18/08/2026
W Bieszczadach narzekanie ma się całkiem dobrze.
Że sezon krótki.
Że pogoda nie taka.
Że ludzi za mało.
Że ludzi za dużo.
Że kiedyś było inaczej.
Że turyści tacy jacyś.
Że ceny.
Że drogi.
Że internet.
Że pogoda znowu....
Można by tak długo.
Ale nam się jakoś nie chce narzekać.
Nam się chce rano otworzyć drzwi Baraku,
nam się chce wejść do pracowni, dokończyć co zostało wczoraj na stole, zajrzeć do pieca, przesunąć jakiś kubek, który znowu stoi nie tam, gdzie powinien, i zrobić kawę.
A potem czekać.
Może przyjdzie pięćdziesiąt osób.
Może pięć.
Może jedna.
I wiecie co?
Jeśli będzie to jedna osoba, która przejechała kawał drogi i postanowiła zjechać te 150 metrów z głównej drogi, żeby zobaczyć, co robimy, to też będzie dobrze.
Bo przecież właśnie po to otwieramy.
Żeby ktoś wszedł.
Żeby można było powiedzieć „dzień dobry”.
Żeby ktoś wziął do ręki kubek i zapytał:
„A to robicie tutaj?”
Żebyśmy mogli odpowiedzieć:
„Tak. Tutaj.”
I może pokazać pracownię.
Może piec.
Może coś, co właśnie wyszło z wypału.
Może opowiedzieć historię któregoś przedmiotu.
A może po prostu chwilę pogadać.
Nie wiemy, ile jeszcze sezonów przed nami.
Ale dzisiaj nie będziemy się tym zajmować.
Dzisiaj po prostu otwieramy Barak.
Bo nam się chce.
Chce nam się robić ceramikę.
Chce nam się spotykać ludzi.
Chce nam się być tutaj.
I chyba właśnie dlatego nadal to robimy.
Do zobaczenia w Baraku.
Nawet jeśli miałbyś być dzisiaj tym jednym człowiekiem. ❤️