlecieć niżej, spuścić linę i wciągnąć chłopaków.
Podsumowując — dla mnie tytuł numeru, bez dwóch zdań.

Co do reszty — na moim czwartym miejscu, kawałek za PHANTASMAGORIĄ, jest świetny HI-OCTANE od BULLFROG, zrobiony na silniku MAGIC CARPET. Świetnie się ściga i strzela do przeciwników. Bardzo efekciarska gra, ale jednak postanowiłem umieścić ją tuż poza podium.
Z innych tytułów, które uruchomiłem, jest świetna gra taktyczno-symulacyjna ACROSS THE RHINE. Tylko trzeba spędzić z nią trochę więcej czasu i poznać przynajmniej podstawy wojskowości — np. różnice pomiędzy plutonem, batalionem a kompanią. Fajna powtórka z historii — od lądowania w Normandii po upadek III Rzeszy. Aaaaa, możemy opowiedzieć się po jednej albo po drugiej stronie.

Co jeszcze ciekawego w 29. numerze SS? Masa zapowiedzi gier, które już znamy i które już oceniliśmy. Ale fajnie popatrzeć i poczytać, jak redaktorzy zachwycają się tytułem, który ma się dopiero ukazać, który jest zachwalany ze wszystkich stron przez autorów i który ma być wielkim hitem. I często tak było, ale równie często bywało trochę gorzej, kiedy szumne zapowiedzi weryfikowała rzeczywistość i gracze.
Gulash zachwyca się MORTAL KOMBAT 3, który według niego jest hitem nad hitami i napisze o nim więcej już w kolejnym numerze, tak więc szykujcie się.
Jest gruba wkładka KGB, ze sporą ilością ciekawych artykułów, pomocnych tipsów czy savegamerów. Są tam też zarąbiste fanowskie komiksy i reklamy sklepów sprzedających pecety. Rzućcie okiem na screeny — jakie konfiguracje ile wtedy kosztowały.
Jest opis STAR TREKa, którego jakoś nie czuję, choć pisaliście, że to świetna przygodówka i pewnie tak jest. Są Fatality do PRIMAL RAGE, artykuł, a w zasadzie pogadanka o powstawaniu gry Phantasmagoria — „Fantasmagoria czy kabaret” — rozmawiają Piotr Mańkowski i Jacek Marczewski.
Są testy kart dźwiękowych i artykuł o 3DO — konsoli, której do teraz nie poznałem. Jest tam też ciekawostka o poziomie wiedzy, a raczej jej braku wśród przedstawicieli pewnych wielkich firm. Na przykład SONY nie wiedziało o produkcie pod nazwą PlayStation, czujecie to? A PHILIPS odżegnywał się od czegoś takiego jak płyta CD.
Tak więc jak widzicie — oficjalnie Polska znajdowała się na szarym końcu wszechświata. Ale na szczęście byli pasjonaci, były sklepy i giełdy komputerowe. I tam byli na czasie z technologią.
Jest jeszcze opisywany fajny symulator, który pamiętam, że był mocną konkurencją dla Flight Simulatora — a mówię tutaj o produkcji firmy LOOKING GLASS o nazwie FLIGHT UNLIMITED.
No i poza tym jest świetny artykuł o MANDZE. Opisuje genezę całego zjawiska, całej kultury i wyjaśnia pojęcia z nim związane. Pamiętacie te mangowe okładki, które uwielbiał Pegaz Ass?

Tak więc tyle wspomnień i moich przemyśleń, jeśli chodzi o ten numer. Nie da się nie zauważyć, że technologia idzie do przodu — wszystko zmierza w kierunku pecetów i napędów CD, a niestety także w stronę objętości tych gier, niekoniecznie idących w parze z jakością.
Bo popatrzcie na takiego amigowego ZEEWOLFA, który dla mnie jest perełką tego numeru.

To tyle. Więcej przemyśleń podczas gameplayów w nowym odcinku, który już wskoczył na kanał. A tutaj, dla tych którzy wolą słowo pisane i tych którzy lubią oglądać wycinki, fragmenty z gazet i screeny z gier — wrzucam kilka zdjęć.
Jak zawsze życzę Wam miłego weekendu i z chęcią przeczytam Wasze historie z tamtych lat.
Pozdrawiam Was serdecznie.
Bajtel.

Adres

Katowice

Strona Internetowa

https://youtube.com/channel/UCt_Sxh0WxkDroNaczvUstsw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Retrobajtel umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Retrobajtel:

Udostępnij