20/04/2026
YOLO REJS 2026 – czyli jak się nie zgubić, a jednak trochę zgubić 😄⛵
Zaczęliśmy klasycznie – w środę wieczorem, kiedy rozsądek już śpi, a wiatr dopiero się rozkręca. W czwartek przywitało nas w Węgorzewo, gdzie zgłębialiśmy tajemnice portu… i odkryliśmy legendarny kibelek ukryty w „kajakowym labiryncie”. Kto znalazł, ten wie – to nie był quest dla mięczaków.
Piątek – zgodnie z duchem pieśni żeglarskiej – zrobiliśmy elegancki skok z Węgorzewa do Szymonki. A w Szymonce… no cóż, kto był, ten nie pyta. Śpiewy niosły się po wodzie, stoły nie świeciły pustkami, a gościnność – jak zawsze – na poziomie królewskim. Jurek Motała i cała ekipa tawerny: chylimy kapelusze i dziękujemy! 🍻
Sobota przyniosła moment historyczny. Mania, z pełną powagą (i nutą niepewności), dokonała chrztu jachtu, nadając mu imię… „Nie wiem?!”. Do dziś nie mamy pewności, czy to była filozofia, przypadek czy czysta intuicja. Kto wpadł na pomysł znaku zapytania i wykrzyknika – prosimy o wyjaśnienia przy następnym ognisku.
Wieczorem zawinęliśmy do Wilkas, gdzie sezon oficjalnie otwierały Mazury 24. Było głośno, było tłumnie, było jak trzeba.
Rejs zakończyliśmy w niedzielę 19.04.2026 – trochę zmęczeni, trochę niewyspani, ale zdecydowanie szczęśliwi. Zebrała się niezła banda – w głowach luz i chaos, ale logistycznie… jakimś cudem wszystko pięknie się skleiło.
Do następnego – kurs: przygoda! ⚓🔥
Zdjęcia załogi dwa. Na jednym jest Agnieszka, na drugim Marek.
Dlaczego?
(Odpowiedź ukryta w poście)