LubDrzeń

LubDrzeń LUBDRZEŃ grupa artystyczno-literacka

Jesteśmy nieformalną grupą spółpracującą z Fundacją A

17/08/2026

Całym życiem

pamięci Jadwigi Falkowskiej „Jagi”

I
Lwów uczy inaczej niż dotąd
dziewczęta w rzędzie powtarzają słowa jeszcze obce
Małkowski liczy kroki Drahonowska poprawia postawę

Jadwiga stoi w tym samym szeregu
unosi dłoń do przysięgi którą dopiero rozumie
Bóg i Polska brzmią w ustach nie całkiem własnym głosem

mijają lata szereg się odwraca
to ona układa zastępy dzieli dziewczęta na drużyny
uczy węzłów marszu milczenia w lesie

kiedy któraś unosi dłoń do przysięgi
Jadwiga stoi już po drugiej stronie
przyjmuje to co sama kiedyś powtarzała

II
front przesuwa się a z nim czołówka sanitarna
bandaże kończą się szybciej niż ranni
klęka przy noszach tak samo pewnie jak klękała do przysięgi

potem wraca do obozów pod namiotami
gdzie dziewczęta uczą się rozpalać ogień bez trzech zapałek
i nieść drugą przez rzekę kiedy nurt jest silniejszy niż ramiona

instruktorek przybywa z roku na rok
nazwiska w zeszytach zastępy w drużynach drużyny w hufcach
każda wiosna to nowy rząd dłoni uniesionych do góry

formuła o Bogu i Polsce wraca w ustach kolejnych
słyszy ją tyle razy
że w końcu brzmi jak codzienność

kiedy Polska znika z map znika mundur
zostaje sieć SZP potem ZWZ potem AK
te same twarze inne pseudonimy te same zbiórki tylko po ciemku

w Wojskowej Służbie Kobiet zostaje zastępczynią
znów układa ludzi w grupy znów uczy
tym razem przetrwania

przez trzydzieści lat
kolejne dłonie unosiły się do przyrzeczenia
które z każdym rokiem
coraz mniej było początkiem
a coraz bardziej życiem

III
pierwszego sierpnia rusza w stronę wyznaczonego miejsca
ulice zamykają się szybciej niż zdąża je przejść
Ochota odcina ją od oddziału

siódmego sierpnia na podwórze wchodzą żołnierze w obcych mundurach
każą schodzić po kolei ustawiać się pod murem
liczą ludzi tak jak ona kiedyś liczyła zastępy

pada kolejność pada komenda pada

kobieta która przez trzydzieści lat
przyjmowała ręce uniesione do przysięgi
dochodzi do swojego ostatniego posterunku

ma pięćdziesiąt cztery lata

16/08/2026
15/08/2026

Krzysztof Zagańczyk

MŁODSZY BRAT I PLAŻA

a może my to te ziarna piasku – tak trudno nas przecież spokojnie policzyć – i dotknąć – każdego z osobna
i nikt nie spyta po co tu jesteśmy – ni skąd nas przywiało ni dokąd zaniesie – do macic perłowych – tych najsłodszych z nieb czy nozdrzy topielców gdzie gnije niepamięć
i trwając tak sennie – rzucając się na wiatr – myślimy że wszystko jest jeszcze przed nami
z jednych zbuduje ktoś potem zamki – jeszcze na chwilę się komuś przydadzą drugich bez reszty pochłonie niebieskość – jedna z dwu do wyboru

Między zamkiem a niepamięcią – o wierszu Krzysztofa Zagańczyka „Młodszy brat i plaża”

Wiersz Krzysztofa Zagańczyka zaczyna się od obrazu, który wydaje się niemal banalny: plaży i ziaren piasku. Jednak już pierwsze wersy przesuwają ten obraz w stronę pytania o człowieka, jego miejsce w świecie i niepewność tego, co czeka go po drodze. Piasek staje się tutaj nie tylko elementem krajobrazu, ale metaforą ludzkiej mnogości, anonimowości i kruchości istnienia. Zagańczyk bierze coś drobnego i pozornie nieistotnego, aby zbudować z tego refleksję o życiu, pamięci i przemijaniu.

Już otwarcie:
a może my
to te ziarna piasku –
wprowadza zasadniczą metaforę. Nie ma jeszcze odpowiedzi, jest pytanie. Charakterystyczne „a może” sprawia, że podmiot nie wygłasza prawdy objawionej. Raczej dopuszcza możliwość, że człowiek jest podobny do pojedynczego ziarenka – istnieje pośród niezliczonej liczby innych, ale jego indywidualność łatwo ginie w ogromie świata.

W kolejnych wersach ta myśl zostaje rozwinięta:
tak trudno nas przecież
spokojnie policzyć –
i dotknąć –
każdego z osobna
„Policzyć” oznacza tutaj próbę ogarnięcia ludzkiej mnogości, natomiast „dotknąć” ma znaczenie bardziej osobiste. Nie chodzi już tylko o statystykę. Człowieka trudno rozpoznać jako jednostkę wśród milionów innych. Każdy jest osobnym istnieniem, ale jednocześnie każdy może zostać sprowadzony do anonimowego elementu większej całości.

Bardzo ważne jest następne pytanie:
i nikt nie spyta
po co tu jesteśmy –
ni skąd nas przywiało
ni dokąd zaniesie –
W tym miejscu metafora piasku staje się metaforą ludzkiego losu. Ziarno piasku nie zna swojego początku ani końca. Jest przenoszone przez wiatr i fale. Człowiek również często znajduje się w sytuacji, w której nie potrafi odpowiedzieć na trzy podstawowe pytania: skąd przychodzi, po co istnieje i dokąd zmierza.

To właśnie ta niewiedza nadaje utworowi wymiar egzystencjalny. Plaża staje się przestrzenią, w której można zobaczyć własne życie z dystansu. Jednak Zagańczyk nie zatrzymuje się na melancholii. Wprowadza bardzo nieoczywiste zestawienie:
do macic perłowych –
tych najsłodszych z nieb
czy nozdrzy topielców
gdzie gnije niepamięć
To chyba najbardziej radykalny fragment wiersza. Z jednej strony mamy macicę perłową, miejsce narodzin czegoś pięknego i cennego – perły. Z drugiej strony pojawiają się nozdrza topielców, obraz śmierci, rozkładu i zapomnienia.

W ten sposób poeta buduje dwie możliwe drogi istnienia. Człowiek może trafić w przestrzeń, w której zostanie z niego coś cennego, albo zostać pochłonięty przez niepamięć. Piasek może stać się częścią piękna albo zostać zmieszany z czymś, czego nikt już nie chce pamiętać.

To przeciwstawienie powraca później w znacznie bardziej rozpoznawalnej formie:
z jednych zbuduje
ktoś potem zamki –
jeszcze na chwilę
się komuś przydadzą
oraz:
drugich bez reszty
pochłonie niebieskość –
To jeden z najlepszych fragmentów utworu. Ziarna piasku zostają podzielone na dwie grupy. Jedne zostaną wykorzystane do budowania zamków – a więc czegoś, co ma kształt, znaczenie i może przez chwilę zachwycać. Drugie zostaną pochłonięte przez morze.

Ale również zamki nie są tutaj symbolem trwałości. Poeta pisze:
jeszcze na chwilę
się komuś przydadzą
To bardzo ważne. Nawet jeśli człowiek zostawi po sobie coś, co stanie się częścią czyjegoś świata, nie oznacza to nieśmiertelności. Zamek z piasku jest przecież konstrukcją chwilową. Prędzej czy później przyjdzie fala. W ten sposób metafora piasku otrzymuje kolejne znaczenie: ludzkie życie może pozostawić ślad, ale każdy ślad jest tymczasowy.

Warto zwrócić uwagę na obecność morza. Nie jest ono tutaj jedynie pięknym elementem wakacyjnego krajobrazu. Jest ogromną siłą, która może zarówno tworzyć, jak i pochłaniać. Morze jest odpowiednikiem czasu – przychodzi fala, zabiera zamek, miesza piasek i zaciera ślady.

Dlatego bardzo znaczące są słowa:
trwając tak sennie –
rzucając się na wiatr –
myślimy że wszystko
jest jeszcze przed nami
W tym fragmencie pojawia się ludzka iluzja przyszłości. Człowiek, podobnie jak ziarenko piasku, pozostaje w ruchu, ale jednocześnie jest przekonany, że ma przed sobą nieskończoną liczbę możliwości.

To „myślimy” jest tutaj ważniejsze niż „wiemy”. Podmiot nie mówi, że wszystko rzeczywiście jest przed nami. Mówi, że tak nam się wydaje. To bardzo subtelna różnica. Człowiek żyje tak, jakby czas był niewyczerpanym zasobem. Planuje, buduje, odkłada, marzy. Tymczasem z perspektywy piasku i morza jego życie jest zaledwie chwilą.

W tym miejscu tytuł „Młodszy brat i plaża” nabiera dodatkowego znaczenia. Sam tytuł jest enigmatyczny, ponieważ „młodszy brat” nie pojawia się bezpośrednio w rozwinięciu wiersza. Można jednak potraktować go jako ślad konkretnej relacji, która stoi za bardziej uniwersalną refleksją. Być może „młodszy brat” jest figurą człowieka bliskiego, z którym dzieli się doświadczenie świata, albo kimś, wobec kogo pytania o życie i przemijanie nabierają szczególnej intensywności.

Właśnie dlatego nie próbowałbym tego elementu interpretować zbyt jednoznacznie. Nieobecność brata w samej treści może być celowa. Tytuł otwiera prywatną historię, której wiersz nie opowiada wprost. Czytelnik otrzymuje natomiast przestrzeń, w której można umieścić własne doświadczenie bliskości, dorastania i utraty.

Bardzo ważną rolę odgrywa również forma. Krótkie wersy, pauzy i powtarzane myślniki powodują, że tekst przypomina ciąg myśli pojawiających się podczas patrzenia na morze. Wiersz nie rozwija się linearnie jak opowieść. Raczej przesuwa się od obrazu do obrazu: piasek → człowiek → początek → śmierć → zamek → morze → przyszłość. Ta kompozycja dobrze współgra z tematem. Myśli również nie układają się w idealny porządek, kiedy człowiek próbuje odpowiedzieć sobie na pytania o własne istnienie.

Na uwagę zasługuje także brak klasycznej interpunkcji. Myślniki zastępują naturalne zatrzymania, a zarazem wprowadzają poczucie zawieszenia. Podobnie jak piasek przesuwający się pod stopami, zdania nieustannie zmieniają swoje położenie.
Finał:
jedna z dwu
do wyboru
jest niezwykle oszczędny. Po całym wcześniejszym rozważaniu poeta sprowadza ludzkie istnienie do dwóch możliwości: zostać wykorzystanym do budowy czegoś, co przetrwa chwilę, albo zniknąć w morzu i niepamięci.

Ale właśnie tutaj pojawia się najważniejsza ambiwalencja utworu. Czy rzeczywiście mamy wybór? Wcześniej przecież piasek „przywiało” i „zaniesie”. Człowiek nie kontroluje ani początku, ani końca. Finałowe „do wyboru” może więc być ironiczne. Wydaje nam się, że wybieramy, podczas gdy ogromna część naszego losu pozostaje poza naszym wpływem.

Zagańczyk nie proponuje pocieszenia. Nie mówi, że każdy człowiek pozostawi po sobie nieśmiertelny ślad. Nie mówi również, że wszystko ma sens. Przeciwnie – dopuszcza możliwość całkowitego pochłonięcia przez „niebieskość”. A jednak nie jest to wiersz nihilistyczny.

Dlaczego? Ponieważ samo świadome trwanie ma tutaj znaczenie. Człowiek może być małym ziarnem piasku, ale potrafi zadać pytanie o swoje miejsce w świecie. Potrafi zobaczyć zarówno możliwość budowania zamku, jak i możliwość jego zniszczenia. Sama świadomość tej kruchości odróżnia go od bezmyślnego elementu krajobrazu.

„Młodszy brat i plaża” jest więc wierszem o kruchości ludzkiego istnienia, pamięci i złudzeniu przyszłości. Plaża nie jest tu miejscem wypoczynku, lecz ogromną metaforą świata. Ziarna piasku są ludźmi – licznymi, podobnymi, a jednak każdy z nich pozostaje osobny. Jedne zostają na chwilę częścią czyjegoś zamku, inne giną bez śladu. Morze zabiera jedno i drugie.

Najbardziej przejmująca jest świadomość, że nawet wtedy, gdy budujemy coś z własnego życia, robimy to „jeszcze na chwilę”. I być może właśnie w tej jednej chwili zawiera się cała wartość ludzkiego istnienia. Bo zamek z piasku nie musi być wieczny, żeby miał znaczenie. Wystarczy, że przez moment ktoś chciał go zbudować, a ktoś inny chciał na niego patrzeć.

Tomasz Walczak

14/08/2026

Maja [Maya] Baczyńska
nieszczelny emocjonalnie, przemakasz Gdańskiem, każdym żurawiem, cyberpunkowym
marszem, niechceniem chcianego manifestu, chceniem odechcianych zachcianek bez żadnego "ale", protestacyjnych "tak" i "nie" dla zasady, odczuciem przewodu społecznego z sumieniem wrażliwym, co prowadzi do mentalnych zaparć albo rozdwojenia jaźni; dokręcasz więc śrubę i nie patrzysz ilu w pobliskiej toni tonących, przyprawiasz czym trzeba lodowaty tonic i prujesz naprzód, by stać się o jeden dzień bardziej żywą rzeźbą na stoczni, pasować każdym zardzewieniem, wypaczeniem i odgięciem blachy
lipiec 2026

Między rdzą a wrażliwością – o tekście Mai [Mayi] Baczyńskiej „nieszczelny emocjonalnie…”

Tekst Mai [Mayi] Baczyńskiej jest trudny do zamknięcia w tradycyjnej kategorii wiersza. Nie ma tutaj klasycznej stroficznej budowy, wyraźnego rytmu ani spokojnie rozwijanej opowieści. Jest za to jeden długi, rozpędzony strumień słów, który przypomina zapis świadomości człowieka poruszającego się przez miasto, własne emocje i społeczne napięcia. To tekst, który nie tyle opisuje stan wewnętrzny, ile próbuje go odtworzyć poprzez składnię, nagromadzenie skojarzeń i brak odpoczynku.

Już pierwsze słowa:
nieszczelny emocjonalnie, przemakasz Gdańskiem
ustawiają najważniejszą metaforę utworu. „Nieszczelność” oznacza tutaj podatność na świat. Człowiek nie ma szczelnej granicy między sobą a rzeczywistością – wszystko przez niego „przemaka”. Gdańsk nie jest więc jedynie miejscem, przez które podmiot przechodzi. Staje się substancją emocjonalną, która wnika do środka.
To bardzo ważne, ponieważ dalsza część tekstu konsekwentnie zaciera granicę między miastem, społeczeństwem i psychiką jednostki.
Podmiot „przemaka” Gdańskiem:
każdym żurawiem, cyberpunkowym
marszem
Wybór żurawia jest znaczący. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych znaków Gdańska, ale jednocześnie symbol miasta portowego, pracy, przemysłu i ciężaru. Obok niego pojawia się „cyberpunkowy marsz”, a więc współczesność, technologia, estetyka miasta przyszłości. Gdańsk zostaje pokazany jako przestrzeń, w której historyczna materia spotyka się z nowoczesnym, nieco zdehumanizowanym doświadczeniem.

Nie jest to jednak pocztówka z Gdańska. Autorka świadomie odchodzi od malowniczego obrazu miasta. Zamiast niego dostajemy człowieka, który jest przez miasto bombardowany bodźcami.
Dalej pojawia się seria pozornie sprzecznych konstrukcji:
niechceniem chcianego manifestu, chceniem odechcianych zachcianek
To jeden z kluczowych fragmentów tekstu. Język zaczyna tutaj wykonywać dokładnie to, o czym mówi utwór: traci stabilność. „Chcenie” spotyka się z „niechceniem”, a „chciane” z „odechcianym”. Nie można już jednoznacznie powiedzieć, czego właściwie chce bohater.

Ta sprzeczność nie jest przypadkowa. Tekst mówi o człowieku żyjącym w świecie, w którym oczekuje się od niego ciągłego określania stanowiska, a jednocześnie sam nie jest pewien własnych pragnień. Stąd:
protestacyjnych „tak” i „nie” dla zasady
To bardzo współczesne doświadczenie. „Tak” i „nie” przestają być odpowiedziami wynikającymi z przekonania. Mogą stać się gestami wykonywanymi „dla zasady”, elementami społecznej pozycji, deklaracji, protestu albo autoprezentacji.
W ten sposób tekst przechodzi od osobistego doświadczenia do diagnozy społecznej.

Szczególnie ciekawy jest następny obraz:
odczuciem przewodu społecznego z sumieniem wrażliwym
„Przewód społeczny” można odczytać jako metaforę człowieka podłączonego do całej sieci współczesnego świata. Docierają do niego konflikty, oczekiwania, opinie, protesty, informacje i cudze emocje. Problem polega na tym, że przewodzenie wszystkiego przez własną psychikę prowadzi do przeciążenia:
co prowadzi do mentalnych zaparć albo rozdwojenia jaźni
To jeden z najbardziej groteskowych fragmentów tekstu. Autorka świadomie zderza język psychologiczny z fizjologicznym. „Mentalne zaparcia” są określeniem absurdalnym, ale dzięki temu dobrze oddają sytuację człowieka, który nie potrafi już przetworzyć wszystkiego, co do niego dociera.

Można powiedzieć, że cała pierwsza część tekstu opisuje emocjonalne przeciążenie. Podmiot jest „nieszczelny”, więc wszystko przez niego przepływa. Jednocześnie jest tak przeciążony sprzecznościami, że zaczyna doświadczać blokady.
I wtedy następuje gwałtowny zwrot:
dokręcasz więc śrubę
To bardzo mechaniczny obraz. Człowiek próbuje odzyskać kontrolę nad sobą poprzez „dokręcenie śruby”. Zamiast być bardziej otwartym, zaczyna się usztywniać. Wrażliwość zostaje więc skonfrontowana z koniecznością przetrwania.

Jeszcze mocniejszy jest następny fragment:
i nie patrzysz ilu w pobliskiej toni tonących
Tutaj pojawia się moralne napięcie tekstu. Człowiek, który wcześniej był „nieszczelny emocjonalnie”, zaczyna odwracać wzrok od innych. Wrażliwość okazuje się obciążeniem, którego nie można utrzymywać bez końca. Żeby ruszyć naprzód, trzeba czasem przestać patrzeć na tych, którzy toną.

To jeden z najważniejszych paradoksów utworu: czy można zachować wrażliwość i jednocześnie przetrwać w świecie, który wymaga obojętności?
Autorka nie daje odpowiedzi.
Zamiast tego przechodzi do bardzo współczesnego obrazu:
przyprawiasz czym trzeba lodowaty tonic
i prujesz naprzód
„Lodowaty tonic” wnosi do tekstu chłód, dystans i pewną miejską nonszalancję. To niemal rekwizyt człowieka, który postanowił przestać analizować i po prostu iść dalej. Wcześniejszy chaos myśli zostaje zastąpiony ruchem.

Ale dokąd ten ruch prowadzi?
Do stoczni.
I tutaj pojawia się najważniejsza metafora finału:
by stać się o jeden dzień bardziej żywą rzeźbą na stoczni
To niezwykle ciekawy obraz. „Żywa rzeźba” łączy człowieka z materią miasta. Nie jest on już tylko obserwatorem Gdańska. Staje się jego elementem, niemal częścią przemysłowej konstrukcji.

Jeszcze ważniejsze są ostatnie słowa:
pasować każdym zardzewieniem, wypaczeniem i odgięciem blachy
To właśnie tutaj wszystkie wcześniejsze znaczenia spotykają się w jednym obrazie.
„Zardzewienie”, „wypaczenie” i „odgięcie” mogą oznaczać fizyczne właściwości blachy, ale równie dobrze opisują człowieka. Jego niedoskonałości, doświadczenia, deformacje, pęknięcia i ślady czasu przestają być czymś, co należy ukryć. Przeciwnie – to właśnie dzięki nim zaczyna pasować do świata.

Finał można więc odczytać jako przewrotną afirmację niedoskonałości. Nie trzeba być gładkim, idealnym, odpornym na korozję. Można być zardzewiałym, wygiętym, nadłamanym – i nadal należeć do konstrukcji świata. W tym sensie tytułowe „nieszczelność emocjonalna” otrzymuje drugie znaczenie. To nie tylko słabość. To również zdolność przepuszczania świata przez siebie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy przepuszczamy go tak dużo, że przestajemy rozpoznawać własny kształt.

Tekst Mai Baczyńskiej jest więc przede wszystkim próbą uchwycenia człowieka współczesnego, przeciążonego światem, własnymi deklaracjami i cudzymi emocjami. Gdańsk pełni tu funkcję nie tyle miejsca akcji, ile ogromnego organizmu, przez który przepływa historia, przemysł, protest, technologia, pamięć i codzienność.

Warto też zwrócić uwagę na formę. Jeden długi wers, pozbawiony klasycznych przystanków, dobrze odpowiada treści. Czytelnik nie ma właściwie gdzie odpocząć. Kolejne obrazy nachodzą na siebie tak, jak nachodzą na siebie myśli człowieka przeciążonego informacjami i emocjami. Składnia staje się więc odpowiednikiem stanu psychicznego.

Nie wszystko jednak działa równie mocno. Tekst jest miejscami przeciążony własną pomysłowością. „Niechceniem chcianego manifestu”, „chceniem odechcianych zachcianek”, „mentalnymi zaparciami”, „przewodem społecznym” czy „cyberpunkowym marszem” tworzą ciekawą energię, ale ich nagromadzenie sprawia, że niektóre metafory nie zdążają wybrzmieć. Czytelnik momentami bardziej podziwia sprawność językową autorki, niż doświadcza emocji, które tekst próbuje przekazać.

A jednak końcowa metafora stoczni zdecydowanie broni całości. „Zardzewienie, wypaczenie i odgięcie blachy” okazują się znacznie mocniejsze niż wiele wcześniejszych konceptów, ponieważ łączą Gdańsk z człowiekiem w sposób konkretny i materialny.

„Nieszczelny emocjonalnie…” jest zatem tekstem o próbie dopasowania się do świata bez utraty własnej wrażliwości. Nie proponuje łatwego rozwiązania. Pokazuje raczej, że współczesny człowiek może być jednocześnie czuły i zmęczony, zaangażowany i obojętniejący, pełen sprzeczności i próbujący mimo wszystko iść dalej.

A jego ostatecznym symbolem staje się stoczniowa blacha: zardzewiała, wypaczona, odgięta, ale nadal potrzebna. To chyba najmocniejsza myśl tego tekstu – że człowiek nie musi być nieskazitelny, żeby znaleźć swoje miejsce w świecie.

Tomasz Walczak

13/08/2026

Danuta Sut-Karykowska

LATO

SŁOŃCE budzi nieśmiałe pragnienia. Gorący PIASEK głaszcze je i przynagla. Przesypują się między palcami, obiecując narodziny pieszczoty. MORZE zmywa wstyd i delikatnym falowaniem wprowadza w miłosny rytm. WIATR szeptem przywołuje skrywane chęci, tłumione w zimnych porach. Najdziksze pomysły, nieokiełznane myśli stają się pożądane i możliwe do spełnienia. LATO. Nic złego nie może się zdarzyć…

Lato jako czas uwolnienia – o wierszu Danuty Sut-Karykowskiej „LATO”

Lato w wierszu Danuty Sut-Karykowskiej nie jest jedynie porą roku. Staje się stanem emocjonalnym, przestrzenią, w której człowiek pozwala sobie na więcej niż w pozostałych miesiącach. Ciepło, morze, wiatr i piasek nie tworzą tutaj tylko wakacyjnego pejzażu. Są siłami, które stopniowo rozbudzają pragnienie, zdejmują wstyd i otwierają podmiot liryczny na to, co wcześniej pozostawało ukryte. „LATO” jest więc przede wszystkim wierszem o budzeniu zmysłów i przekraczaniu własnych ograniczeń.

Już pierwsze zdanie:
SŁOŃCE budzi nieśmiałe pragnienia.
ustawia kierunek całego utworu. Słońce otrzymuje ludzką sprawczość – nie tylko świeci, ale „budzi”. To ono uruchamia proces, który będzie rozwijał się w kolejnych wersach. Co ważne, pragnienia są jeszcze „nieśmiałe”. Nie pojawiają się od razu jako gwałtowne pożądanie. Są czymś ukrytym, co dopiero zaczyna dochodzić do głosu.

W kolejnym obrazie pojawia się piasek:
Gorący PIASEK głaszcze je i przynagla.
Zmysłowość zostaje tutaj mocno związana z dotykiem. „Głaskanie” i „przynaglanie” sugerują, że natura nie jest biernym tłem. Ona uczestniczy w przemianie podmiotu. Piasek niemal namawia do porzucenia ostrożności.
Bardzo znaczące jest następne sformułowanie:
Przesypują się między palcami, obiecując
narodziny pieszczoty.
Piasek staje się metaforą czegoś, co wymyka się kontroli. Jednocześnie jego kontakt z dłonią przywołuje cielesność. „Narodziny pieszczoty” są określeniem wyraźnie erotycznym, ale autorka nie opisuje konkretnej sytuacji miłosnej. Pozostawia ją w sferze oczekiwania, wyobraźni i zmysłowego napięcia.

Kolejną siłą natury jest morze:
MORZE
zmywa wstyd
To jeden z najważniejszych momentów utworu. Wstyd zostaje potraktowany jak coś, co można fizycznie zmyć. Morze nie tylko oczyszcza ciało – oczyszcza również psychikę. To, co wcześniej było tłumione, może zostać wypowiedziane, przeżyte, a nawet spełnione.
Jednocześnie morze:
delikatnym falowaniem
wprowadza w miłosny rytm.
Rytm fal zostaje utożsamiony z rytmem erotycznym. Natura i ciało zaczynają funkcjonować w jednym porządku. Człowiek nie tyle obserwuje morze, ile zaczyna poruszać się w jego rytmie. W ten sposób pejzaż staje się językiem pożądania.

Trzecim żywiołem jest wiatr:
WIATR
szeptem przywołuje skrywane chęci,
tłumione w zimnych porach.
Jeśli słońce budzi, piasek dotyka, a morze zmywa wstyd, wiatr przywołuje. Każdy element natury pełni inną funkcję w procesie emocjonalnego uwalniania. Szczególnie istotne jest przeciwstawienie lata „zimnym porom”. Zima oznacza tutaj nie tylko temperaturę. Można ją odczytać jako symbol powściągliwości, zahamowania, codziennych obowiązków czy społecznych ograniczeń.
Lato jest przeciwieństwem tego stanu. Przynosi zgodę na własne pragnienia.

Dlatego następujące wersy:
Najdziksze
pomysły, nieokiełznane myśli stają się
pożądane i możliwe do spełnienia.
są właściwie kulminacją wiersza. Następuje przejście od „nieśmiałych pragnień” do „najdzikszych pomysłów”. Proces jest wyraźny: budzenie → dotyk → uwolnienie → spełnienie.

Ciekawa jest przy tym zmiana znaczenia słowa „pożądane”. Nie chodzi już tylko o pożądanie w sensie erotycznym. „Pożądane” stają się również własne myśli, fantazje i impulsy, które wcześniej mogły być uznawane za zbyt śmiałe. Lato daje człowiekowi rodzaj wewnętrznego przyzwolenia.

Wiersz jest zbudowany niemal jak mała scenografia zmysłów. Dominuje dotyk – głaskanie piasku, falowanie morza, szept wiatru. Jest również temperatura – gorące słońce i piasek. Jest ruch – przesypywanie, falowanie, przywoływanie. Wszystko prowadzi do rozbudzenia cielesności.

Na uwagę zasługuje również zapis wielkimi literami:
SŁOŃCE – PIASEK – MORZE – WIATR – LATO
Te słowa działają jak kolejne znaki scenariusza. Są mocniej wyeksponowane niż reszta tekstu. Można je potraktować jak pięć podstawowych elementów letniego doświadczenia. Ostatecznie wszystkie podporządkowują się jednemu słowu: LATO.

I właśnie finał:
LATO. Nic złego nie może się zdarzyć…
jest najbardziej interesujący, ponieważ można go czytać dwojako.
Na pierwszym poziomie to po prostu afirmacja wakacyjnej beztroski. Lato tworzy czas, w którym można zapomnieć o konsekwencjach i pozwolić sobie na spontaniczność.

Ale wielokropek sprawia, że zdanie nie jest całkowicie niewinne. „Nic złego nie może się zdarzyć…” może być również zdaniem wypowiadanym przez człowieka, który chce w to uwierzyć. Przecież skoro wcześniej mowa o „najdzikszych pomysłach” i „nieokiełznanych myślach”, istnieje również możliwość przekroczenia granicy. Finał nie zamyka więc interpretacji całkowicie. Zostawia lekki cień pytania: czy rzeczywiście nic złego się nie wydarzy?

W tym sensie wiersz można odczytać nie tylko jako pochwałę lata, lecz także jako opowieść o czasowym zawieszeniu zasad. Lato pozwala człowiekowi stać się kimś trochę innym – odważniejszym, bardziej zmysłowym, mniej kontrolowanym.

Nie jest to jednak utwór, który próbuje komplikować doświadczenie. Jego język jest bezpośredni, sensualny i mocno oparty na znanych skojarzeniach: słońce budzi pragnienie, morze zmywa wstyd, wiatr przywołuje pożądanie. Niektóre metafory są więc dość konwencjonalne. Siłą tekstu nie jest odkrywczość pojedynczych obrazów, lecz konsekwencja w budowaniu jednego zmysłowego klimatu.

„LATO” można zatem czytać jako poetycką pochwałę chwili, w której człowiek przestaje siebie pilnować. Natura staje się wspólnikiem pragnienia, a wakacyjny krajobraz – przestrzenią psychicznego wyzwolenia. Słońce otwiera drzwi, piasek uruchamia dotyk, morze odbiera wstyd, wiatr przywołuje to, co ukryte, a lato daje przyzwolenie.

Najważniejsze pozostaje jednak ostatnie zdanie. „Nic złego nie może się zdarzyć…” brzmi jak zaklęcie, którym próbujemy zabezpieczyć własną wolność. Bo kiedy człowiek naprawdę pozwala sobie na pragnienie, zawsze pojawia się również ryzyko. I właśnie ten niewielki, pozostawiony przez wielokropek niepokój sprawia, że wiersz nie kończy się wyłącznie banalną pochwałą wakacyjnej beztroski.

Tomasz Walczak

Adres

Drezdenko

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 16:00
Wtorek 09:00 - 16:00
Środa 09:00 - 16:00
Czwartek 09:00 - 16:00
Piątek 09:00 - 16:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy LubDrzeń umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria