03/05/2026
„Pestka przywraca wiarę w teatr”
– padło wczoraj wśród festiwalowej publiczności. Spektakle takie jak „Nihil Sine Deo” (reż. Daniel Alexandru Dragomir) przywracają jednak coś jeszcze – nie tyle wiarę, co uważność na człowieka. Teatr zaczyna się tam, gdzie ciało przestaje być tylko narzędziem, a staje się miejscem przekroczenia – w tańcu, muzyce, współdziałaniu. Dziś to doświadczenie wybrzmiewa szczególnie mocno. W świecie, w którym coraz trudniej wskazać porządek wykraczający poza jednostkową wolę i przekonanie o własnej racji, pytanie o to, co łączy ludzi, a nie tylko ich różnicuje, staje się coraz bardziej wyraźne.
Ciała aktorów z Contemporary Creative Dreamers poruszają się raz jak rozproszone cząstki, wirujące wokół siebie, innym razem – jak jeden, zsynchronizowany mechanizm. Każdy ruch jest częścią większej struktury, która istnieje tylko wtedy, gdy wszystkie jej elementy pozostają w relacji. Jednostka nie jest tu więc ani wyłącznie indywiduum, ani w pełni kolektywem. Jest czymś pomiędzy – materią, która próbuje przekroczyć własne ograniczenia, ale może to zrobić tylko poprzez relacje z innymi – niczym atomy, które dopiero w połączeniu tworzą nową jakość.
Trociny pokrywające scenę przywołują skojarzenie z prochem – materią, z której życie powstaje i do której powraca. To porządek natury – biologii i nieuniknionego rozpadu. A jednak spektakl nie zatrzymuje się na tym poziomie. Ruch, wspólnota, napięcie między poszczególnymi aktorami sugerują, że to, co ludzkie, nie wyczerpuje się w biologii. Obok porządku natury pojawia się inny porządek – taki, który nie daje się opisać w kategoriach fizycznych, choć wciąż organizuje nasze działania, relacje i dążenia. Spektakl pracuje przy tym bardzo konsekwentnie na poziomie zmysłów. Przez niemal godzinę nie pada ani jedno słowo – a jednak ruch pozostaje całkowicie czytelny. Ascetyczna scenografia i kostiumy kontrastują z intensywnością dźwięku (niezwykle poruszająca scena w akompaniamencie „Adagio for Strings” Samuela Barbera!), który nie tyle towarzyszy działaniu, co je współtworzy. Do tego dochodzi wprowadzający widza w przestrzeń niemal rytualną zapach – lekko żywicznych w odbiorze trocin oraz, na samym początku, kadzidła. To doświadczenie niemal synestetyczne i wyraźnie immersyjne.
„Nihil Sine Deo” – łac. nic bez Boga – nie jest tu więc deklaracją wiary. Jest raczej pytaniem o granice tego, co można wyjaśnić. O to, czy ciało – nawet najbardziej zdyscyplinowane, najbardziej świadome – może dotknąć czegoś, co pozostaje poza nim. I czy moment wyczerpania, w którym traci ono kontrolę nad sobą, nie jest jednocześnie jedynym momentem, w którym coś takiego staje się w ogóle możliwe. Między początkiem a końcem – między narodzinami a rozpadem – pojawia się coś, co nie daje się już sprowadzić ani do biologii, ani do znaczeń.
Magdalena Chilewska