Retrobajtel

Retrobajtel O retrogamingu, starych komputerach, grach, elektronice minionej epoki, krótkofalarstwie i majsterkowaniu.

Cześć.Miałem wreszcie okazję zapoznać się z kolejnymi reedycjami kultowego czasopisma SECRET SERVICE od Retronics. W moj...
19/06/2026

Cześć.

Miałem wreszcie okazję zapoznać się z kolejnymi reedycjami kultowego czasopisma SECRET SERVICE od Retronics. W moje ręce wpadły dwa nowe numery, czyli numer 02 i 03. Nowe wydania przyjechały do mnie w wersjach „premium” z pięknymi, kolorowymi obwolutami. Do drugiego numeru mam tylko jedną czarną, a z kolei numer 03 mam w trzech egzemplarzach - z trzema kolekcjonerskimi obwolutami.

I tutaj muszę zaznaczyć, że te nowe reedycje to nie są jakieś tam przedruki, tylko na nowo, od podstaw zaprojektowane i poskładane stare numery czasopisma. Wszystkie screeny z gier zostały przechwycone na nowo. Bystre oko dostrzeże pewne różnice w screenach. Numery zostały również rozszerzone o dodatkową zawartość.

Mamy kontynuację bardzo ciekawych „Pegazowych Bajajań”, z których dowiecie się m.in. o małej zadymce, jaka miała miejsce po ukazaniu się drugiego numeru. Jak to rodzice chcieli uchronić swoje pociechy przed kupnem nowego numeru, który trafił na półkę z gazetami z gołymi babami. Ach ta golizna i te kontrowersyjne okładki. Ale co by nie powiedzieć - robiły wrażenie, oj robiły.

Tak więc od Pegaza dowiemy się kilku ciekawych historii z zaplecza o projektowaniu, składaniu, a wreszcie o kolportażu ciężarówkami prosto z drukarni. Jest też relacja z imprezy „Nocne Retro Granie”, na której miała miejsce premiera reedycji SECRET SERVICE'u.

Poza tym w numerze drugim opisywana jest nowa - stara gra - Nicky Boom, której nie było w pierwotnym wydaniu. Pegaz wspomina, że popłynęli za bardzo w stronę PeCetów i bije się w pierś. Przecież tyle jeszcze było do ogrania na 8- i 16-bitowych sprzętach. Fajnie, że przyszła taka refleksja.

Z kolei w numerze 03 jest historia nietrafionej okładki, pewnego odkrycia po latach i tego, jak to BAJTEK stał się TOP SECRETEM. Jest też ciąg dalszy o żmudnym składaniu grafik pod kolejne numery i przeskoku technologicznym z projektowania analogowego - czyli nakładania kalek - na cyfrowe, które było prawie jak lot w kosmos.

No i najważniejszy, a zarazem najfajniejszy według mnie artykuł jest o Larrym Lafferze, a dokładnie o nieznanej historii gry LEISURE SUIT LARRY 1. Czy wiecie, co było przed Larrym i kto jest na zdjęciu w whirlpool bath do okładki pewnej gry tekstowej? Tego Wam już nie powiem. Tego musicie dowiedzieć się sami. Dodam tylko, że zainspirowany artykułem nabyłem zremasterowaną wersję Larry'ego z dopiskiem RELOADED, w tworzeniu której uczestniczył legendarny Al Lowe.

No i jest jeszcze kilka ciekawostek, o których fajnie, żebyście sami się dowiedzieli, czytając te reedycje.

Panowie Jurek, Pegaz - szacunek, bo odwaliliście kawał świetnej roboty. Dzięki za to!

A teraz wyobraźcie sobie, że jest maj 1993 roku. Za chwilę koniec roku szkolnego... Nawet jeśli nigdzie nie pojedziecie, czekają na Was wspaniałe, całodniowe osiedlowe przygody, a wieczorami przeniesiecie się do zupełnie innych światów. Podobno Seba za świadectwo z paskiem ma dostać Peceta. No to już wiemy, u kogo będą posiadówy. Jeszcze tylko poprawić oceny - może też coś fajnego wpadnie od rodziców.

Wracacie ze szkoły i po drodze mijacie kiosk Ruchu. Za szybą widzicie nowy, drugi numer SECRET SERVICE. Oczywiście nie możecie przejść obojętnie. Podchodzicie i prosicie panią kioskarkę o ten numer. Pani sięga ręką w miejsce, gdzie leżą „świerszczyki”, podaje Wam pachnący farbą drukarską magazyn i mówi:

- "Mam coś jeszcze dla Ciebie."

Z rumieńcami na twarzy pytacie, co to takiego. Pani wyciąga spod lady numer 03 i mówi:

- "Przysłali wcześniej."

Wyjmujecie z kieszeni ostatnie kieszonkowe, płacicie i najszczęśliwsi na świecie udajecie się do domu. To będą dobre wakacje.

No i teraz wchodzicie na stronę www.retronics.eu i przenosicie się do tamtego miejsca w 1993 roku. Stoicie przed kioskiem, a pani kioskarka ma jeszcze sporo tych numerów.

Co robicie?
--> Kupujecie SECRET SERVICE
--> Kupujecie Twój Weekend i SECRET SERVICE
--> Kupujecie Cats i SECRET SERVICE

Miłego weekendu.
Wasz Bajtel.

Moja osiedlowa historia retro – część 2: ZX Spectrum – Bajtki i pierwsze programy u dziadka.Dzisiaj wracam do Was z kont...
17/06/2026

Moja osiedlowa historia retro – część 2: ZX Spectrum – Bajtki i pierwsze programy u dziadka.

Dzisiaj wracam do Was z kontynuacją tej historii. 😊
Wiecie już, jak wyglądała moja przygoda z ZX Spectrum, a fragment o słynnym klubie osiedlowym możecie przeczytać w pierwszej części na blogu. Tym razem opowiem o kolejnych grach, które odkrywałem, i zabiorę Was również w pewne bardzo ważne dla mnie miejsce.

No to lecimy! 🚀

Kontynuując wspominki z czasów mojego pierwszego komputera, jakim był ZX Spectrum, muszę Wam jeszcze opowiedzieć o kilku najważniejszych grach na ten komputer. Pamiętacie, jak wspominałem o „Stop The Express” i „Robin Of The Wood”? No to, idąc dalej, odkryłem grę „Manic Miner” – świetną, trudną komnatówkę stworzoną przez zdolnego młodego programistę Matthew Smitha. Pamiętam tę muzyczkę z początku gry i wielką „szwaję”, która zadeptywała nas po utracie wszystkich żyć.

Kolejną grą był „Pssst” o ratowaniu roślinki i niszczeniu insektów różnymi sprayami. Idąc dalej, było wielkie odkrycie „Boulder Dasha” i znowu rodzinne granie. Też dobrze pamiętam, jak wspólnie po niedzielnym obiedzie, przy telewizorze CRT i małym czarnym "gumiaczku" podłączonym kablem antenowym, przechodziliśmy kolejne plansze.
Była jeszcze gra „Ant Attack”, której bardzo się bałem – nie samej gry, ale tych ogromnych mrówek. Gra też była bardzo nowatorska i nawet gdzieś widziałem albo czytałem wywiad z jej twórcą, który pokazywał na kartce zapisane binarne mapy sprajtów. Było jeszcze kilka gier, w które grałem. Oczywiście wśród nich nie mogło zabraknąć „Knight Lore”, "Commando", "School Daze" czy "Great Escape".

Ale teraz opowiem Wam o moich podróżach z ZX Spectrum i jednym z najważniejszych dla mnie miejsc.

Bardzo często w weekendy jeździłem do moich dziadków na Załęże, nieopodal słynnej giełdy komputerowej. Można było spacerkiem w 15 minut pokonać odległość od bloku dziadka do „Atomka”, w którym co niedzielę odbywała się giełda komputerowa. W czasach Spectrum praktycznie na nią nie chodziłem, a jedyny kontakt z nią to było właśnie kupno pierwszego komputera. Albo po prostu nie pamiętam, że tam wcześniej jeździłem. No ale pamiętałbym przynajmniej jakieś kasety, które miałbym właśnie z giełdy.

I z dzisiejszej perspektywy, kiedy o tym myślę, żałuję, że tam nie zdobywałem tytułów gier, o których mogłem poczytać w kultowej prasie, takiej jak „Bajtek” czy już typowo growy „Top Secret”. No ale wiem, że byłem po prostu za małym bajtlem, żeby się szwendać po giełdzie. Prócz entuzjastów komputerów bywali tam również entuzjaści cudzych portfeli.

No ale wracając do bloku dziadka. Pamiętam 11. piętro i windę. Okropną windę, którą bałem się jeździć. Najgorsze było to, że stare windy miały takie pionowe okienka z szybą, często matową albo jakąś zbrojoną. Tutaj była w pełni przezroczysta i zawsze korciło mnie zaglądać w szyb windowy. Widok był dla mnie przerażający… Brudny, zaolejony i ciemny szyb, na boku prowadnice, jakieś plątaniny kabli i kabina, która się zbliżała. Na jej dachu świeciła jakaś ledwie widoczna lampka, która jeszcze bardziej dodawała ponurego klimatu, bo wszystko wydawało mi się jakby ubrudzone smołą. I jeszcze ten napis: „Przed wejściem sprawdź, czy jest kabina”… Wyobrażacie to sobie?

Oczywiście później już jeździliśmy wypasioną windą z „Safety level – miliard”, taką, w której byście zakaszleli, to wyświetliłaby Wam kod QR z receptą na lek i przeprosiła, że takie echo niesie się po kabinie.

Winda dojeżdżała tylko do 10. piętra, bo na 11. była maszynownia, do której zawsze chciałem wejść, ale była tam solidna krata z tabliczką „Zakaz wstępu”.
Dziadek miał taki fajny otwierany barek, którego używał jako biurka, i to właśnie na nim ustawiałem swojego ZX Spectrum, podłączałem go do dużego telewizora kineskopowego marki Sony, ale jeszcze nie Trinitron, i przepisywałem listingi programów w BASIC-u. Oczywiście w gry też grałem, ale bardziej skupiałem się na przepisywaniu i zrozumieniu tego, co jest zapisane w kodzie i dlaczego tak się dzieje na ekranie.

Mam jeszcze takie przebłyski pamięci, że brałem do dziadka taki mały radziecki telewizorek – pewnie kojarzycie – tylko że był trochę ciężki, więc już nie pamiętam, czy on też lądował na biurku dziadka.

Pamiętam, jak wychodziłem na balkon porzucać samoloty z papieru, pooglądać przejeżdżające pociągi – zgadywaliśmy, który skąd jedzie. Fajnie było obserwować Katowice z takiej perspektywy, choć na balkonie uważnie stawiałem kroki.
Nieopodal działał jeszcze tzw. „szaber plac”, czyli pchli targ, na którym można było kupić takie rzeczy, że głowa mała. To był też czas odkrywania kolejnych gier, poznawania gatunków, mechanik i sposobów przedstawiania akcji, których wcześniej nie widziałem.

O grze „Robin Of The Wood” już wspominałem i właśnie w nią zagrywałem się u dziadka. To już będzie na zawsze moja ulubiona gra na ZX Spectrum. Dopiero niedawno udało mi się ją ukończyć, no bo wreszcie wiedziałem, o co chodzi i co mam dokładnie zrobić.

Ale najfajniejszą wspominkową rzeczą jest to, że po latach, przeglądając kolekcję „Bajtków”, które podarował mi kumpel, natknąłem się na listing programu, a w zasadzie gry „Ośmiornice”, której od wielu lat poszukiwałem. W internecie są przepisane programy z listingów z różnych lat, ale tej jednej gry nie mogłem znaleźć. Nawet nie byłem do końca pewny, czy na pewno tak się nazywa.

I zupełnie przypadkowo, kiedy wspominaliśmy z ojcem stare programy z „Bajtka” i pokazałem mu moją kolekcję, akurat wziąłem do ręki numer 10 z 1989 roku i otworzył mi się dokładnie na tej stronie. Przypadek? Nie sądzę.

No więc przepisałem program i podszkoliłem się trochę zarówno z samego BASIC-a, jak i z obsługi rewelacyjnej, wielofunkcyjnej klawiatury mojego gumiaka. A w kolejnym numerze znalazłem schemat kartridża Kempston, który zrobił mój tata. To było niesamowite przeżycie – trafić po latach na te artykuły.

Piękne czasy, piękne wspomnienia. Następnym razem już pewnie dogonimy amigowe lata. Tak więc na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólne wspominanie.
Zapraszam również na film, w którym staram się pokazać te gry, programy i miejsca.

Wasz Bajtel.

Kolejna fajna, nowa gra wydana na C64. Kto by pomyślał, że te nasze kultowe stare sprzęty, które jakimś cudem może uchow...
13/06/2026

Kolejna fajna, nowa gra wydana na C64. Kto by pomyślał, że te nasze kultowe stare sprzęty, które jakimś cudem może uchowały się gdzieś na strychach, w szafach czy piwnicach, dostaną drugie życie.

I właśnie taką nową grę o tytule HIPOFRUTA stworzyła firma AMB Games, a w zasadzie trzech gości mieszkających trochę daleko od siebie - Adriano z Argentyny, Esteban z Kolumbii i Dirk z Holandii. Ich wcześniejsze dzieło to El cartelo (ciekawe skąd ten tytuł 😉).
No ale wracając do HIPOFRUTY. Grę wydała klasycznie na kasecie oraz na dyskietce 5,25''.

A o czym jest gra? O wesołym hipciu, który przemierza kolejne poziomy osadzone w dżungli – malownicze leśne zakątki, polanki nad rzekami i chłodne, wilgotne jaskinie – w poszukiwaniu owoców. I żeby nie było zbyt łatwo, na naszej drodze stają różne mniej lub bardziej brzydkie szkaradztwa, jak nietoperze, pająki, czy węże, choć prywatnie zaczynam się przyzwyczajać do tych ostatnich, bo wszystkie żyjątka są fajne. 🙂

Podczas ostatniej wizyty Komka, mieliśmy okazję wspólnie pograć w tę grę i nawet dobrze mi poszło - w komentarzach piszą, że życiówka. :-) Polecam obejrzeć prezentację gry na kanale.

Pozdrawiam i grę oczywiście też bardzo polecam, bo daje sporo frajdy.

A nabyć ją możecie tutaj:
https://ka-plus.pl/pl/sklep/Hipofruta-C64-Cassette-p834706052

Wasz Bajtel.

Dzisiaj będzie specjalna dedykacja…Razem z bracikiem Bartkiem nagraliśmy cover kultowego motywu muzycznego z gry Storm n...
10/06/2026

Dzisiaj będzie specjalna dedykacja…

Razem z bracikiem Bartkiem nagraliśmy cover kultowego motywu muzycznego z gry Storm na Commodore 64 z 1986 roku, wydanej przez Mastertronic.

Utwór dedykujemy koledze Piotr Krupa, który kiedyś wspominał, że ten numer pewnie świetnie zabrzmiałby w gitarowym wykonaniu. No i zachęcił nas do odkurzenia wioseł oraz nagrania własnej interpretacji tej, swoją drogą, bardzo fajnej nuty.

Oryginalną muzykę skomponował David Whittaker, znany z wielu świetnych produkcji muzycznych świata dawnych gier. My wspólnie z bratem spojrzeliśmy na ten utwór od metalowej strony. 🙂

Mamy nadzieję, że spodoba się nie tylko Piotrkowi, ale też wszystkim fanom C64, retro i gitarowego grania. 🤘

Miłego słuchania! A no i oglądania, bo przecież klip też nagraliśmy!

Pozdrawiamy
Maciek i Bartek

Moja i brata Bartka interpretacja kultowego motywu muzycznego z gry...

Kolejne spotkanie z Komkiem i kolejne retro granie w amigowe gry, które to Wy zaproponowaliście. Te powroty do gier są p...
05/06/2026

Kolejne spotkanie z Komkiem i kolejne retro granie w amigowe gry, które to Wy zaproponowaliście. Te powroty do gier są piękne. Niektóre z nich tak zapadły w pamięć, że człowiek wie, w której milisekundzie nacisnąć FIRE, a w której zrobić unik. Dokładnie pamiętamy scenki z gier, wiemy, w którym momencie ktoś wyskoczy zza rogu, z której strony padną strzały albo na którą platformę wskoczyć, żeby pozbierać wszystkie owoce.

Fajnie jest też odkrywać tytuły, których nie znamy, bo okazuje się, że te nieznane dla mnie gry wcale nie są gorsze od tych znanych, a nawet często są miłym zaskoczeniem. Żałuję tylko, że w tamtych czasach ich nie poznałem.

Na warsztat poszły gry ze screenów. Dla mnie numer 1 to bez dwóch zdań ponadczasowy SWIV, a bardzo miłym zaskoczeniem była gra Rod-Land. Choć patrząc na screeny, w życiu bym w nią nie zagrał, to... zagrałem i jest świetna. Jak to mówią, nie oceniaj książki po okładce. Była też jeszcze jedna fajna gra RAMPART, o budowaniu i obronie twierdzy. I nie mógłbym nie wspomnieć o świetnym symulatorze walk powietrznych osadzonym w realiach I wojny światowej - Knights Of The Sky. Uwielbiam takie gry!

Tak więc amigowy retro wieczór z mega klimatem lat 90. i pikselami. Dzięki wielkie za Wasze propozycje i oczywiście czekamy na kolejne! Muszę też dodać, że Komek wymiata w Ninja Mission.

Pozdrowienia, miłego weekendu i zapraszamy wspólnie z Komkiem na materiał na YT. K&A Plus

Pozdrawiamy!

Jak było na Wyspie Małp? Ano fajnie… Ale to na Wyspie Szpady, w kościele, przed ołtarzem doszło do finałowej konfrontacj...
28/05/2026

Jak było na Wyspie Małp? Ano fajnie… Ale to na Wyspie Szpady, w kościele, przed ołtarzem doszło do finałowej konfrontacji. Widmowy pirat LeChuck został pokonany i na szczęście nie poślubił pięknej gubernator Marley. Tak to wyglądało w skrócie. No a tak nie w skrócie…

Przejdźcie i sami zobaczcie, poważnie. Bo to jest historia, którą trzeba poznać, i przygoda, którą trzeba przeżyć. Jakoś omijałem grę szerokim łukiem, chociaż powinienem zagrać w nią już dawno, dawno temu. Omijałem ją, bo wydawało mi się, że ten piracki klimat z humorem jakoś słabo mnie zainteresuje. A wszyscy naokoło trąbili, fascynowali się grą. Do dzisiaj jest wiele forów, gdzie można znaleźć porównania lokacji z gry do prawdziwych miejsc, które były dla nich inspiracją.

No jak można nie znać takiego gościa jak Guybrush Threepwood. No jak można go nie znać…

No właśnie nie znałem do niedawna. Powiem tylko tyle: żałuję, że tak późno odkryłem The Secret Of Monkey Island, bo powiedzieć, że gra jest świetna, to bardzo mało powiedzieć. Przygoda wciągnęła mnie od pierwszych chwil, a wszystkie wcześniejsze obawy poszły w zapomnienie.

Grałem w wersję PC VGA CD z fanowskim spolszczeniem. I tutaj wielki szacunek dla ekipy, która robiła to spolszczenie, bo nie dość, że jest świetne, to jeszcze oprócz samego tekstu zostały też przetłumaczone różne elementy w grze, jak np. tabliczka na targowisku łodzi u Stana – „mało pali”…

Gra ma rewelacyjny klimat. Lokacje są przepiękne, bo to kolorowe, pikselowe Karaiby z portami, knajpami, pięknym rynkiem, dżunglą, górą z widokiem na morze i innymi zapierającymi dech w piersiach widokami. Jest historia widmowego pirata LeChucka, który ukrył się w podziemiach na Wyspie Małp i którego wszyscy się boją. Tam też ma swoją przeklętą załogę i knuje spisek porwania pięknej, wspomnianej wcześniej pani gubernator. My oczywiście pokrzyżujemy jego plany, ale najpierw przybywamy na wyspę Szpady (Melee Island), żeby zostać prawdziwym piratem. Musimy przejść kilka prób, żeby piracka starszyzna spojrzała na nas przychylnym okiem.

No i tak zaczyna się nasza przygoda. I teraz to, co sprawia, że ta gra jest wybitna… Humor i dialogi. To jest mistrzostwo świata. Gra dosłownie opływa humorem i to takim ponadczasowym, który bawi po dziś dzień. Celowo grałem w jedną z najstarszych wersji, bo starsza jest już tylko EGA. W remasterze wycięli jakieś elementy, które mogłyby dzisiaj budzić oburzenie, wiecie o co chodzi, hehe. Dla mnie zabawa na najwyższym poziomie. A przy nauce fechtunku i walce z kolejnymi piratami dawno się tak nie uśmiałem. Myślałem, że będę walczył jak w „Pirates!”, w końcu byłem w szkole u jednego wymiatacza. A tu zaczyna się pojedynek od tekstów typu „Twoja stara to…” i „Twoja tamto…”. „Ludzie padają do mych stóp, gdy mnie widzą!” — „Jeszcze zanim poczują twój oddech?”. No i trzeba było nauczyć się obelg i odpowiedzi na nie.

Albo kiedy poszukiwanym, głęboko zakopanym skarbem okazuje się zwykły T-shirt z nadrukiem mówiącym, że znalazłem skarb. Kanibale na diecie to też niezła ekipa. Twierdzą, że jestem za bardzo żylasty i chyba mnie nie zjedzą. Dobry jest też rozbitek Herman Toothrot, który marzy, żeby wrócić do domu. Miał taką okazję i wystarczyło zapakować się na statek, ale nie popłynął, bo nie chciał płynąć z małpami. I tak powstała legenda, że nikt nie wraca z Wyspy Małp. Uśmiałem się też, kiedy LeChuck wrzucił mnie do wody z obciążnikiem przy nodze. Miałem się niby utopić, ale wystarczyło podnieść niezbyt ciężki posążek i… wyjść z wody po drabinie. Takich sytuacji jest masa i gra się w to tak, jakby się oglądało dobrą, mega jajcarską komedię.

Koledzy pytali mnie w komentarzach, czy po ukończeniu The Secret Of Monkey Island zmieni się mój TOP przygodówek. I powiem tak: prawie się zmienił, ale jednak na pierwszym miejscu nadal jest Indiana Jones and the Fate of Atlantis, ale zaraz za nim oczywiście MAŁPIA WYSPA albo WYSPA MAŁP, jak kto woli. Zaraz za nimi jest Gabriel Knight: Sins of the Fathers. I te gry to są absolutne legendy gatunku point and click.

Czy będę chciał poznać dalszą historię Guybrusha Threepwooda? Oczywiście, że tak. I również Was, tych którzy jeszcze nie grali albo chcą sobie odświeżyć tę przygodę, zachęcam do zagrania w ten ponadczasowy tytuł.

Tak na marginesie, wiecie skąd się wzięło imię i nazwisko głównego bohatera? Pewnie wiecie, ale dajcie znać. Jak zawsze zapraszam na YT na serię „Kultowe Przygodówki”, w której tym razem pływamy po karaibskich wodach.

Ahoj, Piraci.
Wasz Bajtel.

Chopcy nie zwalniają tempa! Jak dobrzy jesteście w "DJUKA"? 30.05 maski opadną i bydzie istno rozpierducha we piwnicy po...
25/05/2026

Chopcy nie zwalniają tempa! Jak dobrzy jesteście w "DJUKA"? 30.05 maski opadną i bydzie istno rozpierducha we piwnicy po LANIE, jak za dawnych, dobrych czasów!

Dobre wieści dla tych, którzy nie zdążyli się zapisać na poprzedni turniej 🥳

A więc ogłaszamy i otwieramy zapisy na nowy turniej DUKE NUKEM 🔫💣
Spieszcie się, liczba miejsc ograniczona.

Zapisy na priv lub nr tel podany w ogłoszeniu. 📞📲

Numer 9 TOP SECRET-u za nami! Powiem szczerze - mam mieszane odczucia. Spodziewałem się mocniejszych gier i większych wr...
22/05/2026

Numer 9 TOP SECRET-u za nami! Powiem szczerze - mam mieszane odczucia. Spodziewałem się mocniejszych gier i większych wrażeń. Ale to nie znaczy, że zabrakło hitów, choć nie w takiej ilości jak poprzednio.

Na podium, bez dyskusji, króluje Prince of Persia - kultowy klasyk. Ten tytuł zawsze kojarzył mi się z PeCetem i historią, kiedy jeździłem z tatą do jego drugiej pracy, w której po godzinach w biurach wszystkie stanowiska komputerowe były przeważnie puste. Jeszcze wtedy nie miałem swojego Peceta, więc mogłem chwilę pograć na biurowych maszynach. Buszując po twardych dyskach w pamięci zostały mi 2 tytuły - WOLFENSTEIN i właśnie PRINCE OF PERSIA. Może dlatego jakoś zapomniałem o wersji Amigowej, którą ostatnio ogrywałem. Gra doczekała się wielu konwersji, w tym nawet wiele lat później na C64.

Na drugim miejscu, wyjątkowo ex aequo, typuję 2 gry: A-10 Tank Killer – symulator myśliwca na Amigę. Żałuję, że kiedyś nie doceniłem amigowych symulatorów. Dzisiaj po latach odkrywam te gry i widzę ile frajdy dają te wektorowe modele i pola bitew. Kiedy opanujesz już względnie sterowanie, ustalisz na mapie gdzie jesteś, a gdzie są Twoje cele, namierzysz je, wystrzelisz rakiety, a po pierwszym zestrzeleniu - czujesz niesamowitą satysfakcję.
I LHX Attack Chopper – symulator helikoptera, który dosłownie wieje powagą. Ale ten już jest w wersji na PC. Czułem się jak w kokpicie – wszystko się trzęsło, zegary pękały, kiedy obrywałem pociskami, ale kiedy zestrzeliłem MiGa i Hinda, poczułem prawdziwą frajdę.

Na trzecim miejscu też wyjątkowo ex aequo: Spellbound na ZX Spectrum, choć mam oryginał na kasecie na małe ATARI. To taka platformowo-przygodowa gra z elementami RPG. Chodzimy rycerzem po zamku, znajdujemy różne przedmioty, rozmawiamy z napotkanymi postaciami, a nawet zapalamy pochodnię, by nie zginąć w ciemnościach. Ta gra ma coś w sobie! Samo menu interakcji robi wrażenie, bo każdy jeden przedmiot czy postać opisana jest szeregiem statystyk.

I Conquest of the Camelot. Klimatyczna przygodówka z rysowaną grafiką. Trochę point-and-click, bo myszką wybieramy przedmioty, ale żeby cokolwiek zrobić musimy wpisać polecenie z palca. Takie trochę dziwne to. Ale na szczęście wystarczy podstawowy zasób słów. Niedoceniona perełka SIERRY z piękną historią, do której nie powstała kontynuacja, bo gra się podobno słabo sprzedała.

I na koniec małe wyróżnienie - Gordian Tomb. Klasyczna platformówka na Commodore, w której przemierzamy grobowiec pełen pułapek, pająków, węży i nietoperzy i poszukujemy przedmiotów, które pomogą nam przejść dalej. Gra wygląda tak jakby robiło ją Psytronics w obecnych czasach.
To są moje typy na najlepsze gry które odpaliłem podczas przeglądu tego numeru.

Dajcie znać co Wy pamiętacie z tego numeru! Czekam na Wasze wspomnienia.
Życzę miłego weekendu i zapraszam również na nowy materiał na YT.
Wasz Bajtel.

Zgadnijcie, kto jest na tym zdjęciu… Tak, zgadliście — to ja. Rok 1992 albo 1993… Jeszcze szkoła podstawowa, bo na biurk...
15/05/2026

Zgadnijcie, kto jest na tym zdjęciu… Tak, zgadliście — to ja. Rok 1992 albo 1993… Jeszcze szkoła podstawowa, bo na biurku stoi Amiga 500. Jest też oryginalny monitor. Coś tam nawet na nim widać. Ciekawe, co wtedy robiłem. Widzę jakieś zarysy gór… choć może to tylko cień, a może „Czołgi”? Hmm… trudno stwierdzić. 😄

W tle na biurku jakieś kasety, może dyskietki? Tego już nie wiadomo. Lata zabrały niektóre rzeczy bezpowrotnie, tak samo jak nasz dziecięcy, beztroski czas. Ale zawsze można powspominać, bo wspomnień nikt nam nie odbierze. Tak właśnie wyglądało moje stanowisko gracza w latach 90.

I właśnie w 29. numerze magazynu Komoda & Amiga Plus miałem przyjemność opisać kawałek tej mojej amigowej historii.

A kiedy przyszedł w odwiedziny Komek, wspólnie przewertowaliśmy 29. numer i powspominaliśmy stare czasy. Ale najfajniejsze jest to, że oprócz tych wspomnień i gier, które pamiętamy z dawnych lat, było też sporo nowych tytułów, które cały czas ukazują się na nasze ukochane retro sprzęty 8- i 16-bitowe.

Retro ma się więc bardzo dobrze dzięki pasjonatom, którzy cały czas kodują nowe historie, dając tym sprzętom drugie życie, a nam — ogromną frajdę z grania.

No to lecimy po szybkości przez 29. numer K&A Plus… Co ciekawego? Oj, dużo dobrych treści! O nowych grach już wspominałem, ale w przeglądzie jest naprawdę sporo zapowiedzi. Dodam też, że do numeru można dokupić dyskietkę 5,25'' z kompilacją „Good Old 8-Bit Games #11”. Dla tych, którzy posiadają stację do C64 — coś pięknego.

Jedziemy dalej. Jest obszerny artykuł o Amidze, która w tym roku dołączyła do czterdziestolatków, więc można nadrobić trochę historii komputerów i samej firmy.

Z gier mamy świetnych Muszkieterów od firmy PSYTRONIK, która praktycznie wydaje same hity na C64. Pograłem chwilę w wersję preview i chyba za kilka dolarów kupię sobie oryginał, choć zastanawiam się też nad pięknie wydaną wersją na kasecie.

Dalej mamy grę o pewnej śwince, która je, puszcza bąki i zbiera kibelki. 😄 Tak w skrócie. Fajna, kolorowa i zabawna. Gdybym miał opisać ją na składance Waldiko, to pewnie napisałbym: „Świnia je i pierdzi”.

Kolejna ciekawa gra to DEATH SECTOR na PLUS/4. Przemierzamy statkiem kosmicznym różne korytarze, ale nie strzelamy od razu. Najpierw musimy zdobyć kod do śluzy i przedostać się do odpowiedniego miejsca.

ULTIMA 1 na VIC-20 — odpaliłem ją w wersji na C64 i cieszę się, że mogłem poznać początki tej przygody, a właściwie podwaliny gatunku RPG. Trochę połaziłem po lesie i wybrzeżu, chciałem sprać Nessiego, ale to on sprał mnie, więc zająłem się biciem przypadkowo napotkanych ogrów czy orków — już sam nie pamiętam. 😄

Kolejną grą, którą odpaliłem, był THE TRIBE. Prowadzimy plemię przez niebezpieczne tereny, polujemy na mamuty, wytwarzamy broń i próbujemy przetrwać, odpierając ataki dzikich zwierząt. Taka mieszanka strategii i RPG. Bardzo ciekawy tytuł, wydany wspólnie z grą BATTLE FOR FROST.

Zagraliśmy też w TANTOOMANA — bardzo fajną logiczną grę na czas.

Dalej pokusiłem się o odpalenie nowej gry ROGUEISH. To również RPG, trochę podobny do ULTIMY, ale według mnie bardziej złożony, ciekawszy i po prostu fajniejszy. Jak przystało na klasycznego RPG-a, chodzimy po lochach, zbieramy artefakty, rozwijamy postać i walczymy z bestiami. Jak na C64 — dla mnie 10/10. I koniecznie muszę zdobyć oryginał.

Thunderlighta odpaliliśmy z Komkiem bardziej z ciekawości, bo to projekt zaprezentowany jeszcze w 1988 roku i nigdy niedokończony. Mimo wszystko grania jest sporo. Niestety nie ma muzyki ani efektów dźwiękowych, a nasza wersja była chyba trochę zabugowana, bo postać ginęła w totalnie randomowych momentach.

Jest też artykuł o klasycznych grach karate, które pewnie wszyscy pamiętają z tamtych lat. Do tego bardzo obszerny materiał o kultowym Golden Axe i porównanie First Samurai z Second Samurai. Zagraliśmy z Komkiem w obie części i według nas pierwsza, starsza odsłona wypada trochę lepiej. Ale obie gry są naprawdę bardzo grywalne.

Na koniec odpaliłem Abbey(s) of the Dead — grę inspirowaną klasycznymi platformówkami ze Spectruma. Ma naprawdę fajny klimat. Na początku przemierzamy opuszczony kościół, w którym barykadujemy się przed grupą rycerzy.

Aaa, no i zapomniałem wspomnieć — graliśmy zarówno w wersje z C64, jak i w gry amigowe. 😄

No i to by było na tyle z gier, które udało się odpalić. Jak zwykle coś się powspominało, coś odkryło i coś stało się inspiracją do zgłębienia kolejnych tematów — jak u mnie chociażby MUSKETEER, ROGUEISH czy THE TRIBE. I właśnie najlepsze jest to, że są to nowe gry, wydane całkiem niedawno. Dzięki K&A Plus dowiedziałem się o nich i zamierzam kupić ich oryginały.

Są jeszcze artykuły typowo techniczne — kurs assemblera czy wspomnienie sprzętu o nazwie „Casablanca”. Treści jest tyle, że spokojnie umilą Wam kilka coraz cieplejszych wieczorów.

Ja Wam bardzo dziękuję i wspólnie z Komkiem zapraszam do obejrzenia materiału wideo na YouTube.

Miłego weekendu!�
Wasz Bajtel 💾
K&A Plus

Adres

Katowice

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Retrobajtel umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Retrobajtel:

Udostępnij