14/08/2026
Maja [Maya] Baczyńska
nieszczelny emocjonalnie, przemakasz Gdańskiem, każdym żurawiem, cyberpunkowym
marszem, niechceniem chcianego manifestu, chceniem odechcianych zachcianek bez żadnego "ale", protestacyjnych "tak" i "nie" dla zasady, odczuciem przewodu społecznego z sumieniem wrażliwym, co prowadzi do mentalnych zaparć albo rozdwojenia jaźni; dokręcasz więc śrubę i nie patrzysz ilu w pobliskiej toni tonących, przyprawiasz czym trzeba lodowaty tonic i prujesz naprzód, by stać się o jeden dzień bardziej żywą rzeźbą na stoczni, pasować każdym zardzewieniem, wypaczeniem i odgięciem blachy
lipiec 2026
Między rdzą a wrażliwością – o tekście Mai [Mayi] Baczyńskiej „nieszczelny emocjonalnie…”
Tekst Mai [Mayi] Baczyńskiej jest trudny do zamknięcia w tradycyjnej kategorii wiersza. Nie ma tutaj klasycznej stroficznej budowy, wyraźnego rytmu ani spokojnie rozwijanej opowieści. Jest za to jeden długi, rozpędzony strumień słów, który przypomina zapis świadomości człowieka poruszającego się przez miasto, własne emocje i społeczne napięcia. To tekst, który nie tyle opisuje stan wewnętrzny, ile próbuje go odtworzyć poprzez składnię, nagromadzenie skojarzeń i brak odpoczynku.
Już pierwsze słowa:
nieszczelny emocjonalnie, przemakasz Gdańskiem
ustawiają najważniejszą metaforę utworu. „Nieszczelność” oznacza tutaj podatność na świat. Człowiek nie ma szczelnej granicy między sobą a rzeczywistością – wszystko przez niego „przemaka”. Gdańsk nie jest więc jedynie miejscem, przez które podmiot przechodzi. Staje się substancją emocjonalną, która wnika do środka.
To bardzo ważne, ponieważ dalsza część tekstu konsekwentnie zaciera granicę między miastem, społeczeństwem i psychiką jednostki.
Podmiot „przemaka” Gdańskiem:
każdym żurawiem, cyberpunkowym
marszem
Wybór żurawia jest znaczący. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych znaków Gdańska, ale jednocześnie symbol miasta portowego, pracy, przemysłu i ciężaru. Obok niego pojawia się „cyberpunkowy marsz”, a więc współczesność, technologia, estetyka miasta przyszłości. Gdańsk zostaje pokazany jako przestrzeń, w której historyczna materia spotyka się z nowoczesnym, nieco zdehumanizowanym doświadczeniem.
Nie jest to jednak pocztówka z Gdańska. Autorka świadomie odchodzi od malowniczego obrazu miasta. Zamiast niego dostajemy człowieka, który jest przez miasto bombardowany bodźcami.
Dalej pojawia się seria pozornie sprzecznych konstrukcji:
niechceniem chcianego manifestu, chceniem odechcianych zachcianek
To jeden z kluczowych fragmentów tekstu. Język zaczyna tutaj wykonywać dokładnie to, o czym mówi utwór: traci stabilność. „Chcenie” spotyka się z „niechceniem”, a „chciane” z „odechcianym”. Nie można już jednoznacznie powiedzieć, czego właściwie chce bohater.
Ta sprzeczność nie jest przypadkowa. Tekst mówi o człowieku żyjącym w świecie, w którym oczekuje się od niego ciągłego określania stanowiska, a jednocześnie sam nie jest pewien własnych pragnień. Stąd:
protestacyjnych „tak” i „nie” dla zasady
To bardzo współczesne doświadczenie. „Tak” i „nie” przestają być odpowiedziami wynikającymi z przekonania. Mogą stać się gestami wykonywanymi „dla zasady”, elementami społecznej pozycji, deklaracji, protestu albo autoprezentacji.
W ten sposób tekst przechodzi od osobistego doświadczenia do diagnozy społecznej.
Szczególnie ciekawy jest następny obraz:
odczuciem przewodu społecznego z sumieniem wrażliwym
„Przewód społeczny” można odczytać jako metaforę człowieka podłączonego do całej sieci współczesnego świata. Docierają do niego konflikty, oczekiwania, opinie, protesty, informacje i cudze emocje. Problem polega na tym, że przewodzenie wszystkiego przez własną psychikę prowadzi do przeciążenia:
co prowadzi do mentalnych zaparć albo rozdwojenia jaźni
To jeden z najbardziej groteskowych fragmentów tekstu. Autorka świadomie zderza język psychologiczny z fizjologicznym. „Mentalne zaparcia” są określeniem absurdalnym, ale dzięki temu dobrze oddają sytuację człowieka, który nie potrafi już przetworzyć wszystkiego, co do niego dociera.
Można powiedzieć, że cała pierwsza część tekstu opisuje emocjonalne przeciążenie. Podmiot jest „nieszczelny”, więc wszystko przez niego przepływa. Jednocześnie jest tak przeciążony sprzecznościami, że zaczyna doświadczać blokady.
I wtedy następuje gwałtowny zwrot:
dokręcasz więc śrubę
To bardzo mechaniczny obraz. Człowiek próbuje odzyskać kontrolę nad sobą poprzez „dokręcenie śruby”. Zamiast być bardziej otwartym, zaczyna się usztywniać. Wrażliwość zostaje więc skonfrontowana z koniecznością przetrwania.
Jeszcze mocniejszy jest następny fragment:
i nie patrzysz ilu w pobliskiej toni tonących
Tutaj pojawia się moralne napięcie tekstu. Człowiek, który wcześniej był „nieszczelny emocjonalnie”, zaczyna odwracać wzrok od innych. Wrażliwość okazuje się obciążeniem, którego nie można utrzymywać bez końca. Żeby ruszyć naprzód, trzeba czasem przestać patrzeć na tych, którzy toną.
To jeden z najważniejszych paradoksów utworu: czy można zachować wrażliwość i jednocześnie przetrwać w świecie, który wymaga obojętności?
Autorka nie daje odpowiedzi.
Zamiast tego przechodzi do bardzo współczesnego obrazu:
przyprawiasz czym trzeba lodowaty tonic
i prujesz naprzód
„Lodowaty tonic” wnosi do tekstu chłód, dystans i pewną miejską nonszalancję. To niemal rekwizyt człowieka, który postanowił przestać analizować i po prostu iść dalej. Wcześniejszy chaos myśli zostaje zastąpiony ruchem.
Ale dokąd ten ruch prowadzi?
Do stoczni.
I tutaj pojawia się najważniejsza metafora finału:
by stać się o jeden dzień bardziej żywą rzeźbą na stoczni
To niezwykle ciekawy obraz. „Żywa rzeźba” łączy człowieka z materią miasta. Nie jest on już tylko obserwatorem Gdańska. Staje się jego elementem, niemal częścią przemysłowej konstrukcji.
Jeszcze ważniejsze są ostatnie słowa:
pasować każdym zardzewieniem, wypaczeniem i odgięciem blachy
To właśnie tutaj wszystkie wcześniejsze znaczenia spotykają się w jednym obrazie.
„Zardzewienie”, „wypaczenie” i „odgięcie” mogą oznaczać fizyczne właściwości blachy, ale równie dobrze opisują człowieka. Jego niedoskonałości, doświadczenia, deformacje, pęknięcia i ślady czasu przestają być czymś, co należy ukryć. Przeciwnie – to właśnie dzięki nim zaczyna pasować do świata.
Finał można więc odczytać jako przewrotną afirmację niedoskonałości. Nie trzeba być gładkim, idealnym, odpornym na korozję. Można być zardzewiałym, wygiętym, nadłamanym – i nadal należeć do konstrukcji świata. W tym sensie tytułowe „nieszczelność emocjonalna” otrzymuje drugie znaczenie. To nie tylko słabość. To również zdolność przepuszczania świata przez siebie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy przepuszczamy go tak dużo, że przestajemy rozpoznawać własny kształt.
Tekst Mai Baczyńskiej jest więc przede wszystkim próbą uchwycenia człowieka współczesnego, przeciążonego światem, własnymi deklaracjami i cudzymi emocjami. Gdańsk pełni tu funkcję nie tyle miejsca akcji, ile ogromnego organizmu, przez który przepływa historia, przemysł, protest, technologia, pamięć i codzienność.
Warto też zwrócić uwagę na formę. Jeden długi wers, pozbawiony klasycznych przystanków, dobrze odpowiada treści. Czytelnik nie ma właściwie gdzie odpocząć. Kolejne obrazy nachodzą na siebie tak, jak nachodzą na siebie myśli człowieka przeciążonego informacjami i emocjami. Składnia staje się więc odpowiednikiem stanu psychicznego.
Nie wszystko jednak działa równie mocno. Tekst jest miejscami przeciążony własną pomysłowością. „Niechceniem chcianego manifestu”, „chceniem odechcianych zachcianek”, „mentalnymi zaparciami”, „przewodem społecznym” czy „cyberpunkowym marszem” tworzą ciekawą energię, ale ich nagromadzenie sprawia, że niektóre metafory nie zdążają wybrzmieć. Czytelnik momentami bardziej podziwia sprawność językową autorki, niż doświadcza emocji, które tekst próbuje przekazać.
A jednak końcowa metafora stoczni zdecydowanie broni całości. „Zardzewienie, wypaczenie i odgięcie blachy” okazują się znacznie mocniejsze niż wiele wcześniejszych konceptów, ponieważ łączą Gdańsk z człowiekiem w sposób konkretny i materialny.
„Nieszczelny emocjonalnie…” jest zatem tekstem o próbie dopasowania się do świata bez utraty własnej wrażliwości. Nie proponuje łatwego rozwiązania. Pokazuje raczej, że współczesny człowiek może być jednocześnie czuły i zmęczony, zaangażowany i obojętniejący, pełen sprzeczności i próbujący mimo wszystko iść dalej.
A jego ostatecznym symbolem staje się stoczniowa blacha: zardzewiała, wypaczona, odgięta, ale nadal potrzebna. To chyba najmocniejsza myśl tego tekstu – że człowiek nie musi być nieskazitelny, żeby znaleźć swoje miejsce w świecie.
Tomasz Walczak